Będzie wam zabrane...
27. Niedziela Zwykła, rok A
"winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwym czasie” (Mt 21,41)
A. Przeczytać
Być wybranym przez Boga niekoniecznie oznacza, że pozostanie się Bogu wiernym. Jak ważna dla Jezusa musi być ta myśl, skoro poświęca jej tyle przypowieści. Dziś słyszymy o robotnikach, którym gospodarz zaufał i oddał w dzierżawę swoją winnicę. W dzierżawę, nie na własność. O tym właśnie zapomnieli przewrotni rolnicy, zapomnieli, a może raczej rozpanoszyli się do tego stopnia, że zabijali posłańców gospodarza, który oczekiwał na plony. Czego się spodziewali? Że winnica stanie się ich własnością? Wydaje się to absurdem, a jednak tak właśnie często myślimy, dzierżawiąc od Boga nasz kawałek świata. A kiedyś przyjdzie Gospodarz i upomni się o swoje. „Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce”.
B. Przemyśleć
Nie, my nie jesteśmy aż tak naiwni, by wierzyć, że stanie się własnością nie nasza winnica. Może kiedyś, nim spotkaliśmy Boga, może tak. Ale nie teraz. Za mądrzy jesteśmy na to. Za dobrzy, za pobożni, za blisko Boga. I może te zapewnienia nie brzmią zbyt pokornie, ale jakoś tak jest, naprawdę. Nie chodzi o to, by pisali o tym w gazetach, żeby mówili przed kamerą, żeby nam klaskali. Ale byłoby czymś nieuczciwym wobec Boga nie zauważyć, nie przyznać, że coś się w nas dobrego stało. Że Bóg nas przemienił. Że po roku pracy nad sobą rozumiemy lepiej, potrafimy więcej. Pokora to nie ciągłe oskarżanie się, to nie ciągłe uznawanie się za gorszego niż jestem naprawdę. Pokora - to prawda. Tak, widzę, że jestem inna, trochę lepsza. Jeśli tego nie zauważę, jeśli się do tego nie przyznam - nie starczy mi sił, by iść dalej. Muszę widzieć, że mój trud ma sens. Bóg nam zaufał i dał pracę w swojej winnicy. Mieliśmy naprawdę dobrą wolę...
I jak to się stało? Jak to się stało, że popełniliśmy taki grzech. Co innego kiedyś, na początku, ale nie teraz, kiedy wszystko było takie jasne, takie piękne, takie proste. Jak to się stało? Może zbyt mocne pragnienie ciała, może zbyt nachalne podszepty innych, może trudna sytuacja materialna, zdrowotna, inna. Może było trudno, ale tyle razy w podobnych sytuacjach wszystko się udawało. Gospodarz wysłał do winnicy posłańców. Przyszły jak zawsze dobre myśli, ostrzeżenia, głos sumienia. Ale tym razem nie przyjęliśmy ich. Może jeszcze wczoraj byliśmy na to za mądrzy, za dobrzy, za pobożni, ale dziś - jak tamci z winnicy - zabiliśmy posłańców.
Czy więc nie było to prawdziwe, nie było to głębokie, nie było szczere, to wszystko, co działo się w nas? Trudno jest sobie wybaczyć wtedy, kiedy już rozumiemy, co to grzech. Trudno samego siebie zrozumieć. I można teraz jak Judasz, a można jak Piotr, gdy zapiał kur. Walczą teraz o naszą duszę Bóg i szatan. Pierwszy poważny grzech po dłuższym czasie bycia z Bogiem, to jak rozdroże, na którym znów trzeba obrać kierunek. Ale jeśli się nam wydaje, że skoro już raz oddaliśmy Bogu wszystko, to teraz wybór będzie prosty - bardzo się mylimy. Dotychczas wybór był prostszy, bo wierzyliśmy Bogu. Dziś zaczynamy wierzyć szatanowi. I to nie wtedy, gdy przyszedł grzech, było najgorzej, nie wtedy. Najgorsze jest już po wszystkim. Kiedy ważymy nasze dobre pragnienia i grzech. Kiedy prawie słyszymy w sobie śmiech: a tobie się wydawało, że kim jesteś? że co potrafisz? Kiedy zaczynamy znów wierzyć, że nic z tego już nigdy nie będzie. Kiedy zaczynamy wierzyć, że nic nigdy nie było. Gdy przychodzi zbyt wielkie rozczarowanie, szybko pojawia się złość i nienawiść. Jeśli nie można jej skierować na kogoś, to choćby na siebie. Że się w to wszystko wierzyło. Że się za bardzo wierzyło. Że się głupio wierzyło.
