logo
Sobota, 07 grudnia 2019 r.
imieniny:
Ambrożego, Marcina, Sobiesława – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Grzegorz Fels
Spirytystyczne korzenie NFSH
Sekty i Fakty


Spirytystyczne korzenie NFSH
 
Niedawno wpadła mi w ręce koperta z pieczątką o dosyć zaskakującej treści:
 
NACZELNA IZBA UZDROWICIELSKA W III RP
pod duchowym patronatem Ojca Świętego Jana Pawła II
oraz Świętego Harrego EDWARDSA
Ojca-Założyciela NFSH w USA w r. 1951
 
Prezentują się tu niemal jako "Papiescy uzdrowiciele od świętego Harry’ego". Kto na to się nabierze? – pomyślałem sobie. Jako że wcześniej nawet nie słyszałem o organizacji uzdrowicielskiej spod znaku NFSH, postanowiłem bliżej się im przyjrzeć. Tym bardziej, że zaintrygowała mnie zaskakująca treść rzeczonej pieczęci.
 
Poszperałem po Internecie oraz w różnego rodzaju pismach i dokumentach *(1). Przyznam, że efekt tej pracy samego mnie zaskoczył. Nie przypuszczałem nawet, że oni... Ale nie będę uprzedzał faktów.
 
Brytyjskie początki
 
National Federation of Spiritual Healers (czyli Narodowa Federacja Duchowych Uzdrowicieli) powstała podobno w 1955 roku w USA – taką informację można znaleźć w ulotkach i na stronie internetowej NFSH. Co ciekawe, widoczna wyżej ich pieczątka informuje nas, iż niejaki św. Harry Edwards był "Ojcem-Założycielem" tej organizacji, lecz założył ją w roku 1951. Skąd się wzięła ta kilkuletnia rozbieżność? Przecież to nie były jakieś zamierzchłe, trudne do sprawdzenia czasy? Skąd się w ogóle wziął ów tajemniczy św. Harry Edwards?
 
Szukając odpowiedzi na te pytania, zacząłem przeglądać wszystkie będące w moim posiadaniu polskojęzyczne materiały wydane przez NFSH. Trudno tam jednak było znaleźć chociażby jedną, bardziej szczegółową informację dotyczącą początków National Federation of Spiritual Healers. To samo się tyczyło osoby ich "świętego" założyciela. Niestety, nic nie znalazłem także na jego temat (może z wyjątkiem wzmianki, że jest tysięcznym honorowym członkiem NFSH). Oczywiście z góry wiedziałem, że w naszych katolickich Żywotach Świętych też na próżno szukać tego mocno podejrzanego "świętego Harry’ego od uzdrawiaczy", więc nawet tam nie zaglądałem. ­Wydawało mi się co najmniej zastanawiające, że polskie NFSH z siedzibą w Kartuzach prawie nic nie pisze o swoich "chlubnych amerykańskich początkach"? Już niedługo jednak cała ta tajemnicza sprawa miała się wyjaśnić.
 
Polskie zasoby internetowe na temat historii NFSH milczą, za to na stronach anglojęzycznych można trafić na cały życiorys "świętego" Harry’ego Edwardsa (2). Z owej lektury wynika jednoznacznie, że był on... brytyjskim spirytystą (innymi słowy, takim "chrześcijaninem" kontaktującym się z duchami), zajmującym się "charyzmatycznym" uzdrawianiem.
 
Żywot "świętego" Harry’ego
 
Henry (Harry) James Edwards urodził się 29 maja 1893 roku w północnolondyńskiej dzielnicy Islington. W dzieciństwie był wyjątkowo niesfornym chłopcem, mającym nawet na swym koncie kilka wykolejeń pociągów i wcześniejsze uwolnienie podczas festynu dużego balonu. Jego zdecydowana przemiana nastąpiła, gdy poznał i zakochał się w córce pewnego rzeźnika. Dla niej też miał definitywnie skończyć z przeklinaniem i przyłączyć się nawet na jakiś czas do wspólnoty religijnej Lads Brigade.
 
Podczas pierwszej wojny światowej służył w Indiach, gdzie awansował nawet do stopnia kapitana. Pełnił tam między innymi nieoficjalnie funkcję miejscowego lekarza. Mając do swojej dyspozycji tylko bardzo prymitywne wyposażenie apteczki, leczył tamtejszą ubogą ludność. Tam też po raz pierwszy zauważył u siebie pewne zdolności uzdrowicielskie, o których miał jednak wkrótce zapomnieć.
 
