logo
Czwartek, 09 kwietnia 2020 r.
imieniny:
Marii, Dymitra, Wadima, Heliodora, Gaucheriusza – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Ks. Mirosław Cholewa
Siedem grzechów przeciwko jedności
Zeszyty Odnowy


Pierwszy grzech przeciw jedności: nawracanie innych
 
Pierwszy grzech przeciw jedności to nawracanie innych – nawrócenie na eksport. Kiedy rozpoczynałem swoją posługę jako ojciec duchowy w seminarium, byłem pełen gorliwości i zapału. Gdy człowiek wchodzi w nowe środowisko, to widzi pewne rzeczy jaśniej, wyraźniej, klarowniej. Ja od razu zobaczyłem to, co w seminarium należy zreformować. Zakasałem rękawy i zacząłem bój. Nawracałem innych, przemieniałem struktury... Szamotałem się tak mniej więcej rok i nie osiągnąłem rezultatów. Cokolwiek podejmowałem, było od razu torpedowane. W zespole wychowawczym było trzech opozycjonistów, którzy gdy ja mówiłem – „białe”, mówili – „czarne”, gdy ja mówiłem – „czarne”, oni mówili – „białe”. Nic nie szło do przodu. Ogarniała mnie coraz większa frustracja i beznadzieja. Myślałem sobie: „Nic się tu nie da zrobić”. I mniej więcej po roku, przyszło na mnie światło z góry – ufam – od Ducha Świętego: „Mireczku, ty masz być ojcem duchowym, a nie reformatorem tego seminarium. Ja cię tam postawiłem, żeby nawrócić twoje serce”.

To był moment przełomowy. Zacząłem modlić się nie tylko za moich kochanych kleryków, za których modliłem się już wiele miesięcy wcześniej, ale i za strukturę seminarium, za kadrę. Mówiłem: „Panie Jezu, to jest Twoje seminarium, Twoje dzieło, to są Twoi synowie, a nie moi. To Ty się martw o nich”. Modliłem się w ten sposób dwa, może trzy lata. Podejmowałem różne inicjatywy, ale już bez wcześniejszego napięcia. I przyszedł czas zmian, ale wyznaczył go On, Duch Święty. Jeden z opozycjonistów wyjechał na roczny urlop naukowy, drugi odszedł z seminarium do innych działań, trzeci – odszedł do Pana. Zaczęły się dziać różne rzeczy, większe niż sobie wcześniej wyobrażałem.

Pan najpierw chce przemieniać nasze serca, a potem dopiero struktury. Podaję ten przykład moich walk, rozczarowań, niepowodzeń i tego zwycięstwa, które jest w Jezusie Chrystusie, żebyśmy sobie uświadomili, że Pan zaprasza nas najpierw do nawrócenia własnego serca. Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze, czyńcie, więc i wykonujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, ale sami palcem dotknąć ich nie chcą (por. Mt 23,2-4).

Ważny jest pierwszy krok na drodze nawrócenia, gdy wyznajemy, że Jezus jest Panem, ale równie istotny jest każdy kolejny krok na tej drodze, kiedy otwierają się nowe przestrzenie jeszcze niepoddane panowaniu Jezusa. Duch Święty będzie nam odsłaniał przestrzenie jeszcze nieoddane w Jego ręce. A najważniejszy jest i tak ostatni krok... Często powtarzam alumnom: „Pamiętajcie, nie ten zwycięża, który zwycięża na pierwszym okrążeniu, ale ten, który zwycięża na ostatnim”. Jeżeli będzie brakowało mi osobistej jedności z Jezusem i jedności z braćmi, może pojawić się pokusa, że w pewnym momencie stwierdzę, iż jestem już wystarczająco nawrócony, i tak zaawansowany duchowo, że teraz mogę już tylko nawracać innych. Tymczasem powinienem poddać się Bożemu prowadzeniu, żeby poniósł mnie strumień Jego laski i żeby we mnie dokonywało się dzieło nawrócenia. Jeśli tak się stanie, Duch Święty będzie działał przeze mnie i poradzi sobie z innymi dziełami.
 
Lekarstwem na pierwszy grzech – nawrócenia na eksport – jest moje osobiste nawrócenie na każdym etapie mojej drogi. Tak jak w górach przewodnik idzie na czele grupy, a pasterz idzie na czele stada, tak samo trzeba, abyśmy dawali przykład osobistego nawrócenia.
 
Drugi grzech przeciw jedności: duch rywalizacji
 
Często w życie wspólnotowe wkrada się duch rywalizacji. Nie jest to tylko nasz problem, on istniał wśród uczniów Chrystusa od samego początku. Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: „O czym to rozprawialiście w drodze?” Lecz oni milczeli. W drodze, bowiem, posprzeczali się o to, kto z nich jest największy (Mk 9,33-34). Duch rywalizacji wkrada się do naszych serc, do naszych grup, środowisk; może pojawiać się pomiędzy diecezjami, regionami, wspólnotami, między animatorami starymi i nowymi, pomiędzy księdzem a liderem. Nie uznaje się wzajemnie autorytetu, zakresu odpowiedzialności. Czy często nic jest tak, że nic jestem pogodzony z własnym miejscem w Kościele, w grupie modlitewnej, ze swoim miejscem w środowisku, w którym Pan Bóg mnie postawił i ciągle tęsknię za czymś innym? Świecki chciałby się „sklerykalizować”, a ksiądz chciałby „zeświecczeć”. No i zaczyna się przepychanka: czyje będzie na wierzchu, kto ma rację, kto ma wpływy, kto kogo. Nie ma już poszukiwania tego, co jest większym dobrem i chwalą Bożą, ale tego, jak postawić na swoim. Jak udowodnić, że ja mam rację? Nieważna jest racja Jezusa. Ważna jest moja racja. A co mówi Słowo Boże: „Kto między wami chciałby się stać wielki, niech będzie niewolnikiem waszym” (por. Mt 20,26-27). Pan Jezus wcale nam nic zabrania wielkości i pierwszeństwa, tylko odwraca perspektywę i mówi: na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu (Mt 20, 27).
 
Jakie jest lekarstwo na pokusę rywalizacji? Lekarstwem jest prawdziwa pokora i duch służby: Jeśli, więc jest jakieś napomnienie w Chrystusie, jeśli jakaś moc przekonująca, jeśli jakiś udział w Duchu, jeśli jakieś serdeczne współczucie – zobaczcie, jak Pawiowi na tym zależy – dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia, tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich! (Flp 2,1-4).
 
1 2 3  następna
 



Pełna wersja katolik.pl