logo
Niedziela, 05 kwietnia 2020 r.
imieniny:
Ireny, Katarzyny, Kleofasa, Wincentego – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Ewa Kunicka
Uczyć tego co najważniejsze
Pielgrzym


Wokół przygotowania do życia w rodzinie

Uczyć tego co najważniejsze

Przez długie lata nauki, od dziecka w szkole podstawowej, przez gimnazja, licea i studia gromadzimy ogromne zasoby wiedzy z najróżniejszych dziedzin. Uczymy się niezwykłych zawiłości matematyki, poznajemy z jakich pierwiastków, molekuł, cząsteczek zbudowany jest świat i wszechświat, wkuwamy na pamięć - by nawet w nocy wyrecytować - jakie to familijne więzy i niesamowite przygody łączyły bogów i herosów greckiej i rzymskiej mitologii...

Niezliczone mnóstwo potrzebnych lub całkiem zbędnych informacji pomieścić musi nasz najdoskonalszy komputer - biedna, ludzka głowa. Uczy się nas naprawdę dużo!

Ale tak mało uczy się nas w szkołach (poza nauką religii) tego, co naprawdę najważniejsze. Od czego w największym stopniu zależy nasz szczęśliwy lub tragicznie nieszczęśliwy los. Tak mało uczy się nas mianowicie tego - jak żyć? Jak postępować, aby żyć w zgodzie z sumieniem, a zatem nie sprzeniewierzać się przykazaniom Bożym, nie szkodzić samemu sobie i innym, przede wszystkim tym najbliższym, w rodzinie.

Nie trzeba przecież udowadniać nikomu, że podstawą dobrego życia jest prawidłowo funkcjonująca rodzina. Albowiem do poczucia szczęścia, czy choćby spokoju i zadowolenia nie wystarczy na długo najbardziej nawet ambitna kariera zawodowa czy wielka fortuna finansowa, jeżeli człowiek  nie ma oparcia pośród najbliższych. Jeżeli w dzieciństwie zostały mu wpojone, właśnie przez rodzinę, podstawowe wartości , będą go one chronić w każdej sytuacji i nie tak łatwo ulegnie pokusie zła. Dlatego i w nauczaniu Kościoła, i mądrych pedagogów świeckich wskazuje się rodzinę, jako fundament najlepszego wychowania.

Jak zbudować dobrą rodzinę, a potem jej strzec jak oka w głowie, przed złymi wpływami. Czym się kierować przy wyborze człowieka na całe życie. Jak nie zbrukać czystego uczucia, które - jeśli mamy szczęście - stanie na naszej drodze. Jak szanować człowieka w ogóle - koleżankę, rodziców, dziadków, sąsiadów... Czym jest prawdziwa miłość i jak ją odróżnić od przelotnego, czasem zgubnego zauroczenia. Jak powstaje i jak rodzi się człowiek. Jak wielka jest odpowiedzialność za powołanie nowego życia! Podobnych pytań jest strasznie dużo. Pytań, na które odpowiedzi są bardzo trudne, choćby dlatego że przez wieki całe pozostawały tematami tabu, a przynajmniej nie do rozstrząsania ich z dziećmi. 

