logo
Wtorek, 10 grudnia 2019 r.
imieniny:
Danieli, Bohdana, Julii, Romaryka – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
o. Bernard Sawicki OSB
Umiarkowanie
Poważne sprawy - poważne odpowiedzi


Umiarkowanie jako benedyktyński sposób wartościowania ilości i wielkości

Rozważając pojęcia miary, wartości i ilości szukamy ich istoty – wspólnego mianownika, punktu wyjścia, który pozwoliłby na ich wyraźne zdefiniowanie i zarazem rozróżnienie. Mniej lub bardziej świadomie odczuwamy pokrewieństwo tych terminów. Jest nim w pewnym sensie pojęcie miary. Tak wartość, jak ilość i wielkość są kategoriami mierzenia, policzalności. Wiemy jednak, że mają też znaczenie ponad tę kategorię wykraczające. Należałoby je określić jako aksjologiczne. Mówiąc, że coś jest wartościowe, wielkie, chcemy też podkreślić nie tylko wymierny, policzalny charakter tego. Myślimy o jakości. Intryguje pokrewieństwo i zarazem obszar styku tych dwóch płaszczyzn. Idąc dalej po linii skojarzeń i syntezy dostrzec można pojęcie, które w pewnym sensie łączy wspomniane trzy pojęcia, jednocześnie uwypuklając ich aksjologiczne zabarwienie. Chodzi o tytułowe pojęcie umiarkowania, które etymologicznie bezsprzecznie wiąże się ze słowem miara, jednakże ma o wiele szerszy i głębszy krąg znaczeniowy.
 
Zdając sobie sprawę z bogactwa sposobów opisu tego pojęcia, w niniejszej analizie ograniczymy się jedynie do jednego tekstu, w którym mieni się ono pełnią blasku, zyskując tym samym fundamentalne znaczenie na określonym etapie dziejów myśli i ducha. Mowa o Regule św. Benedykta z Nursji, dokumencie zarysowującym główne linie tradycji benedyktyńskiej, której jednym z głównych aspektów jest właśnie umiar czy umiarkowanie. Z racji na uniwersalizm tej tradycji, jak też wciąż na nowo odkrywaną jej aktualność, kilka refleksji na wyżej zasygnalizowany temat wydaje się jak najbardziej wskazane.

Znaczenie zasadnicze
 
W swym pierwszym i głównym znaczeniu terminy umiar i umiarkowanie wiążą się z pojęciem powściągliwość, co z kolei jest umiejętnością powściągania nadmiernych chęci, ograniczenie tego, co nadmierne, więc zachowanie właściwej miary – z tym, że zwykle łączy się to z jakąś redukcją. W tym sensie św. Benedykt zaleca stosowanie właściwej miary jedzenia (Reguła /dalej RB/ 39, 7). Używa w tym celu słowa crapula, oznaczającego zbytek zwłaszcza w użyciu mocnego napoju, wskazując, aby był on od wszystkich remota prae omnibus crapula (RB, j.w.), co polski przekład oddaje słowami „trzeba jednak przede wszystkim unikać braku umiaru”. I tak naprawdę jest to jedyne miejsce w Regule, gdzie bezpośrednio jest mowa o umiarze. Nawet z samego niuansowania znaczeń i tłumaczenia widzimy, iż chodzi tu o zachowanie delikatnej i trudnej granicy pomiędzy nadmiarem i brakiem. Bardziej należy, jak wspomnieliśmy, unikać nadmiaru, aczkolwiek nie oznacza to popadnięcia w drugą skrajność – braku. Zarysowuje się tym samym ważny horyzont interesującego nas zagadnienia: umiar, umiarkowanie okazują się przeciwwagą tego, co skrajne – w jedną czy w drugą stronę. Tam, gdzie zdajemy się dochodzić do kresu miary – lub posuwamy się bardzo daleko na jej skali – równowagę przynosi zachowanie miary właściwej, czyli jej wypośrodkowanie.
 
