logo
Czwartek, 09 kwietnia 2020 r.
imieniny:
Marii, Dymitra, Wadima, Heliodora, Gaucheriusza – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Przemysław Radzyński
Pamiętaj, człowieku, o śmierci
Magazyn Salwator


Trudno się z nimi umówić. Bardzo zapracowani. Artyści. Ale udaje się. Spotykamy się na krużgankach kościoła franciszkanów w Krakowie. Jednego mężczyznę rozpoznaję bez problemu – to Adam Bujak, znany fotografik, który dokumentował m.in. pontyfikat Jana Pawła II. Drugi, nieco młodszy, to Jerzy Łudzik – konserwator zabytków. Ponieważ będzie to opowieść o Arcybractwie Męki Pańskiej, moi rozmówcy na ten czas staną się bratem Adamem i bratem Jerzym. Tak zresztą zwracają się do siebie w czasie naszej rozmowy.
 
"Zawsze zajmowałem się niecodziennymi rzeczami. Ktoś z muzeum etnograficznego w Krakowie powiedział mi, żebym poszedł do franciszkanów, bo tam jest niezwykle ciekawe bractwo. W głównej nawie kościoła zobaczyłem człowieka ubranego w taki dziwny strój z napisem na plecach memento homo mori – "pamiętaj, człowieku, o śmierci". Zagadnąłem go, a potem się z nim zaprzyjaźniłem. Zajmował się zwożeniem trupów do prosektorium. Człowiek, który ze śmiercią spotykał się na co dzień, często okrutną – widział topielców, wisielców. Siadał na katafalku i opowiadał takie historie ze swojego życia, że mi włosy na głowie stawały. A on był uśmiechnięty, bo zdawał sobie sprawę, że my też musimy odejść z tego świata". Tak w 1965 r. zaczęła się historia brata Adama w Arcybractwie Męki Pańskiej w Krakowie – dziś przełożonego wspólnoty, czyli starszego brata.
 
Wchodzimy do sali arcybractwa usytuowanej za ołtarzem kaplicy Męki Pańskiej. Bracia spotykają się tu w każdy pierwszy piątek miesiąca. Przede wszystkim modlą się za zmarłych – koronka, litanie, specjalne modlitwy. Jednak jest też czas, żeby porozmawiać o problemach codziennych. Jeśli jest taka potrzeba, to wspierają się finansowo. W ich gronie są m.in. artyści i wykładowcy Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale – jak podkreśla brat Jerzy – wszystkie swoje zaszczytne tytuły i odznaczenia zostawia się za drzwiami. Tu wszyscy są równi. Jak wobec śmierci.
 
Arcybractwo założył w 1595 r. kanonik kapituły katedralnej w Krakowie, ksiądz Marcin Szyszkowski, późniejszy biskup krakowski. Godłem bractwa jest pieta – można ją zobaczyć chociażby na berłach wykorzystywanych w czasie piątkowych liturgii. W 1597 r. papież Klemens VIII zatwierdził bractwo i nadał mu liczne odpusty. W 1605 r. papież Paweł V podniósł Bractwo Męki Pańskiej do rangi arcybractwa i nadał mu nowe odpusty i przywileje. Jest to jedno z najstarszych tego typu stowarzyszeń religijnych, które funkcjonuje nieprzerwanie od czasu powstania. Starsi są tylko "czerwoni bracia". Przy kościele Bożego Ciała w Krakowie funkcjonuje XV-wieczne Bractwo Pięciu Ran Pana Jezusa i Adoracji Najświętszego Sakramentu używające strojów w kolorze czerwonym.
 
Nie udzielają wywiadów. Dla "Salwatora" zrobili wyjątek. Zapewniają, że nie ukrywają się, a bractwo nie jest owiane żadną tajemnicą. Chociaż, de facto, w czasie liturgii braci można rozpoznać tylko po głosie, bo na głowach mają zaciągnięte charakterystyczne kaptury. Ma to związek z tradycją wykupywania więźniów, którzy później byli wcielani do bractwa. Nie wypadało bowiem, żeby w takim towarzystwie oficjalnie pojawiali się też królowie, którzy do bractwa należeli: Władysław IV, Jan III Sobieski, Jan Kazimierz, Zygmunt III Waza.
 
