logo
Poniedziałek, 09 grudnia 2019 r.
imieniny:
Anety, Leokadii, Wiesława, Walerii, Piotra – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Jan Duda
Ubodzy są w sercu Kościoła
Obecni


Z siostrą Małgorzatą Chmielewską rozmawia Jan Duda

Żyje i pracuje Siostra wśród ludzi dotkniętych cierpieniem i ubóstwem, zarówno duchowym, jak i materialnym. W jaki sposób – w tak specyficznym środowisku – głosić Boga?
 
Ja myślę, że Boga głosi się przede wszystkim swoją własną postawą. Żadne kazania nie pomogą, jeżeli sami nie będziemy świadczyć o Jego obecności, o tym, że dla nas jest On najważniejszy. Toteż my wprost nie głosimy. Natomiast w każdej naszej domowej kaplicy, zarówno członkowie wspólnoty (obowiązkowo), jak i pozostali mieszkańcy (dobrowolnie) gromadzą się na codzienną adorację Najświętszego Sakramentu. W domu, w którym mieszkam wraz z dziesięcioma młodymi bezdomnymi, wszyscy regularnie adorują Najświętszy Sakrament pół godziny bądź godzinę, choć nikt ich do tego nie namawiał. Myślę, że Pan Jezus sam potrafi załatwić "swoje sprawy", my natomiast jedynie w czasie wieczornej modlitwy podajemy krótki komentarz do Ewangelii i tyle; nic innego nie głosimy. Myślę, że już sam fakt, iż razem z tymi ludźmi żyjemy pod jednym dachem, razem jemy, razem pracujemy, ale też i złościmy się, gniewamy, kłócimy, jest w jakimś sensie świadectwem, które daje im do myślenia i pozwala także odnaleźć siebie. Tylko tyle.
 
W jaki sposób Kościół powinien dzisiaj wypełniać misję pomocy takim osobom?
 
Sądzę, że Kościół nie powinien wypełniać misji pomocy "takim osobom". Ubodzy są w sercu Kościoła, Kościół powinien korzystać z ich obecności. To jest zupełnie inna opcja, którą tak wyraźnie podkreślał w swoich dokumentach oraz przemówieniach Jan Paweł II. Tak często zapominamy, że to nie my dajemy, my bierzemy i uczymy się od nich. Ja to doświadczenie mam na co dzień.
 
 
Zwykło się określać ubogich mianem "największego skarbu Kościoła", jak to zostało już wspomniane. A czym dla Siostry jest soborowe określenie "Kościół ubogich"? Jak należy je rozumieć?
 
To znaczy Kościół rzeczywiście ubogi: ubogi materialnie, ale także Kościół pokorny, bez pychy, bez poczucia wyższości, Kościół, gdzie każdy człowiek traktowany jest jak brat w Chrystusie. To są dwie różne rzeczy, choć wzajemnie się na siebie nakładające: bracia w Adamie i bracia w Chrystusie. Kościół, a więc nie tylko hierarchia, ale my wszyscy – chrześcijanie, katolicy. Kościół, który jest wspólnotą, a we wspólnocie, jak w każdej rodzinie, najsłabszy jest otoczony największą troską. Ja mam przybrane dziecko upośledzone oraz dwoje innych dzieci i jest sprawą oczywistą, że najwięcej czasu i troski poświęcam dziecku choremu. Podobnie powinno być w Kościele.
 
Jakiego – w pierwszym rzędzie – wsparcia potrzebują ludzie bezdomni, duchowego czy materialnego?
 
Przede wszystkim człowiek bezdomny potrzebuje dachu nad głową, miejsca, w którym mógłby się wymyć, zjeść, odetchnąć, ale potrzebuje także przestrzeni, w której mógłby żyć. Największym cierpieniem ludzi ubogich – nie tylko bezdomnych – jest izolacja. Bardzo często nie ma dla nich przestrzeni życiowej, stąd też mają poczucie niższości, odrzucenia, wstydu. Dlatego też to, co my robimy, to jedynie tworzenie dla nich przestrzeni, w której mogą godnie żyć, mogą być razem z nami, nie w poczuciu, że my spełniamy wobec nich dobre uczynki, ale chodzi po prostu o wspólne bycie. To jest również ich dom, w tym samym stopniu, co nasz. 
 
W ostatnim czasie obserwujemy duży rozwój akcji charytatywnych, wzrost liczby wolontariuszy. Jak Siostra sądzi, czy ów "boom" może być przejawem powszechnego wezwania do niesienia pomocy ubogim?
 
Oczywiście, że tak. Jest to zjawisko ogromnie pozytywne i coraz powszechniejsze także w krajach postkomunistycznych, bo choć dawniej pomagano innym, to robiono to – z powodu panującej wówczas sytuacji – "po cichu". Natomiast w krajach rozwiniętych, demokratycznych, ogromna część pomocy na rzecz drugiego człowieka jest udzielana właśnie przez wolontariat. Tam bycie wolontariuszem czy świadczenie pomocy drugiemu człowiekowi nie przynosi ujmy, jak to u nas często jeszcze jest odbierane. Proszę mi pokazać rodziców zadowolonych z tego, że ich syn czy córka podejmują decyzję wstąpienia np. do zgromadzenia zakonnego, w którym myje się ubogich staruszków. Dotyczy to również rodziców tych dzieci, które wstępują do naszej wspólnoty. Dlaczego tak jest? Bo praca tutaj to nie jest kariera. Karierą dla młodego człowieka może być – choć nie chcę tu nikogo urazić – pójście do seminarium, gdyż później zostanie księdzem, natomiast karierą nie jest życie z sześćdziesięcioma bezdomnymi nędzarzami, zepchniętymi na margines. Może dlatego zdarza się, iż wielu młodym ludziom, którzy do nas wstępują, odradzana jest ta decyzja, również przez proboszcza z parafii. Myślę, że czeka nas jeszcze w Kościele wielka praca nad przemianą naszej własnej mentalności.
 
Jan Duda
Obecni 

fot. Unsplash Poverty
Pixabay (cc)
 
 



Pełna wersja katolik.pl