logo
Poniedziałek, 30 marca 2020 r.
imieniny:
Amelii, Dobromira, Leonarda, Amadeusza, Jana – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Hanna i Xavier Bordasowie
Wierna miłość
Miłujcie się!
fot. Photo-nic.co.uk | Unsplash (cc)


Miłość małżeńska jest największym skarbem każdej rodziny i jak każdy skarb musi być dobrze strzeżona. Pierwszą strażniczką małżeńskiej miłości jest wierność, dlatego też w pierwszych słowach przysięgi małżeńskiej pojawia się zapewnienie ze strony współmałżonków o wzajemnej wierności.

 

Aby w niej wzrastać, potrzebujemy wzoru takiej postawy. Dla małżonków najlepszym przykładem dochowania tej wartości duchowej są św. Józef i Maryja.

 

Fiat Maryi, które stało się bramą dla wcielenia Syna Bożego, było owocem Jej wierności Bogu od najmłodszych lat. Dzięki wierności trwała Ona w niezachwianej wierze w każdej sytuacji, aż do najtrudniejszej próby wiary, kiedy to stała jako Matka Bolesna pod krzyżem Jezusa, towarzysząc wiernie swemu umierającemu Synowi. Kiedy z ust Jezusa usłyszała słowa: „Niewiasto, oto syn Twój” (J 19,26), przyjęła je do swego serca. Maryja, mocą swojej wierności, stała się rękojmią naszego zbawienia. Święty Józef, najsprawiedliwszy z mężów, nawet w sytuacji najcięższej dla każdego mężczyzny – to jest gdy się dowiedział o ciąży swej przyszłej żony przed ślubem – okazał się wierny miłości, jaką przysiągł Maryi: „Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie” (Mt 1,18-19).

 

Święty Józef, mocą swojej wierności, potrafił być uległy i posłuszny, kiedy Anioł Pański polecił mu wziąć Maryję do siebie.

 

Wierność w codzienności

 

Kiedy myślimy o wierności małżeńskiej, najczęściej kojarzy się nam ona z przeciwieństwem grzechu zdrady. Dlatego wiele osób żyjących w zgodzie ze swoim współmałżonkiem nie spowiada się z lekkich grzechów przeciwko wierności, popełnionych myślą, słowem, czynem lub zaniedbaniem. Ale do wielkiej zdrady dochodzi się drogą małych niewierności.

 

Wierność małżeńska odnosi się do wszystkich dziedzin wspólnego życia, nie tylko łoża i uczuć. Ważne są wszystkie codzienne sytuacje, tzw. przedpola grzechu w materii niewierności.

 

Prośmy św. Józefa i Maryję, aby wyczulili nasze sumienia, żebyśmy potrafili niezwłocznie zareagować na te sytuacje, które osłabiają naszą więź małżeńską!

 

Często nie zdajemy sobie sprawy z tych niebezpiecznych momentów kryzysu, kiedy to zamiast bronić swego współmałżonka, popełniającego błędy na oczach innych, dołączamy do osób krytykujących go lub wprost go atakujemy.

 

„Chodzi o to, aby w obecności innych osób w żaden sposób nie atakować małżonka, a atakowanego bronić, nie pozwolić źle o nim mówić, w momencie krytyki stanąć po jego stronie, tuszować popełnione przez niego niezręczności, usprawiedliwić jego błędy, naprawić wyrządzoną przez niego szkodę, nigdy nie mówić nic, co naruszy jego dobre imię” (ks. Stanisław Gancarek, O przysiędze małżeńskiej).

 

Wierność w kryzysie

 

Kryzys jest częścią rozwoju każdej relacji ludzkiej i może on służyć wzrostowi wzajemnej miłości. Staje się on próbą zadaną małżeńskiej wierności.

 

Problem tkwi w tym, że w tej próbie możemy ulec pokusie zwracania się do osób, które nie powinny w niej uczestniczyć ani w żaden sposób w nią ingerować. Można i trzeba wówczas znaleźć osobę z zewnątrz, która by nas wspierała i pomogła nam stawić czoła kryzysowi.

 

Takie osoby – roztropne, kompetentne i pokój niosące – istnieją. Może to będzie kapłan, psycholog lub animatorka naszej grupy parafialnej, czy też ktoś inny, kogo Pan Bóg nam przyśle. Byleby widział nasz problem w Bożej – sprawiedliwej i miłosiernej – perspektywie.

 

Zwierzanie się członkom rodziny ze swych małżeńskich trudności może jeszcze wyolbrzymić problem i podzielić rodzinę.

