logo
Czwartek, 04 czerwca 2020 r.
imieniny:
Christy, Helgi, Karola, Franciszka – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Ewelina Pitala
Ścieżkami wiary
Wydawnictwo JUT


Ścieżkami wiary to zbiór wywiadów z ludźmi powszechnie znanymi i osobami zaangażowanymi w działalność dla dobra innych. Wszyscy są katolikami – swoją wiarę wplatają w codzienne życie, problemy, radości, a także tragedie. Ich piękne i głębokie zwierzenia fascynują i wzruszają – nie są zwykłą, suchą relacją, ale świadectwem kroczenia za Chrystusem i dojrzewania w wierze.


Wydawca: Wydawnictwo JUT 
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-62293-89-6
Format okładki: 125x195
Liczba stron: 456
Rodzaj okładki: Miękka
 
 


 

Pogoda ducha


Tomasz Zubilewicz –
ur. w 1962 roku. Absolwent Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Prezenter pogody TVN. Angażuje się w działalność proekologiczną. Żonaty, ma dwoje dzieci.

Ewelina Pitala: Czy to prawda, że był Pan kiedyś katechetą?

Tomasz Zubilewicz: Tak, przez rok. Po podjęciu decyzji o wprowadzeniu do szkół religii księża mieli mało czasu na zorganizowanie kadry katechetów. Ksiądz proboszcz parafii, w której się udzielałem, znał mnie i powiedział, że jest w potrzebie, bo nagle dostał kilka szkół, w których nie ma kto uczyć. Poprosił mnie i kolegę z grupy oazowej, abyśmy zostali katechetami w technikach. Kolega miał lepsze przygotowanie, ponieważ skończył teologię, a ja musiałem nadrobić pewne rzeczy.

Jak Pan sobie radził w tej roli?

Trudno było to wszystko wyważyć. Inaczej jest kształtować swoje własne życie, kiedy można wymagać od samego siebie, inaczej nauczać geografii, kiedy jest się nauczycielem i wykłada się pewną wiedzę, a jeszcze inaczej przekazywać pewne zasady czy prawdy wiary, którymi powinni żyć inni ludzie, i wymagać od nich, gdy się nawet nie jest księdzem.

Z jednej strony lekcje religii to nie są spotkania i pouczenia w konfesjonale, a z drugiej – trzeba czegoś wymagać od uczniów. To był pierwszy rok wprowadzenia religii, więc nauczyciele i dyrektorzy nie wiedzieli, jak do tego tematu podejść. Młodzież też do końca "nie czuła bluesa", bo jeszcze kilka miesięcy wcześniej chodziła na religię do kościoła. Zauważyłem, że lekcje religii to był jedyny czas w tygodniu, kiedy niektórzy uczniowie myśleli o Panu Bogu czy zastanawiali się nad tym, co jest napisane w Piśmie Świętym. Na co dzień nie mieli z tym kontaktu. To spostrzeżenie uzmysłowiło mi, jak dużo do zrobienia w kwestii wychowania duchowego mają rodzice.

Co działo się później?

Później dostałem propozycję pracy jako geograf w szkole prywatnej prowadzonej przez siostry zakonne. Ponieważ chciałem pójść za swoim zawodem, zrezygnowałem z nauczania religii. Wyszło to naturalnie. Uczyłem geografii przez dwanaście lat.

Był Pan surowym nauczycielem?

O to trzeba pytać uczniów. Zawsze staram się wykonywać wszystkie obowiązki sumiennie. Gdy oddałem Martę, moją córkę, do przedszkola, zwróciłem uwagę, jak w pewnym momencie poszła za "swoją" panią. Zobaczyła obcą kobietę, która się do niej uśmiechała, od razu podała jej rękę i poszła, nawet nie oglądając się w moją stronę. Zrozumiałem wtedy, jak łatwo można stracić to, co się w domu przekazuje swoim pociechom, bo nagle powierzamy ich wychowanie innym osobom.

Uzmysłowiłem sobie, że nie tylko ja będę miał wpływ na wychowanie naszych dzieci, ale inne osoby również – zarówno w przedszkolu, jak i w szkole. Dotarło do mnie, że tak samo mogą myśleć rodzice moich uczniów. Posyłając dzieci do szkoły, wierzą, że przekaże się im odpowiednią ilość wiedzy i czegoś się je nauczy. Wiedząc o tym, starałem się być wymagającym nauczycielem w myśl zasady, że im więcej będę od nich wymagał, tym więcej będą umieli.