W Wielkim Tygodniu wychodzili z kościoła i szli do kazamatów pod krakowskim ratuszem. Od szlaku tej procesji swoją nazwę wzięła popularna – skądinąd – ulica Bracka w Krakowie. Bracia mieli przywilej wykupienia jednego więźnia, który oczyszczony z win, wcielany był do bractwa. W XVII i XVIII w. były to spektakularne wydarzenia, które ściągały tłumy gapiów. Samych braci było wówczas ponad stu. Dziś jest zaledwie kilkunastu.
 
Stroje są na tyle charakterystyczne, że bractwo zostało uwzględnione w cyklu Jana Matejki "Ubiory w Polsce 1200-1795". Na litografii widać dokładnie, jak byli ubrani i jakimi atrybutami posługiwali się w czasie nabożeństw. W zasadzie nic nie zmieniło się do początku XXI w. Na habitach, chociaż bracia wolą mówić, że są ubrani w worki – to podkreśla ubóstwo, znajdują się słowa: memento homo mori. Stroje mają po zmarłych braciach. "Proszę sobie wyobrazić, ile osób nosiło je wcześniej" – zwraca uwagę brat Adam. Brat Jerzy mówi natomiast, że o stroje trzeba dbać, bo liczą już po 150 lat. Na pelerynie wymalowany jest anioł śmierci. Skrzydła nietoperza i klepsydra oznaczają, że życie trwa tylko chwilę. Czerwony krzyż symbolizuje krew Chrystusa. Kosy i łopaty, to kolejne rekwizyty śmierci.
 
Arcybractwo Męki Pańskiej nazywane jest także Arcybractwem Dobrej Śmierci. Przez wieki zajmowało się odprawianiem pogrzebów biednych, których rodzin nie było stać na godziwy pochówek bliskich. To stąd w sali bractwa jest katafalk, a także cztery kamienne czaszki – postumenty na trumny. Zwrócono też moją uwagę na stojące na szafie cztery anioły śmierci. To włoska sztuka użytkowa – anioły z zamkniętymi oczami podtrzymywały trumny w czasie pogrzebów. Starszy bractwa pamięta jeszcze, że na półkach w tym pomieszczeniu stały także trumny obrzędowe. W czasie remontu zostały spalone.
 
"Pod nami są katakumby. Tu pogrzebano tysiące ludzi" – mówi brat Adam, stukając w podłogę. "Modlimy się na grobach i nie czujemy żadnego lęku" – dodaje, podkreślając, że ma już ponad 70 lat. "Śmierć jest straszna dla ludzi, ale nie dla nas. Śmierć jest czymś pięknym". Codziennie modli się: "Od nagłej a niespodziewanej śmierci zachowaj mnie, Panie". "Bardzo Boga proszę, żeby moja śmierć była świadoma, żeby nie była nagła, ale żebym mógł przeprosić Boga za moją małość i nijakość mojej duszy i ciała" – wyznaje.
 
Również w czasie samych nabożeństw na różne sposoby przypomina się tutaj o śmierci. Po każdej stacji drogi krzyżowej głośno śpiewają Memento homo mori – "Pamiętaj, człowiecze, o śmierci, a za grzechy pokutuj". Dodatkowo dwóch braci kalwarystów niesie w procesji ludzkie czaszki. "Tak wyglądamy, jak jesteśmy nieubrani" – mówi brat Jerzy, ściągając worek z trupich czaszek znajdujących się w pomieszczeniu. "To czaszki kobiety i mężczyzny. Są prawdziwe. Mówiło się, że to byli bezdomni" – dodaje brat Adam.
 
