logo
Wtorek, 10 grudnia 2019 r.
imieniny:
Danieli, Bohdana, Julii, Romaryka – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Agata Bobryk
Dawca życia i śmierci?
Przewodnik Katolicki
fot. Johannes Plenio | Unsplash (cc)


Z ks. prof. Mariuszem Rosikiem o gorszących fragmentach Starego Testamentu i poprawnym rozumieniu Bożego gniewu, rozmawia Agata Bobryk

 

Kiedy osoba wierząca sięgnie do Starego Testamentu może przeżyć szok. Ludzie dopuszczają się naprawdę obrzydliwych zbrodni, a sam Bóg występuje w roli gniewnego Pana, nie tylko miłosiernego Ojca. Co Stary Testament naprawdę mówi o gniewie Bożym?

 

Gniew jest swoiście rozumianym przejawem kary Bożej. Musimy jednak troszkę zniuansować samo rozumienie tego pojęcia, dlatego że to, co potocznie nazywamy „karą”, tak naprawdę jest naturalną konsekwencją grzechu. To nie Bóg świadomie, intencjonalnie zsyła na ludzi wojnę, trzęsienie ziemi czy niewolę. Wszystkie złe rzeczy, cierpienie i śmierć są konsekwencjami grzechu pierwszych rodziców i później wszystkich innych grzechów. Sam Bóg, który jest miłością, nie jest zdolny do czynienia zła. Bywa, że zło, które spotyka człowieka, jest bezpośrednią konsekwencją jego grzechu, ale jest też tak, że cierpienia doświadczają ludzie niewinni. Tutaj pojawia się problem z odczytywaniem Księgi Hioba. Hiob to człowiek sprawiedliwy, którego dotyka jednak nieszczęście, ponieważ grzech pierwszych rodziców ma wpływ na całą ludzkość, a więc i na niego. Jego skutki dotykają wszystkich ludzi, obojętnie czy są sprawiedliwi, czy niesprawiedliwi.

Skoro już jesteśmy przy Hiobie, jego historia zaczyna się od swego rodzaju układu Szatana z Bogiem. To niezwykle niepokojący obraz. Dlaczego Bóg, który jest miłością, miałby wchodzić w konszachty z Szatanem?


Dotykamy bardzo ważnego problemu, który pozwoli nam spojrzeć całościowo na wiele tekstów Starego Testamentu, w których Bóg jawi się jako odpowiedzialny za zło lub wręcz czyniący zło. Jest fragment Księgi Powtórzonego Prawa (Ptw 30, 15–20), który mówi o tym, co wydarzyło się, gdy Izraelici po 40-letniej wędrówce przez pustynię doszli do Ziemi Obiecanej. Parafrazując, tuż przed wejściem do niej Bóg powiedział do Mojżesza: „Patrz, kładę przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Nakazuję ci miłować Pana, Twojego Boga, a Twój Bóg będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść. Ale jeśli serce swoje odwrócisz, zbłądzisz i będziesz oddawać pokłon obcym bogom, oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie”. Dzieje się tu bardzo ważna rzecz. Bóg mówi, że jeśli Mojżesz odwróci od Niego serce, On oświadcza, że zginie. Nie mówi „ześlę na Ciebie śmierć”, ale jedynie „oświadcza”, że tak się stanie, choć Bóg nie ma z tym nic wspólnego. Dowiadujemy się, że są dwie drogi – na jednej z nich jest Bóg, a na drugiej Go nie ma. To kluczowy moment – w XIII w. przed Chrystusem, gdy Izraelici wchodzili do Ziemi Obiecanej, Bóg nie mógł im jeszcze powiedzieć, że na tej drugiej drodze działa zły duch.

Dlaczego?


Ponieważ wiara w jednego Boga nie była jeszcze ugruntowana. Gdyby Izraelici dowiedzieli się, że na tej drugiej drodze działa jakiś zły duch, który jest silniejszy od nich, natychmiast zaczęliby składać mu ofiary. Naśladowaliby pogan. W Księdze Hioba Szatan jest przedstawiony jako wróg człowieka, ale nie jest przeciwnikiem Boga. Podobny obraz znajduje się w Księdze Zachariasza, gdzie opisywana jest scena, w której arcykapłan stoi przed Aniołem Pańskim, a Szatan go oskarża. Mamy tutaj do czynienia z pewnym obrazem dworu królewskiego, na którym zły duch pełni rolę swoistego doradcy, a niekiedy kontestatora Bożych decyzji. Pan Bóg stopniowo objawiał prawdę o tym, że Szatan jest nie tylko przeciwnikiem człowieka, ale także Jego samego. Idąc dalej tym tropem, zobaczylibyśmy, że w najstarszych tekstach biblijnych Bóg ukazany jest jako sprawca wszystkiego, zarówno dobra, jak i zła. Dopiero, gdy monoteizm był już utwierdzony, zaczęto mówić, że od Boga pochodzi tylko dobro, natomiast zło pochodzi od Szatana.

Zatem jeżeli podczas lektury Starego Testamentu natrafimy na fragmenty tekstu mówiące o Bogu, który zachowuje się okrutnie, może to oznaczać, że tak naprawdę chodzi o złego ducha?

