logo
Piątek, 01 grudnia 2023 r.
imieniny:
Blanki, Edmunda, Eligiusza, Natalii, Florencji – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Marek Kruszyński SJ
Jak skutecznie współpracować z Duchem Świętym
marenza
fot. Chungkuk Bae | Unsplash (cc)


Współpraca stoi na najwyższym szczeblu rozwoju ewolucyjnym społeczeństwa. W cywilizacji zachodniej nastąpiło przekształcenie modelu miasto-państwo (gr. polis) w model państwa-miasta. Greckie miasto-państwo było warownym miastem, w którym mieszkała niezależna wspólnota obywateli. Władze pełnił w nim na ogół król. Każde polis miało swoje rządy i obowiązywało w nim swoiste prawo. Z tych niezależnych społeczności miast-państw świat zachodni ewoluował do modelu państw-miast, gdzie z jednego państwa do drugiego przejeżdża się jak z miasta do miasta - o tym, że wjeżdżamy do innego państwa, informuje nas jedynie znak drogowy. W państwach-miastach jest wiele płaszczyzn współpracy, na których zanika podział "my-oni", a o problemie mówi się, że jest "nasz".

 

Życie jest współzależne


To, że współpraca jest najwyższym stopniem rozwoju społeczeństwa, nie jest wymysłem geniuszu architektonicznego filozofów, politologów czy ekonomistów, którzy z rozmysłem rozpoczęli kilkaset lat temu proces przekształcania społecznego modelu "Zosi samosi" do modelu "globalnej wioski", ale jest prawem wpisanym w naturę ludzką. Przyglądając się naturalnemu rozwojowi człowieka, możemy dostrzec proces dojrzewania, który przechodzi od etapu zależności przez niezależność do współzależności. Stephen R. Covey, autor bestsellerowej książki 7 nawyków skutecznego działania, wyjaśnia to w następujący sposób:


"Zaczynamy życie jako całkowicie uzależnione od innych niemowlęta. Inni karmią nas, opiekują się nami, robią wszystko, czego potrzebujemy, by przetrwać. Bez tej opieki przeżylibyśmy kilka godzin, najwyżej kilka dni.


Mijają miesiące i lata, a my stopniowo stajemy się coraz bardziej niezależni – fizycznie, psychicznie, emocjonalnie i finansowo – aż w końcu potrafimy całkowicie zadbać o siebie; sami sobą kierujemy i liczymy sami na siebie.


Nadal wzrastając i dojrzewając, coraz bardziej uświadamiamy sobie, że wszystko w naturze oparte jest na współzależności, że istnieje system ekologiczny, który zarządza naturą, co dotyczy także społeczeństwa. Odkrywamy następnie, że to, co dla naszej natury najistotniejsze, opiera się na naszych związkach i relacjach z innymi, zatem życie ludzkie także jest współzależne" [1].


Życie współzależne, to życie oparte w głównej mierze na współpracy. Współpraca niewątpliwie przyczynia się do lepszego rozwoju w obszarze wspólnego interesu ludzi w celu osiągnięcia większych korzyści. Przyjrzyjmy się np. edukacji. Tu w centrum zainteresowania stoi uczeń. Na poziomie szkoły, jako placówki edukacyjnej, ważnym elementem w procesie nauczania jest współpraca między uczniem, jego rodzicami i nauczycielem. Jeżeli uczeń nie będzie współpracować z nauczycielem, jego wyniki w nauce będą marne. Jeżeli nauczyciel nie dostosuje swojego przekazu wiedzy do zdolności poznawczych ucznia, wyniki nauczania również i w tym przypadku będą mizerne. Jeżeli uczeń ma wystarczające zdolności, a nauczyciel odpowiednie umiejętności przekazu, a mimo to uczeń ma niezadawalające wyniki w nauce, to nauczyciel powinien skontaktować się z jego rodzicami, by wspólnie ustalić, co pomogłoby uczniowi poprawić się. Współpraca pomaga w lepszym rozwoju i przynosi większe korzyści.

 

Skala dojrzałości religijnej


Wróćmy do Coveyowej skali dojrzewania, która ujmuje życie, jako proces rozwoju w znacznie szerszym ujęciu niż tylko biologicznym. Człowiek, ze swej natury, powinien dążyć do rzeczy większych i wspanialszych. Analizując tę skalę, można samemu odnaleźć się na niej i odpowiedzieć sobie pytanie: na jakim etapie rozwoju mentalnego znajduję się?


"Na skali dojrzałości zależność jest paradygmatem oznaczającym "ty": ty zajmujesz się mną; ty masz radzić sobie z moimi trudnościami; tobie się nie udało, ciebie obarczam odpowiedzialnością za rezultaty.


