logo
Sobota, 07 grudnia 2019 r.
imieniny:
Ambrożego, Marcina, Sobiesława – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Wojciech Bonowicz, Łukasz Tischner
Słabość Boga
Znak


Z Jeanem Vanier rozmawiają Wojciech Bonowicz i Łukasz Tischner

Czego dowiedział się Pan o Bogu miłości, żyjąc blisko czterdzieści lat z osobami z umysłowym upośledzeniem?
 
Nauczyłem się, że najważniejsza jest obecność, a poprzez obecność odkrywanie przed ludźmi, że są ważni... Miłość polega na odkrywaniu piękna Boga w drugim i rozbudzaniu w nim zaufania do siebie. Kochać kogoś to znaczy objawić mu, że jest piękny, zdolny do cudownych czynów i powitać go w swoim wnętrzu oraz stopniowo pomagać mu wzrastać i zdobywać zaufanie do samego siebie. Tajemnica Wcielenia przyniosła objawienie, że "nadajemy się" do kochania...
 
Odkryłem także, co to znaczy być podatnym na zranienie, bo tajemnica miłości tkwi w ranliwości.
 
Czy miłości musi towarzyszyć cierpienie? Pewien polski filozof napisał, że cierpienie to zraniona miłość. Dodał też, że im bardziej ktoś kocha, tym bardziej jest ranliwy. Wynikałoby z tego, że ten, kto nie kocha, może być wolny od cierpienia...
 
Gdy tylko ktoś zaczyna kochać, staje się kruchy, podatny na okaleczenie. Dlatego właśnie Jezus to Osoba, która może być najboleśniej zraniona, bo On kochał najpełniej. Każde dziecko już w momencie narodzin zostaje siłą rzeczy zranione przez matkę. Od chwili poczęcia między nim i matką istnieje całkowita jedność. Potem jednak przychodzi moment zerwania – dziecko opuszcza łono matki i tak pojawia się pierwotny lęk. Istnieją zatem w człowieku dwa poziomy: głębszy – komunia i jedność, i wtórny – zerwanie, czyli lęk. Dziecko odnajduje zerwaną jedność w ramionach rodziców, ale odtąd w jego życiu miłość i lęk bezustannie się przeplatają.
 
W samym centrum wszechrzeczy znajduje się jedność. Dlatego właśnie psychologowie głoszą, że wciąż poszukujemy miłości, którą utraciliśmy. Istnieje bezustanny lęk i ból, nieskończone poszukiwanie utraconej miłości, którą jednak odzyskamy. Zdumiewającą cechą ludzkich istot jest pragnienie tego, co nieskończone. Bardzo się pod tym względem różnimy od krów, które od wielu tysięcy lat niezmiennie żują trawę i dają mleko.
 
Dziecko zatem już w momencie narodzin zamyka się w sobie, tworzy bariery. Tak właśnie pojmuję grzech pierworodny? jako świadomość nieobecności Boga, poczucie, że nie jest się kochanym, co wyraża się w tworzeniu wokół siebie barier. Chrystus był wolny od grzechu pierworodnego? Jego matka była niepokalanie poczęta i właśnie dlatego darzyła Go zawsze pełną miłością, a On nie musiał stwarzać wokół siebie tarczy ochronnej. Jezus jest człowiekiem najbardziej kruchym, o bezgranicznej zdolności do bycia zranionym. Zgadzam się zatem, że istnieje ścisły związek między cierpieniem i miłością.
 
Serce z kamienia to serce zamknięte. Pozornie jest wolne od cierpienia, lecz cierpi na zamknięcie. Serce z ciała natomiast pozwala, abyś ty wszedł do mego serca, a ja bym przeniknął do twojego. Św. Tomasz z Akwinu odkrywa coś bardzo ważnego, kiedy mówi o uczuciu miłości. Według niego uczucie miłości to mutua adhaesio, czyli "wzajemne przylgnięcie"? zdolność do tego, by żyć w drugim i by drugi żył we mnie. Warunkiem tej zdolności jest otwarcie, a otwarcie oznacza podatność na zranienie.
 
Dlaczego Bóg stworzył nas ubogimi, słabymi? Czy właśnie te nasze cechy upodabniają nas do Niego?
 