 

W Drugiej Księdze Samuela znajduje się fragment, który dobrze obrazuje. Mianowicie, w rozdziale 24. znajduje się scena, w której Bóg nakłania Dawida do… popełnienia grzechu. Chodzi o dokonanie spisu ludności, co było występkiem przeciwko Bogu. Uważano, że tylko Bóg, jako jedyny Pan, ma prawo zliczyć swoje stworzenie, a Dawid wchodzi w kompetencje Boga, i wyraża w ten sposób swój brak zaufania. Dawid spisu ludności dokonał i spotkał go za to Boży gniew.

Chociaż to sam Bóg go do tego pobudził…

 

Tak jest napisane. Ale dokładnie o tym samym spisie ludności opowiada Pierwsza Księga Kronik (1 Krn 21, 1–30). Czytamy w niej, że to Szatan nakłonił Dawida do policzenia ludności. Ta sama czynność jest przypisana raz Bogu, a raz Szatanowi. Skąd ta sprzeczność? Otóż Pierwsza Księga Kronik została napisana około dwieście lat później, w VI w. przed Chrystusem, gdy już można było powiedzieć, że to od Szatana pochodzi zło. Jeżeli więc natrafimy na „krwawe” czy niezrozumiałe momenty, warto zajrzeć do wstępu do danej księgi, żeby sprawdzić, kiedy ona powstała. Jeśli są to ósmy, siódmy, szósty wiek przed Chrystusem i odnosi się do wydarzeń, które działy się dużo wcześniej, bardzo często będziemy mieć w nich taki „krwawy” obraz Pana Boga. Natomiast w młodszych księgach, Bogu będzie przypisywać się już tylko dobro. Są jednak takie fragmenty, które stanowią wyjątek.

Na przykład?

 

Słowa z Modlitwy Pańskiej „nie wódz nas na pokuszenie”. Jakbyśmy nie próbowali tego nie przetłumaczyć w obu wersjach, zarówno u Mateusza jak i Łukasza, dosłownie pojawiają się właśnie słowa o „wodzeniu na pokuszenie”. Tak to ujął Jezus. Chrystus objawia nam Boga pełnego Miłości, ale czasem posługuje się dawnym językiem starych ksiąg biblijnych. Dlaczego? Może dlatego, żeby nadać podniosłego charakteru tej modlitwie. To tak, jakbyśmy śpiewali „Bogurodzicę” pełną dawnych wyrażeń i zwrotów. Zresztą my też dzisiaj czynimy niekiedy podobnie. Wiemy, że Bóg jest Miłością, bo tak objawił nam Jezus, ale gdy idziemy na mszę w sobotę o siódmej rano, będziemy śpiewać: „Kiedy Ojciec rozgniewany siecze, szczęśliwy kto się do Matki uciecze”. Kilka herezji w jednym zdaniu! Nie oznacza to, że trzeba od razu wyrzucić tę pieśń ze śpiewnika, tylko właściwie interpretować. To przecież piękny pomnik polskiej kultury i literatury.

A co z Abrahamem, który miał zabić swojego syna? Czy ta próba wiary nie była właśnie pewną formą „pokuszenia”?


Owszem, tak! Ale warto zadać sobie pytanie, jak wygląda szata literacka tego opowiadania. Powstaje ono najprawdopodobniej w okresie niewoli babilońskiej, w VI w. przed Chrystusem i mówi o rzeczach, które zdarzyły się 1300 lat wcześniej. W tamtym czasie nie było jeszcze Dekalogu. Nie było przykazań, w tym „nie zabijaj”. Religijność starożytna na Bliskim Wschodzie, w której żył Abraham, najprawdopodobniej znała ofiary z ludzi, a to ona kształtowała jego umysł oraz religijność. Myślę, że historycznie rzecz ujmując, Abraham chciał postąpić w taki sposób, jaki znał w pogańskich religiach. Być może sądził, że można przenieść ofiary z ludzi do kultu Jahwe. Natomiast cała szata literacka, to, że to Bóg nakazał Abrahamowi złożyć ofiarę z syna i tak dalej, jest tylko sposobem opisywania wydarzeń. Znowu niesłusznie przypisuje się Bogu zło. Od Boga pochodzi to, co jest dobre w tej opowieści – nie „pokuszenie”, ale to, że Izaak został ocalony.

Po pożarze katedry Notre Dame pojawiły się głosy, że jest to znak Bożego gniewu z powodu laicyzacji Francji i ogólnie Europy Zachodniej. Słusznie?

 

Myślę, że człowiek wierzący na każde wydarzenie w swoim życiu może patrzeć przez pryzmat wiary, ale należy to czynić z dużą roztropnością. Sądzę, że to, co stało się w Paryżu możemy odczytać jako znak czasu, czyli wydarzenie, które Bóg może wykorzystać, aby przekazać nam swoje orędzie, choć nie On jest sprawcą tego wydarzenia. Bóg nie spowodował spalenia tej katedry, aby nam coś w ten sposób powiedzieć. Tak samo jako znak czasu możemy interpretować zamach na World Trade Center w 2001 r., ale absolutnie nie wolno go przypisywać Panu Bogu! Każde takie trudne wydarzenie możemy odczytywać jako wezwanie do nawrócenia, zmiany życia, jednak na tym musimy poprzestać. W Księdze Mądrości czytamy, że Bóg śmierci nie uczynił i nie cieszy się ze zguby człowieka. Bóg nie czyni zła, lecz pragnie zbawienia wszystkich ludzi.

Rozmawia Agata Bobryk
Przewodnik Katolicki 22/2019

 
 



Pełna wersja katolik.pl