Wypełnić, co sprawiedliwe...
Święto Chrztu Pańskiego, rok A
"To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?..." (Mt 3,14)
A. Przeczytać
Niedziela Chrztu Pańskiego kończy okres Narodzenia. Jezus rozpoczyna publiczną działalność od chrztu w Jordanie, przyjętego z rąk św. Jana Chrzciciela, który początkowo wzbraniał się, pokornie uznając swoją małość przed Bogiem. Nie wahał się dłużej, gdy usłyszał od Jezusa: „Godzi się nam wypełnić, co sprawiedliwe”. Że tak trzeba.
W zasadzie dzisiaj kończy się okres kolędowania. W Polsce - choć nie jest to zupełnie zgodne z liturgią - istnieje jednak tradycja śpiewania kolęd do 2 lutego, również podczas Mszy świętej.
B. Przemyśleć
Najlepiej uczy się wtedy, kiedy trzeba tę wiedzę przekazać innym. Wie o tym każda matka, ojciec, kiedy musi odpowiadać na tysiące, wydawałoby się banalnie prostych, pytań dziecka. Nie wystarczy wtedy po prostu „wiedzieć tak dla siebie”, nie wystarczy „czuć”, trzeba na nowo przemyśleć. Trzeba wyartykułować. Jeśli się chce być uczciwym, trzeba także potwierdzić to życiem.
W sprawach wiary jest podobnie. Wprawdzie Boga poznaje się przede wszystkim przez życie zgodne z Jego wymaganiami, ale kiedy już staje się dla nas naprawdę Ważny, kolejnym krokiem poznania Boga jest mówienie o Nim.
Najpierw sami chcemy o Nim mówić. Tak jak zakochany człowiek chce mówić innym o swej miłości. Światu możemy wydawać się trochę dziwaczni, ale kto - zakochany po uszy - zachowuje się normalnie? Gorzej, że to właśnie wtedy popełniamy najwięcej błędów. Świeżo nawróceni, mamy ochotę wszystkich dookoła nawracać, poprawiać, ustawiać. Według swojej duchowości, swojej wspólnoty, swoich pragnień. Jeśli ktoś robi inaczej, to na pewno źle. Jeśli idzie inną drogą, to na pewno się myli. Jeśli inaczej czuje, jest dla nas poganinem. Czujemy się uprawnieni do oceniania, poganiania, potępiania. Jak łatwo zapomnieć, że to Boża sprawa - nawrócenie, że mam tylko prostować ścieżki. Jak łatwo zapomnieć, że jeszcze chwilę temu sama nic nie rozumiałam...
Może i trudno ustrzec się przed tym okresem niezauważanej przez siebie zarozumiałości, kiedy zamiast przyciągać do Boga - niechcący sprawia się innym ból, kiedy pomimo dobrych intencji jest się niemiłosiernym dla innych, ale można ten czas skrócić, złagodzić. Kościół ukazuje nam św. Jana Chrzciciela, by nam przypomniał: ja chrzczę tylko wodą, prostuję ścieżki. Za mną dopiero idzie Ten, kogo szukacie. To nie ja... Trzeba to sobie uświadomić. Nie wolno nam siadać na miejscu Boga.
A przecież dużo częściej jest inaczej. Później jest inaczej, może i nawet już zawsze potem bywa inaczej. Że po zachłyśnięciu się swoją niby-świętością, po paru upadkach, kiedy już porozbijamy sobie kolana, kiedy coraz trudniej wstać i spojrzeć Bogu w oczy - że wtedy wcale już nie mamy takiej ochoty mówić o Bogu. I nie dlatego, że stał się mniej ważny. A w każdym razie jeszcze nie dlatego. Na razie dlatego, ponieważ odkryliśmy, iż to my nie jesteśmy tacy, jak nam się jeszcze wczoraj wydawało. Że dalej jesteśmy słabi, grzeszni, mali. Jest nam wstyd. Przed sobą, przed ludźmi, przed Bogiem. Jak tu teraz mówić o Bogu, że jest dla nas wszystkim, jeśli w naszym życiu jest inaczej? To boli. Jak mówić: „idźcie za Nim”, jeśli ja tego dziś nie umiem? Jak mówić: „uwierzcie w Jego miłość”, jeśli mnie się właśnie wydaje, że Bóg odszedł? Dobrze, jeśli można się trochę wycofać. Ale czy może uciec kapłan, który staje przed nami, by wygłosić homilię? Katecheta, który ma uczyć religii? Matka, która na co dzień uczy Bożych przykazań, nawet niekoniecznie zdając sobie z tego sprawę?
I znów Kościół stawia przed nami Jana Chrzciciela, który te nasze wątpliwości zanosi Bogu: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?”. To ja potrzebuję nauczyć się Ciebie, a mam o Tobie mówić? To ja potrzebuję pomocy, a mam Tobie pomagać? A Jezus powiedział: „Godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”. Może i miał Jan Chrzciciel wątpliwości. Może nie chciał, poczuł się nie na swoim miejscu. Ale gdy Jezus powiedział, że tak trzeba, nie wahał się. Drżącymi z przejęcia rękami chrzcił swego Zbawcę.
Mówienie o Bogu to wielki przywilej. Ale nie tylko. Przez chrzest jesteśmy włączeni w potrójną misję Chrystusa: prorocką, kapłańską i królewską. Nie tylko możemy, ale musimy mówić o Bogu. To jest potrzebne i innym, i nam samym. „Godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”. A jeśli to boli? Dobrze, jeśli jeszcze boli. Ten ból jest znakiem naszej wiary i miłości. Dopiero, kiedy - pomimo grzechów - już nie będzie bolało, dopiero wtedy będziemy „cymbałem brzmiącym” (1 Kor 13,1).