Po zakończeniu wojny Edwards powrócił do Anglii, gdzie ożenił się i osiedlił w południowym Londynie. Początkowo nie był osobą wierzącą. Podzielał wtedy poglądy swego ojca, który nie wierzył w życie pozagrobowe. Założył własną drukarnię i zaczął interesować się poważnie polityką. Dwukrotnie nawet (w 1929 i 1935 r.) kandydował w wyborach z ramienia partii liberałów, jednak bez większych efektów.
 
W 1936 roku, przebywając w kościele Spirytystów, otrzymał wiadomość, która radykalnie zmieniła jego życie. Medium zapewniło go, że ma od tej pory uzdrawiać ludzi. Spiritualist Church (Kościół Spirytystyczny) oficjalnie uznał, że Edwards urodził się właśnie po to, by uzdrawiać. Jako że nie wiedział wtedy jeszcze za wiele o owym uzdrawianiu, postanowił dołączyć do bardziej doświadczonych w tym względzie spirytystów. Od tej pory zaczął wpadać w trans i uzdrawiać ludzi (zarówno bezpośrednio, jak i na odległość).
 
Podczas swego pierwszego po tym zdarzeniu uzdrowienia Edwards miał wyleczyć niejakiego Newlanda z raka płuc. To sprawiło, iż ponownie uwierzył w swą niezwykłą uzdrowicielską moc. W niedługim czasie dom Edwardsa zaczęły odwiedzać dziesiątki ludzi przychodzących się do niego leczyć. Nawet druga wojna światowa nie przerwała jego uzdrowicielskiej działalności.
 
W 1955 roku wraz z Johnem Britnellem założył National Federation of Spiritual Healers (Narodową Federację Uzdrowicieli Duchowych), skupiającą 300 uzdrowicieli, i został jej prezydentem. Cztery lata później uzdrowiciele z NFSH mieli otrzymać zgodę na swą działalność w 1500 angielskich szpitali. Tak zaczęło się realizować pragnienie Edwardsa, by lekarze i uzdrowiciele pracowali obok siebie. Nie zgadzał się przy tym z opiniami Kościoła anglikańskiego i innych Kościołów chrześcijańskich, zabraniających swym wyznawcom takiej formy "uzdrawiania". Jego zdaniem Kościoły postępowały tym samym wbrew woli Chrystusa. Dlatego często organizował ze swymi ludźmi publiczne demonstracje, protestując przeciw takim a nie innym stanowiskom tradycyjnych Kościołów. Czynił to nawet w wieku 82 lat. Szacuje się, że w ciągu 40-letniej kariery uzdrowicielskiej – a zmarł w 1976 roku – Edwards miał uzdrowić około 14 mln osób, i to począwszy od biedaków, po członków angielskiej rodziny królewskiej. Danych tych oczywiście nie można zweryfikować i trudno ocenić, ile w tym wszystkim jest prawdy, a ile przesady.
 
Mając na uwadze spirytystyczny życiorys Edwarsa, trudno określać go mianem świętego – przynajmniej w katolickim znaczeniu tego słowa. Jedno jest zdecydowanie pewne i oczywiste – na pewno nie był on nigdy kanonizowany. Dlaczego zatem uzdrawiacze z NFSH bezpodstawnie określają swego założyciela "świętym"? Widocznie uważają, że ich organizacja, ze swoim importowanym "świętym" założycielem, będzie w katolickiej Polsce bardziej wiarygodna.
 
A dlaczego podają jako miejsce swego założenia USA, a nie Wielką Brytanię? Trudno mi na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Prawdę mówiąc, sam się nad tym dziwnym faktem zastanawiam. Przypuszczalnie albo podali Stany Zjednoczone ze zwykłej ignorancji i niewiedzy (nikt z nich tak naprawdę nie prześledził zagranicznych początków NFSH, bo i po co?), albo zrobili to świadomie, by z racji znacznej odległości od Polski nikomu nie przyszło do głowy sprawdzenie i co za tym idzie podważenie świętości ich założyciela. Przecież w Anglii jest to postać raczej znana (przynajmniej w pewnych kręgach) i nikt nie określał jej tu mianem "świętej". Przyznaję, że ta druga wersja wydarzeń wydaje mi się bardziej prawdopodobna.
 