Niezależność jest paradygmatem oznaczającym "ja": ja mogę to zrobić; ja jestem odpowiedzialny; ja polegam na sobie samym; ja dokonuję wyborów.


Współzależność to paradygmat oznaczający "my": my możemy to zrobić; my możemy współdziałać; my możemy zespolić nasze talenty i możliwości i razem stworzyć coś większego, wspanialszego.


Jednostki zależne, aby uzyskać to, czego chcą, potrzebują innych. Niezależne - mogą dostać to samo dzięki własnym wysiłkom. Osoby współzależne łączą własne wysiłki z wysiłkami innych ludzi, aby to, co osiągną, stało na najwyższym poziomie" [2].


Jeżeli poszerzymy powyższą skalę dojrzałości – która obejmuje sferę fizyczną, intelektualną i emocjonalną – o wymiar duchowy, to będziemy mogli dokonać wstępnej analizy naszego rozwoju w wierze. Przyjrzyjmy się pewnym postawom religijnym, opierając się na tym, co zostało powiedziany powyżej.


Zależność jest paradygmatem "ty". Charakterystyczną postawą człowieka religijnego, który przyjmuje ten rodzaj paradygmatu, będzie bierność względem Boga i świata. Osoba taka często będzie używać następujących wyrażeń: "Jezu, Ty się tym zajmij", "Jak Bóg będzie chciał, to tak się stanie", "Ja nic nie mogę. Wszystko w rękach Boga". Oczywiście są sytuacje, w których należy oddać się Bożej opatrzności, a używając takich i podobnych wyznań, człowiek będzie wyrażał swoją pokorę i głęboką ufność Bogu. Należy jednak przeanalizować swoją postawę i przyjrzeć się, czy przypadkiem nie jestem religijnym typem "spychacza", bo na ogół wszystko spycham na Boga, a sam niczego zrobić nie chcę bądź się boję.


Niezależność jest paradygmatem "ja". Ten paradygmat samowystarczalności czy też ukrytego narcyzmu duchowego wyrażają następujące przekonania: "Chodzę do kościoła w każdą niedzielę i w święta, więc będę zbawiony", "Ja wiem najlepiej, jak Bóg działa i dlatego mogę wskazać innym właściwą drogę do Niego", "Zbawię się, jeżeli będę pokutował i modlił się", "Błogosławieństwo Boże zależy od mojej wierności przykazaniom", "Mogę ją/jego nawrócić". Na tym poziomie rozwoju duchowego wierzący ma wysoki poziom poczucia sprawczości. Jest przekonany, że do doskonałości można dojść samemu dzięki technikom introspekcji i pobożnym praktykom. Zewnętrznie taka osoba sprawia wrażenie, że w jej sercu i umyśle nie ma miejsca na wątpliwości – wszystko jest poukładane i w najlepszym porządku. Osoba duchowna, podpadająca pod ten paradygmat, będzie traktowała wszelkie niepowodzenia ewangelizacyjne jak osobistą porażkę. Ten poziom religijnego rozwoju reprezentuje typ religijny mitologicznego Atlasa, który dzięki swoim wysiłkom podtrzymuje na barkach całe sklepienie niebieskie.


Przedstawione paradygmaty raczej nie zakładają współpracy z Duchem Świętym, co nie znaczy, że Duch Święty nie może uczynić dla wierzącego tego, co sam chce. Owa współpraca możliwa jest na wyższym poziomie rozwoju duchowego, wówczas gdy odkryje się relację dwukierunkową, tj. relację współzależności – będzie to religijny typ "pary tanecznej", której motto brzmi: "Bo do tanga trzeba dwojga".

 

Współzależność to paradygmat "my" – jest to paradygmat współzależności i współpracy. Święty Ignacy Loyola ujmuje go w powiedzeniu: "Tak Bogu ufaj, jakby całe powodzenie spraw zależało tylko od Boga, a nie od ciebie; tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś ty sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła". O innej współzależności Ignacy mówi w Autobiografii. Gdy dokonywała się jego przemiana duchowa, to z perspektywy czasu nabrał przekonania, że Bóg obchodził się z nim jak z uczniem: pozwalał mu doświadczać różnych stanów duchowych i udzielał łaski do ich rozróżniania i porządkowania; poznawał, rozeznawał, by móc dobrze wybierać. Z kolei pisząc listy do jezuitów, kończył je mantrycznym wyrażeniem, aby Pan udzielał swej łaski, by rozpoznać Jego wolę i zawsze ją spełniać. Zresztą, całe Ćwiczenia duchowe św. Ignacego mają ułatwić rekolektantowi nawiązanie wspólnoty z Jezusem, by lepiej rozpoznawać Jego wolę i wybierać to, co pozwala lepiej ją wypełnić.


