logo
Sobota, 07 grudnia 2019 r.
imieniny:
Ambrożego, Marcina, Sobiesława – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Dawid Gospodarek
Spoczynek. W Duchu Świętym?
Stacja 7
fot. Alex Blăjan | Unsplash (cc)


Zjawisko tak zwanego spoczynku w Duchu Świętym wciąż budzi wiele kontrowersji, tematowi towarzyszy fascynacja lub przeciwnie – uprzedzenia i lęki. Jak poznać, czy mamy do czynienia z działaniem Ducha Świętego?
 
Już sama nazwa spoczynek w Duchu Świętym pełna jest niejasności, dlatego kard. Suenens analizując tę kwestię zachęcał, by unikać opisu „w Duchu Świętym”. Tym, co może dziwić, jest fakt, iż mimo że w Polsce mamy tyle wydziałów teologicznych, a o omawianym zjawisku co jakiś czas przypominają nawet zaniepokojeni dziennikarze (bo występuje np. podczas „charyzmatycznych” rekolekcji dla młodzieży szkolnej), nie poświęcono mu do tej pory poważniejszego i pełnego opracowania. Najciekawszą analizę problemu znalazłem w pracy ks. dr. Włodzimierza Cyrana „Spoczynek w Duchu Świętym. Refleksja teologiczna i świadectwa”. Autor jest biblistą i pracownikiem naukowym, a jednocześnie założycielem i moderatorem wspólnoty „Mamre”, w której podczas modlitw występują omawiane spoczynki. W swojej książce wykorzystuje nie tylko teologię i własne doświadczenie, ale również wiedzę psychologiczną i socjologiczną.
 
Czym jest spoczynek?
 
Dość powszechne jest mylne zaliczanie spoczynku do charyzmatów. Sama jednak znajomość definicji charyzmatu wystarczy, by nie popełniać tego błędu. Zjawisko nazwać można przejawem mocy Bożej, mocy Ducha Świętego. Dla zewnętrznego obserwatora wygląda tak, że osoba doświadczająca spoczynku nagle (np. podczas modlitwy wstawienniczej) bezwładnie upada na ziemię, leżąc tak dłuższą czy krótszą chwilę, jakby nieprzytomnie. O wewnętrznym przeżywaniu upadku wiemy ze świadectw, zawartych również we wspomnianej książce ks. Cyrana. Istotnym przejawem jest deklarowany przez doświadczających upadku brak bólu fizycznego i oznak stłuczenia czy zranień, które normalnie powinny towarzyszyć takim upadkom, szczególnie gdy ktoś uderzy głową o kamienny stopień czy kościelną ławę.
 
Hipnoza, szamanizm czy Duch Święty?
 
Problematyczną kwestią jest fakt, że zjawisko takie (nagły niekontrolowany upadek) występuje w kultach niechrześcijańskich, może towarzyszyć wchodzeniu w trans czy być wywołane hipnotyczną sugestią lub nawet (niekoniecznie świadomą) autohipnozą. Sam byłem świadkiem sytuacji, w której mężczyźnie poddanemu hipnozie przypalano dłoń ogniem. Nie odczuwał bólu, ani na jego skórze nie było widać żadnych oznak kontaktu z płomieniem zapalonej świecy. Innej osobie natomiast podczas sesji hipnotyzer opowiadał, że do jej dłoni przykładana jest gorąca moneta, po czym na skórze dostrzec było można zaczerwienienie wielkości dwuzłotówki. Ludzki umysł potrafi działać zadziwiająco (nota bene z katolickiego punktu widzenia poddawanie się hipnozie i stanom, gdzie oddajemy komuś kontrolę nad naszą nieświadomością, jest moralnie niedopuszczalne, szczególnie że wykorzystane to może być również przez duchy nieczyste). Z pewnością zdarza się też, że część spoczynków to efekt świadomej reakcji na sytuację, chęci (nawet w dobrej woli) poddania się działaniu Bożemu tak, jak go doświadczają inni, etc. Ten problem jest uwzględniany przez prowadzących modlitwy wstawiennicze, którzy angażują tzw. „łapaczy” (zadaniem ich jest złagodzenie upadku, by nikomu nie stała się krzywda). Niepokojące może być prowokowanie spoczynku przez prowadzących modlitwę np. kołysaniem czy po prostu popchnięciem, ks. Cyran przestrzega przed takimi zachowaniami. Wreszcie zjawiska takie mogą mieć podłoże demoniczne wprost lub jako udawanie czy parodiowanie działania Bożego, np. żeby potęgować pychę lub wprowadzać zamęt. Tu trzeba być ostrożnym i czujnym, oraz prosić o dar rozeznania. Z Dziejów Apostolskich wiemy, że szatan potrafi kryć swoje działanie nawet za treściami prawdziwymi i dobrymi (Dz 16, 17) – może zawsze przybrać postać anioła światłości (2Kor 11,14)..
 
