logo
Czwartek, 04 czerwca 2020 r.
imieniny:
Christy, Helgi, Karola, Franciszka – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Ewelina Pitala
Ścieżkami wiary
Wydawnictwo JUT


Ścieżkami wiary to zbiór wywiadów z ludźmi powszechnie znanymi i osobami zaangażowanymi w działalność dla dobra innych. Wszyscy są katolikami – swoją wiarę wplatają w codzienne życie, problemy, radości, a także tragedie. Ich piękne i głębokie zwierzenia fascynują i wzruszają – nie są zwykłą, suchą relacją, ale świadectwem kroczenia za Chrystusem i dojrzewania w wierze.


Wydawca: Wydawnictwo JUT 
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-62293-89-6
Format okładki: 125x195
Liczba stron: 456
Rodzaj okładki: Miękka
 
 


 

Staram się mądrze pomagać


Janina Ochojska – ur. w 1955 roku. Absolwentka astronomii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jedna z założycielek polskiego oddziału Fundacji "EquiLibre". W 1992 roku zorganizowała pierwszy konwój z Polski z pomocą dla byłej Jugosławii. Później założyła Polską Akcję Humanitarną, w której pełni funkcję prezesa. Otrzymała wiele odznaczeń i nagród zarówno w Polsce, jak i za granicą, m.in.: Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, Order "Ecce Homo", tytuł Kobiety Europy (1994), nagrodę "Pax Christi International Peace Award", Medal św. Jerzego, Nagrodę im. Lecha Wałęsy oraz nagrodę "Humanitarian Hero of the Year 2011'.

Powściągliwie

Janina Ochojska: Jako dziecko zachorowałam na polio, tj. na chorobę Heinego-Medina, skutkiem czego stałam się niepełnosprawna. W konsekwencji wychowywałam się głównie w szpitalach i sanatoriach, i było to wychowanie świeckie. W domu również nie panowała wyjątkowo religijna atmosfera. Moja babcia i rodzice byli wierzący, ale nie przywiązywali wielkiej wagi do spraw wiary; od czasu do czasu chodzili w niedzielę do kościoła.

Do Pierwszej Komunii Świętej poszłam późno – dopiero w piątej klasie szkoły podstawowej. Stało się tak ze względu na moje ciągłe pobyty w ośrodkach leczniczych. Nie miałam szczególnych religijnych przeżyć związanych z przyjęciem tego sakramentu. Może dlatego, że religii uczyłam się szybko, żeby można było mnie już dopuścić do Komunii. Nie chodziłam na katechezę, uczyłam się jedynie wyznaczonego mi materiału.

Sama uroczystość była dla mnie raczej przykrym doświadczeniem, ponieważ oddzielono mnie od innych dzieci ze względu na moją niepełnosprawność. Byłam w kościele ze wszystkimi, ale siedziałam za barierką, koło prezbiterium, nie mogłam więc wziąć udziału w całej ceremonii w sposób taki jak inne dzieci. W efekcie tego zdarzenia przeżywałam przez następne parę lat dystans do wiary. Już jako nastolatka znalazłam się w sanatorium w Świebodzinie, które mieściło się w starym poklasztornym budynku. W stołówce w niedziele sprawowane były Msze, ale ja w nich nie uczestniczyłam. Nie byłam ateistką, jednak w tym okresie ani religia, ani Pan Bóg nie okazywali się dla mnie ważni.

Zwrot

Wszystko zmieniło się dopiero wtedy, gdy trafiłam na studia. Był w tym palec Boży, że znalazłam się akurat w Toruniu. Zaczęło się od zawarcia znajomości z Madzią, którą poznałam w Świebodzinie i z którą przyjaźnię się do dzisiaj. Mieszkałyśmy razem w jednym pokoju. Ona chodziła na Msze, była z rodziny wierzącej. Wtedy nie wywierało to jeszcze na mnie większego wpływu, bardzo się jednak zaprzyjaźniłyśmy.

Jako trzynastolatka przeczytałam Obrazy nieba Gadomskiego i postanowiłam być astronomem. Po maturze mama chciała, żebym studiowała w Krakowie, ale działo się to rok po przeprowadzeniu w tym mieście pewnego eksperymentu (przyjęto na studia wszystkich kandydatów i dopiero na pierwszym roku część z nich "odsiewano"). W związku z tym nie było wolnych miejsc w akademikach. W tej sytuacji mama Madzi namówiła mnie, żebym zdawała egzaminy do Torunia, skąd obie pochodziły. Dostałam się na astronomię. W tym samym czasie zmarł dziadek Madzi. Zamieszkałyśmy w mieszkaniu po nim – razem z Madzią, która dostała się na polonistykę, i z jeszcze jedną koleżanką, studentką matematyki.