C. Przemodlić
- Módlmy się za wszystkich głoszących Słowo Boże, aby mogli spokojnie patrzeć ludziom w oczy, wiedząc, że czynią wszystko co dzisiaj potrafią uczynić, choćby to nawet było jeszcze dość odległe od ideału.
- Za wszystkie matki, które pierwsze mówią nam o Bogu i uczą pierwszych modlitw. Aby pomimo ogromu obowiązków znalazły czas na własne spotkanie z Bogiem, bo tylko wtedy w słowa modlitwy potrafią wpleść Bożą miłość.
- Abyśmy chcieli rozmawiać między sobą o Bogu. Tak niby bez żadnego powodu. Tylko dlatego, że jest dla nas ważny. Najważniejszy.
Bogumiła Szewczyk
bog-szew@wp.pl
***
Człowiek pyta:
Pan światłem i zbawieniem moim: kogóż mam się lękać?
Pan obroną mojego życia: przed kim mam się trwożyć?
Ps 27,1
***
KSIĘGA III, O wewnętrznym ukojeniu
Rozdział XXXIV. O TYM, ŻE KTO KOCHA, ROZKOSZUJE SIĘ BOGIEM ZAWSZE I WSZĘDZIE
1. Oto Bóg mój, moje wszystko 1 Kor 15,22. Czegóż chcę więcej, jakiego innego szczęścia mógłbym pragnąć? O cudowne słowa! Ale tylko dla tego, kto umiłował Słowo przedwieczne nie świat ani to, co na świecie 1 J 2,15. Bóg mój, moje wszystko. Mądremu dość raz powiedzieć, ale kochającemu nigdy nie dość i zawsze miło powtarzać. Gdy Ty jesteś, wszystko staje się radością, gdy Ciebie nie ma, wszystko ogarnia znużenie.
Ty dajesz sercu ciszę, spokój i szczęście bez miary. Ty sprawiasz, że wszystko budzi dobrą myśl, że we wszystkim przejawia się Twoja chwała i nic bez Ciebie nie może na dłużej dać zadowolenia; aby coś było miłe i przyjemne, musi na to spłynąć Twoja łaska i doprawić sól Twojej mądrości.
2. Komu Ty wystarczasz, doprawdy, czegóż mu zabraknie? Ale komu nie wystarczasz, cóż zdoła mu dać szczęście? Nie znają Twojej mądrości mędrcy tego świata i ci wszyscy, którzy rozkoszują się ciałem, bo tam tylko marność, a tu śmierć Rz 8,5-6.
Prawdziwymi mędrcami okazują się ci, co idą za Tobą odrzucając blichtr świata i utrzymując w ryzach ciało, bo od marności wznoszą się ku mądrości, od ciała do ducha.
Ci miłują Boga, a dobro stworzenia odnoszą w całości ku chwale Stwórcy. Różne to jednak rzeczy, zupełnie różne: dobro Stwórcy i dobro stworzenia, wieczności i czasu, światłości nadprzyrodzonej i blasku zwykłego światła.
3. O światło wiekuiste, przewyższające wszelką jasność świata, błyśnij, przeszyj swym blaskiem Ps 144(143),6 z góry najskrytszą głąb mojego serca. Oczyść, przenikaj radością i światłem, ożyw władze mego ducha, aby w najwyższym zachwyceniu przylgnęły do Ciebie. O, kiedyż nadejdzie godzina tak szczęśliwa i tak upragniona, gdy nasyci mnie Twoja obecność i staniesz się dla mnie wszystkim we wszystkim! 1 Kor 15,28.
Póki to nie nastąpi, nie ma pełnej radości. Dotychczas, niestety, żyje we mnie dawny człowiek Rz 6,6.10, nie całkiem jeszcze ukrzyżowany, nie w pełni dla siebie umarły. Ciągle jeszcze żąda czegoś, co szkodzi duchowi Ga 5,17, podsyca wewnętrzną wojnę, nie dopuszcza do tego, aby w królestwie ducha zapanował spokój Ps 44(43),26.
4. Ale Ty, który powściągasz potęgę morza i łagodzisz wzburzone głębie Ps 89(88),10, powstań, pomóż mi! Rozprosz narody, które szukają wojny Ps 68(67),31, i rozgrom je swoją mocą Ps 59(58),12; Jdt 9,11. Okaż, błagam, Twoją potęgę Syr 17,7, niech wysławiona będzie Twoja prawica Syr 36,7, bo nie ma dla mnie nadziei i ucieczki, tylko w Tobie, Boże Ps 31(30),2.4.
Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa'
***
SKĄD ZŁO?
Bóg jest dobrem: więc wszystko, na co duch narzeka,
Zło, śmierć i potępienie, pochodzą z człowieka.
Adam Mickiewicz
***
Co tydzień rób porządek w jednej szufladzie.
H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia'
Patron Dnia

św. Ildefons
biskup
Urodzony około roku 607, Ildefons pochodził z rodziny szlacheckiej; był prawdopodobnie uczniem św. Izydora z Sewilli. Jako młodzieniec wstąpił do klasztoru benedyktynów w Agalii w pobliżu Toledo; następnie został tam opatem. Jako opat uczestniczył w dwu soborach w Toledo w latach 653 i 655. W roku 657 duchowieństwo i lud wybrali go na arcybiskupa Toledo. Zmarł w roku 667.
jutro: św. Franciszka Salezego