Duch usypia?
 
Niepokojące byłoby, gdyby takie spoczynki działy się wbrew woli człowieka. Ze świadectw wynika, że u doświadczających spoczynku zazwyczaj występuje wewnętrzna zgoda na takie działanie Boże. Zdarza się jednak, że Bóg działa inaczej, wbrew oczekiwaniom, zaskakująco. Szawła przecież nikt nie pytał, czy chce by go poraziło niebiańskie światło…
 
Jak jednak poznać, czy mamy do czynienia z działaniem Ducha Świętego? Po prostu – po owocach. Jeśli wydarzenie przyczynia się do nawrócenia, uzdrowienia, zawierzenia Bogu, zmiany życia, rozwoju owoców Ducha, spotęgowania miłości, wydaje się, że można odnaleźć w tym Bożą moc.
 
Po co spoczynek?
 
Spoczynek może mieć przede wszystkim dwa cele. Po pierwsze służyć może nawróceniu – doświadczenie mocy Bożej stanowi często wystarczający impuls do zwrócenia się ku Stwórcy. Przy spoczynku (jako ufnemu poddaniu się Bożej mocy) często występują uzdrowienia (fizyczne, duchowe, rozbudzenie zaufania, dostrzeżenia działania Boga we własnej historii…). Warto jednak przypominać, szczególnie w kręgach „charyzmatycznych”, że niedoświadczenie spoczynku to nic złego! Nie musi świadczyć o trwaniu w grzechu, braku zaufania czy otwartości, a już w ogóle nie świadczy o byciu niegodnym, gorszym, o pobożności. Autor wspomnianej książki sam w niej przyznaje, że osobiście spoczynku nigdy nie doświadczył. Omawiane zjawisko nie może być traktowane jako cel w życiu duchowym.
 
Teologiczne uzasadnienie
 
Spoczynek stanowi problem dla teologów i wspólnot, w których występuje, ponieważ ciężko go opisać, korzystając z narzędzi teologicznej metodologii. Magisterium Kościoła nie poświęciło mu wciąż uwagi w oficjalnych wypowiedziach. Nie występuje w Biblii ani Tradycji (można się odwoływać co najwyżej do luźnych skojarzeń), nie wspominają o nim ojcowie i doktorzy Kościoła ani mistycy (można szukać podobieństw, np. do lewitacji), nawet biskupi są podzieleni [sceptyczna wypowiedź abp. Życińskiego https://youtu.be/smaTmvOdx5c i doświadczenie bp. Dajczaka: http://gosc.pl/doc/1167244.We-mnie-wszystko-popekalo]. Kolejnym problemem, który napotykamy, a niestety jest pomijany przez osoby zajmujące się tą kwestią, jest fakt, że spoczynek pojawił się dopiero w doświadczeniu wspólnot protestanckich w XX wieku. Rodzą się tu pytania: jeśli spoczynek tam występujący pochodzi od Ducha Świętego, dlaczego wraz z rozprzestrzenianiem się go tam, nie nastąpiła fala nawróceń na katolicyzm, a niestety „charyzmatyczne przebudzenie” nie tylko utwierdzało w błędzie, ale i wspomagało protestancki prozelityzm skierowany w stronę katolików?
 
Pewną wskazówką może być fakt Bożego działania poza widzialnymi granicami Kościoła. Bóg nie ma rąk  związanych sakramentami. Sam św. Tomasz nawet w przedchrześcijańskich religijnych poszukiwaniach człowieka dostrzegał „sakramenty natury”. Tym bardziej działać może wśród ochrzczonych chrześcijan, mimo ich oderwania od jedności Kościoła (za co przecież osobiście raczej nie ponoszą odpowiedzialności). Drugi sobór watykański w dekrecie „Unitatis redintegratio” stwierdził: „Ponadto wśród elementów albo dóbr, z których razem wziętych buduje się i ożywia sam Kościół, niektóre, i to liczne i ważne, mogą istnieć poza widzialnym obrębem Kościoła katolickiego; są to: spisane słowo Boże, życie w łasce, wiara, nadzieja i miłość oraz inne wewnętrzne dary Ducha Świętego, a także elementy widzialne; to wszystko, co pochodzi od Chrystusa i prowadzi do Niego, słusznie należy do jedynego Kościoła Chrystusowego. (…) Nie można pomijać faktu, że wszystko, co łaska Ducha Świętego sprawia w braciach odłączonych, może posłużyć również do naszego zbudowania.” (UR 3,4). Czyli mimo iż np. dane zjawisko pojawiło się poza widzialnymi granicami Kościoła, jeśli wypływa z łaski i prowadzi do osobistego nawrócenia i zwrócenia się ku Chrystusowi, należy do Kościoła.
 
