logo
Środa, 23 października 2019 r.
imieniny:
Edwarda, Marleny, Seweryna, Jana Kapistrana – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
o. Jerzy Zieliński OCD
Na drodze duchowego dziecięctwa. Rozmowa ze świętą Teresą od Dzieciątka Jezus
Zeszyty Karmelitańskie
fot. karmel.pl


Fikcyjna, ale piękna rozmowa o. Jerzy Zieliński OCD z siostrą Teresa od Dzieciątka Jezus, karmelitanką, świętą i Doktorem Kościoła, znaną jako Mała Tereska

 

Spotykamy się na rozmowie w uroczym lesistym zakątku niedaleko Lisieux. Dlaczego wybrałem właśnie to miejsce? Lektura tekstów, które wyszły spod pióra Siostry przynosi nieodparte wrażenie, że jednym z ulubionych sposobów przedstawiania przez Siostrę spraw duchowych było zapożyczanie porównań ze świata przyrody. Wiersze o prozie życia przeplatają się z obrazami kwiatów, ptaków, drzew…

 

To prawda. Gdy byłam małym dzieckiem mój drogi tato zabierał mnie na połów ryb. Te dni uważałam za najpiękniejsze, bo kochałam wieś, ptaki i kwiaty. Bywało, że próbowałam łowić moją małą wędką, ale najczęściej sadowiłam się w wysokiej trawie i pogrążałam się w głębokich myślach. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, co to jest rozmyślanie, ale moja dusza zaprawiała się do modlitwy. Do uszu moich dobiegały odległe hałasy… szum wiatru, ledwie słyszalna muzyka wojskowa, której dźwięki dochodzące aż do mnie, rzewnie nastrajały moje serce… Ziemia zdawała się miejscem wygnania i marzyłam o niebie.

 

Co sprawia, że księga natury tak silne oddziaływuje na człowieka?

 

Świat przeniknięty jest Bożym Duchem. Oto cała tajemnica. Wrażliwość na piękno natury i skrytą w niej mądrość jest wrodzona każdemu z ludzi. Otrzymujemy ją darmo od Boga jako wyposażenie serca. Wrażliwość i umiejętność dostrzegania ukrytych znaczeń można jednak zatracić oddalając się od Niego. Wówczas patrzy się na piękne twory natury, podziwia je, lecz nie zdobywa się duchowej mądrości. Tylko tam, gdzie jest Duch Święty jest też i mądrość. To On, poprzez swoje dary, uczy dostrzegać w księdze przyrody różne prawidła pomagające zrozumieć procesy dokonuje się w świecie ludzkiego ducha.

 

Czy mogłaby Siostra zilustrować to przykładem?

 

Jedno z największych odkryć jakie dane mi było uczynić odpowiadało na pytanie: W czym wyraża się prawdziwa doskonałość? Stawiając mi przed oczy księgę natury Jezus pomógł mi zrozumieć, że wszystkie kwiaty stworzone przez Niego są piękne, że przepych róży i biel lilii nie ujmują woni małemu fiołkowi ani zachwycającej prostoty stokrotce. Zrozumiałam, że gdyby wszystkie małe kwiatki chciały być różami, natura straciłaby swą wiosenną krasę, pola nie byłyby umajone kwieciem.

 

Odnieśmy ten obraz do ludzi…

 

W świecie dusz, w tym ogrodzie Jezusa, rzeczy mają się podobnie. Spodobało Mu się stworzyć wielkich świętych, których można porównać do lilii i róż; lecz stworzył także tych najmniejszych, którzy winni się zadowolić tym, że są stokrotkami i fiołkami, przeznaczonymi na to, by radować oczy dobrego Boga, gdy je skieruje na ziemię.

 

Trochę dziwnie brzmią słowa: “winni się zadowolić…”. Co jednak począć, gdy w sercu małej stokrotki żyje pragnienie bycia piękną różą? Czy takie pragnienie jest niewłaściwe? Przecież człowiek powinien dążyć do wyższej doskonałości!