Cel współpracy z Duchem Świętym


Na czym polega współpraca? Termin "współpraca" można podzielić na: "współ" - co znaczy "wespół", "wspólnie", "razem", oraz "praca" – co wskazuje na podjęcie pewnego działania, wymagającego wysiłku i zmierzającego do określonego celu. Krótko mówiąc, współpraca jest wspólnym działaniem, ukierunkowanym na wspólny cel, co do którego wszyscy współdziałający są zgodni.


Pierwszą, podstawowa sprawą, jaką trzeba sobie uświadomić, jest to, że współpraca z Duchem Świętym zmierza ku zmianie. W tym momencie nie jest ważne, abyśmy rozważali, czym jest zmiana wewnętrzna lub zewnętrzna – po prostu trzeba być świadomym tego, że musi nastąpić jakaś zmiana. Ową zmianę można zdefiniować trzema słowami: "odnowienie", "uświęcenie", "zjednoczenie". Zmiana zachodzi po refleksji nad osobistym doświadczeniem w Bożym świetle, na podstawie którego dokonuje się rozróżnienie stanów duchowych i porządkowanie rzeczy w taki sposób, aby znaleźć wolę Bożą i zgodnie z nią postępować (por. ĆD 1). Zmiana jest efektem współpracy, ale nie jest celem samym w sobie. Celem współpracy z Duchem Świętym jest wypełnianie woli Bożej.


Zróbmy na chwilę pauzę, gdyż chcę zwrócić uwagę na jedną, wcześniej zasygnalizowaną, sprawę: "Współpraca jest działaniem wspólnym, ukierunkowanym na wspólny cel, co do którego wszyscy współdziałający są zgodni". Czy zgadzam się z tym celem, tj. czy w sposób świadomy pragnę wypełniać wolę Boga? Oto pytanie na miarę "być, albo nie być".


Celem współpracy z Duchem Świętym jest rozpoznanie woli Boga i jej wypełnienie, co w efekcie można rozumieć jako lepszą służbę Bogu. Drogą prowadzącą do takiego celu jest moje nieustanne odnawianie, moje większe uświęcenie i moje głębsze zjednoczenie z Nim.

 

Przyczyna nieskutecznej współpracy


Jak to się dzieje, że mamy pragnienie służenia Bogu i chcemy poznać Jego wolę względem nas, ale kręcimy się w miejscu, jak pies za własnym ogonem? Nie ma miejsca na przypowieści, więc odpowiem krótko: problemem jest brak wolności.


Stephen Covey, wytyczając siedem nawyków skutecznego działania, przytacza przykłady, jak to się dzieje, że jedni ludzie są skuteczni w swoim działaniu a inni nie. Pierwszym krokiem skutecznego działania jest wyrobienie w sobie nawyku proaktywności, który przeciwstawiony jest nawykowi reaktywności. Osoba reaktywna reaguje na każdy bodziec w sposób bezrefleksyjny i automatyczny. Bodziec wywołuje reakcję. Pojawia się bodziec i natychmiast jest reakcja. W bardziej egzystencjalnym ujęciu - osoba reaktywna będzie wyznawcą determinizmu. Taka osoba postrzega siebie jako sumę wszystkich swoich doświadczeń, jest przekonana, że od niemowlęctwa była programowana, dlatego nie może inaczej reagować, jak tylko w sposób, który wykształcił się w dzieciństwie.

 

Nawyk reaktywności w pewnym stopniu można skojarzyć z paradygmatem "ty" - paradygmatem zależności. "Ode mnie nic nie zależy, to ty musisz coś zrobić dla mnie", "Jestem ofiarą nacisków społecznych, uwarunkowania środowiskowego, wychowania w domu". W świecie determinizmu nie ma mowy o wolności. Jest to pułapka mentalna. Pierwszym krokiem, by z niej wyjść, jest uznanie faktu, że ów deterministyczny świat to tylko mój światopogląd (w pewnej mierze oparty na rzeczywistym doświadczeniu), a nie realne odbicie całej rzeczywistości.
Nawyk proaktywności można w sobie wyrobić przez poświęcenie czasu na refleksję. Należy szukać poczucia wolności wewnętrznej. Nie muszę automatycznie reagować na każdy bodziec, mogę zareagować na bodziec tak, jak tego chcę. Jestem odpowiedzialny za swoje działanie. Ja rządzę sobą, nie bodźce. Pogłębiona introspekcja pozwala odkryć dynamizm życia wewnętrznego. Obserwuję swoje odczucia, reakcje, pragnienia. Potrafię nazywać je i wartościować. Nawyk proaktywności odpowiada paradygmatowi "ja" - paradygmatowi niezależności i poczucia sprawczości. Jak więc nazwiemy nawyk, który będzie odpowiadał paradygmatowi współzależności "my"? Nazwałem go nawykiem kooperatywności.