Uzdrowicielska sieć
 
Jeśli wierzyć danym, National Federation of Spiritual Healers w 1997 roku liczyła na świecie około 7 tys. członków (m.in. jasnowidzów, uzdrowicieli, bioenergoterapeutów). W Kartuzach zaś jest polska filia tej międzynarodowej organizacji, która w tym samym czasie skupiała zaledwie 48 osób z całego kraju i jednego Szweda(3).
 
Na ulotkach reklamowych NFSH (mniej więcej z tego samego okresu) wymienione są kraje, w których działają jej filie (USA, Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Wielka Brytania, Szkocja, Irlandia, Austria, RPA, Polska). Nie znajdziemy jednak żadnych adresów czy telefonów z tych krajów. Za to dosyć dobrze prezentują się tu polskie oddziały NFSH (4), które mają swoje siedziby w:
–Białej Podlaskiej (Centrum Szkolenia i Terapii Naturalnej),
–Czeladzi (Laboratorium Weryfikacyjne),
–Warszawie (2 punkty – między innymi w Instytucie Naukowych Metod Uzdrawiania i Odmładzania),
–Gdańsku-Wrzeszczu,
–Koszalinie (szkolenia z zakresu Duchowego Uzdrawiania, Bioenergoterapii i Reiki),
–Szczecinie.
 
Zaglądam zatem na polską stronę internetową kartuzkiego NFSH(5), by ewentualnie uaktualnić powyższe dane, i cóż widzę? Niewiele czasu upłynęło, a organizacja znacznie się rozbudowała. Mamy już całą listę osób pełniących w niej funkcje: "Uzdrowicieli krajowych" i "Uzdrowicieli wojewódzkich" oraz szereg ich zastępców (razem 49 osób samego zarządu). Ta "uzdrowicielska sieć" NFSH oplotła już wszystkie nasze województwa!
 
Być "ambassadorem"!
 
To jeszcze nie koniec. W Internecie znalazłem także listę z dziewiętnastoma nazwiskami AMBASSADOR-ów i vice-AMBASSADORÓW NFSH.pl w UNIVERSUM (cokolwiek by to nie znaczyło). Ową tajemniczą listę otwiera ambassador NFSH.pl w Watykanie: professor doctor i great master-expert ks. X.Y. (nazwisko i imię znane redakcji). Przyznam, że w pierwszym momencie zamarłem. Co robi ksiądz z egzotycznym tytułem i w tak doborowym towarzystwie? – pomyślałem. Sprawdziłem dokładnie nazwiska uzdrowicieli NFSH z krajowych ośrodków i znów wpadło mi w oko nazwisko księdza X.Y. Tym razem jest on wymieniony jako zastępca uzdrowiciela wojewódzkiego na jedno z województw południowej Polski. Ksiądz wiceuzdrowicielem NFSH? Z pewnym niedowierzaniem postanowiłem sprawdzić tę informację. Zadzwoniłem na podany w materiałach numer telefonu. Okazało się, że jest to faktycznie numer probostwa księdza X.Y. (niewielka miejscowość, jakich u nas wiele). Był on jednak chwilowo nieobecny. Miał wrócić wieczorem. Jeszcze bardziej zaintrygowany zadzwoniłem ponownie. Tym razem odebrał już osobiście. Pytam o członkostwo w NFSH i dowiaduję się, że ta organizacja nie jest mu całkiem obca. Ksiądz X.Y. faktycznie zajmuje się uzdrawianiem ludzi, lecz traktuje tę swoją działalność li tylko jako realizowanie daru Bożego. Kontakt z NFSH nawiązał kiedyś za pośrednictwem Internetu. Obiecali mu wtedy darmowe wprowadzenie jego osoby do swojej internetowej bazy danych, mającej obejmować nazwiska wszystkich praktykujących uzdrowicieli.
– Jest to jedyna tak liczna organizacja skupiająca uzdrowicieli – tłumaczy. Od razu jednak dodaje – Nie jestem i nigdy nie byłem członkiem NFSH! Nigdy się do tej organizacji nie zapisywałem. Nie podpisywałem żadnych zobowiązań ani dokumentacji!
– Ale przecież coś musiało Was łączyć, skoro w swoich materiałach propagandowych dowolnie wykorzystują Księdza nazwisko – dociekam dalej. – Czy zdaje sobie Ksiądz sprawę, że jest to antyklerykalna i antychrześcijańska organizacja o niejasnych intencjach(6)? Jej przewodniczący określa się nawet mianem Przewodnika Ruchu Raeliańskiego(7). Przecież Ksiądz służy im do uwiarygodnienia mocno podejrzanego wizerunku w oczach społeczeństwa?
– Nie wiedziałem o tym – zapewnia ksiądz po chwili ciszy. – Ale przecież ja wielu z nich znam osobiście. To są normalni ludzie, którzy interesują się tylko uzdrawianiem – stara się mnie jeszcze (a może już w tym momencie bardziej siebie) przekonać.
 