 

Zwracanie się o pomoc w rozwiązaniu konfliktu do rodziców, którzy przed ślubem nie zaakceptowali zięcia czy synowej, potęguje ten konflikt, zamiast go łagodzić, daje im bowiem wtedy okazję do wyrażenia swojego nieprzychylnego nastawienia.

 

Błędy te trzeba uznać i z nich się wyspowiadać. Potrzebny jest tu więc dialog ze współmałżonkiem, który przejawia się słuchaniem i chęcią zrozumienia drugiego oraz mówieniem tego, co konstruktywne, a nie tego, co niszczy.

 

Sam dialog też nie rozwiąże problemu; można dojść najwyżej do konsensusu. A tu chodzi o to, żeby nasz dwugłos połączył oba serca, tak by biły unisono!

 

Szukajmy możliwości uleczenia tych sytuacji kryzysowych przez wspólną modlitwę i współpracę z łaską Bożą. Żyjmy jak najprościej, pokornie, dziękujmy za każdy dzień, pielęgnując w ten sposób piękny kwiat sakramentu miłości małżeńskiej wspólną troską i dialogiem.

 

Powierzajmy wszystkie problemy Bogu przez ręce Maryi, ufając, że Ona w nas i za nas dochowa Mu wierności, a nasz kryzys zamieni się w próbę wiary, z której wyjdziemy zwycięscy i umocnieni.

 

Bywa, że w sytuacjach kryzysu, który wyniknął z zaniedbania więzi małżeńskiej, ucieczką od problemu jest ktoś inny albo coś, w co angażujemy swoje uczucia należne współmałżonkowi.

 

Kobiety mogą znajdować niewłaściwe schronienie emocjonalne w dzieciach. Nadmierne, wręcz kompulsywne, przywiązanie do dzieci może być symptomem takiej niewierności. Spycha się wówczas osobę współmałżonka na margines, przenosząc całą uwagę i uczucia na dzieci: „Zawsze jest to złem i prowadzi do rozkładu życia małżeńskiego. Jeżeli ma miejsce, powinno być przedmiotem spowiedzi. Małżonkowie należą do siebie. Ich wzajemny dar, przypieczętowany i uświęcony łaską sakramentu, ma charakter nieodwołalny i całkowity” (ks. S. Gancarek, O przysiędze małżeńskiej).

 

Takie sytuacje mogą prowadzić do osłabienia więzi małżeńskiej. Dzieci nie czują się wówczas komfortowo.

 

Natomiast czują się one bezpiecznie, gdy ich rodzice po prostu się kochają i gdy matka nie podważa istotnych dla dzieci opinii wyrażonych przez ojca, a ojciec ma wzgląd na czułe serce matki wobec dzieci i nie przekreśla jej troskliwości swoją surowością, a raczej szuka harmonii i równowagi, tak by starania ich obojga o dzieci wzajemnie się dopełniały.

 

Wszelka nierównowaga odbija się niekorzystnie na sytuacji emocjonalnej dzieci. One nie wszystko rozumieją, ale niezależnie od swego wieku bezbłędnie wyczuwają, że więź pomiędzy rodzicami słabnie, a fundament ich rodziny pęka.

 

Dlatego tracą wówczas poczucie bezpieczeństwa, co zaburza ich rozwój, prowadzi do niewłaściwych zachowań i lęku. A przecież żaden rodzic nie chce, by jego dzieci stały się jego własnymi ofiarami!

 

Współmałżonek jest więc najważniejszą po Bogu osobą tu na ziemi. Każde zbytnie przywiązanie do innych osób nam bliskich może stanowić zagrożenie dla naszego małżeństwa, doprowadzając do emocjonalnego rozejścia się. To może spowodować zaistnienie dwóch rozbieżnych dróg życiowych.

 

Im później zdamy sobie sprawę, że powstała taka właśnie sytuacja, tym trudniej będzie odbudować właściwe relacje.

 

Co robić, kiedy się zorientujemy, że uczestniczymy w czymś niezgodnym z wolą Bożą? Najlepiej – i to jak najszybciej – wołać wtedy o ratunek do Jezusa żyjącego w naszym sakramencie małżeństwa i biec w ramiona Maryi z ufnością dziecka, oddając Jej swoje niewierności i dziękując Jej z góry za to, że Ona będzie dalej w nas i przez nas wierna współmałżonkowi.

 

Trzeba natychmiast, uzbroiwszy się w Boży oręż, podjąć walkę, wykorzystując wszystkie środki, które Kościół nam daje: życie sakramentalne, usilną modlitwę, Eucharystię oraz adorację Najświętszego Sakramentu.

