logo
Sobota, 07 grudnia 2019 r.
imieniny:
Ambrożego, Marcina, Sobiesława – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Mirosław Sośnicki
Wzgórze Pana Boga
Wydawnictwo MTM


ISBN 83-920077-0-0
format A5, 208 stron

Wydawnictwo MTM
58-321 Jugowice
ul.Górna 42 A
tel (074) 8453163
www.WydawnictwoMTM.com
e-mail: MTM@WydawnictwoMTM.com


 

Książka ta jest żywym, przejmującym świadectwem Bożego nawiedzenia. Rozpoczyna się nieszczęściem, upadkiem z wysokości, kończy się na wzgórzu, miejscu szczęścia, do którego doprowadziła długa droga - nawrócenia. To świadectwo budzi wiarę w sens ofiary, dzięki której oczyszcza się miłość a życie staje się pełne, błogosławione... Jest to historia człowieka, który nie mogąc pogodzić się ze śmiercią ukochanego syna, trafia w objęcia Kościoła, w optymistyczną "baśń" katolicyzmu. Z żarem neofity poznaje przebogate królestwo modlitwy. Wstępuje nawet do świeckiego zakonu karmelitów bosych...

Całość stanowi 12 czteroczęściowych rozdziałów czyli 48 części. W naszym serwisie publikujemy 7 z nich.

 

Recenzja o. Jacka Bolewskiego SJ

Dzieje zbawienia to życie konkretnych osób, które doświadczają i poświadczają Boga jako Zbawiciela. Najważniejsze i wzorcowe świadectwa możemy znaleźć w opowieściach biblijnych, a dalej w żywotach świętych. Ale każde ludzkie życie ma zaświadczyć o wielkości Boga, skoro jesteśmy stworzeni na Jego "obraz i podobieństwo". Jeśli nasze życie wydaje się mało ciekawe, przeciętne, dobrze jest uświadomić sobie, dlatego tak się dzieje... Czy brakuje nam wielkich wrażeń, czy może raczej omijamy je, bo szukamy wielkości gdzie indziej, na miarę naszych wyobrażeń? Pomocą w znalezieniu własnej odpowiedzi na życiowe pytania może być powieść albo opowieść, o której pragnę tu nieco powiedzieć.

Opowieść sprawia tak autentyczne wrażenie, że waham się nazwać ją powieścią... Jednak element artystyczny - kreacji świadomej używanych środków - nie pozwala z kolei mówić po prostu o świadectwie. Mamy tu przetworzenie, a więc akt twórczości: wyraża się w nim przemiana, jaka wcześniej dokonała się w twórcy. Dzieło świadczy zatem o procesie, w którym autor - osoba tworząca - poddaje się jednocześnie twórczej 'obróbce" w rękach innej Osoby - Stwórcy, prawdziwie na Jego obraz i podobieństwo. Powieść-opowieść ukazuje życiowe doświadczenie jako źródło nowego życia, pełnego sensu, godnego opowiedzenia...

Wzgórze Pana Boga nie jest pierwszym dziełem literackim Mirosława Sośnickiego. Z okładki książki można się dowiedzieć o wcześniejszych utworach, które prezentuje Tomek Tryzna, głośny autor Panny Nikt. Impulsem do napisania Wzgórza stało się trudne przeżycie związane ze śmiercią syna. Jej okoliczności pozostają zagadkowe: policja podejrzewa samobójstwo, jednak inne ślady wskazują na nieszczęśliwy przypadek. Bohater opowieści, nazywany człowiekiem, jest ojcem zmarłego. Śmierć oczywiście go szokuje. Początkowo człowiek usiłuje wyjaśnić jej zagadkę. Policyjne dochodzenie zostaje zawieszone, pozostaje obsesyjne powracanie do ostatnich sekund życia syna - do wyobrażeń, o czym mógł myśleć, gdy spadał z dachu wieżowca... Takie powracanie do przeszłości niewiele daje. Decydujące dla dalszej drogi człowieka staje się przypomnienie profesora z Krakowa. Nie pada jego nazwisko, ale można się domyślać, że chodzi o prof. Andrzeja Szyszko-Bohusza, wybitnego naukowca, także duchowego mistrza, mistyka. Na marginesie: dobrą prezentację profesora i jego postawy daje obszerna rozmowa z nim, jaką przeprowadził poeta Antoni Matuszkiewicz i opublikował pod tytułem: Świadomość Światła (Świdnica 2000).