 

Obowiązek dążenia do doskonałości jest przykazaniem. To z ust samego Jezus usłyszeliśmy słowa: “Bądźcie więc wy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski jest doskonały”. Problem nie dotyczy pragnienia stawania się coraz doskonalszym lecz zrozumienia, czym jest doskonałość. To, że jeden człowiek został stworzony różą, a inny stokrotką, nie oznacza, że ten pierwszy jest automatycznie doskonalszy od drugiego. Doskonałość polega na tym, by czynić wolę Jezusa, by być tym, czym On chce nas mieć.

 

Jak to rozumieć?

 

Oznacza to, że stokrotki, chociaż nie są z wyglądu tak imponujące, mogą być doskonalsze od róż. Jeśli mała stokrotka bardziej spełnia wolę Jezusa niż róża, jest bez wątpienia od niej doskonalsza. Róża może być przybrana w najcudowniejsze płatki, czyli uzdolnienia, talenty, wyjątkowe zadania, ale gdy ociąga się z pełnieniem woli Bożej, jej piękno w oczach Jezusa niewiele znaczy. Każdy człowiek jest kwiatem jedynego rodzaju, kochanym miłością wyjątkową. Dopóki tego nie odkryje i nie przyswoi sobie, spoglądać będzie zazdrośnie na inne kwiaty.

 

Wspomniała Siostra o tym, że Jezus bardzo kocha człowieka…

 

Na ziemi nie można sobie wyobrazić, ani też doświadczyć, jak wielką miłością Jezus kocha każdy swój kwiat. Gdyby ktoś mógł tego doświadczyć, wpadłby w ekstazę, która przyprawiłaby go o śmierć. Ponieważ tej miłości nie odczuwa, cierpi i tęskni. W ten sposób jednak formują się ludzie o wyjątkowej dojrzałości ducha.

 

Z jakim kwiatem utożsamiała się siostra Teresa od Dzieciątka Jezus?

 

Odnajdywałam się w gronie małych kwiatków: stokrotek i fiołków. Moją autobiografię zwaną popularnie “Dziejami duszy” zatytułowałam: “Historia małego białego kwiatka”. Jezus pomógł mi zrozumieć, że Jego miłość objawia się zarówno w duszy najprostszej, która w niczym nie stawia oporu Jego łasce, jak i w najbardziej wzniosłej; ponieważ zaś właściwością miłości jest zniżanie się, więc gdyby wszystkie dusze były podobne do dusz świętych doktorów, oświecających Kościół blaskiem swej nauki, wówczas mogłoby się wydawać, że dobry Bóg, zstępując do nich, nie schodzi dość nisko. On jednak stworzył dziecko, które nic nie wie i potrafi tylko słabo kwilić. On stworzył biednego dzikiego człowieka, kierującego się wyłącznie prawem natury, i do ich serc raczy się zniżać. To są właśnie owe polne kwiaty, których prostota zachwyca Go.

 

Co przynosi ze sobą taka wiedza?

 

Przynosi przede wszystkim wewnętrzną wolność. Odkąd dane mi było pojąć te rzeczy, nigdy nie przeszkadzało mi, gdy widziałam ludzi bardziej ode mnie obdarowanych w zdolności i posłanych do spełnienia wyjątkowych zadań. Rozumiałam, że nie w tym skrywa się prawdziwa wielkość. Dla mnie ważne było kochać Jezusa i spełniać Jego pragnienia. Wszystko inne, to sprawy drugorzędne.

 

Kochać Jezusa i spełniać Jego pragnienia… To brzmi jak duchowy program życia!

 

To jest program! W ramach tego programu istnieje wiele stopni doskonałości, a każdy człowiek posiada wolność co do dania odpowiedzi Chrystusowi. Może dla Niego czynić mało lub wiele, jednym słowem, może dokonywać wyboru między ofiarami, o które On prosi.

 

Podejmując takie wybory człowiek może ulec pokusie szukania wyjątkowości, szukania chwały w tym, co robi dla Chrystusa…

 

Taka pokusa czyha na każdego. Krocząc drogą duchowego dziecięctwa należy pamiętać, że prawdziwą chwałą nie jest ta, którą dostrzegają w nas inni, lecz ta której udziela Bóg. Żeby ją osiągnąć niekoniecznie trzeba dokonywać dzieł rzucających się w oczy. Wystarczy ukryć się i praktykować cnotę w taki sposób, by nie wiedziała lewica, co czyni prawica. Prawdziwa wielkość znajduje się w duszy, a nie polega na nazwisku. Nie należy szukać tego, co wydaje się wielkie w oczach ludzi. Chwała ludzka jest niczym. Wszyscy, którzy uważają, że są kimś z powodu duchowych doświadczeń, ważą mniej niż jeden cichy męczennik codzienności.

