logo
Piątek, 15 listopada 2019 r.
imieniny:
Amielii, Idalii, Leopolda, Alberta – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Iwona Żurek
Święci wśród nas
Idziemy
fot. Winston Chen | Unsplash (cc)


– Nasza modlitwa za zmarłych nie tylko może im pomóc, ale także sprawia, że staje się skuteczne ich wstawiennictwo za nami – mówi w wywiadzie dla "Idziemy" o. Jacek Salij OP

 

Z o. prof. Jackiem Salijem OP rozmawia Iwona Żurek

 

Kiedy mówimy o świętych, zazwyczaj mamy na myśli ludzi obdarzonych niezwykłymi łaskami: stygmatyków, męczenników, mistyków. Czy świętość to coś elitarnego, zarezerwowanego dla „superkatolików”?

 

Jeden tylko Bóg jest święty! Zarazem Bóg pragnie nas czynić świętymi i dlatego dał nam swojego Syna oraz obdarzył Kościołem. Bo słowo Boże, Eucharystia, sakramenty są w Kościele po to, żeby nas grzeszników uświęcać, czyli przemieniać nas w świętych. Do świętości, tzn. do udziału w swojej świętości, Bóg zaprasza nas wszystkich. Ostatni sobór w Konstytucji Dogmatycznej o Kościele poświęcił cały rozdział przypomnieniu, że do świętości jesteśmy powołani wszyscy. Przejmująco wyraził to św. Jan Paweł II: Kiedy kapłan zwraca się do katechumena z pytaniem „czy chcesz przyjąć chrzest?”, w gruncie rzeczy pyta go wtedy: czy ty chcesz być święty?

 

Ale czy myślenie, że ja mogę być świętym, nie trąci pychą?

 

Apostoł Paweł napisał w jednym ze swoich listów: „Przecież wolą Bożą jest wasze uświęcenie” (1 Tes 4, 3). Podobnie apostoł Piotr: „Nie postępujcie według waszych dawnych żądz, ale w całym postępowaniu stańcie się wy również świętymi, gdyż jest napisane: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem Święty” (1 P 1, 14-16). Jeszcze mocniej wyraził to autor Listu do Hebrajczyków: „Starajcie się o uświęcenie, bez którego nikt nie zobaczy Pana” (Hbr 12, 14). Rzecz jasna, świętość jest darem Bożym, własnymi siłami nikt jej nie osiągnie. Jednak Bóg tego daru udziela chętnie.

 

Wyniesiona niedawno na ołtarze Zelia Martin powiedziała do męża: „chcę być święta, ale zupełnie nie wiem, jak się do tego zabrać”. No właśnie: jak?

 

Odpowiedź jest banalnie prosta: zachowywać przykazania, wypełniać codzienne obowiązki, a przede wszystkim być blisko Boga i nie zapominać o tym, że On dla naszego uświęcenia ustanowił sakramenty. Oczywiście, zawsze będziemy mieli poczucie, że czegoś nam nie dostaje, że nie wszystko rozumiemy. Trudno się temu dziwić, skoro nieskończony Bóg stworzył nas do nieskończonej miłości. Stajemy tutaj wobec czegoś zdecydowanie nas przekraczającego. To jest trochę tak, jak z kąpielą w morzu: ono jest tak wielkie, że go całego nigdy nie ogarnę, ale mogę zanurzyć się w nim cały.

 

Czy w tym dążeniu mogą nam pomóc święci?

 

To jest drugie znaczenie wyrazu „święci”. Świętymi w tym drugim znaczeniu nazywamy tych Bożych przyjaciół, którzy już dopełnili przeznaczonej im przez Boga miary świętości i teraz – w życiu wiecznym – cieszą się Bogiem całkowicie i bez reszty. Czytamy w Apokalipsie, że stanowią oni niezliczoną rzeszę „z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków”. Wolno nam ufać, że już teraz znalazło się w tym świętym gronie wielu naszych bliskich i znajomych – może również nasi dziadkowie i zmarli rodzice. Modlimy się za nich, gdyby jeszcze potrzebowali oczyszczenia. Zarazem warto przypomnieć naukę podaną w Katechizmie Kościoła Katolickiego, 958: „Nasza modlitwa za zmarłych nie tylko może im pomóc, ale także sprawia, że staje się skuteczne ich wstawiennictwo za nami”.

