logo
Wtorek, 10 grudnia 2019 r.
imieniny:
Danieli, Bohdana, Julii, Romaryka – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Marek Lasota
Przeciw Wojtyle
Sekty i Fakty


Przeciw Wojtyle
 
z Markiem Lasotą, autorem książki „Donos na Wojtyłę” rozmawia Jarosław Szarek
 
Karol Wojtyła Książka „Donos na Wojtyłę” ukazuje się w szczególnym momencie - toczącej się dyskusji na temat ujawnienia agentów Służby Bezpieczeństwa w Kościele oraz innych środowiskach. W swej książce pokazuje Pan nie tylko skalę i rolę agenturalnych działań, ale przede wszystkim mechanizmy walki Służby Bezpieczeństwa z Kościołem, istotę komunistycznego systemu. Wielu z tych działań mogliśmy się domyślać, ale teraz gdy czyta się przytoczone przez Pana dokumenty - które miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego - to robi wrażenie. To namacalne zło, czyta się jak książkę sensacyjną, kryminalną...
 
Ale nie o sensację tu idzie, chociaż rzeczywiście stopień i skala działań Służby Bezpieczeństwa przeciwko Kościołowi i samemu Karolowi Wojtyle, liczba osób, środków zaangażowanych do inwigilacji krakowskiego metropolity, aby śledzić jego każdy krok, każde wypowiedziane słowo czy podejmowanych przeciwko niemu działań powodują, że ma się niekiedy wrażenie uczestnictwa w jakiejś kryminalnej intrydze. Tymczasem mamy do czynienia z rutynowymi działaniami komunistycznej bezpieki i właśnie pamięć o niegodziwościach systemu komunistycznego jest najistotniejsza i tym co chciałbym przekazać. Przede wszystkim jednak na podkreślenie zasługuje heroizm tych, którzy tej niegodziwości się oparli. Stalin kiedyś ironicznie pytał: „ile dywizji ma papież?” Tymczasem teraz widzimy ile dywizji użyto przeciwko przyszłemu papieżowi Janowi Pawłowi II. I to jest optymistyczne – całkowita klęska owych dywizji, które ulec musiały sile ducha jednego człowieka – Karola Wojtyły.
 
Pokazuje Pan liczne operacje i działania komunistycznej bezpieki, których celem był krakowski hierarcha, ale on okazał się na nie całkowicie odporny.  Jego życie było wzorem, jak postępować w takich sytuacjach, w tej kwestii był całkowicie bezkompromisowy...
 
Oczywiście, ale mamy do czynienia z człowiekiem, już za życia okrzykniętym świętym. Swą siłę czerpał z wierności chrześcijańskiej formacji duchowej i intelektualnej, która stanowiła jedyną skuteczną ochronę przed agresywnym komunizmem chcącym zawładnąć umysłami. Jednakże trzeba podkreślić, że nie był on wyjątkiem. Tę bezkompromisowość w kontaktach z bezpieką i władzami komunistycznymi prezentował Prymas Tysiąclecia, a także tysiące zwykłych duchownych, którzy z wysłannikami imperium zła nie podejmowali żadnych rozmów, gdyż wiedzieli, że to droga donikąd. Zresztą takie było stanowisko Episkopatu Polski, a również samego kardynała Wojtyły, który w piśmie do duchowieństwa w 1973 roku pisał – żadnych rozmów, gier, układów z SB.
 
Jednym z fragmentów książki, który zrobił na mnie duże wrażenie jest wielostronicowy zapis rozmowy kard. Wojtyły z przewodniczącym Wojewódzkiej Rady Narodowej w Krakowie. To zarazem lekcja, że jak już się rozmawiało z komunistycznymi władzami, to jak to należało czynić...
 
Wojtyła nie szedł na żadne układy, domagał się respektowania praw wierzącego narodu, nie podejmował żadnych zobowiązań, obietnic. Komuniści nie byli dla niego żadnym partnerem, był ponad nimi. We wspomnianym zapisie jest fragment: „Wojtyła zachowywał się  spokojnie, rozważnie, ale też swobodnie, jakby pragnąc okazać, że jest człowiekiem obytym z wielkimi ludźmi, że nie na jednym fotelu siedział”, a dalej przewodniczący WRN stwierdził: „wykorzystując to nasze zetknięcie, z okazji osobistego święta (imieniny Wojtyły) chciałbym... Na to ten od razu „A dziękuję bardzo, dziękuję.”. Ilustruje to, że nie pozwalał sobie na żadne poufałości, znajomości.
 