 

Męczeństwo codzienności nazywane bywa białym męczeństwem…

 

Ja lubię je nazywać męczeństwem serca. Ono nie jest niczym innym jak wytrwałością i wiernością, aby utrzymać do końca raz przyłożoną do pługa rękę i wstecz się nie oglądać, aż dokona się cała orka i z brzegów wieczności Jezus – właściciel pola, którym jest ludzkie życie, pokaże owoce trudu i gubionych po drodze łez.

 

Mówiąc o cichej ofierze codzienności dotykamy tajemnicy duchowego sekretu…

 

Tak… Duchowy sekret towarzyszący codzienności rodzi miłość o szczególnie pięknym kolorycie. W ewangelicznym spojrzeniu na codzienność rodzi się coś, co święci pielęgnowali z niebywałą starannością – sekret ofiarowania się. Pragnęli oni i dążyli do tego, aby tam, gdzie to było możliwe, ich ofiary składane Bogu pozostawały nieznane postronnym obserwatorom. Im bardziej trudy i cierpienia są wewnętrzne i mniej widoczne dla oczu stworzeń, tym większą sprawiają radość Bogu.

 

Z pewnością niełatwo nabyć taką postawę?

 

Umiejętność otaczania codziennych prac, a szczególnie trudnych doświadczeń życia, sekretem nie pojawia się od razu. Jest wynikiem systematycznych i cierpliwych starań dążących do głębokiego i bezwarunkowego ukochania osoby Jezusa. Tylko miłość, ta w wydaniu najszlachetniejszym, zdolna jest do kultywowania ewangelicznej cichości i ubóstwa ducha. To postawy, które przybrały formę błogosławieństw pozostawionych przez Nauczyciela w Kazaniu na Górze: “Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemi…, Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie”.

 

Po śmierci Siostry, Anna od Najświętszego Serca, która przez siedem lat przebywała w tym samym klasztorze co Siostra, wydała o Siostrze opinię: “Nie było o niej nic do powiedzenia, była bardzo miła i ukryta, nie zauważało się jej, nigdy nie domyślałam się jej świętości”.

 

No cóż… Taka jest misja małych kwiatków – zawierzyć się całkowicie i we wszystkim Jezusowi i kochać w ukryciu! To jest istota małej drogi: stawać się pokornym, ubogim w duchu i prostym.

 

Miłość jest tutaj najważniejsza…

 

Istota oddania się Chrystusowi polega nie na tym, aby wiele czynić i dawać, lecz raczej na tym, by przyjmować i wiele kochać. Właśnie ze względu na miłość człowiek powinien przyjąć w duchu zawierzenia i ufności to, co Jezus dla niego wybrał, co w jego życiu dopuścił: czy jest łatwe czy trudne, czy małe czy duże, czy stawiające go na początku czy na końcu, czy związane z uznaniem czy nie uznaniem.

 

Od kogo najlepiej uczyć się takiej postawy?

 

Oczywiście od Jezusa! Jezus to skarb ukryty, dobro nieocenione, które tak mało dusz umie odnaleźć, bo jest ukryte, a świat lubi to, co błyszczy. Aby znaleźć rzecz ukrytą, trzeba się również ukryć! Wszyscy ludzie są powołani do wielkiej zażyłości z Jezusem, jednak wielu nie wchodzi w głębię tego doświadczenia, ponieważ nie podejmuje wysiłku spotkania się z doświadczeniem ukrycia. Ono jest trudne, bo wymaga zwrócenia się w stronę przeciwną naturalnym skłonnościom człowieka. Ukrycie się stoi w opozycji do bycia znanym, widzianym, docenianym, tym którym się interesują, którego pytają o zdanie, o którego towarzystwo i względy zabiegają.