 

Niektórzy twierdzą, że wolą do Pana Boga zwracać się bez pośredników. Czy modlitwa za wstawiennictwem świętych jest nam niezbędna do zbawienia?

 

Skoro Bóg jest Miłością, to z pewnością zależy Mu na tym, żebyśmy my, Jego dzieci, Jego rodzina, wiązali się licznymi i różnymi więzami miłości wzajemnej. Jedną z bardzo ważnych form okazywania sobie miłości jest modlitwa – to, że modlimy się za siebie wzajemnie, modlimy się za naszych zmarłych, a święci i już zbawieni modlą się za nas. Sądzę, że osoby mówiące, że radzą sobie bez pośredników, po prostu nie rozumieją, o co w tym pośrednictwie chodzi. Może uważają, że to jakoś ujmuje Bogu chwały, jakoś Go umniejsza?

 

A czy powinno nas martwić to, że o wielu bardzo zasłużonych świętych nic nie wiemy?

 

Nawet tych, których Kościół oficjalnie kanonizował i beatyfikował, nikt z nas wszystkich nie pozna. Pan Bóg naprawdę obficie rozlewa dary świętości na swój Kościół. Nie ma zresztą potrzeby, żebyśmy ich wszystkich znali. Zarazem jest jakoś tak, że z niektórymi świętymi czujemy się związani szczególnie. Na przykład my w Polsce otaczamy szczególną czcią Maksymiliana Kolbego i brata Alberta, ostatnio zaś Jana Pawła II i księdza Jerzego, ale przecież pamiętamy również o św. Wojciechu, obu świętych Stanisławach i o obu Jadwigach, o Andrzeju Boboli i o Urszuli Ledóchowskiej. Każdy z nich to przecież wspaniały, niepowtarzalny cud Boży! Każdy może też wśród świętych Kościoła znaleźć takich, którzy będą mu szczególnie bliscy. Ja np. przyjaźnię się szczególnie ze św. Jackiem, bo widzę w nim idealnego dominikanina. Zarazem cieszę się, że „mój” św. Jacek, jako Ślązak, jest tak bardzo czczony na Śląsku.

 

Jest aż nadto zrozumiałe, że niepłodni małżonkowie zapraszają do swoich modlitw o dziecko świętą Joannę Berettę-Mollę. Trudno się też dziwić, że ktoś odczuwający dyskomfort z tego powodu, że jest nieślubnym dzieckiem, chce się przyjaźnić ze św. Marcinem de Porres czy św. Ludwiką Marillac, bo oni również byli nieślubnymi dziećmi. Kobiecie, która się skarży na trudną teściową, podpowiadam, żeby prosiła o modlitewną pomoc bł. Mariannę Biernacką, która oddała życie za swoją synową. Z kolei rodzicom cierpiącym z powodu niewiary swojego dziecka duszpasterze radzą udawać się po pomoc do świętej Moniki, która wyprosiła u Boga nawrócenie swojego syna, przyszłego św. Augustyna. Dzisiaj również u nas w Polsce coraz częściej rodzice płaczą z powodu odejścia dziecka do islamu. Podpowiadam im, że wśród świętych Kościoła mamy bł. Antoniego Neyrot, apostatę do islamu, który odważnie wrócił do Chrystusa mimo straszliwych cierpień, którymi próbowano go od tego powrotu powstrzymać.

 

Co wtedy, gdy czyjaś relacja ze świętymi ogranicza się tylko do próśb o wstawiennictwo w załatwieniu konkretnych spraw? Czy nie traktujemy świętego instrumentalnie, gdy prosimy o to, by np. św. Antoni pomógł nam coś odnaleźć, a św. Juda Tadeusz wyjść z jakiejś beznadziejnej sytuacji?