Niestety nie wszyscy szli tą drogą. Na stronach książki przewijają się dziesiątki agentów SB. Dzisiaj część z nich już znamy, wiemy kim byli np. tw. „Żagielowski”, tw. „Turysta”, tw. „Mechanik” i tw. „Delta”, tw. „Włodek”, tw. „Marecki”, tw. „Zbyszek”, tw. „Ares”. Pan jednak nie podaje ich nazwisk, chociaż wszyscy o nich już wiemy?
 
Dla mnie istotniejsze od nazwisk są mechanizmy jakie pozwalały tych ludzi uwikłać w dramat kolaboracji. Same nazwiska nie będą też nic mówiły przeciętnemu czytelnikowi, znacznie ważniejsze jest określenie ich funkcji czy roli jaką odegrali służąc bezpiece. Ponadto identyfikacja wszystkich jeszcze trochę potrwa, a nie chciałem czynić wyjątków. Do każdego przypadku trzeba podchodzić w indywidualny (np. tw. „Turysta” zerwał współpracę z SB i następnie zbudował „Arkę Pana” w Nowej Hucie mając bardzo wielkie zasługi dla Kościoła). To temat pracy naukowej, którą się zajmuję, a nie popularnej książki jaką jest „Donos na Wojtyłę”, gdzie chcę pokazać mechanizmy działania komunistycznej Służby Bezpieczeństwa.
 
Od kiedy bezpieka interesowała się Karolem Wojtyłą?
 
Jedną z pierwszych informacji pochodzi z listopada 1949 roku. Jest to zwykły donos o istniejącym w krakowskiej parafii pw. św. Floriana kółku ministrantów, będącym jakoby zakamuflowanym, zakazanym przez komunistów ogniwem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Omawiając szczegóły, agent pisał: „Kierownikiem ich odpowiedzialnym jest sam ks. Kurowski [ówczesny proboszcz parafii], w jego zastępstwie prowadzi ich nowy przydzielony wikary ks. Wojtyła… Zebrania trwają do dwóch godzin z referatami i zabawami towarzyskimi. Co pewien czas mają także wspólny podwieczorek”.  Jest rzeczą znamienną, że ten być może pierwszy donos na ks. Wojtyłę dotyczył jego pracy z młodzieżą, a więc tej sfery duszpasterstwa, która przez komunistów zaliczana była do najbardziej niebezpiecznych. Lęk komunistycznego aparatu przed wykształconymi elitami wiernymi swemu powołaniu, myślącymi ewangelicznymi i prawdziwie patriotycznymi kategoriami był ze wszech miar uzasadniony.
 
Z książki wyłaniają się systematyczne działania SB wobec Kościoła, których głównym, podstawowym narzędziem była agentura.
 
Werbunek tajnych współpracowników był głównym celem działalności Urzędu Bezpieczeństwa, a później SB. Tylko poprzez ich wykorzystanie mogli realizować swe cele – różne działania operacyjne, kombinacje, dezintegracje itp. Jednym z pierwszych bardzo aktywnych donosicieli – mających dojście do ks. kard. Wyszyńskiego, był m.in. tw.  „Żagielowski”. Ponadto w latach 1952-1955 krakowską kurię rozpracowywali m.in.: agenci: „Honorata”., „Listopad”, „Patriota”, bardzo przydatnymi dla SB byli ponadto m.in. „Mecenas”, „F”, „Sprytny”, „Biały”, „Staniszewski”. Z zachowanego sprawozdania SB z 1967 roku wynika, że krakowskie duchowieństwo było rozpracowywane przez 217 agentów. W następnych latach bardzo aktywni byli m.in.  „Marecki”, „Jurek”, „Mechanik”, „Delta”, „Włodek”, „Leon”, „Zbyszek”, „Seneka”, „Trybun”. Takie są fakty i nie należy z nich czynić sensacji. Przecież wśród apostołów też znalazł się zdrajca – Judasz, a św.  Piotr zaparł się Pana Jezusa o czym czytamy w Ewangelii. Trzeba pamiętać, że przez wszystkie lata komunistycznych rządów Kościół, duchowieństwo byli postrzegani jako główni wrogowie systemu, których należało zniszczyć wszelkimi dostępnymi środkami. Ta presja malała jedynie w okresach, w których na pierwszy plan wkraczała opozycja polityczna, czyli zaraz po wojnie - podziemie zbrojne i Polskie Stronnictwo Ludowe, a kilkadziesiąt lat później - „Solidarność”.  Ostatni Komunikat Konferencji Episkopatu Polski  dowodzi, iż biskupi rozumieją wagę problemu i widzą konieczność jego rozwiązania.
 