 

Pomimo trudów warto się jednak starać…

 

O, tak! Wysiłki świętych, by otoczyć sekretem ofiary składane Jezusowi szły jeszcze dalej. Pragnęli cierpieć dla Niego nawet wówczas, gdyby On o tym nie wiedział. Jest to oczywiście niemożliwe, bo “oko” Boga widzi wszystko, nawet najskrytsze tajemnice ludzkich serc. Prawdziwa miłość zdolna jest jednak i do takich pragnień. Jeśli coś kochamy, nie odczuwamy trudu.

 

Codzienność zwykle nie dostarcza nam wyjątkowych okazji do ofiarowania się Jezusowi. Jak to wyglądało u Siostry?

 

Gdy byłam niezdolna do modlitwy i praktykowania cnoty, wówczas szukałam drobnych okazji, tych małych “nic”, które sprawiały Jezusowi większą radość niż panowanie nad światem czy nawet wielkodusznie zniesione męczeństwo. Na przykład: uśmiech, uprzejme słowo powiedziane wtedy, gdy miałam ochotę nic nie mówić, albo okazać znudzenie. Innym razem przełamywałam swoją wolę, zawsze gotową do górowania nad innymi, powstrzymywałam się od ciętych odpowiedzi, spełniałam drobne usługi bez przywiązywania do nich wagi lub siedziałam bez opierania się plecami. Bywało, że z miłości podnosiłam z ziemi szpilkę, by w ten sposób zbawiać dusze. Tylko Jezus może nadać taką wartość naszym czynom. Zanim człowiek umrze od ciosu miecza, powinien umierać od ukłucia szpilek…

 

Istnieją ludzie, którzy życie duchowe pojmują w kategorii tak zwanego zbierania zasług. Co Siostra o tym myśli?

 

Zasług nie należy kolekcjonować i zbierać dla siebie, bo na końcu życia człowiek będzie bardzo rozczarowany. Sekretną ofiarę codzienności powinien czynić dla dusz, dla potrzeb całego Kościoła, wreszcie, aby rzucać róże wszystkim, sprawiedliwym i grzesznikom. Powinien dawać bez liczenia, ustawicznie wyrzekać się siebie, jednym słowem, tak jak to będzie możliwe, dowodzić swej miłości dobrymi czynami.

 

Nie należy więc “bawić się” w matematyka…

 

Kierownicy duchowi zalecają duszom dążącym do doskonałości, aby wykonywały wiele aktów cnót, i mają rację, ale mój Kierownik, którym był Jezus, nie uczył mnie liczyć aktów cnoty, ale uczył mnie czynić wszystko z miłości i nie odmawiać Mu niczego. Wielu służy Jezusowi, dopóki On ich pociesza, ale niewielu zgadza się dotrzymać towarzystwa Jezusowi śpiącemu w łodzi na falach morza lub w ogrodzie konania!…

 

Inni ludzie z kolei rezygnują z życia duchowego, jeśli nie widzą owoców swoich dzieł…

 

Człowiek pokorny i prosty obywa się bez pragnień, by widzieć owoce swojej pracy. Wokół siebie należy siać dobro, nie niepokojąc się o jego wzejście. Mówiąc krótko: dla mnie praca – dla Jezusa sukces.

 

Są jeszcze tacy, którym się wydaje, że wszystko, co ofiarowali Jezusowi zdobyli sami…

 

To jedna z bardziej niebezpiecznych iluzji życia duchowego. Czynić dobrze bez pomocy Bożej jest rzeczą tak samo niemożliwą, jak sprawić, by słońce świeciło nocą. Często nie wiedząc o tym, łaski, dzięki którym człowiek może czynić dobro, zawdzięcza jakiejś ukrytej duszy, ponieważ Bóg chce, aby ludzie przekazywali jedni drugim łaskę za pośrednictwem modlitwy, aby w niebie mogli się miłować miłością wielką, o wiele większą niż miłość w rodzinie, i to najbardziej idealnej rodzinie. Będąc już niebie poznałam, jak wiele łask zawdzięczam modlitwom różnych ludzi, którzy mi je wyprosili u Boga. Teraz ich już znam i bardzo kocham!

