„Gdzie jest Bóg Twój” (Ps 42,4) – pyta psalmista. W postchrześcijańskim czasie, w którym przyszło nam żyć, niewielu już ludzi zadaje sobie pytanie o Boga. Czy dzisiaj takie pytanie ma jeszcze jakikolwiek sens? Wydaje się, że świat doskonale obchodzi się bez Boga. Stanowi On tylko uciążliwy balast, którego trzeba się bezwzględnie pozbyć. Niewątpliwie nieobecność Boga w świecie współczesnym stanowi wyzwanie i trudną próbę dla naszej wiary. To człowiek odwraca się od Boga. Bóg pozostaje wierny człowiekowi i kocha go z uporem. Z kart Pisma Świętego kieruje On do ludzi zaproszenie: „Zatrzymajcie się, a we mnie Boga uznajcie” (Ps 46,11). Jakiego Boga mamy uznać? Czy Boga „skrojonego” na miarę naszych oczekiwań i pragnień, czy też Boga będącego „gwarantem porządku społecznego”? Taki Bóg jest Bogiem „martwym”.
„Szukam, o Panie, Twojego oblicza. Swego oblicza nie zakrywaj przede mną” (Ps 27,8n). Bóg, którego mamy uznać, jest Bogiem „żywym” – jak mówi Jeremiasz (Jr 10,10). Takiego właśnie Boga pragnie dusza ludzka: „Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego” (Ps 42,3). W innym miejscu psalmista wyznaje: „Moje serce i ciało radośnie wołają do Boga żywego” (Ps 84,3). Uznać Boga oznacza więc odkryć na nowo Boga żywego i osobowego, który nie jest jakąś abstrakcją czy konstrukcją myślową. „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28), a mimo to rzadko podnosimy myśl ku Temu, który jest źródłem naszego istnienia.
Bóg żyjący objawia się na kartach Pisma Świętego w zaskakujący nieraz sposób. Biblia opowiada o krzewie ognistym, który się pali, ale się nie spala. Mojżesz spotkał się z Bogiem żywym, który gwałtownie wkroczył w jego życie. „Mojżeszu, Mojżeszu! Nie zbliżaj się tu. Jestem Bogiem ojca twego”. Mojżesz dotknął Boskiej rzeczywistości, której nie był godzien. „Oto jestem” – zdołał wykrztusić – i zasłonił twarz. Mojżesz wszedł w tajemnicę Boga żywego. I w takiej niezwykłej atmosferze, przesiąkniętej nadprzyrodzonością, kiedy niebo dotknęło ziemi, Bóg objawia swoje imię: „Jestem, który jestem”. Wydaje się, że w tym momencie Mojżesz wszedł w największą głębię tajemnicy Boga, w Jego istotę, która jest Jego istnieniem. Imię to dało impuls do niekończących się sporów filozoficzno-teologicznych na temat istoty Boga – kim Bóg jest. Niepojęty Bóg, wymykający się naszemu ludzkiemu poznaniu, został sprowadzony do pojęcia Bytu absolutnego („Bytu Najwyższego”), do którego nie sposób się modlić… Jednak współcześni egzegeci objawione Mojżeszowi imię Boga tłumaczą jako: „Ja jestem tu dla was”. Podkreśla się więc bardziej istnienie Boga niż to, kim On jest. Stąd już tylko „krok” do określenia Boga jako „Jestem żyjący”.
Mojżesz, w przebłysku chwili, odkrył, że Bóg jego przodków, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba rzeczywiście istnieje i aktywnie działa zarówno w historii Narodu Wybranego, jak i w życiu poszczególnego człowieka. Jest Bogiem żywym.
Obrazem Boga „żyjącego”, Boga dynamicznego jest, paradoksalnie, zimna, jednolita, twarda, materialna skała. „Pan jest wiekuistą skałą” – mówi prorok Izajasz (Iz 26,4). Takie imię Boga nie budzi naszego przerażenia czy onieśmielenia przez skojarzenie z twardością i nieprzenikalnością skały. Biblia bowiem mówi, że „Bóg jest moją skałą” (Ps 18,3), „Skałą naszego zbawienia” (Ps 95,1). Bóg jest więc skałą, czymś trwałym, nieprzemijającym. W przeciwieństwie do otaczającej nas rzeczywistości, łącznie z człowiekiem, wszystko jest nie - trwałe i kruche. Dni nieubłaganie przemijają, jeden po drugim, podobnie jak pory roku. Drzewa kwitną, owocują, jesienią bezwstydnie tracą liście, stając się nagie, aby w końcu zatracić w sobie witalne soki i obumrzeć. Podobnie jest z człowiekiem. Rodzi się on, aby prędzej czy później umrzeć. Raniero Cantalamessa napisał: „Usiłując nie przeminąć i nie umrzeć całkowicie, chwytamy się raz młodości, raz miłości, raz dzieci, raz sławy, sądząc, że w ten sposób zbudujemy «pomniki trwalsze od spiżu». Ale na próżno. Od chwili narodzenia zaczyna się proces przemijania, który nie zatrzyma się ani na chwilę, ani w dzień, ani w nocy. «Człowiek podobny jest do tchnienia wiatru, dni jego jak cień mijają» (Ps 144,4)”.