O tym wszystkim powinno się teraz bardzo pilnie z dziećmi rozmawiać, najlepiej w rodzinie.  Albo - jeszcze  lepiej - rozmawiać i uczyć poprzez przykład pięknego współżycia, z miłością i poszanowaniem każdego z jej członków. I w wielu rodzinach tak się dzieje. W wielu, ale nie w większości, bo to bardzo trudne. Nie wszyscy rodzice są w stanie sprostać tym pytaniom i problemom. I nie wszystkie dzieci chcą słuchać. Narosło bowiem tyle niedopowiedzeń wokół tych, tak ważnych i poważnych spraw, które jakże często kwitowane są półuśmieszkami, chichotem. Przecież jeszcze nie tak dawno wszystkie te, najbardziej bezpośrednio dotyczące człowieka sprawy, były traktowane jak temat tabu, nie mówiło się o nich, jakby nie istniały. A przecież ilu nieszczęściom można by zapobiec, gdyby dziewczyna czy chłopak zostali w porę uświadomieni. Gdyby dziewczyna w porę została ostrzeżona o tym, że z alkoholikiem lub z awanturnikiem czeka ją nieopisane piekło, może nie zdecydowałaby się wziąć za męża tego, który "no, trochę lubi wypić" lub "jest taki zaczepny, jak ten modny, fajny aktor w tym bandyckim filmie".  Gdyby tego chłopaka ktoś przekonał, że  "zdobycie" dziewczyny na jeden raz wiąże się z konsekwencją ciąży, a więc jego odpowiedzialności za ich wspólne dziecko, może aktu tego nie traktowałby jak zabawy?  A czy jej, jemu, powiedział ktoś, czym naprawdę jest miłość? Że to na pewno nie to, co widzą w TV, w atakujących jaskrawością gazetach, w reklamach, wszędzie. Że ta wyuzdana, bez szacunku dla drugiej osoby erotyka, te ciągłe, jak na karuzeli zmiany tz w. partnerów (tak modne ostatnio, głupio i bezmyślnie powtarzane określenie - "partner" sugeruje, że to nie wybrany spośród wielu ukochany, mąż, lecz jakby jakiś kumpel do gry) z miłością nie ma nic wspólnego.

Od dwóch tysięcy lat Kościół uczy niestrudzenie dobrych zasad współżycia. Wpaja zasady Dekalogu, naucza najlepszymi ze słów - słowami Ewangelii. Dużym wsparciem dla działań wychowawczych jest nauka religii w szkole. Zwiększa się wciąż różnorodność i atrakcyjność form duszpasterskich inicjatyw wychowawczych. Dzięki temu duże grupy młodzieży znajdują w Kościele schronienie przed atakującymi z takim nasileniem złymi wpływami. Mamy w większości młodzież wspaniałą. Dążącą ku dobru, doskonalącą własne charaktery, włączającą się w szlachetne działania na rzecz drugiego człowieka, zrzeszającą się w organizacjach o wyższych celach. Ale - z drugiej strony - tak często niestety wstrząsają nami do głębi wiadomości o potwornych czynach nastolatków - morderstwach, gwałtach, rozbojach.

Myślę, że nawet nie jesteśmy w stanie zdać sobie w  pełni sprawy z tego, jak zgubne zmiany w osobowościach  niejednego już właściwie pokolenia ma oddziaływanie środków masowego przekazu o potężnej tak naprawdę mocy. Przecież to - jeżeli dziecko nie jest konsekwentnie strzeżone przez rodziców - główny (najpotężniejszy) "wychowawca". Atakuje przebiegle i wszędzie. Kim będzie, kim może być  człowiek, który od dziecka oswajany jest z widokami coraz bardziej perfidnych metod zabijania, poniżania człowieka. Któremu w filmach, w książkach, w prasie, w reklamach - jako bohaterów, jakby do naśladowania, przedstawia się osobników porażonych dewiacjami, zimnych, bezwzględnych drani. Te bestie bywają niezwykle pociągające, wcielają się w nie piękni, najlepsi, najbardziej popularni aktorzy...

Kilka lat temu do szkół wprowadzono nowy przedmiot: przygotowanie do życia w rodzinie. Ma wspaniałe cele: "Wspierać uczniów w kształtowaniu osobowości oraz pomagać wychowankom otworzyć się na potrzeby drugiego człowieka. Dążyć do tego, aby uczniowie osiągnęli emocjonalną dojrzałość i potrafili żyć w rodzinie pełnej pokoju i radości. Aby wyznawali świat prawidłowych wartości i potrafili odrzucać to, co związane jest z antywartościami.