Profesor uświadamia człowiekowi, że szukanie syna w przeszłości nie ma sensu; można go spotkać jedynie w teraźniejszości, skoro jest u Boga. To zmienia spojrzenie na całą sytuację, choć przemiana objawia się stopniowo. Trudne doświadczenie zaczyna owocować, powraca pamięć o dawnych przeżyciach duchowych człowieka. Wcześniej szukał oparcia w medytacji, buddyzmie zen, zawiedziony tym, czego nie znajdował w Kościele. Gdy w rozmowie z profesorem zastanawia się, czy do tego nie wrócić, słyszy w odpowiedzi: wracaj do wiary przodków, do religii, w której wyrosłeś i byłeś wychowany. Ta rada towarzyszy człowiekowi w dalszej drodze. Bezpośrednio po wizycie zagląda po raz pierwszy po 25 latach do kościoła. Dowiadujemy się nie tylko, że był to krakowski Kościół Mariacki. Został on nazwany "kościołem milenijnym", a więc uznajemy: wszystko dzieje się w Roku 2000 - Jubileuszowym  Roku Łaski. Pojawia się światło, które pozwala pojąć nieszczęście jako Boże nawiedzenie w postaci łaski trudnej początkowo do przyjęcia.

Po swym odwiedzeniu domu Bożego po długiej przerwie człowiek decyduje się na powrót do Kościoła, poczynając od pojednania sakramentalnego. Swoją spowiedź przeżył głęboko - dalej umacnia go i prowadzi coraz żywszy udział w Eucharystii. Życie w kościelnej wspólnocie pogłębia się dzięki modlitwie, która wciąga człowieka do tego stopnia, że wreszcie postanawia przyłączyć się do świeckiego zakonu karmelitów bosych. A tu podejmuje inicjatywy, mające na celu dzielenie się z innymi świadectwami życia duchowego i mocy modlitwy. Przemiana wiąże się nie tylko ze wspólnotą religijną, lecz obejmuje także rodzinę. Pięknie jest przedstawiona postawa żony: wiara pomogła jej wcześniej uporać się z trudnym przeżyciem, uzdolniła ją także do wspierania męża, dyskretnie, z cierpliwością, która jest pierwszą cechą miłości - samego Boga (por. 1Kor 13,4).

Książka daje świadectwo drogi duchowej, przemiany życia. Wiele zmienia się od strony zewnętrznej: wspólnie z żoną człowiek decyduje się na podjęcie wcześniejszego planu budowy nowego domu, powoli dojrzewają oboje do powiększenia rodziny o dziewczynkę przyjętą z domu dziecka. Pojawiają się rozmaite trudności, jak to w życiu... Pomocą staje się wzrastanie wewnętrzne - zwłaszcza modlitwa i sakramentalna komunia prowadzą na głębię coraz większą, mistyczną. Najgłębsze doświadczenie wiąże się z miłością wszechogarniającą. Człowiek odczuł to, gdy pewnego razu modlił się po komunii. Wtedy nagle dotarło do niego, "że kocha wszystkich, którzy są w kościele. Każdą osobę z osobna i wszystkich razem. ... Wstał z ławki i dalej miał w sobie miłość, a raczej po prostu był miłością. Nic tylko miłość. Wyszedł z kościoła i stwierdził, że kocha wszystkich przechodniów. Wszystkich razem i każdego z osobna. Każdego tak samo" (120). Gdy powrócił do swej pracy, dane mu było spotkać kolegę, ziejącego nienawiścią do sąsiada. Na propozycję człowieka, by spróbował bliźniego pokochać, kolega oniemiał, a po chwili jeszcze bardziej się zacietrzewił i wyszedł, trzaskając drzwiami. "W człowieku pojawiła się myśl, aby rzucić się na kolegę, aby go zakneblować a może nawet i udusić, ponieważ zabrał mu piękno, cudowność, ten stan wszechogarniającej miłości. Uśmiechnął się do tej myśli. Tak, teraz z pewnością jest znów sobą. Tym małym człowiekiem z namiętnościami ogromnymi jak ocean" (121). Okazuje się, że trzeba jeszcze wiele cierpliwości, by dane doświadczenie pogłębiało się przez powolne znoszenie bólu, zadawanego ciągle przez ofiary złego.