Musiałem jeszcze przez dobrą chwilę tłumaczyć, że to nie do końca tak jest. Widać, że faktycznie ten ksiądz był słabo zorientowany w temacie. Interesowało go tylko uzdrawianie i dlatego – jak wielokrotnie zapewniał – w dobrej wierze poddał się weryfikacji NFSH, by zdobyć uzdrowicielskie uprawnienia i przy okazji tytuł: professor doctor i great master-expert. Chciał przez to jakby uprawomocnić swoją działalność. Co ciekawe, nie musiał nawet jechać do Kartuz na obowiązkowy dla innych "egzamin weryfikacyjny". Ludzie związani z NFSH chyba wyczuli okazję do umocnienia swej pozycji (ksiądz w ich szeregach – cóż może być bardziej wiarygodnego dla klientów?!) i owa "weryfikacja" zdolności uzdrowicielskich księdza X.Y. odbyła się w miejscu jego zamieszkania. Oczywiście wypadła pomyślnie i odpowiednie dokumenty zostały wydane.
 
Zapytałem, czy nie zdziwił go ten dosyć egzotyczny, niby-naukowy dla niewtajemniczonych tytuł? Odpowiedział, że nie. Jest bowiem również członkiem pewnego związku hodowców i tam także nadaje się wewnętrzne tytuły "mistrza". To uśpiło jego czujność.
 
Postanowiłem jeszcze zapytać o stanowisko "ambassadora" NFSH w Watykanie. Ksiądz śmieje się i zaprzecza.
– Nie pełnię i nigdy nie pełniłem takiej funkcji – przekonuje.
– A jest Ksiądz może zastępcą uzdrowiciela wojewódzkiego na województwo X? – drążę dalej.
 
I tu okazuje się, że był nim, ale już nie pełni tej funkcji, gdyż jego kadencja wygasła w zeszłym roku. Teraz nie ma z tym nic wspólnego. Zresztą miała to być funkcja tylko na papierze, niewymagająca z jego strony przynależności do NFSH.
 
Wysłałem księdzu plik posiadanych materiałów (m.in. Sekty i Fakty). Owa lektura definitywnie go przekonała co do prawdziwego oblicza NFSH. Kolejny telefon z jego strony był tego najlepszym potwierdzeniem. Wyznał, że dotąd nawet nie przypuszczał, w co tak naprawdę nieświadomie i lekkomyślnie się wmieszał. Odkrycie tej prawdy było dla niego głębokim wewnętrznym szokiem. Postanowił definitywnie zerwać jakiekolwiek kontakty z NFSH i zażądał wykreślenia swego nazwiska z podejrzanych internetowych list. Będzie też przestrzegał innych przed ich destrukcyjną i zakłamaną działalnością.
 
Niech ta niezręczna historia będzie przestrogą dla wszystkich, którzy zbytnio ufają nieznanym osobom czy organizacjom obiecującym "złote góry". Różnie to bowiem może się skończyć. A swoją drogą ciekawe, ile w National Federation of Spiritual Healers of Poland jest osób równie nieświadomych tego, w co tak naprawdę w dobrej wierze się wmieszali?
 