Zastanówmy się nad tajemnicą Trójcy Świętej. Jezus jest zdumiewający, bo kiedy mówi o swym Ojcu, podkreśla: "Nie mówię i nie czynię nic samodzielnie, powtarzam tylko to, co mi powiedziano, spełniam jedynie wolę Ojca". Ujawnia się w tym całkowite współprzenikanie Osób Trójcy. My poszukujemy swej tożsamości w domenie władzy lub inteligencji. Bóg natomiast to tożsamość w komunii. Bardzo trudno nam to zrozumieć, bo aby wejść do jakiejś wspólnoty, musimy mieć rozpoznanie obowiązującej w niej hierarchii. Tymczasem by osiągnąć tożsamość w komunii, musimy porzucić tożsamość opartą na władzy. Istotą komunii jest kruchość, podatność na zranienie w obliczu drugiej osoby. By zatem Bóg mógł wkroczyć do mego serca, muszę się otworzyć, stać się słaby, co równocześnie oznacza, że muszę zniszczyć w sobie tożsamość opartą na sile i błyskotliwości.
 
Pierre Abelard ujął tajemnicę miłości Boga do człowieka w formie pytania: "Powiedz, proszę, co ujrzał w tobie Ten, który nie potrzebuje niczego, a jednak chcąc cię pozyskać dla siebie, przezwyciężył tortury śmierci, tak strasznej i haniebnej?". Jak odpowiedziałby Pan na to pytanie?
 
Św. Tomasz sformułował niezwykłe zdanie: Bonum est diffusivum sui. Miłość jest czymś, co musi być przekazywane. Paradoksalnie zatem Bóg w swej nieskończoności odczuwa potrzebę, konieczność, by dać samego siebie. Pytamy oczywiście, czy On może mieć jakąś potrzebę. Nie, nie może. A jednak musi się dzielić z innymi. Musi dawać ekstazę. Bo tajemnica Trójcy Świętej to tajemnica ekstazy – trzy Osoby oddają się sobie w miłości. Jest to coś tak intensywnego, że rodzi konieczność dawania samego siebie. Dotykamy w tym miejscu czegoś fundamentalnego dla kondycji ludzkiej. Aniołowie się nie zakochują, nie mają dzieci – są bytami czystymi. Św. Tomasz powiedział, że tożsamość aniołów to tożsamość gatunku – każdy anioł to osobny gatunek, pozostają zatem względem siebie w stosunku hierarchicznym. Natomiast my – ludzie – jesteśmy zjednoczeni w materii – należymy do tego samego gatunku. Tym, co nas w pierwszym rzędzie różni od aniołów, jest materia, nasze ciała. Dlatego właśnie możemy się wzajemnie kochać i wzajemnie w sobie pozostawać.
 
Już sam fakt, że kobieta i mężczyzna są różni i mogą obdarzać się miłością, jest znakiem tajemnicy Trójcy – nie przypadkiem kobieta i mężczyzna stają się symbolem Oblubieńca i Oblubienicy. Tradycja nakazuje nam pojmować związek między Osobami Trójcy jako relację ojcowsko-synowską, Trójca Święta tymczasem ma pewien rys małżeński. Św. Paweł porównuje małżeństwo do związku Chrystusa z Kościołem. Można jednak powiedzieć jeszcze więcej – małżeństwo to tajemnica Trójcy, życia w sobie dwóch Osób, a w tym wzajemnym życiu przeniknięcie tych Osób przez Ducha Świętego.
 
Frapujący jest poznawczy aspekt miłości. Św. Paweł mówi: "Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany". Czy dzięki miłości więcej poznajemy, dostrzegając to, co dotąd nam umykało?
 
Myślę, że gdy "czas się wypełni", będziemy widzieć wszystko i kochać wszystko jak Bóg. Jedność stanie się tak mocna, że nastąpi głębokie współprzenikanie życia Boga z naszym życiem. Będzie to zupełnie nowa forma wiedzy. Często powtarzam, że wiara to widzenie świata tak jak widzi go Bóg. Wiara zakłada przemianę, a ta przemiana to życie Boga we mnie. Teraz dzieje się to w wierze, bo żyjemy za zasłoną, ale gdy ona zniknie, wtedy wiara nie będzie potrzebna...
 
1 2 3 4  następna
 



Pełna wersja katolik.pl