W dawnych czasach procesje nie ograniczały się do kościoła i krużganków franciszkańskiego klasztoru. Pielgrzymowali m.in. na krakowski Salwator do klasztoru sióstr norbertanek. Bracia wskazują na feretron, który był niesiony w czasie tych procesji. Dziś, oprócz nabożeństw w piątki Wielkiego Postu, biorą też udział w drodze krzyżowej, która w Wielki Piątek o godz. 15.00 tradycyjnie wiedzie ze Skałki do kościoła Bożego Ciała – albo na odwrót. W niedzielę po święcie Podwyższenie Krzyża Świętego (14 września) uczestniczą w odpuście w Mogile u ojców cystersów. To jedyny raz, kiedy nie mają zaciągniętych na twarze kapturów, bo ludzie zamiast się modlić, robią im zdjęcia.
 
"Po frekwencji widać, że w tym zagubionym świecie człowiekowi coś takiego jest potrzebne, takie uderzenie i refleksja: "pamiętaj, człowiecze, o śmierci" – mówi brat Adam.
 
Teoretycznie rola bractwa sprowadza się dziś wyłącznie do funkcji liturgicznych. Jednak brat Adam często odbiera telefony od rodzin czy wspólnot zakonnych, w których ktoś umiera. "Dzwonią z prośbą o modlitwę o dobrą śmierć" – mówi i przypomina o dawnej tradycji dzwonków za konających, które znajdują się jeszcze na wieżach kilku krakowskich kościołów. Otaczają zatem umierających modlitwą. Ofiarują w ich intencjach także posty. Starszy brat od ponad 30 lat nie miał w ustach ani kawałka mięsa.
 
"Dla ludzi XXI w. powrót do średniowiecza może być trudny. Dziwią się: "co ja tam będę robił?". My, tutaj wewnątrz, nie wyobrażamy sobie, żebyś­ my mogli odejść z bractwa. Gdyby mi pan powiedział, że wygrałem jakąś ważną nagrodę i powinienem ją odebrać w Nowym Jorku lub w Paryżu, a w tym czasie byłyby brackie obrzędy, to zostałbym w Krakowie" – zapewnia brat Adam.
 
Brat Jerzy jest przekonany, że to swego rodzaju powołanie. Śluby składa się przed ołtarzem. Postanowienia i zobowiązania odczytuje gwardian franciszkanów z karty spisanej jeszcze przez bp. Marcina Szyszkowskiego.
 
"Droga do Boga jest bardzo prosta. Przeszedłem przez takie rzeczy, po których człowiek raczej idzie na cmentarz, a nie do życia codziennego. Pan Bóg pozwolił wrócić – zaczyna swoją opowieść brat Jerzy. Zawaliłem wiele rzeczy, więc mam szansę teraz je naprawić. Od dziesiątków lat pracuję w konserwacji i w złoceniach. Zatem do kościoła miałem blisko. Jednak rano chodziłem do kościoła, a później była nieustanna zabawa. To było trudne i dla mnie, i dla rodziny. Modlitwa ma tę siłę, że jest obroną przed złem, które jest wszędzie wokół nas. Najpierw przychodziłem na nabożeństwa w Wielkim Poście. Siedziałem tak w ławce jeden rok, później drugi. Aż zapukałem do bractwa. Jestem już w nim dziesięć lat" – mówi z dumą.
 
"Dla niektórych to jest taka oczyszczalnia, aby snuć refleksje nad własnym życiem. W świecie pełnym ludzkich dramatów potrzebna jest refleksja nad sensem życia, nad tym, że nie jest się wiecznym" – dodaje brat Adam.
 
Nasze spotkanie kończymy modlitwą za zmarłych. Brat Jerzy zapala świece. Brat Adam rozpoczyna koronkę do Bożego Miłosierdzia.
 
Bracia zapraszają mężczyzn w swoje szeregi. Nie obiecują, że od razu ubiorą w bracki strój. Potrzebny jest czas próby. Jedynym warunkiem jest przynależność do Kościoła Rzymsko-katolickiego. Najłatwiej spotkać ich przed lub po nabożeństwach, które w piątki Wielkiego Postu odprawiane są w kościele franciszkanów o godz. 17.00.
 
Przemysław Radzyński
Salwator 1/2014
 
fot. Greg Ortega | Unsplash (cc)
 
 



Pełna wersja katolik.pl