Na początku studiów na wykładach z fizyki ogólnej pewien chłopak rozdawał deklaracje wstąpienia do Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Byłam wychowana w przekonaniu, że jeśli jest się studentem, trzeba zapisać się do związku, że to normalne. Ale wtedy zabrakło dla mnie deklaracji. W tym samym tygodniu Madzia zaprowadziła mnie do Duszpasterstwa Akademickiego Jezuitów, gdzie dowiedziałam się, że nie należy wstępować do ZSMP. Teraz, gdy się nad tym zastanawiam, myślę, że anioł i diabeł stoczyli walkę o moją duszę. Znalazłam się "po drugiej stronie" i trafiłam do duszpasterstwa akademickiego.

Ugruntowanie

Duszpasterstwo okazało się miejscem, którego od dawna potrzebowałam, choć nie byłam tego wcześniej świadoma. Pragnęłam wejść w środowisko, w którym mogłabym rozmawiać z ludźmi na tematy filozoficzne i egzystencjalne, ponieważ tak naprawdę nie posiadałam żadnego światopoglądu – byłam "białą kartą". A potrzeba znalezienia sobie własnego miejsca, przemyślenia, przedyskutowania wszystkiego i dokonania świadomego wyboru – jak się okazało – była we mnie bardzo silna.

W środowisko duszpasterstwa weszłam z ogromną łatwością. Nikt w tej grupie nie namawiał mnie, abym stała się wierząca. Do mnie Pan Bóg dotarł przez poznanie: książki i filmy, które stanowiły temat do rozważań i dyskusji, spotkania z ludźmi dającymi świadectwo swojego życia oraz rozmowy z przyjaciółmi o rzeczach ważnych. Ważnym elementem tego poznania były również moje studia, dzięki którym mogłam dotknąć tajemnicy, za którą istniał już tylko Bóg.

Pan Bóg jest dla mnie przede wszystkim Bogiem "intelektualnym" (być może wpłynęło na to wychowanie jezuitów), tzn. że doświadczyłam Jego istnienia przez poznanie. Wierzę w Boga, ale to nie jest wiara w jakiś niebyt. Poznałam Jego naturę w sposób dostępny dla naszego poznania.

Tajemnica prapoczątku

Pan Bóg jest dla mnie Bogiem wszechświata. Zafascynowała mnie Jego natura, kiedy studiowałam astronomię i pokrewne jej kierunki. Pojęłam, że pomiędzy nami, ludźmi, a wszechświatem zachodzi bardzo ścisła relacja. Każdy z nas stanowi wszechświat, w którym mieszka Bóg. Jesteśmy – tak jak wszechświat – ograniczeni w swojej fizyczności i – tak jak wszechświat – nieskończeni w przestrzeni, co wyraża się w nieskończoności ducha. I rzeczywiście, człowiek pomimo swojej ograniczoności posiada nieskończone możliwości rozwoju i niezmierzone pokłady duchowego wzrastania. Zafascynowała mnie ta jedność i płynące z niej konsekwencje.

Bóg nie jest wszechświatem, ale Bóg istnieje we wszechświecie. Słyszę czasem o dyskusjach, czy to Pan Bóg stworzył planety, czy też one same się stworzyły. Znam ten mechanizm – jestem astronomem. Wiem też, że gdzieś zaistniał ten początek i nawet w astronomii, tej, która obecnie posiada naprawdę niezwykłe możliwości poznawania wszechświata, zatrzymujemy się w miejscu, za którym jest tajemnica. Ta tajemnica znajduje się u prapoczątku.

Muszę powiedzieć, że zetknięcie z astronomią w jakiś sposób pomagało mi pojąć Pana Boga, zrozumieć Jego naturę i zafascynować się Nim. Bóg jest mi bardzo bliski, co nie znaczy, że jestem szczególnie religijna. Chodzę co niedzielę do kościoła i modlę się, ale nie uczęszczam na majówki, różańce – nie jestem religijna w zewnętrznym wyrazie. Pewnie bierze się to stąd, że życie, jakie prowadzę, wyznacza mi inny rytm.


 



Pełna wersja katolik.pl