 

Chodzi o to, aby przeżywać życie w łasce uświęcającej i we wszystkim szukać woli Bożej. Wymaga to zachowania nauki Bożej oraz walki z grzechem ciężkim.

 

Tutaj również cenną pomocą może okazać się kapłan. Dobrze jest, kiedy oboje małżonkowie mają tego samego spowiednika, którego z czasem można poprosić o kierownictwo duchowe.

 

Kiedy otwieramy swoje serca dla Boga poprzez kapłana, pozwalamy Stwórcy bardziej odsłaniać nam te przedpola grzechu, gdzie zaczynają się nasze niewierności. W ten sposób będzie On mógł pomagać nam dbać o naszą więź i strzec jej.

 

„W sakramencie pokuty i pojednania zawsze otrzymacie od miłosiernego i wszechmogącego Boga światło i łaskę, konieczne do twórczego rozwiązywania małżeńskich trudności. Wasza wspólna spowiedź, najlepiej u tego samego kapłana, jest najpewniejszym gwarantem rozwiązania zaistniałych trudności. Nie rezygnujcie z tej wielkiej łaski, do której nie mają dostępu ani ateiści, ani agnostycy, ani wyznawcy innych religii. Bez niej nie zaradzicie własnej nędzy” (ks. S. Gancarek, O przysiędze małżeńskiej).

 

Wierność w niewierności

 

Sytuacje niewierności ze strony jednego ze współmałżonków wymagają postawy heroicznej ze strony drugiego, który powinien nadal trwać w wierności, opierając się na Chrystusie, ranionym i sponiewieranym w tym małżeństwie.

 

Podejmując krzyż, warto zadać sobie pytanie: jak do tego doszło? Nie chodzi tu o szukanie winnego czy o rozdrapywanie ran, ale o konstruktywne odbicie się od dna. Musi być porządny rachunek sumienia: kiedy i dlaczego przestaliśmy wzrastać w miłości i czerpać z miłości Chrystusa obecnego w naszym sakramencie?

 

Może nie było bezpośrednich spięć, ale po prostu grzechy zaniedbania, brak dialogu i zrozumienia, co przekładało się na zmęczenie sobą. To sprawia, że zaczyna się szukać szczęścia i zrozumienia na zewnątrz. A wtedy jest się już o krok od upadku, od grzechu ciężkiego, który zabija łaskę miłości małżeńskiej.

 

Jeśli zdarzy się niewierność jednego ze współmałżonków, który na przykład traci głowę i zakochuje się w kimś innym, ważna jest wówczas ufność i wierność drugiego współmałżonka. Może się nawet wydawać, że już wszystko stracone.

 

Takie małżeństwo jest jak okręt, który w czasie burzy traci maszt i ster, a spienione fale pędzą go na skały, gdzie grozi mu rozbicie. Co robią mądrzy marynarze w takich sytuacjach? Uciekają się do ostatecznego środka: rzucają kotwicę, aby okręt zatrzymać i uchronić go od roztrzaskania. Taką kotwicą w życiu duchowym jest ufność w pomoc Bożą (por. bł. M. Sopoćko, Miłosierdzie Boże w dziełach Jego).

 

Podobnie mądry mąż lub żona, przytulając się do krzyża Chrystusa, rzuca kotwicę ufności i opiera się całkowicie na Chrystusie. Przezwyciężając lęk, podejmuje wytrwałą i usilną modlitwę, zawierza Bogu. Wówczas Jezus wszystko może! Nie ma sytuacji beznadziejnych! Nie na darmo Pan Jezus powiedział: „kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mk 13,13); tak samo można rzec: „kto wytrwa do końca, ten uratuje swoje małżeństwo i zbawienie obojga”.

 

Wierność zaprocentuje z czasem i wzmocni miłość tak, że stanie się ona skałą nie tylko dla całej rodziny, ale również dla otoczenia, a na mocy uczestnictwa w Mistycznym Ciele Chrystusa – dla całego Kościoła.

 

„Związanie się na całe życie z drugim człowiekiem może wydawać się trudne, a dla niektórych nawet niemożliwe. Tym ważniejsze jest głoszenie Dobrej Nowiny, że Bóg nas kocha miłością trwałą i nieodwołalną, że małżonkowie mają udział w tej miłości, że Bóg ich prowadzi i podtrzymuje oraz że przez swoją wierność mogą być świadkami wiernej miłości Boga” (KKK 1648, por. Jan Paweł II, Familiaris consortio, 20).

 

Hanna i Xavier Bordasowie
Miłujcie się! | listopad 2019

 
 



Pełna wersja katolik.pl