logo
Czwartek, 04 czerwca 2020 r.
imieniny:
Christy, Helgi, Karola, Franciszka – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Ewelina Pitala
Ścieżkami wiary
Wydawnictwo JUT


Ścieżkami wiary to zbiór wywiadów z ludźmi powszechnie znanymi i osobami zaangażowanymi w działalność dla dobra innych. Wszyscy są katolikami – swoją wiarę wplatają w codzienne życie, problemy, radości, a także tragedie. Ich piękne i głębokie zwierzenia fascynują i wzruszają – nie są zwykłą, suchą relacją, ale świadectwem kroczenia za Chrystusem i dojrzewania w wierze.


Wydawca: Wydawnictwo JUT 
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-62293-89-6
Format okładki: 125x195
Liczba stron: 456
Rodzaj okładki: Miękka
 
 


 
Pogoda ducha (5)


A oprócz gry w piłkę, jakie ma Pan jeszcze pasje?

Kolosalne znaczenie ma dla mnie muzyka. Uwielbiam muzykę i jeśli kiedyś będę miał więcej czasu, to chciałbym nauczyć się grać na kontrabasie albo na perkusji. Od pewnego czasu związałem się z muzyką chrześcijańską, bo poznałem muzyków z zespołu New Life'm, Deus Meus czy TGD – czasami jestem zapraszany do prowadzenia ich koncertów. Jestem czuły na muzykę, a jeśli jest to muzyka dla Pana Boga, to już bardzo mocno to przeżywam. Razem z Martą odkryliśmy Kirka Franklina, to jest pastora, który jest hip-hopowcem. Sam rapuje, ale ma też swój zespół i zbiera nagrody Music Awards. Kiedyś przyjechał do Polski dać koncert w Warszawie. Oczywiście z Martą nie mogliśmy nie pójść! Na koncert przyszło około trzech tysięcy ludzi, większość moich znajomych była na widowni. Marta śpiewa w chórze gospelowym i studiuje na Akademii Muzycznej. Naprawdę bardzo lubi Franklina i na koncercie stała pod sceną.

W pewnym momencie Kirk powiedział: "Teraz zaśpiewamy razem", podszedł do skraju sceny i podał rękę mojej Marcie. Wyciągnął jeszcze trzy inne osoby i śpiewali razem na scenie. Wtedy widziałem ogromną radość na twarzy córki. Przeżywała niesamowicie, że była na scenie i mogła z nim porozmawiać. Muzykę Kirka Franklina polecam wszystkim. Ten człowiek jest niesamowicie charyzmatyczny i przeżył w życiu bardzo dużo, bo wyszedł z bardzo biednej rodziny. W tym, co robi, jest tyle mocy! Kiedy zaproszono mnie do radiowej Trójki do programu Moja prywatna kolekcja, to przedstawiłem właśnie płytę Kirka. Pięknie to brzmiało!

Słyszałam, że wygrał Pan casting do telewizji, ponieważ był Pan jedyną osobą, która ciągle się uśmiechała.

Ktoś później powiedział, że tak było. To był casting do TVP, na który zgłosiło się czterdziestu chętnych. Pierwszym zadaniem było napisanie prognozy pogody. Dla mnie to nie był problem, bo z wykształcenia jestem geografem i meteorologiem. Wielu kandydatów po usłyszeniu polecenia odłożyło długopisy i wyszło. Następnym zadaniem było przedstawianie prognozy pogody przed mapą. Znowu uciekło parę osób. Pomyślałem wtedy: "Skoro tak prosto dostać się do telewizji, to moje miejsce jest właśnie tutaj!". Łatwo było mi przedstawiać pewne rzeczy na mapie, bo miałem doświadczenie nauczycielskie. Wygrałem konkurs i zacząłem pracę.

Przez dwa lata zapowiadałem pogodę po Wiadomościach. Później ktoś mi powiedział, że jako jedyny uśmiechałem się i miałem w sobie naturalną radość. W pracy w telewizji jest tak, że ludzie potrzebują, by ktoś mówił do nich normalnym językiem. Nie chcą tego, co jest związane z przemocą, bo mają dość filmów, w których strzelają i gonią się samochodami. Cieszę się, że stworzyłem w swoich programach pogodowych, najpierw w telewizji publicznej, a teraz w TVN, image człowieka pogodnego i radosnego. Gdy ludzie mnie widzą na ulicy, to się uśmiechają – nawet nie muszę nic mówić. Gdy myślę o ludziach, którzy na castingu się poddali, to stwierdzam, że nie powinniśmy w życiu tak szybko rezygnować. Nasze życie jest dla nas, więc podejmujmy trud, żeby same-mu się kształtować.

Jakimi środkami najlepiej jest osiągnąć sukces zawodowy?

Do telewizji dostałem się bez żadnych znajomości, nikt mi nie pomagał, wszystko sam wypracowałem. To, do czego doszedłem w życiu, zyskałem własnymi siłami, bez żadnych znajomości i bez żadnej pomocy z drugiej strony, mimo że mówi się, iż aby osiągnąć cokolwiek w mediach, trzeba mieć mnóstwo układów i układzików. Myślę, że bardzo ważne jest, aby być sobą i jeszcze raz być sobą. Mam taki typ pracy, że mogę przelewać swoją osobowość na ekran i to jest pozytywnie odbierane. Ważne jest także sumienne wykonywanie swojej pracy.