Bóg wysyła kolejnych posłańców. Jeśli się z tego nie otrząśniemy wystarczająco szybko, ich także zabijemy. I Syna, gdy przyjdzie po nich. A można było, gdy przyszedł grzech, pobiec do Gospodarza winnicy, paść na kolana i przeprosić. Zamiast wierzyć w szatańskie myśli, które wdeptywały w ziemię, trzeba było jeszcze raz uwierzyć Bogu. Grzech jest zawsze mniejszy niż Boża miłość. Pojedynczy grzech, nawet bardzo ciężki, nie zabije wszystkiego, co w nas było wzięte z Boga. Pod warunkiem, że odrzuci się go natychmiast. Bez roztrząsania, bez dyskusji, przed próbą zrozumienia, co się stało. Najpierw konfesjonał, nim zacznie się to wszystko w nas kłębić, szamotać. Grzech człowieka, który bardzo pragnie kochać Boga, wprowadza więcej zamieszania niż grzech człowieka, który Bogu jeszcze nie wierzy. Szatan nie musi walczyć o tego, kto jest daleko od Boga. Szatan walczy o tego, kto Boga wybrał.
To nie tak, że nasze dobre pragnienia nie były prawdziwe, nie były szczere, nie były na tyle głębokie. Jeśli tak to czuliśmy, trzeba sobie uwierzyć. Nie pozwólmy sobie przestać wierzyć w to, że jest w nas dobro. Ale teraz jesteśmy mądrzejsi o jeszcze jedną myśl: że jesteśmy nadal zdolni do tego, by zabić. Zabić nasze dobre myśli, nasze dobre pragnienia, a może nawet i samego Boga. A to znaczy, że nie możemy sobie za mocno ufać, że trzeba ostrożniej iść, ostrożniej stawiać kroki. Pokora, to zobaczyć w sobie i to co dobre, i to co złe, co jeszcze złe.
Bóg dał nam w dzierżawę świat, aby przynosił owoc. Czasem zapominamy, że to nie nasze. Że mamy tu pracować, a nie rządzić. Opiekować się, nie niszczyć. I nie ma znaczenia, czy nasza winnica to cały kraj, zakład pracy, rodzina, czy tylko jedno samotne serce. Bóg chce, byśmy przynosili owoc. Przyjdzie po niego, bo na Jego polu pracujemy. Gdy zabijemy posłańców, życie nie stanie się naszą własnością. Gdy przestaniemy wierzyć, Bóg nie przestanie istnieć. Ale wybór należy do nas.
Teraz będzie trochę trudniej. Teraz już wiemy, że nikt nie staje się święty w jeden rok. Że jeszcze wiele złego dowiemy się o sobie, jeszcze nieraz na sobie się zawiedziemy. Ale jeśli nie pójdziemy dalej, stracimy wszystko. „Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce”.
C. Przemodlić
Módlmy się, aby zło, które w nas ciągle jest, nie odstraszyło nas od dalszej drogi ku Bogu. Abyśmy umieli przyjąć z pokorą siebie, takiego, jakim dziś jesteśmy. Z pokorą, nie z obojętnością. Pokora pomaga iść spokojnie dalej. Obojętność, to zatrzymanie się w miejscu.
Bogumiła Szewczyk
bog-szew@wp.pl
***
W niebie, wśród chóru wybranych
Franciszek chwałą jaśnieje,
Nosząc przez łaskę szczególną
Znamiona męki Chrystusa.
On bowiem do apostołów
Ubogich grona należy;
Krzyża Pańskiego przymierze
Na własnym ciele objawia.
Dźwiga swój krzyż za Jezusem,
Przejęty wolą męczeństwa;
Pan go w niebiosach przyłączył
Do męczenników zastępu.
Zawsze oddany pokucie,
Franciszek siebie krzyżował,
Przeto osiągnął szczęśliwie
Wspólnotę świętych wyznawców.
Wszechmogący Ojciec oznajmił przez świętego archanioła swego, Gabriela, że Jego Słowo, tak czcigodne, święte i chwalebne, przyjdzie na świat z nieba. Oznajmił to chwalebnej Dziewicy Maryi, z której łona Słowo przyjęło prawdziwe ciało naszej ułomnej natury. Jednorodzony Syn, bogaty ponad wszelką miarę, zechciał jednak wraz z Najświętszą Matką swoją wybrać ubóstwo. Kiedy się przybliżyła Jego męka, obchodził Paschę wraz ze swymi uczniami. Potem się modlił do Ojca: "Ojcze, jeśli to być może, niech odejdzie ode Mnie ten kielich".
