logo
Niedziela, 05 kwietnia 2020 r.
imieniny:
Ireny, Katarzyny, Kleofasa, Wincentego – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
o. Dominik
Wyznawaj swoje przewinienia
Mateusz.pl
fot. Hugo Fergusson | Unsplash (cc)


Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. (Łk 23,46)


Hans Urs von Balthasar, szwajcarski teolog, mówił o krzyżu w niezwykłej perspektywie: Jezus na Golgocie spowiadał się w imieniu całego świata. W swoich ranach zaniósł przed tron Ojca wszystkie nasze grzechy. Wystawił je ku światłu miłosierdzia, czekając na rozgrzeszenie. Nastąpiło ono w tę Wielką Noc, gdy życie zwyciężyło śmierć, kiedy Bóg wskrzesił z martwych Chrystusa.

 

Na krzyżu każdy grzech już został przyjęty z miłością. Został wyznany przez Tego, który Go przyjął z głęboką wiarą w Bożą moc zwyciężającą wszelką niemoc ludzką. Został też usprawiedliwiony przez Jedynego Sprawiedliwego. O każdym spowiadającym się mówił Jezus: „Wybacz mu, Ojcze, bo nie wiedział, co czyni!”.

 

Spowiedź jest sytuacją, w której proszę Jezusa, aby był ze mną w chwili, gdy ukazuję swoje rany Ojcu; gdy idę do Boga pełen lęku, wstydu, bólu i niepewności. Pan pozwala mi uklęknąć przy konfesjonale, którym jest Jego krzyż. Jestem jak dobry łotr, ale doświadczam większego przywileju niż on, ponieważ znajduję się na tym samym krzyżu, co Zbawiciel. Nie jestem sam w chwili, gdy snuję swoją dramatyczną, pełną bólu i lęku opowieść o mym upadku. Jest ze mną Ten, który zna moje serce i który wie, co ono kryje.

 

Czyniąc zło, wyrządzam konkretną krzywdę innym ludziom i samemu sobie. Podczas spowiedzi odsłaniam to podwójne cierpienie, powierzam je Ojcu wraz z Chrystusem, który oddał swego ducha za mnie. W ten sposób oddaję swoje życie w ręce Boga – „Wzdycham z głębi serca, oczekując odkupienia”. Nie pozostaje mi nic innego, jak powtórzyć za Jezusem: „Ojcze, w Twe ręce składam ducha mego!”.

 

Wyznaję swoje winy jako grzesznik, czyli człowiek oddalony, zagubiony, odarty z godności. Przez każde zło staję się uboższy o dobro, którego nie zdołałem w danej chwili podjąć. Wpadam wtedy w stan duchowej nędzy. Nie należy tego rozumieć jako pomniejszania poczucia własnej wartości i piękna. Grzech coś mi zabiera, z czegoś mnie okrada. Gdy uznaję swoją nędzę, wówczas Syn Boży najchwalebniejszą szatą swego ukrzyżowanego ciała okrywa moją nagość.

 

Moje przyjście do Niego jest najbardziej niezwykłym wyznaniem wiary w zbawczy sens Jego śmierci na krzyżu. Chcę razem z Nim powstać do nowego życia mocą tej nadziei, którą On wyraził słowami: „Ojcze, w Twe ręce składam ducha mego!”.Istotą spowiedzi jest powierzenie swojego poranionego życia Bogu w nadziei, że będzie je odnawiał. Ze swojej strony robię to, co do mnie należy, aby dokonane wyznanie było jak najprawdziwsze.

 

Dla wielu ludzi przyznanie się do popełnionego zła jest tym samym, co uznanie siebie za kogoś beznadziejnego, złego, głupiego, słabego i obłudnego. Pojawia się w nich wstręt do siebie samych, czemu towarzyszą destrukcyjny smutek i rezygnacja. Powtarzanie starych grzechów rodzi złość, a nawet rozpacz. Człowiek poniża siebie samego, zadręcza się ciągłymi wyrzutami sumienia, zamykając się w swoim bólu.

 

W konstruktywnym przeżyciu żalu za grzechy ważne jest zdanie sobie sprawy z konsekwencji dokonanych czynów. Staje się on przypieczętowaniem dokonanej oceny: „Tak, to wszystko prawda. Nie jest dobrze”. Człowiek szczerze żałujący swoich złych czynów nie musi potępiać własnej przeszłości. Nie musi nawet mówić: „Gdyby się dało cofnąć czas, to nie zrobiłbym tego”. Nie musi myśleć z obrzydzeniem o własnych uczynkach. Wystarczy, że uzna, iż to, co się stało, było złe.

 

Gdy świadomości popełnionego zła będzie towarzyszyć cierpienie, uczucia dołączą do głosu sumienia. Nie w cierpieniu jednak tkwi istota żalu, lecz w uznaniu szkód, które wyrządziłem swoimi nieuporządkowanymi czynami. Ważne jest, bym umiał przyznać się do tego, że kogoś skrzywdziłem i że jestem gotowy jemu zadośćuczynić.

 

o. Dominik
mateusz.pl

 
 



Pełna wersja katolik.pl