 

Jeżeli ktoś co niedzielę uczestniczy we Mszy Świętej, jeżeli nie unika sakramentów, to naprawdę nie lękajmy się o to, że szukanie pomocy u świętych odepchnie go od Chrystusa. Przecież to ze względu na Chrystusa idziemy do Jego świętych. Wymieniła Pani dwóch konkretnych świętych. Przecież św. Antoni dlatego stał się patronem od rzeczy zgubionych, bo miał szczególny dar odnajdywania dla Chrystusa nawet najbardziej zagubionych owieczek. Z kolei do św. Judy Tadeusza dlatego zwracamy się o pomoc również w sprawach, które wydają się wręcz beznadziejne, bo mamy nadzieję – zapewne trochę naiwną – że u Pana Jezusa jakoś liczy się to, że wstawia się za nami jego kuzyn.

 

Dlaczego jest tak wielu świętych kapłanów i zakonników, a tak mało świeckich?

 

W dawnych czasach więcej pamiętano o tym, że Kościół to wspólnota wiernych, a nie tylko poszczególni chrześcijanie. Toteż gorliwego biskupa albo założyciela zakonu, króla zasłużonego w dziele umacniania chrześcijaństwa czy księżną wyróżniającą się w promowaniu dzieł miłosierdzia Kościół ogłaszał świętymi nie tylko z powodu ich cnót i religijnej żarliwości. Ogłaszając tych bohaterów wiary świętymi, Kościół dziękował Bogu również (i chyba przede wszystkim) za społeczny wymiar ich duchowej działalności. Dopiero w czasach nowożytnych i współczesnych zaczęliśmy potrzebować patrona proboszczów (św. Jan Vianney) czy chrześcijańskich małżeństw (kanonizowani dopiero co rodzice św. Teresy od Dzieciątka Jezus). Również dawni święci byli ogłaszani patronami dopiero niedawno: w roku 1880 św. Tomasz z Akwinu patronem szkół katolickich, w roku 1979 św. Franciszek z Asyżu patronem ekologów, w roku 2000 św. Thomas More patronem polityków.

 

Czyli dlatego jest tak wielu świętych biskupów i kapłanów, bo w danym momencie byli Kościołowi bardziej potrzebni?

 

Jednak zdarzało się nieraz, że Opatrzność Boża wręcz spektakularnie wtrącała się w ustanawianie świętych. W czasach PRL stosunkowa spora liczba księży niepodobających się władzom zginęła w tajemniczych okolicznościach. Równie tajemniczo mógł zginąć ks. Popiełuszko w którymś z zamachów, które były obmyślane, ale nie doszły do skutku. Doprawdy trudno nie widzieć palca Bożego w tym, że zamordowano go w okolicznościach, kiedy nie dało się już zaprzeczyć temu, iż zadano mu śmierć męczeńską.

 

Kiedy wybieramy patrona dla dziecka, czym warto się kierować? Lepsi są „sprawdzeni” święci sprzed wieków czy raczej współcześni, z którymi łatwiej się identyfikować?

 

Na to pytanie odpowiada Katechizm Kościoła Katolickiego, 2156: „Chrześcijanin otrzymuje swoje imię w Kościele. Może to być imię świętego, tzn. ucznia Chrystusa, którego życie było przykładną wiernością swojemu Panu. Święty patron jest wzorem miłości i zapewnia wstawiennictwo u Boga. Imię chrzcielne może także wyrażać tajemnicę lub cnotę chrześcijańską. Rodzice, chrzestni i proboszcz powinni troszczyć się, by nie nadawać dziecku imienia obcego duchowi chrześcijańskiemu”.

 

Rozmawiała Iwona Żurek
Idziemy nr 44 (527), 1 listopada 2015 r.

 
 



Pełna wersja katolik.pl