Jak komunistyczna Służba Bezpieczeństwa wykorzystywała informacje dostarczone przez agenturę, również te dotyczące Karola Wojtyły?
 
Podkreślam, że informacja była tylko narzędziem pracy bezpieki. Celem było odpowiednie kreowanie rzeczywistości. Kościół jest instytucją, gdzie ogromną rolę odgrywa autorytet, zaufanie. Czyniono więc wszystko, aby je osłabić, wywoływano konflikty, podziały. To była najskuteczniejsza droga do zmniejszania wpływów Kościoła. Wykorzystywano w tym celu m.in. przeróżne „kombinacje operacyjne” jak nazywano takie działania. Poprzez posiadanych agentów rozpowszechniano określone informacje, plotki, a wszystko w celu poderwania zaufania, doprowadzenia do konfliktów. Przykładem są działania bezpieki chcącej dokonać podziałów w Kościele m.in. w okresie Soboru Watykańskiego czy na tle polityki wschodniej Watykanu w latach 70.
 
W okresie PRL często krążyły wiadomości o podziałach w Episkopacie, konflikcie pomiędzy kardynałem Wojtyłą, a Prymasem, bezpieka czyniła wszystko, aby je wykorzystać.
 
Różnice zdań, opinii są czymś normalnym. Dla bezpieki stawały się one czymś o wiele ważniejszym. Odpowiednio podsycane mogły być źródłem rzeczywistego konfliktu czy podziału, a to prowadziło do osłabienia Kościoła. Na ten problem zwraca uwagę doniesienie „Żagielowskiego” z odbywającego się 16 września 1958 roku zebrania kapituły krakowskiej pod przewodnictwem arcybiskupa Eugeniusza Baziaka, podczas której tenże tłumaczył kanonikom powody nominacji młodego, bliżej nieznanego archidiecezjalnemu duchowieństwu kurialnemu, księdza Karola Wojtyły. „Dnia 28 września br. będzie konsekracja na Wawelu ks. dr. Wojtyły Karola, której przewodzi ks. abp Baziak. W ubiegły wtorek tj. 15 IX ks. abp Baziak zwołał całą kapitułę krakowską i wobec niej się mocno usprawiedliwiał dlaczego wybrał sobie na sufragana młodego, mało znanego księdza Wojtyłę, a nie jakiegoś poważniejszego kapłana czy prałata. (...) Więc on [abp Baziak] wyjaśnia, że uczynił to dlatego, że chciał mieć sufragana do harówki, a nie dla ozdoby tylko, że ks. Wojtyła jest wyszkolony w nowych kierunkach społecznych, zna dobrze komunizm i kwestię robotniczą, więc taki mu był potrzebny zwłaszcza ze względu na Nową Hutę, gdzie trzeba dobrze zorganizować pracę duszpasterską i społeczną, (...)”.
 