Osobiste doświadczenie
 
Mimo teoretycznych wątpliwości, osobiście jestem pewien, że spoczynek miewa źródło w Bożej mocy. Sam doświadczyłem go dwa razy. Pierwszy raz, gdy parę lat temu modlili się nade mną ojcowie Enrique i Antonello. Byłem sceptycznie nastawiony do zjawiska, miałem wątpliwości teologiczne i po prostu wydawało mi się ono krępujące, dziwne. Podszedłem jednak do modlitwy z wewnętrznym otwarciem na działanie Boga tak, jak chce. Podczas modlitwy w pewnym momencie poczułem się „lekki” i czułem, że upadam, jednak nie towarzyszył temu lęk ani opór. Cały czas byłem w pełni świadomy; czułem się wolny, bezpieczny, miałem w sercu pokój. Poczułem przyjemne ciepło, i po chwili sam wstałem. Owocami doświadczenia było fizyczne uzdrowienie pewnego schorzenia (o co się nie modliłem i czego się nie spodziewałem) oraz „jakościowa” zmiana w mojej modlitwie, przymnożenie zaufania Bogu i Jego prowadzeniu.
 
Drugie doświadczenie miało miejsce kilka lat później, podczas Mszy z modlitwą o uzdrowienie. Wtedy nie chciałem doświadczyć spoczynku z bardziej płytkich, emocjonalnych przyczyn: z racji pełnionej posługi stałem na widoku, na podwyższonym prezbiterium, znany byłem ze sceptycyzmu w tych kwestiach, oraz – delikatnie mówiąc – nie darzyłem wielką sympatią ojca, który prowadził modlitwę. To nastawienie nie przeszkadzało mocy Boga, który chciał działać właśnie tak. Gdy leżałem – znów w pełnej świadomości i ze wspomnianymi wyżej uczuciami – w moim umyśle pojawił się pewien alegoryczny obraz, który stanowił wyjaśnienie dla życiowej sytuacji, w jakiej się wówczas znajdowałem. Przyszedł pokój, zrozumienie, konkretne postanowienia, przy okazji w jakimś stopniu wzrost zaufania i pokory.
 
Byłem też świadkiem spoczynków, towarzyszących mojej modlitwie. Tu najważniejsze jest dla mnie pierwsze takie doświadczenie. W ramach ewangelizacji na Przystanku Woodstock rozmawiałem z pewnym punkiem będącym pod lekkim wpływem alkoholu. Mój rozmówca miał pewnie prawie 40 lat, był dobrze zbudowany. Wypowiadał się z dużą agresją skierowaną w stronę Kościoła. Nie dostrzegając otwartości na dialog, zaproponowałem mu po prostu, że się za niego pomodlę. Zaskoczony mężczyzna zgodził się. Siedzieliśmy obok siebie, nie kładłem na nim rąk. Wypowiadałem na głos słowa modlitwy, dziękując Bogu za Jego obecność w życiu tego człowieka. W pewnym momencie zauważyłem, że mój towarzysz upada na plecy. Nie przyszło mi do głowy, że to może być spoczynek. Kontynuowałem modlitwę, po chwili on znów usiadł i zaczął szlochać. Zanim był w stanie wydusić z siebie jakieś słowo, minęła dłuższa chwila. Opowiedział, że poczuł ciepło na sercu, które go lekko pchało do tyłu, a jak się położył, po prostu miał świadomość obecności Boga i Jego miłości. Po krótkiej rozmowie poprosił o zaprowadzenie go do spowiednika.
 
Inne spoczynki miały miejsce, gdy w grupach posługiwałem modlitwą wstawienniczą podczas większych wydarzeń, w których uczestniczyli ludzie zaznajomieni z ich występowaniem. Tu często miałem wrażenie, że upadki wynikają z emocjonalnego nastawienia czy innych, nienadprzyrodzonych przyczyn. Nie mnie jednak to oceniać, rozeznanie należy do tych osób, które same mają świadomość tego, co się działo i doświadczają jakichś owoców. Jak zwykle ważne jest, by nie generalizować i nie osądzać.
 
Dawid Gospodarek
stacja7.pl
 
 



Pełna wersja katolik.pl