Chciałem, żeby lekcje ze mną nie były dla nich straconym czasem. Tym bardziej, że geografia jest bardzo interesującym przedmiotem, który mówi o tym, co nas otacza, co jest nad nami i pod nami. Uczniowie musieli odkrywać te wszystkie powiązania i umieć wyjaśnić, dlaczego dzisiaj świeci słońce albo z czego wynika to, że przy przechodzącym froncie atmosferycznym pojawia się burza. Sam odkrywałem to na studiach i próbowałem też w szkole mówić o tym dzieciakom. Później uczniowie podkreślali, że najbardziej podobały się im lekcje z geografii fizycznej, za geografią ekonomiczną nie przepadali. Może kiedy opowiadałem im o chmurach, wulkanach i przypływach morskich, to wkładałem w to więcej pasji.

Wielu uczniów do tej pory, gdy mnie widzi na ulicy, to się kłania. Ostatnio nawet w kościele jedna uczennica powiedziała: "Pan profesor!". Cały czas stała przy mnie, ale zauważyła mnie dopiero przy znaku pokoju. Mam nadzieję, że jest więcej uczniów, którzy wspominają mnie pozytywnie, niż tych, którzy zachowują z kontaktów ze mną złe wspomnienia. Bardzo było mi miło, gdy uczniowie przychodzili do mnie po egzaminach na studia i dziękowali za uwagi, które do nich kierowałem, bo, jak twierdzili, pomogły im się dostać na wybrane kierunki. Z niektórymi osobami mam ciągle kontakt.

Skąd wzięło się Pana zamiłowanie do geografii i turystyki?

Lubiłem wyjeżdżać za młodu. Byłem harcerzem i zawsze w lecie jeździłem na obozy harcerskie. Spędzaliśmy z chłopakami z klasy miesiąc w lesie na świeżym powietrzu. To było rozsądne towarzystwo. Mieliśmy też świetną kadrę. A poza tym w ciągu roku wyruszaliśmy na rajdy i biwaki. Być może to rozbudziło moje zainteresowanie przestrzenią, przyrodą, lasem, jeziorem. Chciałem poznawać to, co inne, odmienne aniżeli w Warszawie. Właśnie wyjazdy poza miasto ukierunkowały mnie na geografię, dlatego postanowiłem pójść na ten kierunek.

Jakie ma Pan doświadczenia związane z Kościołem z okresu dzieciństwa?

Najpierw chodziłem do kościoła razem z rodzicami, później zostałem ministrantem i byłem bliżej ołtarza.

W 1978 roku brałem udział w rekolekcjach w mojej parafii na Opaczewskiej, które prowadził ks. Grzegorz Krysztofik. Jako ministrant musiałem w nich uczestniczyć.

To były inne rekolekcje niż tradycyjne. Nie było tak, że każdego dnia przychodziliśmy na Mszę, naukę i tyle. To były rekolekcje ewangelizacyjne prowadzone przez Ruch Światło-Życie. Okazało się, że w kościele może być bardzo wesoło. Dużo śpiewaliśmy. Pokazywano nam różne slajdy. Nauki przekazywano inaczej niż zwykle. Ludzie w moim wieku mówili o Piśmie Świętym i o swoim życiu z Panem Bogiem.

Właśnie po tych rekolekcjach postanowiłem wstąpić do grupy formacyjnej, bo zobaczyłem, że wiara to nie tylko kwestia niedziel spędzanych w kościele czy służba przy ołtarzu, ale także analiza tego, co jest zapisane w Piśmie Świętym. Zależało mi na stałych spotkaniach formacyjnych. Tamte rekolekcje, prowadzone przez ks. Grzegorza, rozpoczęły nowy etap w moim życiu. To było bardzo ważne, bo wiadomo, że kilkunastoletni chłopak może mieć różne pomysły dotyczące postrzegania życia. Bardzo się cieszę, że to właśnie Kościół kształtował moje życie młodzieńcze.


 



Pełna wersja katolik.pl