Motywacja antropologiczna
 
Życiowe doświadczenie i wypływająca zeń mądrość Św. Benedykta nie zamykała się w kręgu wielkości abstrakcyjnych i teoretycznych. Prędzej czy później konieczne jest odniesienie ich do człowieka, skądinąd określanego przez filozofa „miarą wszechrzeczy”. Dzisiaj takie określenie postrzegamy w tak czy inaczej rozumianych kategoriach humanistycznych. Św. Benedykt mówił o zachowaniu właściwej miary przy uwzględnianiu ludzkiej słabości. Można by to określić jako antropologiczną bazę motywacji umiarkowania. I tak ostatni werset ósmego rozdziału Reguły zaleca takie ustalenie godziny nocnego oficjum, „aby po Wigiliach miała miejsce niewielka przerwa, w czasie której bracia mogliby wyjść dla załatwienia swoich potrzeb naturalnych” (RB 8, 4). Uwagę zwraca nie tylko wrażliwość autora Reguły, ale i prozaiczny – by nie rzec wstydliwy temat – nad którym się ona pochyla. Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że chodzi tu o wzniosłe sprawy liturgii, nad którą mnisi nic nie powinni przedkładać (RB 43, 3). W tym przypadku chodzi o zmniejszenie miary tego, co mogłoby być uciążliwe i trudne – czyli liczby godzin nocnych modlitw. Szkodliwy dla człowieka może być nie tylko nadmiar pokarmu, ale i czuwania. Po tej samej linii idzie inne zalecenie dotyczące ilości odmawianych w czasie oficjum psalmów. Świadomy, że współcześni mu mnisi nie są w stanie sprostać normom obowiązującym w czasie początków życia monastycznego, św. Benedykt pisze wprost – i nie bez uszczypliwości: „Skoro czytamy, iż nasi świeci Ojcowie potrafili wypełnić to zadanie [tj. odmówienie całego psałterza] z gorliwością w jeden dzień, zdobądźmy się w naszej oziębłości przynajmniej na to, by wywiązać się z niego w ciągu całego tygodnia” (RB 18, 25). Znając ograniczenia ludzkich możliwości zaniża więc dotychczas stosowaną i uświęconą przez tradycję miarę, co niekoniecznie rozumiane być musi jako dekadencja, lecz raczej jako troska o jak najszersze i najrzetelniejsze podjęcie zadań wynikających z Reguły. Po tej linii idzie uwaga tym razem związana z wyznaczeniem właściwej miary pracy. Wyznaczywszy zasadę podejmowania niełatwego skądinąd rodzaju pracy, św. Benedykt dodaje: „We wszystkim jednak należy zachować umiar ze względu na tych, którym brak siły ducha” (RB 48, 9). I tutaj pojawia się bezpośrednio użyte określenie umiaru – omnia tamen mensurate fiant – związane, jak widać, z miarą i mierzeniem. Wszak chodzi o właściwe dostosowanie, wymierzenie zaistniałej sytuacji do określonych możliwości. Dopełnia tego ostatnie zalecenie cytowanego wyżej rozdziału: „Niechaj bracia chorzy lub słabi otrzymują takie zajęcia, żeby nie groziła im bezczynność, lecz jednocześnie, by nadmiar roboty ich nie przytłaczał lub nie skłaniało odejścia. Opat powinien mieć wzgląd na ich słabość” (RB 48, 24 – 25). I tym razem jesteśmy świadkami oscylowania pomiędzy skrajnościami. Właściwa miara, umiar oznacza wypośrodkowanie tego, co możliwe z tym, co konieczne. Głównym motywem i argumentem okazuje się i w tej sytuacji wzgląd na ludzką słabość.

Idąc dalej w rozważaniu na czym ów wzgląd czy owa słabość miałyby polegać dochodzimy do wniosku, że swoistym źródłem miary jest określona potrzeba człowieka – nie tylko rozumiana jako granice wytrzymałości, ale również jako pewne quantum, które jest konieczne do prawidłowego funkcjonowania. Uznanie takich potrzeb wymaga pokory z obu stron – tj. zarówno ze strony „potrzebującego” (mnicha), jak i odpowiedzialnego za potrzeb tych zaspokojenie (przełożonego). Tylko taka postawa jest gwarantem tak bardzo ważnego i pożądanego w benedyktyńskim klasztorze pokoju. W przypadku naruszenia równowagi miedzy potrzebą a możliwościami jej zaspokojenia, pojawia się, skądinąd bardzo piętnowane przez św. Benedykta, szemranie. Jest ono swoistym „rzecznikiem” postaw i sytuacji krańcowych. Bardzo poglądowo oddaje tę sytuację rozdział 34. Reguły:
 
„Napisane jest: Każdemu rozdzielano według potrzeby (Dz 4,35). Nie chcemy przez to powiedzieć, że należy mieć wzgląd na osoby, co nie daj, Boże!, lecz że trzeba brać pod uwagę słabości ludzi. Ten, kto mniej potrzebuje, niechaj dziękuje Bogu i niech się nie smuci. Ten zaś, kto ma większe potrzeby, niech się upokorzy z powodu swej słabości, a nie wynosi z racji okazywanego mu miłosierdzia. I w ten sposób wszyscy będą w pokoju. Przede wszystkim niech nigdzie i z żadnego powodu nie dochodzi do głosu to zło, którym jest szemranie, w jakiejkolwiek formie, czy to w słowie, czy to w jakimś znaku. Gdyby ktoś został na tym schwytany, powinien ponieść szczególnie surową karę” (RB 34).
 
1 2 3  następna
 



Pełna wersja katolik.pl