logo
Środa, 23 września 2020 r.
imieniny:
Bogusława, Liwiusza, Tekli, Konstancjusza – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Ewelina Pitala
Ścieżkami wiary
Wydawnictwo JUT


Ścieżkami wiary to zbiór wywiadów z ludźmi powszechnie znanymi i osobami zaangażowanymi w działalność dla dobra innych. Wszyscy są katolikami – swoją wiarę wplatają w codzienne życie, problemy, radości, a także tragedie. Ich piękne i głębokie zwierzenia fascynują i wzruszają – nie są zwykłą, suchą relacją, ale świadectwem kroczenia za Chrystusem i dojrzewania w wierze.


Wydawca: Wydawnictwo JUT 
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-62293-89-6
Format okładki: 125x195
Liczba stron: 456
Rodzaj okładki: Miękka
 
 


 
Pogoda ducha (3)


A chwile, kiedy wiara była letnia, też były?

Nie, ponieważ jestem stały w swoich uczuciach. Nigdy nie było sytuacji, żebym się odwrócił czy oddalił od Kościoła. Przez wiele lat byłem ministrantem, później pracowałem w szkole, w której mieliśmy kaplicę. Mam też wielu zaprzyjaźnionych księży. Wszystko to sprawiało, że zawsze byłem blisko spraw kościelnych.

Czy jest Pan teraz związany z jakąś wspólnotą?

Obecnie nie uczestniczę w Ruchu Światło-Życie. Jest mi niezmiernie przykro z tego powodu, ale w pewnym momencie zobaczyłem, że mam tak dużo obowiązków służbowych, iż chcąc mieć czas dla rodziny, muszę zrezygnować z pewnych rzeczy. Ważne jest, aby wiara nie była na pokaz dla innych ludzi, i to, by wiarę kształtowało życie rodzinne. Ono musi być wspólnie prowadzone. Czas, gdy jesteśmy razem, w soboty czy niedziele, ma wielkie znaczenie. Można wtedy pobyć z dziećmi i dzięki temu nie tracić z nimi kontaktu. Nie można mówić o Panu Bogu, opowiadać, że jest miłością, i jednocześnie "odstawiać rodzinę na drugi tor". Natomiast cały czas utrzymujemy kontakt ze znajomymi ze wspólnoty i niekiedy się spotykamy.

Rodzina ma dla Pana bardzo duże znaczenie.

Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Żałuję, że mam tak mało czasu, aby przebywać z bliskimi. Zdarza się, że nie widzimy się całymi dniami, bo mając ranny dyżur, wstaję o 4.40, kiedy oni jeszcze śpią. Następnie gdzieś wyjeżdżam i gdy wracam, to jest tak późno, że moja rodzina znowu śpi. Całe szczęście, że mam taki rodzaj pracy, że dzieci widzą mnie w telewizji. Zawsze mogą powiedzieć: "Gdzie jest dzisiaj tata? Ooo, w Mikołajkach zapowiada pogodę!" albo: "A gdzie jutro będzie? W Węgorzewie!".

Prawda jest taka, że to, co robimy razem, przyczynia się do naszego wspólnego dobra. Jestem świadomy, że za kilka lat dzieci zwiążą się z innymi osobami, zostaniemy wtedy sami z żoną, może zrobi się na chwilę trochę pusto. Mam nadzieję, że to nie potrwa długo, bo pojawią się wnuki, choć teraz jest jeszcze za wcześnie, aby o nich myśleć.

Dorosłe dzieci są ciekawymi osobami, bo prezentują swoje własne spojrzenie na to, co się dzieje wokół nas. Czasami siadamy w kuchni czy w salonie i rozmawiamy. Żona z córką mają mnóstwo wspólnych tematów, ponieważ obie są kinomankami i obserwują kino z różnych stron. Z kolei Łukiego zabieram na wieczorne treningi – pod warunkiem, że ma odrobione lekcje. Nie wiem, jak spełniałbym się w życiu, gdyby nie rodzina. Szkoda, że nie mamy więcej dzieci, ale o tym, iż mamy tylko dwoje, zadecydowały względy zdrowotne.

Udaje się Panu przekazywać wiarę dzieciom?

Próbuję. Staram się im przekazywać wiarę swoją postawą. Oczywiście najtrudniej świadczyć o wierze w rodzinie, bo dzieci widzą, że to nie jest tylko kwestia modlitwy i klękania, ale także czasu, gdy ojciec się zdenerwuje albo pewne sprawy niepotrzebnie porusza przy nich czy ma inne od żony spojrzenie na rzeczywistość. Dzieci na to patrzą.