Nawyk kooperatywności


Współpraca z Duchem Świętym jest możliwa wtedy, gdy zgadzamy się co do wspólnego celu. Jego cel i mój cel stają się wspólnym celem: wypełnić wolę Boga. Skuteczna współpraca z Duchem Świętym zakłada współzależność z Nim. Zasada współzależności wyklucza paradygmat zależności i niezależności. Wymaga samoświadomości, wolności wewnętrznej i zgody na prowadzenie Ducha Świętego (jak w tańcu - obie osoby tańczą, ale jedna prowadzi). Zgoda ta musi wypływać z doświadczenia własnej niedoskonałości i grzeszności, oraz z doświadczenia bycia kochanym dzieckiem Boga, za które Jezus przelał swoją najświętszą krew.


Nawyk kooperatywności ma swój punkt ciężkości w przestrzeni między bodźcem a reakcją. Ta przestrzeń jest właściwym czasem rozeznawania emocji, pragnień, natchnień. Tu dokonuje się analiza wydarzeń, działań, zamiarów. Jest to czas rozróżniania poruszeń duchowych, czas dialogu z innymi, czas refleksji i modlitwy oraz lektury, w celu gromadzenia informacji, by podjąć decyzję i właściwie zareagować.


Bodziec


Przyjrzyjmy się bodźcom, które stymulują nas, i niejako domagają się naszej odpowiedzi. Celowo użyłem tym razem słowa "odpowiedź" a nie "reakcja", ponieważ dostrzegamy bodziec po mimowolnej reakcji emocjonalnej. To emocje sygnalizują, że pojawił się bodziec. Jest on niczym ostrogi, którymi, jak się bodnie konia (nasze emocje), to poruszy się (wywołanie reakcji). Lecz koń powinien zrobić to, co jeździec mu każe – on trzyma cugle.


Słowo Boże. Bóg kieruje do mnie słowo. Gdy słucham słowa Bożego, lub je czytam, to słyszę wypowiedź. Każda wypowiedź zawiera w sobie treść, informację o wypowiadającym i apel skierowany do słuchacza. Każdy element wypowiedzi może stać się bodźcem powodującym moją reakcję emocjonalną. Nie musi być to burza emocjonalna, ale coś, co jest subtelne niczym zapach zwietrzałych perfum, który jest na granicy wyczuwalności.


Środowisko. Środowisko z jednej strony może dostarczać bardzo silnych bodźców, z drugiej zaś wysyła sygnały podprogowe. Moda wyznacza trendy ubierania się, zachowania, myślenia. W społeczeństwie panuje naśladownictwo, któremu bardziej lub mniej świadomie ulegam. Oczekiwania innych również mają wpływ na moje zachowanie - często reaguję w sposób zgodny z etykietką przylepioną mi przez innych. Tak jak nie można pozostawać w domu przez cały czas i kiedyś wreszcie trzeba wyjść na zewnątrz, tak nie można odseparować się i ustrzec od wpływu środowiska.


Sytuacja egzystencjalna. Źródłem naszych emocji są również wydarzenia, w których uczestniczymy bezpośrednio, lub o których dowiadujemy się z opowieści znajomych bądź z massmediów. Niewątpliwie emocje rodzą się, gdy przeżywamy osobiste niepowodzenia i sukcesy (te wydarzenia potrafią zostać w pamięci na długo, a nawet na zawsze). Są sytuacje, które nas zaskakują, odpowiadamy na dane bodźce automatycznie, a później tego żałujemy. Ale możemy wrócić do nich i przeanalizować je, by w przyszłości w podobnej sytuacji nie ponowić błędu.


Mówi się czasami, że trzeba chwycić byka za rogi, mając na myśli wyzwania, które stawia przed nami życie. Niekiedy mamy wrażenie, jakbyśmy stali na rozdrożu, borykamy się z niepewnością i stawiamy sobie pytanie "Co dalej?" W tym przypadku to pytanie staje się bodźcem. Bodźce domagają się reakcji (odpowiedzi) i nie zawsze muszą pobudzać emocje. Są to wydarzenia, sytuacje, na które czasami reagujemy automatycznie, bądź powinniśmy zareagować.


