logo
Czwartek, 04 czerwca 2020 r.
imieniny:
Christy, Helgi, Karola, Franciszka – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Ewelina Pitala
Ścieżkami wiary
Wydawnictwo JUT


Ścieżkami wiary to zbiór wywiadów z ludźmi powszechnie znanymi i osobami zaangażowanymi w działalność dla dobra innych. Wszyscy są katolikami – swoją wiarę wplatają w codzienne życie, problemy, radości, a także tragedie. Ich piękne i głębokie zwierzenia fascynują i wzruszają – nie są zwykłą, suchą relacją, ale świadectwem kroczenia za Chrystusem i dojrzewania w wierze.


Wydawca: Wydawnictwo JUT 
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-62293-89-6
Format okładki: 125x195
Liczba stron: 456
Rodzaj okładki: Miękka
 
 


 
Na granicy życia i śmierci (6)



Na ostrzu noża

Cezary: Dwudziestą piątą rocznicę ślubu obchodziliśmy bardzo uroczyście. To miało wymiar nie tyle rocznicowy, co przede wszystkim stanowiło zamknięcie niełatwego okresu w naszym małżeństwie i w naszej rodzinie. Kiedy dzieci przechodziły trudny czas dojrzewania, my przeżyliśmy poważny kryzys małżeński. Udało nam się wyjść z niego dzięki Panu Bogu i przyjaciołom z Ruchu Focolari, którzy nas wtedy wsparli.

W życiu czasami nasze nogi się plączą, potykamy się i upadamy... Jeśli uda się to przezwyciężyć, to trzeba się cieszyć. My właśnie tak cieszyliśmy się na 25-lecie, bo nie dość, że udało nam się uratować małżeństwo, to jeszcze wybudowaliśmy dom...

Jadwiga: Działka była dużo wcześniej kupiona, ale decyzję o postawieniu leśnego domu podjęliśmy dopiero wtedy, gdy na nowo się zeszliśmy. Kryzys trwał pięć lat. Nasze małżeństwo wisiało na włosku. Wcześniej nie było sensu budować domu, bo dla kogo miałby być? Poza tym jeśli się coś buduje, to w jedności i w byciu razem. Na 25-lecie chcieliśmy, aby przed naszym domem została odprawiona Msza Święta. Była bardzo radosna, dlatego że wspólnie z naszymi przyjaciółmi cieszyliśmy się z pomyślnego zakończenia wszystkich problemów.

A jednocześnie odbyło się poświęcenie domu. Zaprosiliśmy kapłana z miejscowej parafii i zaprzyjaźnionego księdza Roberta z Focolari. Przyjaciele podarowali nam wtedy księgę pamiątkową. Do tej księgi wpisują się nasi goście – wpisów jest coraz więcej. Mam nadzieję, że kiedyś przejmą ją nasze dzieci. Cieszymy się z każdego, kto nas odwiedzi.

Cezary: Msza Święta odbyła się na tarasie. Własnoręcznie zrobiłem stół mszalny, który służy nam do dziś. Został i jest symbolem wspólnoty łamania chleba. Chociaż uroczystość miała miejsce w połowie wakacji, przyjechało około osiemdziesięciu osób. Na początku padał deszcz, ale potem symbolicznie wyszło słońce. Później nastąpił wspólny posiłek, ognisko, a nawet tańce na trawie. Nasza rodzina nie jest duża, więc większość gości stanowili przyjaciele. Świętowaliśmy wszyscy razem.

Jadwiga: Zawsze myślałam, że kryzys nas ominie. Później okazało się, że jednak nie. Sami nie bylibyśmy w stanie go przetrwać. Był moment, że ja się za bardzo nie mogłam modlić. Nie miałam już siły, obojętniałam na wszystko. Ale wiedziałam, że ktoś inny się za nas modli.