Jeszcze dalej idzie informator SB w sporządzonej w maju 1967 roku notatce: „Wiadomość o nominacji ks. Karola Wojtyły kardynałem zaszokowała cały Kraków…Mówią, że jest to gra polityczna Watykanu w stosunku do Kard. Wyszyńskiego. Ponieważ Watykan chce za wszelką cenę doprowadzić do porozumienia z rządem – a prymas Wyszyński nie chce, natomiast ks. Wojtyła okazywał inklinacje w tym kierunku – więc jest myśl, że ks. prymasa zmusić do ustąpienia, a wtedy K. Wojtyła zostałby przewodniczącym Episkopatu i nawet przeniósłby się do Warszawy jako prymas i przeprowadzałby umowy z rządem”. Takie rozumowanie prezentuje agent. Rzecz jasna, że ta dezinformacja i manipulacja nie była zawarta tylko w dokumentach SB.  Docierała ona przecież do innych biskupów i samego prymasa Wyszyńskiego. Mogło to wpływać i zapewne wpływało na atmosferę panującą w Episkopacie, a było to oczywiście obliczone na kolejną próbę dezintegrowania polskich biskupów. Trudno na podstawie dotąd rozpoznanych materiałów SB zbudować pełną mapę gry operacyjnej, którą bezpieka prowadziła wobec prymasa Wyszyńskiego i kardynała Wojtyły, ale dokumenty poświęcone obu hierarchom zaczynają się uzupełniać. Ta gra nie była przypadkowa. To było realizowanie zalecenia Stalina, sformułowanego tuż po wojnie, kiedy była rozważana kwestia metody rozprawienia się z Kościołem w Polsce. Stalin był świadom tego, że to nie jest tak proste, jak w innych opanowanych przez niego krajach. Zalecał taktykę dzielenia Kościoła, w każdej możliwej sytuacji i na każdym tle. Kiedyś Prymas Wyszyński zapytał Bieruta jak udała się podróż do Moskwy. Odpowiedział, że źle, gdyż zwierzył się Stalinowi, że chce aresztować Prymasa. Wzburzony Stalin odpowiedział mu, że do więzienia to każdy głupi potrafi wsadzić. – Ty zrób tak, żeby Wyszyński stał się komunistą – doradził Stalin Bierutowi. 
 
Potężnymi operacjami SB były papieskie pielgrzymki do Polski, bezpieka wkładała dużo wysiłku, aby osiągnąć swe cele, ale z perspektywy lat skutki ich działań były mizerne, jeżeli nie powiedzieć żadne. Misterne kombinacje, rzesze agentów, a w rok po pierwszej pielgrzymce z 1979 roku powstaje „Solidarność”...
 
Tylko w Krakowie wykorzystywano wtedy ponad 400 agentów Wydziału IV SB – zajmującego się walką z Kościołem. Przygotowania i plany rozpoczynano już wiele miesięcy wcześniej. Niektóre udało się  zrealizować np. w 1979 roku spotkanie na Skałce z młodzieżą – działania agentury SB spowodowały, że Jan Paweł II nie wygłosił przygotowanego bardzo ostrego przemówienia, nie dopuszczono również do postawienia krzyża na Miasteczku Studenckim. To były „sukcesy” SB, ale wobec siły papieskich słów – ziarna jakie one zasiały – z późniejszej perspektywy nie znaczyły prawie nic i tak może powiedzieć o całej aktywności SB, skoro jeden z najbardziej przez nich zwalczanych ludzi w polskim Kościele zostaje następcą św. Piotra. Nie można jednak zapominać i pomijać krzywd i cierpień jakie SB i jej agenci wyrządzili wtedy poszczególnym, jakże licznym osobom. w większej perspektywie klęska.
 
SB miała nieograniczone środki i w walce z Kościołem poniosła tak spektakularną klęską. Jak Pan to tłumaczy?
 
Najbardziej poruszające podczas lektury dokumentów bezpieki obrazujących rozpracowywanie Kościoła jest wrażenie, któremu trudno się oprzeć, że w tryby tego bezdusznego i bezlitosnego mechanizmu od czasu do czasu Pan Bóg wkładał swój palec, niwecząc wysiłki SB lub wręcz obracając je przeciwko systemowi.
Przecież w Ewangelii jest napisane, iż bramy piekielne go nie przemogą.
 
***

Marek Lasota
urodził się w 1960 roku, absolwent Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktorant Papieskiej Akademii Teologicznej. Od 1980 roku współzałożyciel i działacz Niezależnego Zrzeszenia Studentów, po 13 grudnia 1981 roku w strukturach podziemnych, 1991-1993 poseł na sejm RP I kadencji z ramienia Porozumienia Centrum, dyrektor I Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego w Dąbrowie Górniczej, działacz Akcji Katolickiej, od 2000 roku kierownik referatu Wystaw i Edukacji Publicznej Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie, od 2002 radny Województwa Małopolskiego. Ma żonę i dwójkę dzieci.
 
 



Pełna wersja katolik.pl