Potrzeby i pragnienia. Potrzeby i pragnienia w dużej mierze pobudzane są przez środowisko, kulturę, religię. Każdy doświadcza różnego rodzaju potrzeb i pragnień, np. akceptacji, uwagi, miłości, władzy, pieniędzy itp. Często oczy nam podpowiadają, czego chcemy – zanim czegoś nie zobaczyliśmy, nie odczuwaliśmy danej potrzeby. Teraz widzimy i chcemy tego, co widzimy. Na tym opierają się reklamy – wzbudzić potrzebę, której przedtem nie odczuwało się. Są również potrzeby naturalne jak sen, jedzenie czy seks.


Związek, relacja. Kontakty z drugim człowiekiem zazwyczaj zostawiają w nas jakiś ślad. To najczęściej drugi człowiek wzbudza we mnie najsilniejsze emocje. Każdy ma inną wrażliwość, inne potrzeby i oczekiwania. Każdy ma swój unikalny świat ukształtowany przez wychowanie, osobiste doświadczenia, wiedzę nabytą i intuicję. Przez kontakt z drugą osobą spotykają się dwa światy, które pod pewnymi względami są podobne, ale też i różne.


Decyzja i obowiązek. Niekiedy muszę się ustosunkować do czegoś. Wówczas nie mam szansy na działanie, po prostu trzeba się podporządkować, ale też trzeba jakoś zareagować. Potrzebuję dokonać wartościowania, uporządkować swoje uczucia. Przykładem jest zakonnik, który otrzymuje od przełożonego dyspozycję trudną do zaakceptowania. Wystąpił silny bodziec emocjonalny, który wywołał uczucie. Zakonnik – w duchu posłuszeństwa – poddaje się decyzji przełożonego. Choć działanie jest określone i wbrew woli zakonnika, to należy coś z tym bodźcem zrobić, jakoś zareagować, jakoś poskromić swoje uczucia, chwycić je za lejce.


Reakcja


Było o bodźcu, powiedzmy coś o reakcji. Reakcja to podjęcie decyzji, dokonanie wyboru, podjęcie działania, to zachowanie się w danej sytuacji, zmiana sposobu postrzegania rzeczywistości i zmiana myślenia o danej rzeczy, sytuacji czy osobie. Reakcja osoby reaktywnej jest automatyczna i nieświadoma, podczas gdy "zasadniczą cechą osób proaktywnych jest podporządkowanie bodźców wartościom. Motorem działania ludzi reaktywnych – jak zauważa Covey – są uczucia, okoliczności, warunki, środowisko. Jednostki proaktywne kierują się przemyśleniami, wybranymi i uwewnętrznionymi wartościami" [3].


Reakcja osoby kooperatywnej w swej istocie jest podobna do reakcji osoby proaktywnej, z tą różnicą, że reakcja osoby kooperatywnej jest współdziałaniem z Duchem Świętym, które ma w sobie inną jakość: przekonanie o wypełnianiu woli Bożej - "Niech się stanie wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi".


Osoby proaktywne wyrabiają w sobie nawyk, który można opisać jako bodziec-wartościowanie-reakcja. Takie osoby nie podlegają determinizmowi bodźców, ale odkrywają w sobie przestrzeń wolności, w której chcą dokonać świadomej reakcji. Osoby kooperatywne chcą poznawać wolę Boga i wypełniać ją. Aby stać się osobą kooperatywną, potrzeba wyrobić w sobie nawyk kooperatywności, który opiera się na modelu bodziec-współpraca--reakcja, co można opisać innymi terminami: "odczuć-rozeznać" i "uporządkować-wybrać".


Bodziec-współpraca-reakcja


Teraz przejdźmy do środkowego elementu układanki. Nawyk kooperatywności zakłada współpracę z Duchem Świętym w czasie rozeznawania. Przyjrzyjmy się temu procesowi. Występuje bodziec i najpierw zachowuję się jak osoba proaktywna, a więc szukam źródła swoich uczuć, tego, co mnie ubodło, poruszyło, pobudziło, zniechęciło, zainspirowało, osłabiło, podnieciło. Co było bodźcem? Czy było to słowo, obraz, wspomnienie, osoba, wydarzenie? Następnie zastanawiam się, jak chcę zareagować. Nie jest to jeszcze efekt refleksji, ale szybka odpowiedź na bodziec – tak jakbym był osobą reaktywną. Następnie, w czasie rozeznawania, zastanawiam się z pomocą Ducha Świętego, jak mogę zareagować na dany bodziec, aby moja odpowiedź była w zgodzie z wolą Bożą. Nie usłyszę głosu z nieba, który powie: "Zrób tak…". Mogę otrzymać łaskę oświecenia, dzięki której wszystko zrozumiem i bez najmniejszej wątpliwości zostanie mi dane poznanie woli Bożej w danej kwestii – to może się zdarzyć, ale nie należy zakładać, że taki będzie efekt rozeznawania. Mówiąc o współpracy, zakładamy wspólny trud dochodzenia do wspólnego celu. Tu dochodzi też do konfrontacji tego "jak chcę zareagować" z tym "jak mogę zareagować".


