logo
Środa, 23 września 2020 r.
imieniny:
Bogusława, Liwiusza, Tekli, Konstancjusza – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Ewelina Pitala
Ścieżkami wiary
Wydawnictwo JUT


Ścieżkami wiary to zbiór wywiadów z ludźmi powszechnie znanymi i osobami zaangażowanymi w działalność dla dobra innych. Wszyscy są katolikami – swoją wiarę wplatają w codzienne życie, problemy, radości, a także tragedie. Ich piękne i głębokie zwierzenia fascynują i wzruszają – nie są zwykłą, suchą relacją, ale świadectwem kroczenia za Chrystusem i dojrzewania w wierze.


Wydawca: Wydawnictwo JUT 
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-62293-89-6
Format okładki: 125x195
Liczba stron: 456
Rodzaj okładki: Miękka
 
 


 
Pogoda ducha (4)


Czy lubi Pan w szczególny sposób wracać do jakichś słów z Pisma Świętego?

Lubię wracać do słów kończących Ewangelię według św. Mateusza: "Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do końca świata". Te słowa dotarły do mnie podczas jednej z modlitw i stały się bardzo ważne. Gdy spotykam się z ludźmi, na przykład na jakichś rekolekcjach, to je przytaczam. Wiem, że dzięki temu jesteśmy zawsze z Panem Bogiem i że On nas nigdy nie zostawi.

Nigdy nie zawiodłem się na Nim. Kiedy przeżywałem trudne sytuacje, po prostu mówiłem o nich Najwyższemu i te kwestie pozytywnie się rozwiązywały. Życie nie jest łatwe, ale gdyby wszystko układało się wedle naszych oczekiwań, to byłoby nudne, a tak zawsze mamy jakieś kłopoty czy jakieś kwestie do poprawienia czy omówienia. Wtedy trzeba to wszystko opierać na fundamencie wiary, fundamencie Chrystusa i z Nim to rozwiązywać. Robię tak w swoim życiu i nigdy się nie zawiodłem. "Tobie, Panie, zaufałem, nie zawstydzę się na wieki". To wynika z przeświadczenia, że skoro Pan Bóg jest ze mną, to nie mam się czego bać. Jeżeli zakładam, że Pan Bóg jest dobrem, to czemu w moim życiu ma się dziać źle? Wszystko musi prowadzić do dobra.

Jakie ma Pan podejście do spowiedzi?

Spowiedź jest potrzebna w życiu każdego z nas. Musimy się stale nawracać; nie ma takiego stanu, że mogę powiedzieć: "Jestem taki święty". Cały czas trzeba się samodoskonalić i szukać tego, co zgodne z sumieniem. Wśród moich znajomych z młodości są osoby, które zostały księżmi i zakonnikami. Bardzo się cieszę, że utrzymujemy cały czas kontakt i możemy rozmawiać. Sam w swojej wierze nie do końca mogę wszystko zrozumieć, ale właśnie dzięki rozmowom z moimi znajomymi-duchownymi "ustawiam" sobie odpowiednio różne rzeczy.

Myślę jednak o osobach, które nie są na tyle blisko z Kościołem, aby mieć na co dzień do czynienia z księ-żmi i móc z nimi rozmawiać. Uważam, że spowiedź może być dla nich drogowskazem, co powinni robić. Dla mnie ten sakrament jest wejściem w rześki poranek, nie mówiąc już o tym, że człowiek dzięki niemu staje się spokojny w sumieniu. Poza tym w życiu potrzeba nam pokory, a tę pokorę można odnaleźć właśnie w konfesjonale.

Pamiętam, że kiedyś miałem niełatwe spotkanie z księdzem podczas spowiedzi. Rozpoczynałem pewne zdania, a ksiądz za mnie kończył i krzyczał. Myślałem: "Przecież on źle interpretuje moje słowa! Chodziło mi o coś innego". Jednak uznałem, że wysłucham go do końca i może na koniec powiem mu, że niekoniecznie to spotkanie jest dla mnie dobre, bo przecież po spowiedzi powinniśmy wyjść podbudowani. W osobistej rozmowie zwróciłem księdzu uwagę, że mnie nie uraził, ale może być ktoś taki, kto może poczuć się bardzo urażony. Później sobie uświadomiłem, że może taka spowiedź była potrzebna w moim życiu, żeby uwypuklić mi, że coś, co wydaje mi się lekkim przestępstwem, może być przez innych odczytywane zupełnie inaczej. Stwierdziłem też, że trzeba mieć dużo wyrozumienia dla księży i trzeba się za nich modlić, bo jednak przyjmują sporo trudnych spraw. Zapamiętałem tę spowiedź bardzo mocno.