Wolę swoją jednak złożył w woli Ojca. Wolą zaś Ojca było, aby Jego Syn błogosławiony i chwalebny, dany nam i dla nas narodzony, ofiarował siebie przez własną krew na ołtarzu krzyża jako żertwa i ofiara; nie za siebie, bo przez Niego wszystko się stało, ale za grzechy nasze, dając nam przykład, abyśmy wstępowali w Jego ślady. Pragnie On, abyśmy wszyscy przez Niego dostępowali zbawienia i przyjmowali Go czystym sercem i czystym ciałem.
O jakże szczęśliwi i błogosławieni są ci, którzy miłują Pana i pełnią Jego polecenia zawarte w Ewangelii: "Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca twego, z całej duszy twojej, a bliźniego swego jak siebie samego". Miłujmy przeto Boga, czcijmy Go czystym sercem i czystym umysłem, ponieważ tego przede wszystkim pragnie, mówiąc: "Prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w duchu i prawdzie". Wszyscy, którzy oddają Mu cześć, mają to czynić w duchu i prawdzie. Ku Niemu zwracajmy uwielbienie i modlitwy mówiąc we dnie i w nocy: "Ojcze nasz, któryś jest w niebie", bo "zawsze należy się modlić i nigdy nie ustawać".
Poza tym czyńmy owoce godne pokuty. Miłujmy bliźnich jak samych siebie. Miejmy w sobie miłość i pokorę, pełnijmy uczynki miłosierdzia, one bowiem obmywają dusze z brudu grzechu. Wszystko, co ludzie pozostawiają na świecie, tracą na zawsze. Z sobą zaś zabierają jedynie zapłatę za miłość oraz jałmużny, jakie dawali. Pan da im nagrodę i słuszną odpłatę.
Nie powinniśmy być mądrzy i roztropni według ciała, ale raczej mamy być prości, pokorni i czyści. Nigdy nie powinniśmy wynosić się ponad innych, ale raczej mamy być sługami i poddanymi każdego człowieka ze względu na Boga. Na wszystkich, którzy tak czynić będą i wytrwają do końca, spocznie Duch Pana, zamieszka w nich i będzie w nich przebywał. Tacy się staną synami Ojca niebieskiego, którego dzieła pełnią; są oblubieńcami, braćmi i matkami naszego Pana Jezusa Chrystusa.
***
Litania do świętego Franciszka z Asyżu – odmów
***
Człowiek pyta:
Panowie, co mam czynić, aby się zbawić?
Dz 16,30
KSIĘGA III, O wewnętrznym ukojeniu
Rozdział LV.
O SKAŻENIU NATURY I SKUTECZNYM DZIAŁANIU ŁASKI BOŻEJ
1. Panie Boże, który stworzyłeś mnie na obraz i podobieństwo swoje Rdz 1,26; Mdr 2,23, ześlij mi tę łaskę, tak wielką i tak konieczną do zbawienia, jak mi to ukazałeś, abym dzięki niej pokonał moją naturę ciążącą do grzechu i do zguby Rz 7,23.
Czuję bowiem wypisane w mym ciele prawo grzechu sprzeciwiające się prawu duszy i zniewalające mnie do słuchania mojej zmysłowej natury, nie potrafię się oprzeć swoim skłonnościom, jeśli nie pomoże mi Twoja święta łaska i nie napełni żarliwością mego serca.
2. Potrzeba Twojej łaski, i to wielkiej łaski, aby pokonać naturę skłonną do grzechu od wczesnej młodości Rdz 8,21. Bo z winy pierwszego człowieka Adama została zwichnięta i skażona przez grzech, a teraz kara za tę zmazę przechodzi z człowieka na człowieka, tak że natura, pomyślana przez Ciebie jako dobra i prawa Koh 7,29, jawi się nam już dotknięta słabością, a jej popędy pozostawione same sobie ściągają człowieka w dół ku złemu.