Warunki skutecznej współpracy z Duchem Świętym


Każda współpraca może być bardziej skuteczna, mniej skuteczna lub nieskuteczna, dlatego należy ustalić warunki skutecznej współpracy. Jest ich pięć, jak pięć palców u dłoni. Są to wiara, pokora, wrażliwość, wolność i miłość.


Wiara

 

Wiara jest przestrzenią wzrastania w Duchu, jest drogą, którą idę i światłem, w którym widzę. Początkiem wiary w Zmartwychwstałego jest wspólnota Wieczernika, której Jezus obiecał dar Ducha Pocieszyciela. Jego Duch jest obecny po dzień dzisiejszy w Kościele, który On sam prowadzi. Kościół jest depozytariuszem objawienia Jezusa Chrystusa oraz nauki i zasad życia, jakie przekazali mu apostołowie, dlatego aby skutecznie rozeznawać wolę Bożą, należy być w Kościele sercem i w pełni akceptować głową jego naukę. Warunkiem skutecznego rozeznawania jest przyjęcie bez cienia wątpliwości prawdy objawionej w Piśmie Świętym, i rozumienia jej tak, jak naucza Kościół.


Wiara jest również osobistym wzrastaniem w Duchu Świętym. Wzrost ten dokonuje się w klimacie osobistej modlitwy i wspólnoty świętych świadków, którzy pomagają nam wzrastać w wierze. Ich żywe świadectwo i nauczanie czyni nas mocniejszymi w wierze, a ich osobiste doświadczenie trudności czy pocieszeń na drodze wiary pomaga nam w rozeznawaniu osobistym. Dlatego w lepszym rozeznawaniu pomaga nam zgłębianie Pisma Świętego, czytanie tego, co święci pozostawili nam jako dzieła własne lub jako dzieła o nich, spisane przez innych ku pokrzepieniu ducha Kościoła pielgrzymującego. W procesie wzrastania ważne są osobiste doświadczenia z przeszłości, które pozwalają wyciągnąć naukę na przyszłość – błędy z przeszłości czy teraźniejszości są nauką, by stawać się człowiekiem doskonalszym.


Pokora


Następną dyspozycją wewnętrzną, mającą wpływ na jakość rozeznawania, jest pokora. Często nie rozumiem do końca Pisma Świętego. Nie rozumiem, dlaczego jest takie przykazanie, dlaczego św. Paweł napisał to i tamto. Nie zgadzam się z wypowiedzią papieża, z wypowiedzią biskupa. Pokora jest posłuszeństwem, które tak bardzo ceni Jezus Chrystus, o czym też daje świadectwo św. Faustyna w Dzienniczku. To posłuszeństwo jest gruntem dla łaski, która daje poznanie woli Bożej.


Czasami nie zgadzam się na dany stan rzeczy. Wiem, jaki świat powinien być, gdyby Bóg był wszechmocnym i kochającym Ojcem. Pokora jest postawą posłuszeństwa, by przyjąć to, czego nie rozumiem, jest porzuceniem własnej wizji i własnych racji na rzecz wsłuchania się w wołanie Boga. Pokora jest przeciwieństwem pychy i chorych ambicji – to nie ja jestem najmądrzejszy, bo jest Mądrość, która była u początku tego świata. Pokora względem Boga jest otwarciem się na Jego naukę bez racjonalizacji i nadinterpretacji. Pokora daje wolność, gdyż zwalnia mnie z bycia supermenem i ekspertem we wszystkim, a pozwala na pomyłki bez utraty twarzy, na niedoskonałości człowieka grzesznego.


Wrażliwość


Kolejnym warunkiem udanej współpracy jest wrażliwość. Osoba, której brak empatii, pozbawiona jest zdolności odczuwania stanów psychicznych innych ludzi, nie potrafi wczuć się w sytuację drugiej osoby, nie potrafi spojrzeć z jej pespektywy. Wrażliwość na drugiego człowieka jest istotną kwestią w rozeznawaniu z dwóch powodów. Pierwszy powód to umiejętność współodczuwania z Jezusem i próba postrzegania danej kwestii z Jego perspektywy. Drugi – to przewidywanie konsekwencji moich decyzji, jeżeli dotyczą one drugiej osoby. W jaki sposób chcę ją "dotknąć"? Jak ja czułbym się, gdyby ktoś mnie potraktował w ten sposób? Czy Jezus chciałby tego?


