logo
Środa, 23 września 2020 r.
imieniny:
Bogusława, Liwiusza, Tekli, Konstancjusza – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Ewelina Pitala
Ścieżkami wiary
Wydawnictwo JUT


Ścieżkami wiary to zbiór wywiadów z ludźmi powszechnie znanymi i osobami zaangażowanymi w działalność dla dobra innych. Wszyscy są katolikami – swoją wiarę wplatają w codzienne życie, problemy, radości, a także tragedie. Ich piękne i głębokie zwierzenia fascynują i wzruszają – nie są zwykłą, suchą relacją, ale świadectwem kroczenia za Chrystusem i dojrzewania w wierze.


Wydawca: Wydawnictwo JUT 
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-62293-89-6
Format okładki: 125x195
Liczba stron: 456
Rodzaj okładki: Miękka
 
 


 
Na granicy życia i śmierci (2)



Złoty środek

Jadwiga: Jesteśmy wrażliwi na cierpienie. Jednak aby cierpieniu ulżyć, najpierw trzeba zadać ból. W kontakcie z chorym należy zachować dystans i skupić się na bardzo konkretnym działaniu.

Cezary: Dystans polega przede wszystkim na pozbyciu się obawy przed zadawaniem cierpienia, które powoduję, przeprowadzając operacje lub inne zabiegi. Należy uświadomić sobie, że w tym przypadku cierpienie ma służyć czemuś dobremu. U podstawy takiego myślenia leży przekonanie o własnym profesjonalizmie, bo żeby dobrze ten zawód uprawiać, trzeba być nie tylko człowiekiem współczującym.

Pacjenci najczęściej bardzo lubią lekarzy, którzy chętnie słuchają i mają dla nich dobre słowo. Rzeczywiście, jest to podstawowa sprawa w kontakcie z pacjentem, ale fundamentem pozostaje profesjonalizm. Powinno się być zarówno współczującym, jak i współczesnym lekarzem, tzn. znać nowe techniki, stale poszerzać wiedzę i skutecznie ją wykorzystywać. Sprawne działanie, zgodne z zasadami sztuki lekarskiej, daje przekonanie, że ból, który zadaję pacjentowi, służy czemuś dobremu. Jeżeli wszystko zrobię profesjonalnie, dopilnuję każdego szczegółu, to po miesiącu pacjent przyjdzie i powie: "Cieszę się, że to już za mną. Teraz mam nowe perspektywy na życie".

Jednak niekiedy dążenie do perfekcji zawodowej sprowadza się do tego, że pacjenta traktuje się przedmiotowo, jako środek umożliwiający zrobienie kariery. Do tego nie można dopuścić. Usiłowanie zdobycia perfekcji zawodowej za wszelką cenę jest jedną skrajnością. Druga skrajność to pocieszanie, rozmawianie, głaskanie, ale brak fachowych umiejętności. Między tymi dwiema skrajnościami leży złoty środek, którego trzeba szukać. Zawsze zdarzają się odchylenia w jedną bądź w drugą stronę. Istnieją dwa drogowskazy, jakimi należy się kierować w wyborze między tymi skrajnościami: działanie dla dobra chorego i poszukiwanie woli Bożej w takim czy innym postępowaniu.

Jadwiga: Profesjonalizm stoi ponad wszystkim, ale nie zwalnia z innych rzeczy. Przed operacją krótkie minuty kontaktu z pacjentem mogą sprawić, że będzie on miał do mnie zaufanie. Często jest to wesołe słowo, pocieszenie albo wyjaśnienie tego, co się w ogóle dzieje.

Niekiedy przed podaniem leku usypiającego życzę kolorowych snów. Pacjenci czasami odpowiadają, że chcieliby śnić o wakacjach w ciepłych krajach... Bardzo ważne jest, by chorzy usypiali w dobrym nastroju.

Pewne sprawy zależą od Boga

Cezary: W swojej pracy na sali operacyjnej działamy na granicy życia i śmierci. Żona uczestniczy w reanimacjach, w ratowaniu życia przy bezpośrednim zagrożeniu z powodu zatrzymania krążenia lub niewydolności oddechowej. Natomiast na kardiochirurgii na sali operacyjnej codziennie mam do czynienia z sytuacją, kiedy podczas operacji zatrzymuję serce - narząd, uznawany od wielu wieków za siedlisko duszy i uczuć.

Niektóre operacje przeprowadzam w głębokiej hipotermii z całkowitym zatrzymaniem krążenia, np. w wypadku tętniaków aorty. Najpierw chłodzimy chorego do temperatury poniżej 20 stopni, później całkiem zatrzymujemy krążenie krwi – przez jakiś czas nie ma przepływu krwi przez mózg, serce i inne narządy. To rzeczywiście jest granica między życiem a śmiercią.

Zawsze po operacji przychodzę do chorego i z niepokojem patrzę, czy wszystko przebiega prawidłowo. To są chwile niepewności i oczekiwania, czy operację, którą robiłem w dobrej wierze, przeprowadziłem właściwie. Jeżeli chory wraca do życia i zdrowieje, to się cieszę. Jeżeli nie, to pozostaje pytanie, czy rzeczywiście uczyniłem wszystko, co było w mojej mocy.