Co jest najważniejsze w byciu chrześcijaninem?

Otwartość na innych. Pamiętam też inną sytuację – z wyprawy w 1984 roku, pokazującą, jak ważne jest, by chrześcijanie byli otwarci na innych. Staliśmy ze znajomymi w czworo albo pięcioro w dżungli i próbowaliśmy złapać jakąś ciężarówkę, żeby zabrała nas do Bangkoku. W pewnym momencie zatrzymało się volvo, które prowadziła młoda dziewczyna, Azjatka. Zapytała, co robimy w tym miejscu, a gdy jej powiedzieliśmy, że czekamy, aż nas jakaś ciężarówka zawiezie do Bangkoku, przestrzegła nas: "Ale to jest niebezpieczne! Tu są bandyci i przemytnicy narkotyków. W tym miejscu strzela się do samochodów".

Wyjaśniliśmy jej, że to jest sposób naszego podróżowania. Odjechała, ale wróciła za 15 minut i powiedziała: "Słuchajcie, zorientowałam się w połączeniach i znalazłam dla was autobus. Zarezerwowałam bilety. Chcę, żebyście pojechali tym autobusem, bo zależy mi, abyście bezpiecznie dojechali na miejsce". Byliśmy kompletnie zaskoczeni, bo dziewczyna widziała nas po raz pierwszy w życiu. Nie chcieliśmy jej robić problemu, ale ona mówiła: "Absolutnie nie ma żadnego problemu. Teraz zabieram was do siebie na kolację, bo autobus macie dopiero o 22". Mówiła nam, że studiuje w Stanach Zjednoczonych, i pytała: "Skoro jesteście biali, to pewnie jesteście z Europy? Jesteście ludźmi wierzącymi?". Kiedy potwierdziliśmy, że jesteśmy z Polski i jesteśmy katolikami, stwierdziła: "Tak myślałam. Ja jestem protestantką, a skoro jesteśmy w jednej rodzinie chrześcijańskiej, to powinniśmy sobie nawzajem pomagać. Mój ojciec jest bogaty, stać go na to, aby kupić wam bilety autobusowe. Dlatego wam pomagam".

Pan też jest otwarty na innych?

Próbuję taki być. Kiedyś byłem na koncercie w Nowym Sączu. W pewnym momencie podszedł do mnie pielgrzym i zapytał: "Czy jedzie pan do Warszawy? Mogę się z panem załapać?". Zgodziłem się. Nie znałem człowieka, to mógłby być każdy, ale pomyślałem sobie, że jeśli miałoby mi coś zagrażać, to martwienie się o to jest już sprawą Pana Boga. Tłumaczył mi, że przyjeżdża do Warszawy, bo szuka swojego miejsca. Chciał zajrzeć do jezuitów. Był na tyle skromny, że bał się w Nowym Sączu podejść do kuchni prowadzonej przez siostry, żeby poprosić o jedzenie. Kupiłem mu kolację, bo nie jadł tego dnia ani obiadu, ani kolacji.

Czy spotkał się Pan kiedyś z krytyką w związku z tym, że jest Pan wierzący?

Nie spotkałem się. Ale często różnych dziennikarzy dziwi, że przyznaję się do wiary i mówię o Bogu oraz o Piśmie Świętym. Natomiast dla mnie to jest rzecz normalna. Nie widzę niczego wstydliwego w tym, że mogę się przyznać. Oni mówią, że bycie dzisiaj w Kościele niekoniecznie jest popularne, ale odpowiadam: "Zaznałem tylko i wyłącznie dobra, więc czemu miałbym o tym nie mówić?". Jednak dla wielu dziennikarzy, którzy ze mną rozmawiają, jest dziwne, że osoba publiczna mówi o tym, że jest wierząca.

Co jeszcze? Pewnego razu w gronie znajomych, gdzie byli wyłącznie panowie, rozmowy zeszły na tematy męsko-damskie. Przechwalanie się "sukcesami" szło po kolei, każdy miał coś opowiedzieć. Gdy doszło do mnie, stwierdziłem: "Mam żonę i nie muszę szukać przygód poza małżeństwem". Temat natychmiast poszedł w niepamięć. Niektórzy mocno się zmieszali. Natomiast często mają miejsce inne sytuacje. Zdarza się, że wierzący ludzie skreślają mnie momentalnie jako człowieka tylko z tego względu, że jestem prezenterem pogody w Telewizji TVN. To mnie bardzo boli. Spotkałem się nawet z agresją wobec mnie i to od osoby, z którą w ogóle się nie znałem. Okazuje się, że czasami polityka za bardzo wkracza w wiarę ludzi związanych z Kościołem.

 



Pełna wersja katolik.pl