logo
Czwartek, 04 czerwca 2020 r.
imieniny:
Christy, Helgi, Karola, Franciszka – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
ks. Andrzej Draguła
Wielki Post pragnienia
Więź
fot. Grant Whitty | Unsplash (cc)


Patrzymy na misterium Eucharystii z daleka, niby Mojżesz z Góry Nebo na Ziemię Obiecaną, z nadzieją jednak, że dane nam będzie do niej wkroczyć.

 

Chciałbym Wam dziś powiedzieć o pragnieniu. Amélie Nothombe w książce zatytułowanej nie inaczej jak właśnie „Pragnienie” pisze tak: „Gdy przestajemy być głodni, zwie się to nasyceniem. Gdy przestajemy być zmęczeni, zwie się to wytchnieniem. Gdy przestajemy cierpieć, zwiemy to uśmierzeniem. Stan, w którym przestajemy odczuwać pragnienie, nie ma nazwy. Język w swojej mądrości pojął, że nie należy tworzyć antonimu pragnienia. Można ugasić pragnienie, lecz nie ma czegoś takiego, jak stan ugaszenia” (s. 41-42).

 

Czy to nie o takim stanie mówiła Samarytanka do Jezusa? „Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać”. O, naiwna! Nie da się już nie pragnąć. Ze swej bowiem natury pragnienie jest przecież nieugaszone. Czyż nie doznawaliśmy niejednokrotnie takiego przedziwnego stanu, że gasząc pragnienie, czyniliśmy go jeszcze większym? Z punktu widzenia fizjologii człowieka prośba Samarytanki była nieracjonalna. Nie da się ugasić pragnienia na zawsze. Pragniemy dopóty, dopóki żyjemy. Nawet umierającym zwilżamy spieczone usta, a z ich warg jeszcze na krótko przed odejściem wydobywa się słabe wołanie o wodę.

 

Dobrze wiemy, że pragnienie może być dwojakie. Pragnienie to najpierw – jak mówi słownik – „uczucie suchości w jamie ustnej”, ale także „gorąca chęć, życzenie sobie czegoś, żądza, pożądanie”. Między tymi pragnieniami jest duże podobieństwo. Kto wie, co to pragnąć, wie, co to pożądać. Pragnienia duszy są jak pragnienia ciała: nieugaszone, a często wzmagają się wraz z zaspokojeniem.

 

W „Pragnieniu”, które jest – skądinąd momentami dość kontrowersyjnym – monologiem wewnętrznym Jezusa na noc przed śmiercią, autorka przypisuje swojemu bohaterowi takie słowa: „Nieprzypadkowo wybrałem ten region świata: nie wystarczyło mi, że był politycznie rozdarty. Potrzebowałem ziemi wielkiego pragnienia. Żadne uczucie nie kojarzy się tak bardzo z tym, które chcę wzbudzić, jak uczucie pragnienia. Zapewne jest tak dlatego, że nikt nie doświadczył go tak bardzo jak ja”.

 

Jednym ze słów, które Jezus wypowie na krzyżu, przedostatnim słowem według św. Jana, będzie słowo „Pragnę”. Czy chciało Mu się tylko pić? Jezus żył jednym, wielkim, palącym i pełnym zatroskania pragnieniem zbawienia, które towarzyszyło Mu aż do ostatniej chwili.

 

A. Nothombe pisze, że pragnienie to coś więcej niż metafora Boga. Autorka proponuje nam pewien eksperyment: „kiedy naprawdę od dłuższego czasu umieracie z pragnienia, nie wypijajcie kubka wody duszkiem. Weźcie łyk, przez kilka sekund zatrzymajcie go w ustach, zanim przełkniecie. Oceńcie swój zachwyt. To olśnienie jest Bogiem. […] Miłość, jaką czujecie właśnie w tej chwili do połykanej wody, to Bóg”.

 

O wiele bardziej jednak przemawia do mnie Simone Weil, która tak pisała w „Świadomości nadprzyrodzonej”: „Ktoś pije szklankę wody. Woda to «kocham cię» Boga. Przez dwa dni przebywa na pustyni i nie ma co pić. Ta suchość w gardle to «kocham cię» Boga”.

 

Jezus mówi do Samarytanki: „Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki”. To On jest wiecznym zaspokojeniem naszych pragnień. Och, jakże chciałbym się jednak podpisać pod słowami Jezusa z powieści belgijskiej pisarki: „Miłość Boga jest wodą, która nie gasi pragnienia. Im więcej pijemy, tym więcej jesteśmy złaknieni. Oto rozkosz, która nie zmniejsza pożądania”. A może nie ma w tych słowach sprzeczności? To prawda, dopóki żyjemy, pragnienie Boga jest niezaspokajalne i zmaga się z każdym haustem. Dopiero w wieczności doznamy stanu ugaszenia, którego – jak pisała Nothombe – nawet język nie zna.

 

Przeżywamy Wielki Post pragnienia, pragnienia Eucharystii, której zostaliśmy w dużej mierze pozbawieni. Pozbawieni udziału w uczcie i ofierze. Ograniczeni do Komunii duchowej, która choć jest prawdziwą Komunią, to przecież naznaczoną jakąś niepełnością, bo bez realności Ciała Pańskiego. Pozbawieni udziału w pamiątce Zmartwychwstania. Nie wiemy jak długo potrwa ten Wielki Post eucharystyczny. Kto wie, czy Wielki Post pragnienia nie sięgnie nawet Wielkiej Nocy.

 

Uczymy się pragnąć Komunii i Komunii pragnienia. Patrzymy na misterium Eucharystii z daleka, niby Mojżesz z Góry Nebo na Ziemię Obiecaną, z nadzieją jednak, że dane nam będzie do niej wkroczyć. Pan przeprowadza nas przez pustynię, a my czekamy na moment, kiedy wreszcie dojdziemy do Massa i Meriba, aby napić się wody życia z towarzyszącej nam duchowej skały, którą jest Chrystus (por. 1 Kor 10, 4). Wielu z nas powtarza to samo pytanie, które stawiali spragnieni Izraelici na pustyni: „Czy Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy też nie?”.

 

Św. Grzegorz Wielki pisał: „Święta bowiem tęsknota rośnie, gdy nie znajduje przedmiotu swych pragnień. Gdy zaś czekanie usuwa tęsknotę, oznacza to, że nie była to prawdziwa tęsknota”. Przed nami próba postu eucharystycznego, próba tęsknoty, próba „suchości w gardle”, próba nieugaszonego pragnienia.


ks. Andrzej Draguła
Wiez.com.pl | 15 marca 2020

 
 



Pełna wersja katolik.pl