Wolność wewnętrzna


Mam ambicje, pragnienia, głody, potrzeby, lęki, nawyki, przyzwyczajenia. To wszystko ma wpływ na moje wybory, dążenia, ucieczki i uniki. We współpracy z Duchem Świętym muszę uświadomić sobie moje ciągoty i niechęci, by podjąć decyzję po linii wspólnego dążenia do wypełnienia woli Boga. Nie liczy się co jest miłe, przyjemne lub wymagające i gorzkie. Liczy się wspólny cel. Liczy się "nasza" sprawa. Zły duch będzie siał zwątpienie w moje siły, ale świadomość współpracy z Duchem Świętym daje mi poczucie słuszności i nadaje sensu mojemu działaniu.


Miłość


Miłość to nie uczucie, ale postawa. Miłość to pragnienie bycia ze sobą w bliskości, to pragnienie communio, czyli wspólnoty miejsca i czasu – ludzie zakochani chcą być razem, blisko, nieustannie. Ale communio to również postawa gotowości do działania, do obdarowywania się, to również odpowiedzialność. W słowie "odpowiedzialność" ukrywa się słowo "odpowiedź". Jak odpowiadam na miłość Boga? Święty Ignacy po jednym z ćwiczeń duchowych proponuje przeprowadzić rozmowę końcową w następujący sposób: "Wyobrażając sobie Chrystusa, Pana naszego, obecnego i wiszącego na krzyżu rozmawiać z nim [pytając go], jak to on, będąc Stwórcą, do tego doszedł, że stał się człowiekiem, a od życia wiecznego przeszedł do śmierci doczesnej i do konania za moje grzechy. Podobnie patrząc na siebie samego pytać się siebie: Com ja uczynił dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Com powinien uczynić dla Chrystusa? I tak widząc go w takim stanie przybitego do krzyża, rozważyć to, co mi się wtedy nasunie" (ĆD 53). Jak odpowiadam na tą miłość?


Krzyż ukazuje jeden z istotnych wymiarów miłości: ofiarę. W miłości składam w ofierze siebie drugiej osobie, ale składam też ofiarę, by być we wspólnocie z tą drugą osobą (miłość communio ustaje, gdy pojawia się miłość ego, czyli egoizm). We współpracy z Duchem Świętym szukam tego, co Boże, nie tego, co moje.


Czas rozeznawania i porządkowania


Podsumujmy to, co zostało powiedziane do tej pory. Człowiek rozwija się, a szczytem rozwoju jest poczucie współzależności. Współzależność wyraża się najlepiej we współpracy, która pomaga człowiekowi w jego dalszym rozwoju. Człowiek rozwija się fizycznie, emocjonalnie, intelektualnie i duchowo. Rozwój duchowy dokonuje się we współpracy z Duchem Świętym. Wyjaśniliśmy, na czym polega współpraca z Nim i jaki jest jej cel.


Przyjrzeliśmy się rodzajom bodźców, które każdego dnia nas "bodą". Określiliśmy warunki skutecznej współpracy. Myślę, że już teraz wiele osób może uświadomić sobie to, jak bardzo jesteśmy zanurzeni w świecie (jak wiele bodźców chce wymusić nasze wybory), i jak bardzo jesteśmy zanurzeni w Duchu Świętym. Wiele rzeczy odrzucamy, bo nie są zgodne ze słowem Bożym i nauką Kościoła, wiele rzeczy czynimy, bo słowo Boże i Kościół nas do tego zachęcają. Wzrastanie w Duchu Świętym, które jest też wychowaniem religijnym, ukształtowało w nas system wartości, który pozwala nam dostrzegać i odczuwać dobro i zło, łaskę i grzech.


Lecz człowiek powołany jest do wspanialszych rzeczy, do stawania się jeszcze bardziej doskonalszym w miłowaniu, a jego odnowienie, uświęcenie i zjednoczenia ze Świętym jest nieustannym procesem, dlatego podejmowanie świadomej współpracy z Duchem Świętym jest zadaniem najistotniejszym. Bo można tkwić w religijnym paradygmacie zależności i niezależności i być przekonanym, że jest się już na miejscu, gdy tym czasem tylko człowiek przyjmujący paradygmat współzależności jest świadom, że jego wędrowanie nie zakończyło się, i że w tej wędrówce jest mu dany Przewodnik. Przewodnik pozwala poznać, co popycha lub zniechęca do działania; porządkuje myśli i zamiary ze względu na cel; pomaga rozeznać, który wybór bardziej odpowiada na wezwanie Boże i lepiej prowadzi do celu.
Rozeznawanie i porządkowanie to główne elementy nawyku kooperatywności. W tym czasie trzeba rozważyć i odpowiedzieć sobie na pytania:


