logo
Poniedziałek, 30 marca 2020 r.
imieniny:
Amelii, Dobromira, Leonarda, Amadeusza, Jana – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Wojciech Bonowicz, Łukasz Tischner
Słabość Boga
Znak


Czy to właśnie miłość sprawi, że zasłona zaniknie?
 
Tak. Miłość to vis unitiva – siła scalająca. Stajemy się jedno – ja w Bogu, a Bóg we mnie. Jezus mówi, że musimy stać się jednością, jak Ojciec i Syn. Musimy zjednoczyć się z Chrystusem tak, jak Jezus jest jednością z Ojcem, musimy też stać się jednością pośród ludzi. Miłość jest tą siłą scalającą, która sprawia, że stajemy się jednością, zachowując jednak swą tożsamość, co jest tajemnicą Trójcy Świętej – Bóg Ojciec, Syn i Duch Święty są jednością, ale każda z Osób zachowuje swą podmiotowość.
 
To może dość szalone pytanie, ale czy wiedzielibyśmy, że Bóg jest miłością, gdyby Ojciec nie posłał nam swego Syna?
 
Przypuszczam, że nie. Dla Arystotelesa, który jako filozof sięgnął chyba najdalej, Bóg, Pierwszy Poruszyciel, jest samoistną przyczyną rzeczy, lecz równocześnie przyciąga cały wszechświat i jest źródłem jedności. Czy Arystoteles mógłby powiedzieć, że Bóg jest miłością? Jeśli uznamy miłość za współprzenikanie, to odpowiedź będzie przecząca. Odmienne zdanie mógł mieć Platon, bo był od Arystotelesa mniej rygorystyczny, a dzięki temu bardziej poetycki. W Timajosie powiada, że Bóg stworzył wątrobę, aby człowiek mógł stać się prorokiem. To zdumiewające! Wedle niego wątroba przesyła do umysłu obrazy. Żeby się o tym przekonać, trzeba mieć pod ręką dobry camembert...
 
Platon dopowiada, że Bóg używa obrazów, by przekazywać człowiekowi wiadomości. Wizja Platona jest zatem znacznie bliższa koncepcjom żydowskim, mówiącym o Bogu, który zstępuje do człowieka, aby przepełnić go entuzjazmem. Zupełną nowością jest to, co mówi się w Ewangeliach o obecności. Istnieje zasadnicza różnica między słowami Paracletus i Spiritus. Zgodnie z etymologią Paracletus to Ten, kto pociesza, kto odpowiada na wezwanie, by stawać się jednością – Ten zatem, kto jest w ruchu. W objawieniu Jezusa odnajdujemy nowe słowo: obecność – Słowo staje się ciałem i odtąd zamieszkuje między nami. Słowo ucieleśnia się w Maryi, pośród ludzi, pozostaje z ludźmi – czasownik "pozostawać" wciąż pojawia się w Ewangelii św. Jana. Słowo Spiritus pozostaje w ścisłym związku z kategorią obecności. Wizja chrześcijańska jest wizją jedności, spoczynku, bycia, podczas gdy u Platona i myślicieli żydowskich akcent położony jest na ruchu, inspiracji, ekscytacji, entuzjazmie.
 
Św. Tomasz mówi wiele o cnotach teologalnych – wierze, nadziei i miłości. W jego koncepcji są one od siebie nieodłączne. Czy rzeczywiście miłości musi towarzyszyć wiara i nadzieja?
 
Miłość i nadzieja nie zawsze towarzyszą wierze. Jedynie w naszym ziemskim życiu miłość wspierana jest przez wiarę i nadzieję. W życiu wiecznym wiara i nadzieja nie będą już potrzebne. Zapanuje jedność w całkowitej jasności i świetle. Na tym świecie, na którym żyjemy za zasłoną, miłość sięga dalej niż wiara. Kochając, możemy głębiej wniknąć w tajemnicę Boga, co pokazał św. Jan od Krzyża.
 