 

Czy nędza, którą człowiek w sobie uznaje może się do czegoś Jezusowi przydać?

 

Odpowiem następującym porównaniem. Zero samo z siebie nie posiada żadnej wartości, ale postawione przy jedynce staje się potężne, pod warunkiem jednak, że się je postawi po właściwej stronie, to znaczy po, a nie przed nią!… I właśnie tam umieszcza Jezus ludzi pokornych, którzy uznają swą nędzę i nie wybiegają przed Niego, który jest jedynką. Zero liczące na siebie i wybiegające przed Boga pozostaje niczym. Zero pokorne stoi na właściwym miejscu i przez to jest potężne.

 

Słowem: pokory, pokory i jeszcze raz pokory…

 

Bez pokory nie ma świętości. Jezus, w którego królestwie teraz żyję, ukazał mi, że prawdziwa mądrość polega na tym, by chcieć być nieznanym i za nic uważanym i szukać radości we wzgardzie samego siebie. Nie należy wysuwać się na pierwsze miejsce, lecz trwać na ostatnim. Zamiast z faryzeuszem iść do przodu, lepiej z pokorą powtarzać modlitwę celnika: “Boże, miej miłosierdzie nade mną grzesznikiem”.

 

Jak Siostra rozumie pokorę?

 

Pokora nie polega na tym, by człowiek myślał i mówił, że ma pełno błędów, ale na tym, by czuł się szczęśliwym, gdy inni o nim tak myślą i mówią. Jeśli czasem bliźni go oczerni, powinien się czuć szczęśliwy, bo gdyby nikt nie uprawiał tego “rzemiosła”, jakim by był?

 

Takie traktowanie nas przez innych z pewnością przysparza cierpień…

 

Przed ludźmi nie wolno roztaczać iluzji, że świętość można osiągnąć bez cierpień. Świętość zdobywa się na ostrzu miecza. Ta prawda jest dla wielu trudna do przyjęcia, ale nie wolno tutaj nikogo zwodzić. Życie tak szybko mija, że doprawdy lepiej trochę pocierpieć i zdobyć piękną koronę, niż bez cierpienia jedynie zwyczajną.

 

Czy mogła by więc Siostra rozwiać tę iluzję?

 

Powiem wprost! Świętość nie polega na tym, by mówić o pięknych rzeczach, by o nich myśleć czy je odczuwać… Ona polega na tym, by cierpieć, i to cierpieć wszechstronnie.

 

Jaką rolę w życiu odgrywają cierpienia?

 

Ojciec Armand Lemonnier, głosząc rekolekcje naszej wspólnocie w Lisieux, podał porównanie, które mnie zachwyciło. Patrzcie, mówił, na dęby polne, jakie są krzywe, jedne gałęzie wyrastają na prawo, inne na lewo, nic ich nie powstrzymuje, toteż nie osiągają nigdy znacznej wysokości. Przeciwnie zaś, przypatrzcie się dębom w lesie, ściśniętym ze wszystkich stron. Światło dochodzi do nich jedynie z góry, a wskutek tego pień ich pozbawiony jest niekształtnych licznych odnóg, które pochłaniają soki potrzebne do wzrostu. Dąb widzi jedynie niebo, toteż całą siłą zwraca się w tę stronę i osiąga wkrótce znaczną wysokość.

 

Odnieśmy to porównanie do ludzkiej codzienności…

 

W codzienności pełnej trudów człowiek podobny jest do młodego dębu w gęstwinie lasu. Trudy, kłopoty, lęki i cierpienia ściskają go z każdej strony, krępują, ograniczają. I właśnie w takich okolicznościach ma on możliwość ujrzenia innej perspektywy, tej wysoko ponad nim, która nazywa się wychowawczym trudem Boga. W cierpieniu dokonuje się skuteczna lekcja pokory, a wraz z nią szybki wzrost ku górze, ku światłu wieczności.

 

Jak oddać się Jezusowi, mając na uwadze cierpienie?

 

Wielu oddaje się Jezusowi jak ktoś, kto pragnie przyjmować Go w gościnę dla swojej przyjemności, czyli oczekuje od Niego duchowych pociech i radości. Z takiego oddania nic nie będzie. Należy oddawać się Jezusowi w tym celu, aby Jemu sprawiać przyjemność, czyli przyjąć od Niego udział w Jego krzyżu. Takie oddanie wiedzie ludzi do prawdziwej duchowej dojrzałości.

