logo
Poniedziałek, 30 marca 2020 r.
imieniny:
Amelii, Dobromira, Leonarda, Amadeusza, Jana – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Ewelina Gładysz
Kobieta w lustrze
Profeto
fot. Inga Gezalian| Unsplash (cc)


Każda myślała, że chce być dobrą matką

 

To ty mamo masz zakaz. Nie, to ty mamo masz zakaz. Zakaz, no... zakaz oglądania wiadomości! Dzieci - lustra. Matki słyszą od nich to, co do nich mówią. Dosłownie. Choć to coś więcej niż słowa. Zgadza się ton, gestykulacja, sens. Dzieci - lustra, które sieją postrach wśród matek. „Jakbym siebie słyszała”. Wiele matek może wypowiedzieć to zdanie. Każda z pewnością gdzieś na początku drogi, wtedy może nawet, gdy jeszcze brzucha nie było widać, myślała, że chce być dobrą matką.

 

„Słyszę, jak on krzyczy „nie krzycz” i... jakbym siebie słyszała.”

 

„Jakbym siebie słyszała”. Wiele matek może wypowiedzieć to zdanie. Każda z pewnością gdzieś na początku drogi, wtedy może nawet, gdy jeszcze brzucha nie było widać, myślała, że chce być dobrą matką. Po prostu będzie kochała, cierpliwie tłumaczyła, nazywała i objaśniała rzeczywistość, będzie towarzyszyła, pomoże zrozumieć świat, przeżyć gorzki smak porażki, nauczy, jak świętować zwycięstwo.

 

Ambicja wierzących mam

 

Matki wierzące mają jeszcze jedną ambicję. Wprowadzą dziecko w niezwykły świat duchowości. Nie, nie tylko poproszą Kościół o Chrzest św., poślą do wczesnej Komunii św., przygotują do Bierzmowania. One rozkochają dziecko w Bogu.

 

A potem słyszą, jak przedszkolak odpowiada na przykład tak:

 

Nie, nie będę się modlił. Dziś jestem zmęczony. (Pierwsze duże oczy matki, która już gdzieś to kiedyś słyszała. Teraz stoi i patrzy bezradnie, jak głowa zanurza się w poduszce i koniec. Tyle.)

 

Nie chcę iść do kościoła. Tam jest nudno. (Drugie duże oczy matki i nawet ojca. Choć „nudno” dotyczyło tylko kazania, to w wersji trzylatka przeniosło się na całość).

 

To tylko na przykład. O, takie małe lustereczko. Przedszkolak usłyszał, a teraz z całą premedytacją stosuje. Wydaje się, że mamy do czynienia z porażką wychowawczą. Czy na pewno?

 

Niełatwe zadanie

 

Matki wierzące nie mają łatwego zadania, jeśli idzie o kwestie związane z wychowywaniem dzieci w wierze. Matki czują, że powinny być nie tylko dobre – jako wzór do naśladowania dla młodego człowieka, ale jeszcze gorliwe w wierze, pobożne – jako wzór do naśladowania dla młodego człowieka, który dobrze by było, by uwierzył. W tym całym procesie matki wierzące boją się być zatem wątpiące, poszukujące lub – nie daj Panie Boże – niewierzące. (A przecież na różnych etapach życia zdarza się to wielu, bywa, że i księżom! Naprawdę.)

 

Czy stałość w wierze mamy jest jedynym gwarantem wiary jej dziecka? A może dobrze, że w jednym lustrze przeglądają się od czasu do czasu i mama, i córka, i syn? Bo to, że ktoś nie chce się modlić, nie chce iść do kościoła, to jedno, a co wtedy kiedy mówi:

Nie chcę iść do Nieba mamusi.

Dlaczego?

Bo tu jest fajnie.

 

„Budowanie życia na fundamencie, jakim jest Ewangelia i nauczanie Chrystusa, albo inaczej – budowanie życia na Chrystusie staje się „programem wychowawczym” dla wielu rodzin. Ten program nie zawodzi. Jak go realizować? Oto kilka propozycji:

nawiązywać żywą i osobową relację z Chrystusem,

zrozumieć sens Bożych przykazań,

korzystać z sakramentów świętych,

czytać Pismo Św. i odpowiednią lekturę,

budować swoją wiarę i dzielić się nią,

zdobywać wiedzę,

dbać o rozwój duchowy, wewnętrzny swój i dziecka,

poszukać dobrego przewodnika (kierownika duchowego),

zmienić złe nawyki na dobre,

nie zniechęcać się!”.

(Miłość i autorytet. Jak wychować dzieci po chrześcijańsku i ustrzec je przed zagrożeniami, Bogna Białecka, Beata Nadolna, 2014, wyd. eSPe)

 

Kto daje dzieciom Boga, ten daje dzieciom wszystko

 

Najbardziej uderzający jest ostatni z postulatów: nie zniechęcać się.

 

A oto fragment rozmowy Agaty Puścikowskiej, dziennikarki i Dominiki Figurskiej, aktorki, którą obie panie prowadzą na łamach książki „I co my z tego mamy? (wyd. Znak, 2014):

 

„Wychowanie w wierze to...

...pokazanie naszej niewystarczalności, nieporadności, niedoskonałości. Wskazanie dzieciom, że w rodzicach jest wiele do naprawienia. Chodzi o to, żeby przekazać dzieciom, że wszyscy jesteśmy ułomni. Ale ta niedoskonałość wcale nie jest straszna, bo przecież mamy nad sobą Kogoś, kto ulepsza, uczy, pozytywnie zmienia. Mamy nad sobą i obok siebie – Doskonałość.

Czyli wychowanie w wierze, to pokazanie odpowiedniej perspektywy?

Tak. Perspektywy nieba. Jeśli dzieciom pokażesz świat i siebie przez taki pryzmat, wszystko inne: wybory, zasady, postępowanie z dziećmi, to zwykła konsekwencja.

Święta Urszula Ledóchowska mówiła: Kto daje dzieciom Boga, ten daje dzieciom wszystko. Kto nie daje Boga, ten nie daje nic.”

 

Zazwyczaj matki boją się luster. Boją się wszystkich niedoskonałości, które w tych lustrach tak doskonale widać. Może jednak, nie ma się czego bać? Warto posłuchać tego, co mówią lustra. Pooglądać z prawej strony, z lewej to, co pokazują. Może warto zamiast załamywać ręce nad swoją nędzą, którą ktoś tak fantastycznie obnaża, pośmiać się z niej. Zażartować na całego. A może taką małą nędzę, takie jakieś brzydalstwo przytulić i pomyśleć, skąd się wzięło i dlaczego akurat mój syn tak je sobie polubił. Widać zatem, że takie nic, to może być całkiem fajne coś.

 

Ewelina Gładysz
Profeto.pl | 21 września 2017

 
 



Pełna wersja katolik.pl