– Czy moje natchnienie, impuls do działania, moje pobudzenie lub zniechęcenie pochodzi od ducha dobrego czy od złego?
– Jeżeli zrealizuję mój zamiar, to czy będę bliżej Boga?
– Czy ów impuls, natchnienie, pobudza mnie do większej miłości Boga i bliźniego?
– Czy czuję większy przypływ wiary w Boga i większą radość bycia w Kościele?
– Czy dokonuje się przez to doświadczenie moje odnowienie (nawrócenie), uświęcenie, czy też większe zjednoczenie z Jezusem?

 

Szukać potwierdzenia


Po podjęciu decyzji należy szukać jej potwierdzenia. Potwierdzenie można uzyskać na trzy sposoby. Święty Ignacy radzi, aby po upewnieniu się, że podjąłem decyzję w pełnej wolności, ofiarować ją Panu Bogu. Czy ona Mu się podoba? Tego sposobu szukania potwierdzenia nie należy pomijać. Kolejnego potwierdzenia można szukać, omawiając swoją decyzję z kierownikiem duchowym lub z inną osobą duchowną, której się ufa. Bywa i tak, że potwierdzenie decyzji przyjdzie po czasie, gdy pozna się jej owoce.
Teraz można przedstawić cały nawyk kooperatywności jako model kilku elementów. W tym modelu należy wyraźnie zaznaczyć, gdzie znajduje się miejsce dla kluczowych pytań, które pomagają w rozeznawaniu i porządkowaniu myśli i zamiarów.


Model skrócony: Bodziec-emocje-uczucia-rozeznanie i porządkowanie-potwierdzenie-reakcja.


Model rozwinięty: Bodziec-emocje (wywołane przez bodziec, trwają krótko, a następnie przechodzą w uczucia, które są ich utrwaleniem)-uczucia (tu narzuca się samowolnie sposób w jaki chcę zareagować)-rozeznanie i porządkowanie (jest to czas refleksji, modlitwy, pytań do siebie, rozmowy duchowej, rozmowy z przyjacielem; tu dokonuje się wartościowanie i konfrontacja z pierwszą, odruchową chęcią reakcji)-potwierdzenie (modlitwa, rozmowa z przyjacielem, kierownikiem duchowym)-reakcja.

 

Budować i nie burzyć


Na koniec chciałbym jeszcze przedstawić jedną obawę, jaką św. Ignacy żywił względem pewnych ludzi pobożnych i rozpalonych w służbie Bogu i Kościołowi, a którą warto zaprzątnąć sobie umysł po podjęciu decyzji, a nawet już po znalezieniu jej potwierdzenia. Święty Ignacy obawiał się ludzi, którzy jedną ręką budowali, a drugą burzyli. Człowiek sam z siebie nie jest w stanie zobaczyć wielu swoich wad i uchybień, nie zawsze dostrzega, że, mając dobre intencje, może wyrządzać szkodę. Decyzje powodują jakąś zmianę, która może z kolei dotykać innych. Podam dwa przykłady. Pewna kobieta mieszkała ze swoim partnerem. Po długim czasie przyszła do spowiedzi. Wiadomo, co ksiądz powiedział i do czego ją zachęcał. Wyprowadziła się od partnera. Partner był bardzo zły na księży… i pewnie jest do dzisiaj. Jej decyzja wywołała gniew partnera, ale była ona moralnie dobra. Inna kobieta nawróciła się i znacznie zmieniła swoje nawyki. Częściej chodziła do kościoła, zaangażowała się w pewnej grupie przy parafii. Miała córkę w gimnazjum, którą zaczęła zaniedbywać. Jej potrzeba uczestnictwa w sakramentach i w życiu religijnym wzmogła się, ale przestała widzieć potrzeby swojego dziecka. Jej głód sacrum odkrył jej brak wrażliwości na dziecko. Ta kobieta zaspokajała jakieś swoje potrzeby, a zapomniała o miłości communio względem córki. Czasami warto porozmawiać z kimś zaufanym o owocach swojego wyboru, bo może to będzie najlepszym potwierdzeniem mojej decyzji. A czasami decyzja jest dobra, tyle że sposób jej realizacji trzeba zmienić.

 

Marek Kruszyński SJ
Manreza 3/2020 (3)
_____________________
Przypisy:

 

[1] St. R. Covey, 7 nawyków skutecznego działania, Poznań 2007, s. 46.
[2] Tamże.
[3] Tamże, s. 71.

 
 



Pełna wersja katolik.pl