 

Wielu ludzi słysząc: święta Teresa od Dzieciątka Jezus, kojarzy Siostrę z duchowymi radościami i pociechami…

 

Jakież będzie ich zaskoczenie, gdy na końcu świata dane im będzie czytać dzieje dusz! Ileż osób zdumieje się na widok drogi, jaką moja dusza była prowadzona! Moim codziennym chlebem była oschłość… Patrząc na świętych ludzie ulegają pokusie zachwytu nad tym, co w nich nadzwyczajne i tego dla siebie pragną. Wzdychają do nadzwyczajnych wydarzeń, porywów na modlitwie i wyjątkowych łask, o których czytają. Brak im obiektywnego spojrzenia, by zauważyć obecną w życiu świętych logikę Ewangelii: nie ma wielkości bez krzyża. Jezus wyraźnie stawił ją swoim naśladowcom przed oczy. “Potem przywołał do siebie tłum razem ze swymi uczniami i rzekł im: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, nich weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je”. Dopiero w niebie widzi się prawdę o wszystkim. Na ziemi jest to niemożliwe.

 

Jak wyglądała Siostry modlitwa w czasach oschłości?

 

Gdy mój umysł trwał w tak wielkiej oschłości, że nie mogłam z niego wydobyć choćby jednej myśli, która by mnie zjednoczyła z Bogiem, bardzo powoli odmawiałam “Ojcze nasz”, a potem pozdrowienie anielskie. Wtedy te modlitwy porywały mnie i karmiły moją duszę.

 

Do czego zachęciłaby Siostra osoby, które podejmują trud życia duchowego?

 

Wszystkich ludzi dobrej woli zachęcam to tego, by poświęcili się zbawianiu dusz, a przede wszystkim modlitwie za kapłanów. Ratujcie dusze kapłanów, one powinny być przeźroczystsze od kryształu…

 

Dlaczego modlitwa za kapłanów jest tak ważna?

 

Spośród ludzi kapłani są najbardziej znienawidzeni przez szatana. Toczy z nimi największe walki, bo to przez ich posługę Chrystus zstępuje na ołtarze i jest rozdawany wiernym w Komunii św.; przez ich posługę udziela przebaczenia grzechów. Na kapłanach spoczywa także zadanie dążenia do wielkiej świętości. Jezus wiele od nich oczekuje, ponieważ komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie. Widząc słabość kapłanów nie należy się tym gorszyć, ani też ich obmawiać. Upadają, ponieważ nie są wystarczająco wspierani ofiarą z cierpień i modlitwą wiernych.

 

Czy te słowa należy przyjąć jak apel?

 

Jak najbardziej! Zawsze to samo powtarzam: módlmy się za kapłanów. Każdy dzień ukazuje, jak niewielu przyjaciół ma Jezus. Najbardziej boli Go niewdzięczność, zwłaszcza gdy widzi, jak poświęcone Mu dusze oddają innym serce, które w sposób absolutny należy do Niego. Na ziemi Jezus jest mało kochany, nawet przez księży i osoby zakonne.

 

Zwykle na koniec rozmowy proszę rozmówcę o jakieś szczególnie ważne słowa. Co usłyszymy od Siostry?

 

My w niebie mamy wielkie współczucie dla waszych nędz. Pamiętamy, że będąc podobnie jak wy ułomni i śmiertelni, popełnialiśmy te same winy, toczyliśmy te same boje. Dlatego nie przestajemy się opiekować wami i za was się modlić. Tak jak my, macie wejść do mieszkania wybranych, zobaczyć piękności, jakich ludzkie oko nigdy nie oglądało, usłyszeć symfonie, których ucho nigdy nie słyszało, zażywać radości, jakich serce nigdy nie zakosztowało. Więc do zobaczenia w niebie!

 

Rozmawiał o. Jerzy Zieliński OCD
Zeszyty Karmelitańskie | www.karmel.pl

 
 



Pełna wersja katolik.pl