logo
Sobota, 07 grudnia 2019 r.
imieniny:
Ambrożego, Marcina, Sobiesława – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Zé Roberto
Z Jezusem do Bundesligi
Edycja Świętego Pawła


 Okazało się, że mój pobyt w Rio de Janeiro miał być krótki. Ledwo zdążyłem na powrót zaaklimatyzować się w Brazylii, a mój menadżer już siedział z arcyważnym Niemcem o nazwisku Calmund i ustalał warunki transferu do Bundesligi.
 
Bayer Leverkusen był mną mocno zainteresowany. Muszę się jednak przyznać, że nie miałem pojęcia, gdzie to jest. Wprawdzie co nieco wiedziałem o tym, co się dzieje w Bundeslidze, ale nazwy takie, jak Bayern Monachium i Borussia Dortmund, były mi bardziej znajome. A trzeba powiedzieć, że Brazylijczycy mieli już w Leverkusen pewne tradycje: zaczęło się od Tity, który przyjechał nad Ren w latach 80. ubiegłego wieku. Po nim byli tam tacy zawodnicy, jak Jorginho, Zé Elias, Emerson, Sergio, Ponte, Rink i Marquinho.
 
Znana gazeta Welt am Sonntag artykuł o mnie opatrzyła wtedy tytułem: Bóg posłał mnie do Leverkusen. Do dziś jestem o tym mocno przekonany, iż nie był to przypadek, że po tak krótkim czasie w Rio de Janeiro znowu wylądowałem w Europie i mogłem grać w Bundeslidze. Po strzeleniu bramki zdejmowałem koszulkę, odsłaniając podkoszulek, na którym były napisane słowa, których sam doświadczyłem w moim życiu: „Jezus cię kocha!”.
 
Pisałem już co nieco o moim dzieciństwie, ale nie powiedziałem jeszcze tego, co najważniejsze. W czasie, gdy opuścił nas ojciec, wydarzyło się coś, co miało zupełnie zmienić naszą rodzinę – i moje życie także. Od tego czasu zdanie: „Moja siła tkwi w Jezusie!” jest częścią mojego życia. Wiem, że wielu uważa to za religijne dziwactwo i nie chce mieć z Bogiem nic wspólnego. Woli stwarzać sobie bożki. Nawet piłkarze ponoszą tego konsekwencje. Ale w przeciwieństwie do bożków, których sami sobie stwarzamy, Bóg nigdy mnie nie rozczarował. Są ludzie, którzy pokazują, że można doświadczyć Boga w przyrodzie. Piękne góry, piękne jeziora i pytanie, jak to wszystko powstało – niejednego przywiodły do Boga. Ja jednak przeżyłem zupełnie inne doświadczenie, które miało związek z moimi rodzicami.
 
Wspominałem już o tym, że po odejściu ojca moja matka musiała pracować jeszcze więcej, żeby nas utrzymać. Nie było to dla niej łatwe, dlatego potrzebowała źródła, z którego mogłaby czerpać siłę. Pewnego dnia wstąpiła do kościoła, tak po prostu, żeby się uspokoić i zebrać myśli. Tutaj musiała doświadczyć czegoś, co ją całkowicie odmieniło. W pewnym momencie zaczęła mówić nam o Bogu i o tym, że powinniśmy zaufać Jezusowi, bo On pomoże nam w trudnych sytuacjach. Najpierw słuchałem tego spokojnie, czekając, kiedy będę mógł wreszcie pójść na ulicę, żeby grać w piłkę. Myślałem wówczas, że może matka przeżywa jakąś fazę pobożności, która jej przejdzie za parę tygodni. Ale później stwierdziłem, że zmiany w zachowaniu naszej matki są trwałe. Wydawało się, że w jej życiu jest ktoś, z kim może rozmawiać o wszystkim – i mimo naszej trudnej sytuacji finansowej promieniała spokojem i opanowaniem, którego nie można było wyjaśnić w sposób naturalny.
 
Nie trwało to długo, gdy i ja zauważyłem, że ten Bóg, o którym ciągle mówiła moja matka, chciałby też mieć coś wspólnego ze mną. Od tego czasu wiele się zmieniło w moim życiu. Przy całym cierpieniu, którego musiała doświadczyć moja matka, dzięki swej wierze stała się człowiekiem szczęśliwym i pogodnym. Było to widoczne dla każdego w naszej rodzinie i naszym otoczeniu. Dotąd Bóg mnie specjalnie nie obchodził. Ale zmiany, które zauważyłem u mojej matki, sygnalizowały mi, że być może jednak jest coś szczególnego w Bogu i w Biblii.
 
Zacząłem więc czytać Biblię. Tam spotkałem Boga, który wychodzi do ludzi. Jakież ludzie mają czasami pomysły, żeby wkraść się w łaski Boga albo przeciągnąć Go na swoją stronę! Ale my nie musimy się wysilać, żeby do Niego przyjść, bo to On sam wychodzi do nas. Dowiedziałem się z tej starej Księgi, że Boża miłość do mnie jest wciąż aktualna. I tam, na przedmieściach faweli, czułem, że Bóg jest po mojej stronie! On kocha i akceptuje człowieka, tak jak ojciec kocha swoje dziecko. Nam – z powodu porzucenia nas przez naszego ojca – było znane tylko to, co się dzieje, jeśli ojciec tego nie robi. W Biblii przeczytałem, że Bóg sam zechciał być naszym ojcem. Przeczytałem tam także o tym, że Bóg nie tylko chce być dla mnie takim ojcem, jakiego nigdy nie miałem, ale i ma w związku ze mną jakiś szczególny plan.
 
Nie było to związane z żadnymi formułami ani rytuałami. To była po prostu oferta, którą w tej sytuacji, jako dziecko, przyjąłem. Ta decyzja była dla mnie jeszcze ważniejsza niż miłość do piłki nożnej. Ona miała zadecydować o całym moim życiu i zmienić mnie całkowicie.
 
 
 
1 2 3  następna
 



Pełna wersja katolik.pl