Wróćmy jeszcze na moment do "dipplomatów" NFSH (chyba określenie to będzie tu najbardziej adekwatne do tytułu "ambassadora"?). Otóż na wspomnianej wyżej liście, oprócz fikcyjnego ­"ambassadora" w Watykanie, są jeszcze wymienieni "ambassadorowie" w: Wielkiej Brytanii, USA, Australii, Hiszpanii, Austrii i Belgii (ta sama osoba), Niemczech, Szwecji, Francji, Rosji, Mongolii oraz na Ukrainie, Litwie i Filipinach. Ciekawe, co oni tam robią, oczywiście jeśli istnieją. Internetowe źródła jednak milczą na ten temat. Zastanawiający jest fakt, że większość podanych adresów kontaktowych owych zagranicznych "ambassadorów" to adresy... polskie. Na przykład "ambassador" Rosji mieszka w Czechowicach-Dziedzicach, Niemiec w Grodzisku Mazowieckim, Australii w Warszawie (a jego zastępca w Bukowinie Tatrzańskiej). Należy tu jeszcze odnotować, że wszyscy wspomniani "ambassadorowie" i niemal każdy z prowadzących polskie ośrodki NFSH ma przed swoim nazwiskiem podany tytuł: Professor Doctor i Great Master-Expert. Powinno to zapewne świadczyć o ich wyjątkowej i niepodważalnej fachowości.
 
Uzdrowiciel w każdym domu!
 
Spoglądam dalej w Internet. Moją uwagę przykuwa wytłuszczony i powiększony napis: WIZJA PRZYSZŁOŚCI, natomiast tuż pod nim "krzyczy" do mnie hasło: UZDROWICIEL W KAŻDYM DOMU!!!
 
No nieźle – pomyślałem sobie z lekkim przekąsem – jeszcze tego by nam w Polsce brakowało, funkcji "uzdrowiciela rodzinnego". Dalej dowiaduję się, że NFSH jest największą w świecie organizacją zrzeszającą uzdrowicieli z całego świata. W samej Wielkiej Brytanii ma ona liczyć 6500 uzdrowicieli duchowych! Z niedowierzaniem przecieram oczy i kontynuuję lekturę:
 
W POLSCE MAMY DOPIERO OKOŁO 1000 UZDROWICIELI DUCHOWYCH. JESTEŚMY PEWNI, ŻE Z OKAZJI 2000 ROKU ILOŚĆ NASZYCH CZŁONKÓW PRZEKROCZY 2000 OSÓB. MAMY WSZELKIE DANE ABY STAĆ SIĘ NAJLICZNIEJSZĄ (z kilkunastu) FILIĄ NFSH W ŚWIECIE.
 
Coś mi tu wyraźnie nie pasuje. W 1997 roku (jak sami zresztą informowali) NFSH liczyło na całym świecie około 7 tys. członków, a już kilkanaście miesięcy później (bo jeszcze przed rokiem 2000) w samej tylko Wielkiej Brytanii ma ich być 6,5 tys.? Aż boję się spytać o inne kraje. W Polsce jest ta sama sytuacja. W roku 1997 miało ich być zaledwie 49 (wliczając już w to nawet wspomnianego jednego Szweda), a już nieco później liczba ta piorunująco miała wzrosnąć do około 1 tys. – i to z perspektywą na 2 tys. w roku 2000! Zaiste przysłowiowa wysoka płodność sympatycznych skądinąd królików przy tym fakcie wysiada. Jak tak dalej pójdzie to ukujemy nowe powiedzonko, że coś się tak fantastycznie mnoży, jak liczba nowych uzdrowicieli NFSH! Przyznaję, że jestem może nieco złośliwy, ale sami widzicie, drodzy Czytelnicy, że nawet jak na tekst czysto propagandowy, uzdrowiciele ci mocno przesadzili.
 
Grzegorz Fels
 

Przypisy:
1)Tu należą się podziękowania dla czytelników naszego kwartalnika za pomoc w zdobyciu unikatowych często materiałów dotyczących NFSH.
2) Dziękuję pani mgr Magdzie Gierek za przetłumaczenie z języka angielskiego życiorysu Harry’ego Edwardsa oraz fachową pomoc w opracowaniu tego materiału.
3) Dane z Wieczora Wybrzeża nr 33 (1997).
4) Są tu też podane dokładne adresy i telefony tych punktów oraz nazwiska ich przedstawicieli. Nie chodzi mi tu jednak o źle pojętą reklamę, wiec je pomijam.
5) Wszystkie przytoczone informacje pochodzą ze strony internetowej kartuzkiego NFSH.
6) Tak jednoznacznie wynika z treści ich propagandowych materiałów.
7) Przewodniczący polskiego NFSH taki właśnie tytuł sam sobie przypisywał w propagandowych ulotkach ruchu.
 
 



Pełna wersja katolik.pl