logo
Sobota, 07 grudnia 2019 r.
imieniny:
Ambrożego, Marcina, Sobiesława – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Wojciech Porada SDS
Słoń pamięta siedem lat…
Apostoł Zbawiciela


 Zaintrygowany Uczniu Szkoły Cnoty!
Starożytni Grecy charakteryzowali się dobrą pamięcią. Materiały piśmiennicze w tamtym czasie były rzadkością, dlatego wiele dzieł literackich i filozoficznych przed spisaniem przez wiele lat istniało w pamięci autorów i wielbicieli sztuki. Stąd tak charakterystyczne dla literatury tamtego okresu rymy i specyficzny rytm. Są to tzw. środki mnemotechniczne, który ułatwiały zapamiętywanie najdłuższych nawet tekstów. Nie wątpię, że Sokrates również miał głowę pełną nowych idei i pomysłów.
 
Najciekawsze jest to, że w głowie nigdy nie brakuje miejsca na przyjmowanie nowych informacji, dlatego nasz Nauczyciel Cnoty nie skupił się jedynie na jednej rzeczy, ale rozmyślał i nauczał o wielu dziedzinach życia. Był przy tym bardzo konsek wentny, gdyż zawsze się wywiązywał z raz danego słowa. Trudno go posądzać o roztargnienie i spodziewać się wymówki w postaci słowa: „zapomniałem”. Cnota to stała predyspozycja do czynienia rzeczy dobrych, a słaba pamięć pozbawia nas niestety takiej możliwości. Ateński filozof, mając głowę pełną nowych pomysłów, nigdy nie zapominał o rzeczach przyziemnych, gdyż właśnie w tych prostych sprawach realizowało się nauczanie Sokratesa i wcielały się w życie wzniosłe ideały. Człowieka z taką pamięcią nie można nazwać zapominalskim gapą.
 
GAPA
 
Wybierając się do sklepu po bułki, przygotowani jesteśmy na to, żeby zostawić tam należność za zakup, podobnie też u fryzjera płacimy za zmianę w naszym wyglądzie. Świat, w którym żyjemy, jest tak ułożony, że za nabywane dobra i usługi płaci się pieniędzmi i nikogo to już nie dziwi. W większych  metropoliach przedsiębiorstwa miejskie świadczą usługi komunikacyjne. Po ulicach krążą autobusy, które dowożą ludzi z jednego miejsca na drugie. Dzisiejsze rozważanie etyczne dotyczy podróżowania środkami komunikacji miejskiej „na gapę”, czyli bez biletu.
 
Kradzież jest ścigana przez polskie prawo, dlatego gdybyśmy nie zapłacili za bułki w sklepie spożywczym, to prędzej czy później mielibyśmy do czynienia z policją. Podobna sytuacja występuje u krawca czy w warsztacie samochodowym: brak zapłaty za usługę pociąga za sobą konsekwencje karne. Taką samą zasadą kierujemy się, kupując bilet na przejazd – to jest zapłata za świadczoną nam usługę. Przejazd bez biletu powinien więc być traktowany jako kradzież, lecz niestety wiele osób uważa to za nadzwyczajny wyczyn, którym należy się chlubić, a nawet chwalić się tym wszem i wobec. Znam osoby, które przejazd od przystanku do przystanku bez biletu traktują jako powód do dumy. Nie rozumiem, jak dla jednej złotówki można ryzykować zdrowie, jadąc w strachu przed kontrolerami lub narażając się na karę rzędu stu złotych. To się po prostu nie opłaca: płacić 100 zł za kurs warty 1 zł.
 
Inną sprawą jest ogólne przyzwolenie na ten proceder. Znajomi z podziwem słuchają opowieści tych, którzy brawurowo wykonali unik przed „kanarem”, wyskakując przez okno na przystanku. Pieniądze ze sprzedaży przeznaczane są na konserwację autobusów i odnawianie taboru. Gdy nie będziemy płacili za bilety, to po naszym mieście będą jeździły tylko stare autobusy, zanieczyszczając przy okazji środowisko, a i komfort jazdy będzie pozostawiał wiele do życzenia...
 
Oczywiste jest, że za tych, którzy nie płacą za przejazd, zmuszeni są płacić ci, którzy kupują bilety. Przedsiębiorstwo może pozyskać potrzebne środki, podwyższając ceny biletów okresowych; ostatecznie też tych jednorazowych. Płacąc więc za przejazd, musimy być świadomi, że statystycznie na naszym bilecie jedziemy my sami i ok. 1/10 gapowicza. Zwróćmy również uwagę na kierowcę, który od świtu siedzi w szoferce, uczciwie zarabiając na życie i utrzymanie rodziny.  Wyobraźcie sobie jego radość, kiedy widzi tłumy na przystanku. Im więcej ludzi chętnych na przejazd, tym więcej sprzedanych biletów, więc nie musi się martwić o zarobki i kondycję finansową firmy. Niestety, nie zawsze liczba podróżnych pokrywa się z ilością sprzedanych biletów. Stąd obawa o podwyżki i redukcje kursów, a co za tym idzie, zmniejszenie zatrudnienia.
 
Nieformalnymi wrogami wszystkich podróżnych są kontrolerzy. Nie rozumiem, skąd się bierze takie negatywne przekonanie i nastawienie, szczególnie wśród młodzieży. Przecież ci ludzie nie są specjalnymi agentami wyszkolonymi do wyszukiwania oszustów komunikacyjnych. Ich rola ogranicza się jedynie do egzekwowania przepisów, a na kary pieniężne i ewentualne nieprzyjemności skazujemy się sami. Oburzamy się, gdy nakładają na gapowiczów sankcje, ale przecież to nie wina „kanarów”, że nieuczciwi podróżni nie mają biletów. Robią to, co do nich należy, tak jak do nas należy kupić i skasować bilet.
 
Wojciech Porada SDS
 
 



Pełna wersja katolik.pl