logo
Czwartek, 09 kwietnia 2020 r.
imieniny:
Marii, Dymitra, Wadima, Heliodora, Gaucheriusza – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Magda Anioł, Adam Szewczyk
Powietrze aniołów pełne
Ruah


Czas Bożego Narodzenia. Refleksje, powroty do przeszłości, spotkania z bliskimi, widok świecących tysiącem lamp miast, a między tym całym świątecznym kurzem dźwięk kolęd i pastorałek.
 
Z MAGDĄ ANIOŁ i ADAMEM SZEWCZYKIEM rozmawia AGNIESZKA MAZUR
 
Powietrze aniołów pełne
a ich przejrzysty trzepot
jest jak natchnione ciepło
nad ognia złotą wełną
(K. K. Baczyński, "Promienie")
 
„Anioł pasterzom mówił” to tytuł Waszej nowej kolędowo-pastorałkowej płyty. Wchodząc do sklepu widzę tego typu krążków już tysiące. Więc po co?
 
A po co się żenić i za mąż wychodzić, skoro na świecie są miliony małżeństw? To prawda, że płyt z kolędami na rynku muzycznym jest zatrzęsienie. Wydawać się może, że to chyba jedne z najbardziej eksploatowanych utworów świata. Z drugiej strony płyty z kolędami śpiewanymi przez Magdę Anioł nie ma, tzn. nie było dotychczas ani jednej. Od lat kolędujemy, a ludzie podchodząc do nas po koncercie nie pytają o kolędy Krzysztofa Krawczyka czy Mazowsza, ale o nasze. Długi czas obiecywaliśmy sobie i innym nagranie takiego materiału. No i wreszcie mamy!
 
Fundament całej sprawy?
 
To chyba było jakieś „odgórne” natchnienie. Zadzwonił pewnego razu człowiek z Wydawnictwa Duszpasterstwa Rolników z Włocławka. Nie mieliśmy wcześniej żadnego kontaktu, nie znaliśmy się. Oni mieli pewien pomysł. Trochę to musiało dojrzeć, aż w końcu postanowiliśmy podjąć współpracę. A założenie? Po prostu uwiecznić na nośniku CD to, co od lat wykonywaliśmy na koncertach, by każdy mógł zabrać sobie te dźwięki do domu. I tyle.
 
Miłe granie – powiedziałby amator. Lekkość dźwięków, a do tego prostota tekstu. Celowe?
 
Wiesz, w naszym życiu bywa na tyle ciężko i trudno, że chcemy by nasze piosenki były jakąś odskocznią. Trafnie wyraził to kiedyś znajomy ksiądz: te piosenki są wyrazem waszych tęsknot. Więc jest to jak najbardziej celowe. Jak powstaje piosenka i czuję, że zmierzam w zbyt smutne i poważne klimaty, natychmiast zawracam.
 
Skąd się bierze ta głębia, która wypływa z prostych na pozór słów? Jest jakiś konkretny odbiorca?
 
Prawda jest taka, że do pisania podchodzę bardzo egoistycznie. To przede wszystkim mnie, nam ma się to podobać. Jeśli ten warunek nie jest spełniony, piosenka nie ma racji bytu. Ale temu egoizmowi zawsze towarzyszy nadzieja, że inni dadzą się do tego przekonać. Słowa są proste, bo i treści, które nimi opisujemy są proste, choć ważne. Mimo, że świat pełen jest odcieni szarości, Bóg mówi nam o rzeczywistości czarno-białej: dobro-zło, miłość-nienawiść, życie-śmierć.
 
Folk, country, a przy tym nieodłącznie gitara i wyraźnie zaznaczona obecność akordeonu. Sentyment?
 
W naszym zespole grają ludzie z „różnych parafii” – popowej, rockowej, jazzowej itd. Numery pisze gitarzysta, więc siłą rzeczy jest to raczej gitarowe granie. Ale do końca nie da się zapanować nad tym, co z piosenki się wykluje, kiedy każdy doda swoje. Po prostu dłubiemy i jak nam się podoba, to puszczamy. Jak nie, to wyrzucamy do kosza. To też uczy pokory, bo przy całym naszym wysiłku i zaangażowaniu jaki wkładamy w tworzenie, w końcu odkrywamy prawdę, że nie tylko nie panujemy nad naszym życiem, ale nawet nad najprostszymi dźwiękami! Zresztą rzadko się zdarza, by efekt był taki jak sobie zamierzyliśmy.
 
„Przychodzi Gość”...
 
To piosenka napisana specjalnie dla „Gościa Niedzielnego”. W pierwotnej wersji śpiewana była przez redakcję. Na naszej płycie – przez nas i nasze dzieci. Gazeta podejmuje ważne i trudne tematy dzisiejszego świata, więc chciałem, by znalazło to swoje odzwierciedlenie w tekście. Ponieważ są to problemy, które w rzeczywistości dotykają każdego, więc i my postanowiliśmy o nich zaśpiewać. To zestawienie niewinności i świętości Bożego Narodzenia z brudem świata jest obecne od zawsze. Tak naprawdę granica pomiędzy jednym a drugim nie przebiega pomiędzy państwami, religiami czy partiami. Ona znajduje się dokładnie w sercu każdego z nas. I myślę, że Bóg w czasie, o którym tylko On wie, nie będzie spoglądał w nasze papiery, legitymacje i dyplomy. On zajrzy właśnie w nasze serca.
 
Być zawsze radosnym. Co robić?
 
Radość jest jednym z najważniejszych smaków chrześcijaństwa. Nie mówię tu o beztroskim korzystaniu z uciech doczesności, ale o szczęściu wynikającym z faktu, że wszystko to co nas przeraża, przerasta i unieszczęśliwia zostało raz na zawsze pokonane. Nawet jeśli dzisiaj przychodzi nam zmierzyć się z konsekwencjami i ciężarem naszych grzechów i słabości, to możemy mieć pewność, że widmo ostatecznej i totalnej śmierci zostało przez przychodzącego w Nowonarodzonym Dziecięciu Jezusa zażegnane. Zbawienie jest darem, a nie przymusem. To przede wszystkim od nas zależy, czy go przyjmiemy i poczujemy ten cudowny smak chrześcijaństwa, jakim jest radość!
 
 



Pełna wersja katolik.pl