Bo ta niewielka siła, która w niej pozostała, jest jak iskierka ukryta w popiele. Tą siłą jest rozum naturalny, otoczony gęstym mrokiem 2 Mch 3,27; odróżnia on dobro od zła, prawdę od fałszu, a jednak nie jest zdolny wypełniać tego Koh 6,5; Hbr 5,14, co aprobuje, i nie ma już w sobie pełnego blasku prawdy ani czystości uczuć.
3. I dlatego, o Boże, umiłowałem Twoje prawo dotyczące duchowej istoty człowieka Rz 7,22, bo wiem, że przykazanie Twoje jest dobre, słuszne i święte Rz 7,12, i rozumiem, że trzeba unikać zła i grzechu w każdej postaci. Ciałem służę raczej prawu grzechu Rz 7,25, kiedy słucham więcej zmysłowości niż rozumu. Stąd pochodzi to, że mam dobre intencje, ale nie potrafię według nich postępować Rz 7,18.
Dlatego ciągle postanawiam wiele dobrego, ale jeżeli brak mi łaski wspierającej moją słabość, cofam się i upadam przy lada przeszkodzie.
A dlatego tak się dzieje, że chociaż znam drogę dobra i widzę jasno, co powinienem robić, uginam się pod ciężarem własnego zepsucia i nie jestem zdolny wznieść się ku doskonałości.
4. O, jakże mi jest potrzebna Twoja łaska, Panie, abym wstąpił na drogę doskonałości, jakże mi jest potrzebna do rozpoczęcia i do osiągnięcia! Bez niej nic nie potrafię uczynić, ale wszystko mogę w Tobie J 15,5, jeżeli umacnia mnie łaska Flp 4,13. O łasko prawdziwie niebiańska, bez której nic nie znaczą własne zasługi i nieważne są jakiekolwiek dary natury!
Cóż znaczy sztuka, bogactwo, piękność i dzielność, co znaczy dla Ciebie geniusz czy krasomówstwo, gdy nie ma łaski? Bo darami natury obdzieleni są zarówno źli, jak i dobrzy, ale darem tylko wybranych jest łaska, to znaczy miłość, wyróżnieni łaską stają się godni życia wiecznego.
Tak potężna jest łaska, że bez niej nic nie waży ani dar prorokowania, ani zdolność czynienia cudów, ani żadne wzniosłe dociekanie prawdy. Bo Ty nie uznajesz żadnych cnót ani wiary, ani nadziei bez miłości i łaski.
5. Błogosławiona łasko, ty, która ubogiego duchem czynisz bogaczem dobra Mt 5,3, a z bogacza robisz człowieka pokornego serca Dn 3,87, przyjdź i zstąp na mnie, napełnij mnie od rana swoim ukojeniem Ps 90(89),14, aby dusza moja nie upadła w znużeniu i oschłości.
Błagam Cię, Panie, abym znalazł łaskę w Twoich oczach Rdz 18,3, wystarczy mi bowiem Twoja łaska 2 Kor 12,9, nawet jeśli nie otrzymam nic z tego, czego pragnie moja natura. Wśród pokus i udręk nie ulęknę się zła, dopóki będzie ze mną Twoja łaska Ps 23(22),4. Ona jest moją dzielnością, ona przynosi radę i pomoc. Ona - potężniejsza od wszystkich wrogów i mądrzejsza od wszystkich mędrców razem wziętych Mdr 8,4.
6. Jest nauczycielką prawdy, mistrzynią wiedzy, światłem serca, ulgą w strapieniu, ucieczką w smutku, bezpieczeństwem w lęku, żywicielką pobożności, źródłem dobrych łez.
Czymże jestem bez niej? Drewnem spróchniałym Syr 6,3, niepotrzebną dziczką, którą należy wyciąć i odrzucić Iz 14,19.
Niech więc Twoja łaska, Panie, zawsze mnie poprzedza w drodze i za mną kroczy, niech będzie przy mnie, abym zawsze dążył do dobrego przez Syna Twojego Jezusa Chrystusa. Amen.
Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa'
***
Miej wygodny fotel do czytania.