Marta i Łukasz od samego początku brali udział w czynnym życiu Kościoła, bo chodziliśmy razem najpierw na Msze wspólnotowe, a później do naszej parafii. Marta była członkiem zespołu religijnego, teraz związała się z grupą studencką. Łukasz był ministrantem. Może uda się nam go w najbliższym czasie wysłać na rekolekcje oazowe.

Czym dla Pana jest modlitwa?

Modlitwa to po pierwsze rozmowa z Bogiem. Nieustanne dziękczynienie za to, co nam daje, bo skoro dał nam życie, to musimy Mu za nie dziękować. A po drugie to rozmowy o tym, co ma się dziać w naszym życiu, jak ma dalej przebiegać rozwój naszej wiary i jak rozwiązywać poszczególne kwestie. Bardzo lubię czytać Pismo Święte, bo wiem, że wtedy muszę odłączyć się od wszystkich innych spraw i wyciszyć się. To jest czas wyłącznie na to, aby czytać Biblię i analizować, co w niej jest. Dla mnie lektura Pisma Świętego to najlepsza forma modlitwy.

A szczególnie bliska jest mi modlitwa psalmami. Czuję, że taka modlitwa jest mi potrzebna. Prawdziwa, rzetelna modlitwa nie powinna być pacierzem, ale czasem poświęconym dla Pana Boga. Powinienem się absolutnie wyciszyć i być tylko dla Niego. Zdarza się, że idę do kościoła na Mszę, ale nagle się orientuję, że ucieka mi kilka słów z Ewangelii czy z czytań i nie mogę poprowadzić toku myślowego. Jednak to mnie jeszcze bardziej mobilizuje, żeby się zagłębić.

Bardzo często gdy jestem w kościele, zamykam oczy, aby nic mnie nie rozpraszało i żeby wszystko, co jest ważne, stało się treścią modlitwy. Czasami modlitwę stanowi samo przebywanie blisko Pana Boga; to nie musi być monolog non stop, ale również otwieranie się na to, co Bóg mówi. Oczywiście zdarza się, że jest to trudne. Ale nawet jeśli tak się dzieje, to wiem, że samo przebywanie przed obliczem Pana może mieć charakter uwielbienia. Natomiast jeżeli modlitwę rzeczywiście potraktuję jako moje spotkanie z Panem Bogiem, czyli otworzę się na to, co On mówi do mnie, to Pan Bóg nie będzie przemawiał tylko przez modlitwę i Pismo Święte, ale także przez konkretnych ludzi i pewne sytuacje. Ważne jest, aby pamiętać, że Pan Bóg jest obecny nie tylko w modlitwie.

Gdzie jeszcze?

Pan Bóg cały czas jest obecny w naszym życiu, tylko my czasami zapominamy o tym albo nie chcemy Go widzieć czy doszukiwać się Go. A On bez przerwy jest. Zdarza się, że jadąc samochodem, mam ochotę wyjść i komuś dać w ucho za to, że zajechał mi drogę albo zrobił coś podobnego. Ale myślę: "Nie mogę, bo jestem osobą publiczną. Zaraz napiszą, że Zubilewicz, prezenter pogody, awanturuje się". Przyłapuję się na tym, że tak myślę.

Tak naprawdę powinienem rezygnować z takiego zachowania nie dlatego, że jestem osobą publiczną, ale ze względu na to, że jestem chrześcijaninem. Powinienem odwrócić te role, bo chrześcijanin nie powinien się w ten sposób zachowywać. Mogę powiedzieć stanowczym głosem, co o tym sądzę, ale nie mam prawa nikogo zbesztać. Tego typu zdarzenia też mnie "ustawiają". Trzeba się uczyć cały czas bycia chrześcijaninem.

Co jeszcze Pana "ustawia"?

Kiedyś idąc Starym Miastem, spotkałem ks. Wiesława, który szedł z Najświętszym Sakramentem do chorego. Widząc go naprzeciwko, uśmiechnąłem się, myśląc, że zatrzymamy się i porozmawiamy przez chwilę. A ks. Wiesław powiedział tylko: "Zuba, idę do chorego, módl się" i poszedł. Rewelacja. Kilka słów, a tak mi wszystko "ustawiły".

Regularnie czyta Pan Pismo Święte?

Niestety nie. Ubolewam nad tym. Jednocześnie uświadamia mi to, że nie jestem doskonały, że czegoś mi brakuje, że w życiu potrzebna jest non stop mobilizacja duchowa, bo mamy postępować coraz lepiej. Swego czasu odprawiałem modlitwę codzienną Kościoła, ale wtedy miałem zdecydowanie mniej obowiązków. Niemniej modlę się codziennie, co też pomaga mi obejmować wszystkie sprawy.

 



Pełna wersja katolik.pl