Nasi przyjaciele ze wspólnoty znali nas oboje i nikt nie przyjmował niczyjej strony. Chcieli mieć kontakt z każdym z nas. Uważałam to na początku za złe. Czułam się bardziej poszkodowana, chciałam, żeby pochylili się nade mną. A oni pochylali się nade mną i nad Czarkiem z taką samą miłością i życzliwością.

Cezary: Dla mnie to był kryzys małżeński i kryzys wiary. Cienką nicią, która trzymała mnie na powierzchni, była droga krzyżowa – przedstawienie pt. Pasja, które wcześniej przygotowaliśmy z naszymi znajomymi. Odpowiadałem za oprawę muzyczną. Pasję wystawialiśmy przez kilka lat w czasie Wielkiego Postu w różnych kościołach lubelskich. Właśnie to pozwoliło mi później odnowić kontakt z Panem Bogiem i naprawić sprawy, które popsuły się po drodze.

Jadwiga: Czarek angażował się w przygotowanie drogi krzyżowej – brał udział w tak wielkiej rzeczy i jednocześnie robił coś innego. A ja siedziałam w domu i czułam się bardzo samotna. Dla mnie to było zakłamanie, brak szczerości. Nie mogłam się z tym pogodzić. Później po latach stwierdziłam, że ocenianie jest bardzo trudne i zawsze trzeba przeprowadzać weryfikację, bo przecież właśnie to okazało się nicią wiążącą.

Ten czas był niełatwy również dla naszych córek. Kończyły wtedy liceum i zaczynały studia. Przeżywały wiele własnych niepokojów związanych chociażby z wyborem zawodu.

Cezary: Córki poszły na pielgrzymkę do Częstochowy w naszej intencji. Zawieźliśmy im garnek klusek z sosem. Zaprosiliśmy też na posiłek chłopaków, którzy przechodzili w pobliżu. Jedzenie najwidoczniej smakowało chłopcom, bo później codziennie wieczorami rozbijali namiot naszym dziewczynom. Właśnie wtedy Małgosia poznała swojego przyszłego męża.

Jadwiga: O tym, że Małgosia i Kasia udały się na pielgrzymkę w naszej intencji, dowiedzieliśmy się kilka lat później. Poszły w połowie kryzysu. To, że przetrwaliśmy, jest także owocem modlitwy i wyrzeczeń z ich strony. To, co zobaczyły na przykładzie naszego związku, wzmocniło je i dało podstawy do myślenia, czego nie mogą zaniedbać we własnych małżeństwach.

Bardzo ważne jest, żeby w porę wychwytywać momenty, kiedy ludzie zaczynają się rozchodzić, a wspólny język zanika... Gdy mają coraz mniej wspólnych spraw i zaczynają mijać się w domu... Kiedy żywią ukryte pretensje, których nie chcą jawnie wyrażać... To wszystko później narasta. Lepiej w porę wyczuć te chwile, powiedzieć sobie jasno, w czym tkwi problem, i zacząć od nowa.

Cezary: Kryzys można przetrwać jedynie przy wsparciu przyjaciół, koniecznie życzliwych dla dwóch stron. Bardzo łatwo o polaryzację: My jesteśmy po stronie męża, a my żony. To do niczego dobrego nie doprowadzi. Bieguny się rozchodzą, a przecież w ratowaniu związku chodzi o jedność. Jeśli się nie ma takich przyjaciół, to nie ma ratunku. Następna sprawa to modlitwa.

Jadwiga: Uczestnictwo we Mszach, nabożeństwach oraz spełnianie różnych praktyk religijnych chroni przed błędami i pozwala zachować czujność. Mnie się wydawało, że skoro przez tyle lat jesteśmy w ruchu i staramy się żyć według jego idei, to posiadamy coś pewnego. Jednak słabości ludzkie biorą górę. Po prostu trzeba cały czas być ostrożnym i mieć świadomość, że różne rzeczy mogą się wydarzyć zupełnie niespodziewanie. Człowiek nie może być do końca siebie pewnym. Ale łaska Boża potrafi sprawić, że dokonuje się dobrych wyborów.

 



Pełna wersja katolik.pl