Człowiek w różny sposób reagował na oczywisty fakt przemijania. Na przykład zdaniem greckiego filozofa Parmenidesa wszystko w świecie jest statyczne, nieruchome. Stawanie się jest czymś pozornym. Tak naprawdę to nic nie przemija. Inny grecki myśliciel twierdził zgoła coś przeciwnego – w świecie wszystko jest zmianą, „wszystko płynie”. Empedokles z Akragas usiłował pogodzić powyższe dwa filozoficzne stanowiska. To prawda – mówił – że wszystko przemija, jest zmienne, ale pod nieustannie zmieniającymi się rzeczami jest coś trwałego, co nazwał „boską potęgą twórczą”. Wydaje się, że Empedokles niejasno przeczuwał i wyraził prawdę wyrażaną już w Biblii, że Bóg jest „wiekuistą skałą”.
Natchnionym biblijnym autorom żyjącym w surowym pustynnym klimacie, pośród piasków i masywnych skał, łatwo przyszło na myśl, aby uczynić kontrast między człowiekiem, który jest „ulotny” jak pustynny piasek, a Bogiem, który jest jak „wiekuista skała”. Prawdę tę wyraziła św. Teresa z Ávili: „Niech nic cię nie niepokoi, nic nie przeraża. Wszystko przemija, Bóg sam pozostaje. Cierpliwość wszystko zwycięża. Nic nie brakuje temu, kto ma Boga. Bóg sam wystarcza”.
Tytuł „skała”, który odnosi się do Boga żywego, dotyczy również nas i niesie ze sobą określone konsekwencje. Skała jest po to, aby na nią wchodzić, wspinać się. Samotna skała w krajobrazie fascynuje, niepokoi i przyciąga. W krajobrazie wiary Bóg jest tą skałą, którą człowiek powinien zdobyć, aby na niej przebywać. „Bóg jest opoką mego serca (…) Mnie zaś dobrze jest być blisko Boga, w Panu wybrałem sobie ucieczkę” (Ps 73,26n). Warto zauważyć, że w Biblii człowiek tylko raz mówi Bogu, że Go kocha, słowami: „Miłuję Cię, moja skało!” (Ps 18,2). Bóg – Skała wlewa w nas niezwykłą ufność, usuwając wszelkie egzystencjalne lęki. Dlatego „Nie boimy się, choćby waliła się ziemia i góry zapadały w otchłań morza” (Ps 46,3).
Bóg, aby objawić się człowiekowi, napisał dwie księgi: Księgę Pisma Świętego i Księgę Natury (Stworzenia). Pierwszej Księgi analfabeta nie przeczyta. Księga druga jest dostępna wszystkim. Wystarczy tylko szeroko otworzyć oczy. Bóg stworzył rzeczy nie dla nich samych, ale aby poprzez nie objawić samego siebie. Żywy Bóg jest ukryty w świecie. Kontemplując piękno świata, dostrzegamy ślady Jego obecności. „Niebiosa głoszą chwałę Boga, dzieło rąk Jego obwieszcza nieboskłon” (Ps 19,2). Orędzie nieboskłonu jest identyczne z orędziem krzewu ognistego: „Ja Jestem!”. „Poza Mną nie ma innego Boga!”
Francuski poeta Charles Peguy napisał: „Wiara (mówi Bóg) nie dziwi mnie. Jaśnieję do tego stopnia w moich stworzeniach – w słońcu, księżycu i w gwiazdach, w ciałach niebieskich i rybach morskich – że, aby we mnie nie wierzyć, musiałby ten biedny lud (Bóg mówi o nas) być ślepy. Aby wierzyć, trzeba tylko pozwolić prowadzić się, trzeba tylko patrzeć. Aby nie wierzyć, trzeba by zadać sobie gwałt, cierpienie, udrękę, zaprzeczać samemu sobie. Usztywnić się. Potraktować siebie na opak”.
Niebiosa nie tylko głoszą istnienie Boga, ale także Jego chwałę, Jego nieskończony majestat. Wobec ogromu i wielkości Boga człowiek zadaje pytanie o siebie samego: „Gdy patrzę na twe niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził, czym jest człowiek, że o nim pamiętasz?” (Ps 8,4). Można powiedzieć za Blaise Pascalem: „Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą. Nie potrzeba, iżby cały wszechświat uzbroił się, aby go zmiażdżyć: mgła, kropla wody wystarczy, aby go zabić. Ale gdyby nawet wszechświat go zmiażdżył, człowiek byłby i tak czymś szlachetniejszym niż to, co go zabija, ponieważ wie, że umiera, i zna przemoc, którą wszechświat ma nad nim. Wszechświat nie wie nic”.
Wspomniany przeze mnie Raniero Cantalamessa powiedział, że „obserwowanie wszechświata prowadzi człowieka religijnego nie tylko do chwalenia Boga, ale także do posłuszeństwa. Człowiek dostrzega w gwiazdach cudowny, chociaż nieuświadomiony, przykład posłuszeństwa. Bóg «wysłał światło i poszło, wezwał je, a ono posłuchało Go z drżeniem. Gwiazdy radośnie świecą na swoich strażnicach. Wezwał je. Odpowiedziały: Jesteśmy. Z radością świecą swemu Stwórcy» (Ba 3,33-35)”.
Słynny niemiecki astronom Johannes Kepler swoje dzieło Harmonia kosmiczna zakończył modlitwą:
Wielki jest Pan i wielka jest Jego chwała,
Jego mądrość nie zna granic.
Chwalcie Go, niebiosa, słońce, księżycu,
planety,
jakikolwiek byłby język, którym się
posługujecie,
aby chwalić waszego Stwórcę.
Chwal Go także ty, moja duszo.
Od Niego bowiem, przez Niegodziwości
w Nim są wszystkie rzeczy,
tak te, których całkiem nie znamy,
jak i te, które znamy,
które są tylko znikomą cząstką.
Jemu uwielbienie, cześć i chwała na wieki
wieków.
Amen.
Bogdan Cwynar SDS
SALWATOR 2/2023