Wiara ustawicznie prowadzi nas do ekstazy zjednoczenia. Nadzieja jest uzmysłowieniem sobie, że ta jedność kiedyś nastąpi – nie dlatego, że sobie na to zasłużyliśmy, ale dlatego, że będzie nam to dane.
 
Ale czy jest możliwe, aby w tym życiu ktoś zbliżył się do tej Najwyższej Miłości, nie mając wiary i nadziei?
 
To tajemnica, ale coś takiego przydarzyło się Teresie z Lisieux. Kiedy miała około 10 lat, przeżywała silną psychozę – nie mam wątpliwości, że był to rodzaj psychozy. Gdy leżała na łóżku w pokoju, w którym przebywali inni ludzie, nie mogła otworzyć oczu. Gdy pokój pustoszał, otwierała oczy. Był to więc lęk przed więziami z ludźmi – potworny lęk, który wypływał stąd, że jako dziecko Teresa przeżyła kilka bolesnych rozstań: trafiła do mamki, kilka lat później (miała wtedy 4 lata) zmarła jej matka, później opuściła dom jej ukochana siostra Paulina. Przepełniał ją zatem potężny lęk i nie potrafiła nawiązywać kontaktów. Właśnie dlatego uciekła do świata psychotycznego. Dopiero kiedy spojrzała na figurkę Madonny i dostrzegła Jej uśmiech, odkryła, że jest kochana.
 
Dużo później – mniej więcej półtora roku przed śmiercią – przeżyła kolejne rozstanie. Czuła się opuszczona przez Boga i wątpiła w Jego istnienie. Ale teraz mogła już znieść to opuszczenie. Wcześniej musiała się posłużyć psychotyczną ochroną, kryjówką. Teraz już nie, bo ujawniła się łaska... Widać zatem, że obecność Boga pozwala nam znosić cierpienie. Wcześniej Teresa nie mogła znieść cierpienia, mogła wpaść w trwałą i pogłębiającą się psychozę, ponieważ była ogromnie wrażliwa. U schyłku życia mówiła: "Wierzę, bo chcę wierzyć". Kiedy schodzi się w głąb ciemności, wiara przestaje być uczuciem, a staje się cienką nitką, która spaja. Istniało w tej kobiecie jakieś najgłębsze pragnienie... To miłość kazała Teresie wierzyć.
 
Czy w naszym życiu szczytowym punktem, ku któremu zmierzamy, jest ofiara?
 
I tak, i nie. Punktem szczytowym jest ufność. Poświęcenie jest już czymś dynamicznym. Zaufanie natomiast to – moim zdaniem – coś głębszego. Nie mogę złożyć z siebie ofiary, nie wiem, jak to uczynić, ale ufam, że jestem kochany. Wierzę, że ofiara znajduje się u szczytu miłości Jezusa, ponieważ On jest miłością, pozostaje w ciągłej jedności z Ojcem. My natomiast jesteśmy, że tak powiem, nie-byciem przed Byciem. Ponieważ jesteśmy nie-byciem, istnieje w nas coś bardziej fundamentalnego – zaufanie. Możemy powiedzieć, że zaufanie to ofiara z własnych pożądań, ale u jego podstaw tkwi coś głębszego – zaufanie źródłowe. I właśnie stamtąd wysnuwa się ta nić wiary – jestem zupełnie zagubiony, nie wiem, jak złożyć z siebie ofiarę, lecz ufam, że Jezus mnie kocha.
 
Czy to zaufanie jest łaską?
 
Tak, ponieważ wskutek skażenia grzechem pierworodnym nie potrafimy ufać – zamykamy się. Tylko dzięki łasce możemy się otwierać. Jedynie zaufanie pozwala skruszyć tarcze, które chronią nas przed zranieniem. Ale aby być zdolnym do zaufania, muszę być wcześniej dotknięty przez łaskę.
 
 
 



Pełna wersja katolik.pl