Widzę, że obecne pokolenie inaczej podchodzi do pracy aniżeli to, z którym miałem do czynienia dziesięć czy piętnaście lat temu. Bardzo często młodzi ludzie nie doceniają tego, co otrzymują. Dzieciństwo, studia i początek życia rodzinnego przeżywałem w czasie komuny, więc trzeba było mocno się natrudzić, żeby coś osiągnąć. Pracowałem jako nauczyciel w szkole i prowadziłem działalność gospodarczą polegającą na odwiedzaniu zakładów przemysłowych i sprzedawaniu różnych rzeczy – aby zdobyć tę pracę, musiałem włożyć mnóstwo wysiłku, toteż później doceniałem niemal każdą złotówkę, którą zarobiłem. W tej chwili młodzi ludzie dostają dobrze płatną pracę, ale nie potrafią uszanować tego, co mają. Potem dziwią się, dlaczego są przesuwani albo zwalniani. A przecież bycie pracownikiem jest równoznaczne z dobrym wykonywaniem swoich obowiązków. Być sobą to pierwsza sprawa, a druga sprawa to wykazać się twórczością własną.

Pamięta Pan jakieś zabawne nieplanowane sytuacje na wizji?

Pamiętam prognozę pogody w Zakopanem. Staliśmy w miejscu z widokiem na Kasprowy Wierch i nagle zjawiło się stado owiec, które zaczęły skubać kable i mikrofony. Rozglądnąłem się wokół i powiedziałem: "Drodzy państwo, jakie towarzystwo! Stado baranów wokół mnie!". Kiedyś mieliśmy awarię prądu w studio – komputer się zawiesił i nie było map. Oznajmiłem wtedy: "Drodzy państwo, a teraz w telewizji zabawimy się w radio. Przedstawię wam prognozę pogody, jakbym był radiowcem". Ludzie nie zorientowali się, co się stało, tylko myśleli: "Zubilewicz tak sobie wyreżyserował", a w rzeczywistości trzeba było działać "na żywo".

Pamiętam też prognozę, którą nadawaliśmy po Faktach o 16 z Galeryjki. Kamera była umieszczona w takim miejscu, że pokazywała nie tylko mnie, ale też trochę studia, a między kamerą a mną znajdowało się stanowisko redakcji zagranicznej. Kiedy wszedłem na wizję, okazało się, że jeden z kolegów z redakcji zagranicznej zostawił telefon, który zaczął dzwonić w momencie nadawania pogody. Nikt nie mógł zabrać telefonu, bo podczas programu "na żywo" nie można przechodzić przed kamerą. Widziałem kątem oka, że w reżyserce zaczął się ruch, co oznaczało, że pozostali również wiedzieli, że telefon dzwoni i dźwięk wchodzi na wizję. Zareagowałem, mówiąc: "Drodzy państwo! Dzwonicie państwo do nas, pytacie się o pogodę, ale nie zapominajcie o tym, że jeszcze dzisiaj wystąpię dla państwa po głównym wydaniu Faktów" i nagle telefon przestał dzwonić.

Innym razem byliśmy na wyjeździe na Helu. Gdy zapowiadałem pogodę, nagle przyszła kolonia. Dzieciaki ucieszyły się, że mogą mieć kontakt z telewizją, i zaczęły krzyczeć do kamery: "Mama, mama!". Producent jest tylko jeden i nie potrafił ich odgonić.

Słynie Pan z optymizmu.

Bardzo często ludzie pytają mnie: "Skąd masz tyle poweru?". Doświadczyłem pozytywnej relacji z Panem Bogiem i to mi wystarcza. Wszystko w moim życiu ułożyło się pozytywnie, więc czemu mam się nie cieszyć? Jestem taki na co dzień i to wynika ze spraw związanych z wiarą.

Bo chrześcijaństwo jest religią radości.

Tak, wszyscy chrześcijanie powinni być radośni. Jeśli zakładamy, że Pan Bóg istnieje, to nie wolno nam się martwić. Bóg jest Dobrem, przez duże D. Skoro Pan Bóg z nami, to któż przeciwko nam? Chrześcijanie powinni przekuwać wiarę na konkretne czyny – być pogodnymi, mieć dla innych chwilę uśmiechu, nie być zgorzkniałymi, choćby po to, aby swoją postawą wyróżniać się w społeczeństwie.

To są banały. O tym się mówi w grupach kościelnych i z ambony, ale patrząc na to, co się dzieje wokół nas, absolutnie nie można stwierdzić, że chrześcijanie to realizują. Jesteśmy w restauracji, kelnerzy chodzą i uśmiechają się, ale czy na co dzień też tacy są? Nie wiem... Popatrzymy na twarze ludzi w autobusach, w tramwajach – kto z nich się uśmiecha? Kto z nich ma naturalną radość życia? Jesteśmy ciągle przygnębieni... A trzeba inaczej!

 



Pełna wersja katolik.pl