logo
Wtorek, 20 sierpnia 2019 r.
imieniny:

Bernarda, Sabiny, Samuela, Sobiesława – wyślij kartkę

Szukaj w


Facebook
 
Damian Sochacki OCD
Podobni do Jezusa
Głos Karmelu
fot. James Coleman | Unsplash (cc)


Z prowincjałem Krakowskiej Prowincji Karmelitów Bosych o. Tadeuszem Florkiem OCD rozmawia o. Damian Sochacki OCD

Jakie wyzwania stoją dziś przed życiem konsekrowanym w Polsce?
 
Życie konsekrowane to przede wszystkim znak i świadectwo, które ma wartość samo w sobie. Ważne, że w Polsce życie konsekrowane dla wielu jest znakiem i ma nim być. Chodzi o to, by ludzie patrząc na zakonników widzieli w nich świadków Jezusa, by spotykali się z przyjęciem, ze zrozumieniem, że doświadczą od nich tego, czego oczekują od Jezusa, tzn. „miłosnego i przyjmującego spojrzenia”.  Można spotkać też inne postawy, np. wyraźnego sprzeciwu i odrzucania osób konsekrowanych czy też podważania ich autorytetu. Trzeba przyznać, że widok zakonnika czy siostry zakonnej budzi różne emocje.
 
Myślę, że wyzwania kiedyś i dziś są podobne: „być ludźmi, którzy chcą być podobni do Jezusa”. Jest to niewiele, ale też może być bardzo wiele, gdyż prawdziwe człowieczeństwo, które objawił Jezus stawia wielkie wymagania. W Polsce te wymagania się zmieniają. Wchodzi coraz bardziej kultura laicka, kultura bez twarzy, bez wymagań moralnych, która chce wyprzeć kulturę chrześcijańską opartą na wartościach religijnych i prawdziwym człowieczeństwie. Wkradają się fałszywe modele i wzorce postępowania, które wielu ludzi wprowadzają w kryzys osobisty czy kryzys relacji. W tym klimacie my zakonnicy jesteśmy mobilizowani, by zadbać o nasze człowieczeństwo, podobne do Jezusowego, by myśleć o człowieku tak jak Bóg myśli, by zabiegać o głębokie relacje oraz kierowanie się zasadą prawdy w miłości. Przede wszystkim warto promować ewangeliczną nadzieję i głęboką troskę o życie.
 
Jakie priorytety wytycza ojciec dla Krakowskiej Prowincji Karmelitów Bosych?
 
To, co dla mnie ważne, to doświadczenie życia wspólnego, braterskiego i siostrzanego, które nie jest tylko ciężarem, lecz tym, co karmi. Takie też wyzwania i priorytety postawił sobie Jezus. Stworzył wspólnotę uczniów, w której oni sami, przyglądając się Jezusowi, starali się dawać z siebie to, co lepsze. Oni karmili się prawdziwym człowieczeństwem, które dawało im siłę. Oni doświadczali tego miłosnego i przyjmującego spojrzenia Jezusa w swojej kondycji ludzi słabych i grzesznych. Miłość Jezusa i do Jezusa była dla nich mobilizacją. Jezus stworzył dom i był dla swoich uczniów autorytetem i Ojcem. Dziś potrzebujemy ojców i matek duchowych, którzy będą tworzyli domy i  będą dbali o swoich synów, jak dbała o swoje córki św. Teresa od Jezusa, nasza Matka czy św. Jan od Krzyża.
 
My potrzebujemy słuchać jej słów, nie tylko po to, żeby ją poznać, ale żeby lepiej poznać siebie, nasze powołanie i naszą misję w Kościele i dzisiejszym świecie.  Tylko z naszego charyzmatu, możemy zaczerpnąć autentyczne kryteria, by wypełnić to, co nam zostało powierzone.
 
Teresa z Awili chce nam przypomnieć jedną zasadniczą rzecz: siłę relacji, siłę modlitwy, z której rodzi się prawdziwe człowieczeństwo. Uważam, że o tej najważniejszej sprawie się zapomina i bardziej myśli o modlitwie jako o kolejnym obowiązku, a nie o czymś, co ma podtrzymywać i karmić nasze człowieczeństwo. Siła modlitwy to żywa relacja z Bogiem, to silna wiara, która nadaje kierunek naszemu myśleniu, postawom i ostatecznie ukierunkowuje nasze działania.
 
Inna ważna kwestia według świętej Teresy to posłuszeństwo — szczególnie teraz, w dobie kryzysu autorytetu, przesadnej autonomii i wygodnego życia. Bardzo nas wszystkich kosztuje tak przełożonych, jak i podwładnych słuchanie wymagających słów Jezusa. Jezusowe wymagania wytrącają nam z rąk nasze pomysły na życie i to nam się nie podoba. Buntujemy się na to wszystko, co burzy nam nasz porządek i proponuje coś więcej.
 
A żeby być znakiem i świadkiem, to trzeba dbać o serce czyste, nie uwikłane, serce prawe, które stanowi o prawdziwym człowieczeństwie. To jest wyzwanie dla naszej prowincji: dbać o nasze człowieczeństwo, o wiarę i  działać wspólnie. 
 
Jaki Karmel zaproponowałby ojciec dla nowych pokoleń?
 
Taki Karmel, który znamy, Karmel chciany przez Boga. Przede wszystkim mamy być świadkami („Pamiętaj Izraelu...”) tego, czego dokonał Bóg w Kościele przez naszych Świętych, którzy w trudnych czasach dawali świadectwo o Bogu-Miłości. Mamy wyrażać wdzięczność, że uczynił nas częścią tej wielkiej historii i włączył nas w to dzieło: nas słabych i nieporadnych.  Nowe pokolenia winny spotkać się z autentycznymi świadkami Boga, który działa w słabym człowieku i tego człowieka przemienia.
 
Kryzysy, które przeżywamy, np. malejąca  liczba powołań, są tylko okazją do jeszcze większej autentyczności, do wyprowadzenia nas z letargu czy lenistwa. Pragniemy proponować Karmel, który odwołuje się do rozumu i do woli, który chce, byśmy byli pokornymi świadkami i sługami prawdy.
 
Jaki obraz człowieka powinien wybrać współczesny Karmel?
 
To antropologia przede wszystkim mówiąca o człowieku, który jest obrazem Boga (imago Dei) i chce się stawać do Niego podobnym. Św. Jan od Krzyża mówi o człowieku jako tym, który został stworzony do miłości i ma naturę dążąca do zjednoczenia. Człowiek niczego tak nie pragnie jak zjednoczenia z tym, co kocha.
 
Zadanie karmelity polega na tym, by pomóc człowiekowi odkrywać prawdziwą i najgłębszą potrzebę człowieka, a jest nią pragnienie zjednoczenia z samym Bogiem. Oczywiście po drodze człowiek słaby i grzeszy gubi się i idzie za tym, co go nie karmi, nie zaspakaja, i tu trzeba mu pomagać, by nie tracił swojej wolności, lecz by prawdziwie żył jako wolne stworzenie, które potrafi radować się życiem takim, jaki jest. A taka prawdziwa wolność i radość jest możliwa tylko w Bogu.
 
Rozmawiał o. Damian Sochacki OCD
Głos Karmelu 5/2014
 
 



Pełna wersja katolik.pl