Jadwiga: Granica życia i śmierci jest płynna. Czasem przychodzimy, reanimujemy pacjenta i robimy wszystko, co tylko w danym momencie możemy zrobić. Gdy widzimy, że pacjent nie reaguje na nasze zabiegi, trzeba pogodzić się z tym, że musimy zaprzestać akcji ratunkowej. W medycynie paliatywnej mówi się, że leczy się choroby, a nie można leczyć umierania – w którymś momencie trzeba pogodzić się ze śmiercią. W trakcie reanimacji pojawia się moment niepewności: Czy jeszcze coś zrobić, czy już zostawić? Na pewno pomaga wówczas wyczucie zawodowe, ale w swoim sumieniu człowiek też ma światełko: Czy to już koniec, czy jeszcze nie...

Jednocześnie mam poczucie, że nie wszystko zależy ode mnie. Nawet w wypadku niepowodzenia, gdy stan pacjenta nie pozwala na utrzymanie przy życiu, nie mam poczucia winy. Wierzę, że Pan Bóg o tym zadecydował – ten ma żyć, a ten ma umrzeć. Nie zwalniam się z odpowiedzialności zawodowej, ale mam świadomość, że pewne sprawy zależą od łaski Pana Boga.

Ponad standardami

Cezary: W trudnych sytuacjach bardzo ważna jest modlitwa. Przed skomplikowanymi operacjami zawsze staram się pomodlić. Mam w szafce obrazek Ecce Homo namalowany przez bł. brata Alberta. Na jego odwrocie znajduje się nowenna i cytat z pism Jana Pawła II. Modlę się właśnie tą nowenną.

Kiedyś byłem na rekolekcjach, których motywem przewodnim był Jezus przedstawiony na tym obrazie – cierpiący i ukoronowany cierniem. W czasie operacji zdarza mi się też westchnąć do anioła stróża. Modlitwa bardzo pomaga właściwie ustawić kierunek pracy, a granicę życia i śmierci kieruje do Nieba.

Jadwiga: Pacjenci, kładąc się na stole operacyjnym, wielokrotnie mówią: "Taka wola Boża", "Żeby Pan Bóg pomógł...". Staruszki wybudzają się ze słowami: "Ooo, dzięki wam, niech wam Pan Bóg wynagrodzi!". Ważne jest, czy się to podtrzyma, czy przemilczy. Bardzo często staram się dać sygnał, że "płynę na tej samej fali". Gdy słyszę: "Dziękuję. Jak ja się wam wynagrodzę?", odpowiadam: "Pani się pomodli" i w odpowiedzi słyszę: "Oj, dobrze, cały czas modlę się za wszystkich lekarzy".
Kiedyś mieliśmy umierającego pacjenta, o którym wiedzieliśmy, że nie jest pogodzony z Bogiem. Zadzwoniliśmy do rodziny, żeby przyszli i zdecydowali, czy poprosić księdza. Zdążyli – i to była też moja osobista radość.

Księża najczęściej nie udzielają sakramentów, jeżeli nie mają do tego podstaw. Bywa tak, że pacjent, leżąc na innym oddziale, nie zgadzał się na wizyty księdza. Duszpasterz ma to odnotowane i stwierdza: "Niestety nie możemy przyjść, bo pacjent, będąc przytomnym, nie wyrażał zgody". Z bólem serca wtedy to przyjmujemy.

Kilkakrotnie zaistniały sytuacje, gdy u młodych ludzi z wypadku szukaliśmy w dokumentach jakiegoś śladu, znaku wiary - obrazka bądź różańca. Wtedy, nie czekając na rodzinę, prosiliśmy kapelana na własną odpowiedzialność, aby przyszedł i udzielił sakramentu chorych. Zdarzało się, że rodzina nie zdążyła dojechać, bo pacjent umarł, ale była wdzięczna za tę postawę. Nie jest to standard postępowania lekarskiego. Mimo to w swoim sumieniu czuję, że w wirze różnych czynności warto zadbać również o te sprawy. Trzeba wtedy działać sprawnie, ponieważ jest to dodatkowa rzecz w momencie, gdy czasu jest tak mało.

Mieliśmy też pacjentkę, która była niewierząca. Często wracała do nas na oddział, ale bardzo usilnie trzymała się życia i nie dała się namówić na pogodzenie z Bogiem przed śmiercią. Cały personel z szacunkiem odnosił się do niej, jednak było nam jej żal. Zdecydowanie łatwiej jest cierpieć i umierać ludziom wierzącym. Podobnie jest z ich bliskimi.

Cezary: Czasami zdarza mi się napotkać bratnią duszę. Niekiedy w rozmowie przed operacją mówię: "Jeśli Pan Bóg pozwoli" albo "Trzeba się modlić w tej intencji". Gdy pacjent jest wierzący, nawiązuje się między nami nić porozumienia i działamy na jednej płaszczyźnie. To wyczuwa się od razu. Pacjenci zaczynają wtedy spokojniej podchodzić do operacji...

 



Pełna wersja katolik.pl