Kształtowanie osobowości - to bardzo ważne! Rzeczywiście w obecnych czasach, jak nigdy dotąd, człowiek - chcąc utrzymać się w jako takim moralnym pionie - musi mieć doprawdy niebywale silną osobowość. Aby zachować dystans wobec złudnych miraży współczesnego zwariowanego świata, mieć odwagę mówić: nie i to z poczuciem słuszności swego zdania. To bardzo trudne. Oprzeć się kultowi pieniądza, kupowania i posiadania, użycia za wszelką cenę. Nie dać się zwieść, że kłamstwo, krętactwo (również w polityce, choć nie tylko), bezczelność i chamstwo to droga do kariery. Nie ulec przebiegłym namowom dilera narkotykowego, sekciarza, propagatora picia alkoholu (najpierw tak "niewinnego" jak piwo), palenia tytoniu itp., itd. Czy wysiłki wkładane w dobre wychowanie w rodzinie, w szkole, w kościele mają szanse wobec spotęgowanej hałaśliwości globalnych działań uzależniających, opartych przecież na psychologicznych, socjologicznych, bardzo gruntownych  badaniach? 

Przedmiot: przygotowanie do życia w rodzinie (o poszerzonej w istocie sferze oddziaływania na różne dziedziny życia) jest niezwykle pilnie potrzebny. W szkole przebija się jednak, jak się można domyślać, z dużym trudem. Wyjątkowe predyspozycje i przygotowanie musi mieć osoba, która podejmie się go nauczać.

Pani Elżbieta prowadzi ten program w szkole czwarty rok. Uczy w klasach V i VI szkoły podstawowej oraz w gimnazjum. Jest pedagogiem z powołania. Ma odpowiedni, bo średni wiek, a zatem i doświadczenie. W szkole uczy 12. rok, ponadto wychowała (dobrze!) trzech synów. Zna życie nie tylko szkolne. Albowiem zanim ukończyła Gdański Instytut Teologiczny (z tytułem magistra) oraz roczny kurs kwalifikujący do nauczania tego przedmiotu w Centrum Edukacji Nauczycieli, pracowała jako inżynier w instytucie hydrotechniki. Ponadto działała w harcerstwie, tym prawdziwym, niekomunistycznym. Decyzję do tak radykalnej zmiany zawodu podjęła we wspólnocie Przymierze Rodzin, do której wiele lat temu wstąpiła, szukając pomocy w trudnej sztuce wychowywania własnych synów. Właśnie w tej wspólnocie, której głównym celem jest wychowywanie wartościowych, prawych ludzi zrozumiała, że tymi zasadami należy dzielić się z jak najszerszymi kręgami młodzieży. Zatem najpierw zaczęła uczyć religii, potem podjęła się "wychowania dla rodziny". Jest silna, przekonana o konieczności ratowania młodzieży, zdeterminowana walczyć do końca. Ale przyznaje, że to czego się podjęła, to nie jest łatwy chleb. Czasem opadają ręce i naprawdę nie wiadomo, jak jechać dalej i nie dostać zawału serca.

Przekonywać trzeba młodzież  bardzo  często,  strasznie poranioną psychicznie, z okropnymi doświadczeniami i ze zdobytą z różnych źródeł przerażająco wypaczoną wiedzą na przykład na temat relacji mężczyzny  i  kobiety, nawet na temat aborcji. Na temat  wybieranych na opak celów i ideałów życiowych. Pani Elżbieta podkreśla, że nie dotyczy to oczywiście wszystkich uczniów, ale ci prawidłowo wychowani boją się i podporządkowują, a przynajmniej milczą pokornie w obecności niewielkiej, ale silnie agresywnej grupy klasowej.
Z bólem serca obserwuje wśród swoich podopiecznych, jak pomieszane mają w głowach, jak często spaczone jest ich spojrzenie na większość podstawowych życiowych spraw i problemów.

O ile łatwiejszy jest kontakt z dziećmi w szkole podstawowej, o tyle w gimnazjum, zwłaszcza w klasach integracyjnych, gdzie role przywódców wiodą - szczerze mówiąc - zepsuci dranie, porozumienie jest czasem właściwie niemożliwe. Najgorzej jest na lekcjach poświęconych relacjom międzyludzkim, prawidłowo rozumianej miłości, odpowiedzialności za czyny wobec drugiego człowieka, kultury postępowania w sytuacjach intymnych itp. Nauczyciel musi stawić  czoło pełnym ironii spojrzeniom, wulgarnym odzywkom, ordynarnym i bezczelnym zachowaniom i cwaniackim popisywaniem się przed klasą kilku "uświadomionych i doświadczonych" wyrostków, którzy pozostałą resztę potrafią zastraszyć, zawstydzić i opanować.
Nie jest łatwo przełamać stereotypy, gdy u niektórych "słowo miłość, gdy tylko ich usta nauczyły się je wymawiać, było już słowem śmiesznym, brudnym..."  tak pisał na początku XX wieku wybitny pisarz francuski Georges Bernanos, czy dużo się od tamtych czasów  zmieniło? Może  na gorsze.