H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia'
Patron Dnia

bł. Jan XXIII
papież
Angelo Giuseppe Roncalli urodził się 25 listopada 1881r. w miejscowości Brusico, na terenie Sotto il Monte, w prowincji Bergamo, w ubogiej rodzinie Battisty Roncallego i Marianny Mazzoli. Od wczesnego dzieciństwa chciał "studiować życie Jezusa" i odczuwał powołanie do kapłaństwa. W latach 1892-95 był alumnem Małego Seminarium w Bergamo, a następnie alumnem Wyższego Seminarium Duchownego w Bergamo. W tym okresie rozpoczyna pisanie "Dziennika duszy" - zapisków duchowych, notatek z rekolekcji, zapisków bieżących prowadzonych niemal do ostatnich dni swojego życia. O "Dzienniku duszy" sam mówił, że "na tych kartach jest więcej z mojej duszy niż w jakimkolwiek innym moim tekście". Kolejne lata drogi do kapłaństwa kleryk Roncalli spędził w Wyższym Seminarium w Rzymie. 10 sierpnia 1904r. w kościele Santa Maria in Monte Santo przy Piazza del Popolo otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp. Giuseppe Ceppetellego - tytularnego patriarchy Konstantynopola, prowikariusza Rzymu.
Ważnym okresem w życiu ks. Roncallego były lata 1905-14, kiedy pełnił on funkcję osobistego sekretarza bp. Radiniego Tedeschiego w Bergamo. Był to czas bogaty w przeżycia duchowe, okres, w którym ks. Roncalli poznawał lepiej Kościół i jego problemy. To także czas, w którym poznawał świat i Europę, wiele podróżując z bp. Tedeschim, m.in. do Ziemi Świętej. Ks. Roncalli, będąc sekretarzem biskupa, zainaugurował w 1906r. wydawanie pisma diecezjalnego "La Vita Diocesana" (Życie Diecezjalne). Do końca życia dla późniejszego papieża Jana XXIII bp Radini Tedeschi pozostał przewodnikiem duchowym i mistrzem.
Istotnym etapem życia dla przyszłego papieża był czas jego pracy dyplomatycznej i służby dla Stolicy Apostolskiej (1925-53). W 1925r. papież Pius XI mianował ks. Roncallego wizytatorem apostolskim w Bułgarii, podnosząc go do godności biskupiej. Święcenia biskupie ks. Roncalli przyjął 19 marca tego samego roku, a jako motto swojej posługi biskupiej obrał słowa: "Obedientia et pax" (Posłuszeństwo i pokój). W "Dzienniku duszy" napisał: "Te słowa odzwierciedlają w pewnym stopniu historię mego życia. Niech one stanowią chwałę mego biednego imienia na wieki!". Swoją misję w Bułgarii bp Roncalli pełnił do 1934r. Następnie, w latach 1935-44, był przedstawicielem Stolicy Apostolskiej w Turcji i Grecji, a z woli papieża Piusa XII - w latach 1945-52 był nuncjuszem apostolskim we Francji. Pełniąc wszystkie te funkcje, bp Roncalli starał się o dobro Kościoła, budując jedność i pokój.
Nowym etapem życia biskupa, a od 12 stycznia 1953r. kardynała Roncallego, był okres jego posługi duszpasterskiej w Wenecji. Jako patriarcha Wenecji troszczył się o dobro duchowe wiernych, szczególnie o kult Eucharystii, o dyscyplinę kościelną duchownych. Dbał też o należyte wprowadzanie w życie Magisterium Kościoła, czego widocznym przykładem był zwołany przez niego w 1957r. XXXI Synod Diecezjalny. Opatrzność Boża miała jednak inne plany. 28 października 1958r. kard. Roncalli został wybrany na Stolicę św. Piotra. Przyjął imię Jan XXIII. Pontyfikat Jana XXIII był stosunkowo krótki - trwał do 3 czerwca 1963r. Jednak ten Papież w sposób bardzo wyraźny naznaczył historię Kościoła i świata w XX wieku. Pozostawił wiele "pomników" swojego pontyfikatu, wśród których w sposób szczególny należy wymienić otwarty przez niego 11 października 1962r. Sobór Watykański II i encyklikę "Pacem in terris" z 11 kwietnia 1963r., która stanowi jego testament duchowy, aktualny także dla współczesnego świata. Encyklika ukazała się w szczególnym kontekście historycznym, gdy świat podzielony był na dwa bloki, zraniony zimną wojną. Dwa lata wcześniej bowiem, w 1961r., z inicjatywy Nikity Chruszczowa - sekretarza generalnego komunistycznej partii ZSRR został wzniesiony mur berliński. A w październiku 1962r. na prośbę rewolucyjnego reżimu Fidela Castro władze sowieckie umieściły na Kubie wyrzutnie rakietowe. Świat stanął na krawędzi wojny. Osobiste zaangażowanie Jana XXIII i jego wołanie o pokój zakończyły kryzys kubański.
jutro: św. Wilfryda