logo
Środa, 23 września 2020 r.
imieniny:
Bogusława, Liwiusza, Tekli, Konstancjusza – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Ewelina Pitala
Ścieżkami wiary
Wydawnictwo JUT


Ścieżkami wiary to zbiór wywiadów z ludźmi powszechnie znanymi i osobami zaangażowanymi w działalność dla dobra innych. Wszyscy są katolikami – swoją wiarę wplatają w codzienne życie, problemy, radości, a także tragedie. Ich piękne i głębokie zwierzenia fascynują i wzruszają – nie są zwykłą, suchą relacją, ale świadectwem kroczenia za Chrystusem i dojrzewania w wierze.


Wydawca: Wydawnictwo JUT 
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-62293-89-6
Format okładki: 125x195
Liczba stron: 456
Rodzaj okładki: Miękka
 
 


 

Na granicy życia i śmierci

Jadwiga Jurko – ur. w 1954 roku. Lekarz medycyny, specjalność: anestezjolog.
Cezary Jurko – ur. w 1958 roku. Lekarz medycyny, specjalność: torakochirurg i kardiochirurg.
Należą do Ruchu Focolari. Małżeństwo, mają dwie córki.

W jednym chórze

Cezary Jurko: Połączyła nas pasja muzyczna, bo poznaliśmy się z Jadzią w chórze akademickim. Mieliśmy w nim grono wspólnych przyjaciół. W wakacje wyjeżdżaliśmy zwykle wspólnie z chórem na obozy, żeby przygotowywać repertuar na cały rok.

Gdy pojechaliśmy do Świętej Katarzyny w Góry Świętokrzyskie, mieliśmy okazję poznać się bliżej. Była łączka i była biedronka... I nagle coś "zaiskrzyło". Cieszyłem się, że poznaliśmy się w grupie, ponieważ w ten sposób można dowiedzieć się więcej o człowieku niż z samej indywidualnej relacji.

Jadwiga Jurko: Kończyłam studia, został mi tylko szósty rok. Zastanawiałam się, co robić dalej: czy znaleźć pracę w Lublinie, czy gdzieś wyjeżdżać. Kiedyś jadąc autobusem do Starachowic, patrzyłam przez szybę na piękny zachód słońca. Myślałam o swoim życiu i stwierdziłam: "Panie Boże, powierzam Ci moje losy. Przyjmę to, co dla mnie przeznaczyłeś. Zgadzam się na wszystko. Jeżeli mam być sama, to będę sama. Jeśli mam założyć rodzinę, to wiem, że Ty w jakiś sposób też nad tym czuwasz".

Później przyszedł spokój wewnętrzny - przestałam się denerwować, rozmyślać, szukać, niepokoić. Czekałam ze spokojem. I na kolejnym obozie pojawił się Czarek. Wszystko działo się w specyficznej atmosferze – obóz ćwiczeniowy połączony ze zbieraniem grzybów, z wycieczkami i z tańcami wieczornymi... Nie wiedziałam, czy to, co się dzieje między nami, jest tylko zauroczeniem wakacyjnym, czy czymś poważniejszym...

Miałam wątpliwości, czy nasza znajomość utrzyma się po zakończeniu obozu, bo Czarek jest młodszy ode mnie o cztery lata. (U nas to jest rodzinne: moja mama była starsza od taty, córka Małgosia jest starsza od męża, a córka Kasia od narzeczonego.) Gdy ja kończyłam studia, on dopiero zaczynał i miał ćwiczenia z asystentami, którzy byli moimi kolegami... Jednak to, że Czarek jeszcze studiował, sprawiło, iż zostałam w Lublinie. Pewnie był w tym palec Boży.

Cezary: Pobraliśmy się po czterech latach od pamiętnego obozu. Wcześniej planowałem po uzyskaniu dyplomu powrócić w swoje rodzinne strony na Podlasie, ale nie wróciłem, gdyż żona miała już wtedy pracę w Lublinie.

Jadwiga: Z pracą po studiach wcale nie było tak łatwo. Ukończyłam studia w czerwcu i przez wakacje musiałam opłacać stancję. Martwiłam się, co będzie dalej, ale wreszcie w listopadzie znalazłam pracę.

Decydując się na małżeństwo z Czarkiem, właściwie dużo ryzykowałam. Wychowałam się w rodzinie katolickiej, rodzice zawsze byli praktykujący i nie wyobrażałam sobie, że można inaczej żyć. Mama i tata czytali książki religijne, starali się pogłębiać swoją duchowość i pragnęli, żeby mój mąż też był wierzący.

Kiedy Czarek został moim narzeczonym, miałam mnóstwo obaw – po pierwsze: w młodości nie był zaangażowany religijnie, po drugie: późniejsze zainteresowania filozoficzne nieco zakręciły mu w głowie. Pamiętam, że pierwszy raz poszliśmy wspólnie na Mszę po studiach, gdy już lepiej się znaliśmy. W katedrze – ja uczestniczyłam we Mszy, a Czarek ograniczył się tylko do klękania. Nawet nie wiem, czy żegnał się, kiedy należało to uczynić. Było to przykre; przeżywałam niepokój. Podbudowywały mnie jednak wcześniejsze rekolekcje oazowe, po których uwierzyłam, że mogę go zmienić... Miałam nadzieję, że może myśleć i czuć tak jak ja i że z Bożą pomocą wszystko się ułoży.

Cezary: Czasami próby zmian ze strony Jadzi miały wręcz odwrotny skutek. Niekiedy bywam dość uparty. Dopiero samodzielne wyjście po stopniach wiary z późniejszych tarapatów spowodowało, że rzeczywiście zacząłem na nowo odkrywać Pana Boga.

Ze słabości do działania

Jadwiga: Wybrałam medycynę na zasadzie eliminacji. Miałam piątki ze wszystkich przedmiotów, ale wiedziałam, że nie pójdę w kierunku matematyki czy fizyki ani w kierunku humanistycznym. Najbardziej podobała mi się biologia. Moja mama była stomatologiem i odradzała ten zawód. Mówiła, że to jest ciężka i nieprzyjemna praca, ale przeciwko medycynie nie protestowała. Zdawałam egzaminy na Akademię Medyczną i zostałam przyjęta.

Cezary: Zdecydowałem się na studia medyczne przede wszystkim ze względu na ciekawość życia i zainteresowanie, jak funkcjonuje człowiek. Poza tym bakcylem medycznym zaraziła mnie moja starsza siostra cioteczna, która studiowała właśnie medycynę. Moja mama też mnie przekonywała do tego kierunku – pracowała wiele lat w laboratorium medycznym, które sama założyła, i marzyła, żeby syn został lekarzem...

Jadwiga: Wybór specjalizacji – anestezjologii i reanimacji był podyktowany chęcią pomocy ludziom w sytuacjach ekstremalnych. Patrzyłam na znajomych z innych specjalizacji i widziałam, że w nagłych sytuacjach często byli bezradni. Chciałam wiedzieć, co można zrobić w stanie zagrożenia życia.

Cezary: Chirurgia podobała mi się od początku, postrzegałem ją jako "specjalność czynu". Szybkie efekty działalności medycznej (operacje, zabiegi) bardziej mi odpowiadały niż czekanie, aż tabletki zaczną działać. Zastanawiałem się tylko, czy mam predyspozycje psychiczne do tego zawodu. Nasza starsza córka, która jest psychologiem, mówi, że chirurga powinien cechować pewien brak wrażliwości na ludzkie cierpienie.


 



Pełna wersja katolik.pl