Program przedmiotu (zaproponowany, wraz z podręcznikiem, przez odpowiedzialną autorkę Teresę Król i zatwierdzony przez ministerstwo  edukacji) zawiera bardzo ważne i pożyteczne dla młodych ludzi sprawy. Pokazuje jak żyć dobrze w otaczającej nas społeczności. Uczy odwagi rozmowy o sprawach ważnych, a na ogół skrywanych. O trudnych latach dojrzewania. O tym jak powstaje, jak rodzi się człowiek. Ostrzega przed niebezpieczeństwami, na przykład ze strony spotykanych nieodpowiednich ludzi i wskazuje, jak sobie z nimi radzić. Podpowiada jak w wielu przypadkach życiowych uniknąć błędu.
Aby przedmiot ten, tak bardzo potrzebny, mógł przynosić zakładane rezultaty, aby w ogóle mógł się rozwijać, niezbędne jest mu wyraźne wsparcie, docenienie przez dyrekcję szkoły i przez rodziców. Konieczna jest ścisła współpraca rodziców z pedagogiem. Rodzice powinni potwierdzać na co dzień zasady, wartości, które przez ten pożyteczny przedmiot szkoła usiłuje młodzieży przekazać.

Tych lekcji jest oczywiście za mało. 14 godzin lekcyjnych w semestrze (i to wymiennie z przedmiotem wiedza o społeczeństwie), to jakby dopiero na próbę. Wspierać te inicjatywę muszą jednak różne stowarzyszenia, wspólnoty rodziców. Jednoczyć się między innymi również po to, aby z większą siłą przeciwstawiać się zdecydowanie różnym formom zepsucia opanowującego nasz kraj.

Ciekawe, czy na przykład wytłumaczone nam to kiedyś zostanie, w jaki sposób i kto dopuścił do tego, aby po transformacji ustrojowej napłynęło do naszego kraju tyle demoralizujących materiałów - filmów, książek, czasopism, reklam, ulotek, ogłoszeń itp., itd. - uczących jak zabijać, jak kraść bez konsekwencji, jak łamać wszystkie przykazania Boże. Czy nie mogło nas przed tym w porę ochronić odpowiednie ustawodawstwo? Czy dowiemy się kiedyś dlaczego i kto ma z tego korzyści, że kwitną w naszym katolickim kraju, w naszych miastach i wsiach (nie w specjalnie wydzielonych dzielnicach, jak na Zachodzie) agencje towarzyskie, orgiastyczne dyskoteki, po których tak często, jak właśnie w tych szatańskich filmach, zdarzają się okrutne zbrodnie, a każde dziecko sięgnąć może po pornograficzne ulotki, które masowo rozrzucane są po ulicach lub popatrzeć na satanistyczne ilustracje w witrynie księgarni lub w kiosku w samym centrum miasta.
Skuteczne przeciwstawienie się temu namacalnemu złu to pierwsze zadanie dla rodziców, wychowawców, pedagogów. O ile nie jest już za późno.

Ewa Kunicka

PS  Tym artykułem  chcielibyśmy zachęcić naszych Czytelników do dyskusji na temat trudności wychowawczych w rodzinie, w szkole oraz na temat działań podejmowanych na rzecz właściwego wychowania młodzieży w obecnych trudnych czasach. Nauczyciele przedmiotu "Przygotowanie do życia w rodzinie" może zechcą podzielić się swymi doświadczeniami - zapraszamy na nasze forum dyskusji:  www.katolik.pl/dyskusje 

 
 



Pełna wersja katolik.pl