Tytułowe Wzgórze może kojarzyć się z ofiarą Abrahama na Górze Moria. Autor nawiązuje do wątku biblijnego pod koniec powieści, gdy człowiek dojrzewa ostatecznie do przyjęcia zadanej mu ofiary - przeżywa to jako dopełnienie swego doświadczenia. Wcześniej można znaleźć inny wymiar pogodzenia się z ofiarą, nie pod znakiem Ojca, ale pod osłoną Matki - w Licheniu, w Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej. Człowiek w swej modlitwie do Maryi tak bardzo utożsamia się z Jej ofiarą pod krzyżem, że doznaje przy tym łaski, o którą nawet nie prosił - wielkiego uspokojenia. Od czasu nawiedzenia w Licheniu nie musiał już przed snem wracać ciągle do ostatnich chwil swego syna. Odtąd spał spokojnie, i właśnie we śnie dane mu było zobaczyć - nie zmarłego, ale żywego. Człowiek nigdy nie widział syna "takiego szczęśliwego. Tam z całą pewnością musi być mu lepiej. Michał porażał radością. Nie powiedział mu ani słowa. Pokazał tylko swoją szczęśliwą twarz" (177).

Głębokie świadectwo teologiczne wiąże się w powieści z osobą św. Ojca Pio. Mamy tu mistyczną intuicję, że skoro w obliczu Boga czas otwiera się na wieczność, nieustającą teraźniejszość-obecność, to można się modlić nawet o dobra, należące w ludzkim czasie do przeszłości, np. "o dobrą śmierć swojego pradziadka, który zmarł sto lat temu" (135). W odniesieniu do człowieka ze Wzgórza Pana Boga może to znaczyć, że 'późniejsza' modlitwa za syna wpłynęła na jego dobrą śmierć. Możliwe jest inne jeszcze spojrzenie. Człowiekowi zdawało się początkowo, że to on swoją ofiarą i modlitwą wstawienniczą wyprosi synowi niebo, a tymczasem akcja sugeruje, że było odwrotnie: to syn, który swoim życiem zasłużył na niebo od razu po śmierci, wstawił się za ojcem i dzięki temu prowadził go przez dalsze życie, by znalazł to samo szczęście, które jemu - synowi - dane było już wcześniej.

Tytułowe Wzgórze, gdzie dopełnia się w opowieści droga człowieka, wskazuje także miejsce jego nowego zamieszkania - domu zbudowanego po śmierci syna. Roztaczają się stąd piękne widoki. Droga rozpoczęta nieszczęściem doprowadziła do szczęścia. Opowieść kończy się, życie jednak otwiera się na dalsze możliwości, nie dające się przewidzieć. I dzięki Bogu! Świadectwo Wzgórza Pana Boga budzi nadzieję, że nie ma na drodze życia przeszkody, która nie mogłaby stać się stopniem w górę - jeśli człowiek ufa prowadzącemu go Bogu - Miłości.

Jacek Bolewski SJ

 
 



Pełna wersja katolik.pl