Nasze wyobrażenie Bożego Narodzenia wygląda czasem jak wyretuszowane stare zdjęcie. W Betlejem Święta Rodzina przeżywa codzienność do szpiku kości realną i namacalną. Bóg stał się częścią zwyczajności, której tak często się wyrzekamy.
Do góry
Na początku były dwie kreski. Zaraz za nimi szklane oczy ze wzruszenia, radość, euforia, długo wyczekiwany śpiew pochwalny. A może wręcz przeciwnie, szok, niedowierzanie, lęk i zatrważająca niepewność, bunt lub całkowite załamanie, jak i tysiące innych, niegotowych scenariuszy. Bo czy rzeczywiście jesteśmy gotowi na dwie kreski, nawet gdy ich wyczekujemy?
Proza ciąży
Nowość, która nie pozwala pozostać w obojętności. Zaprasza do odpowiedzi, której nie sposób udzielić natychmiast, albowiem prędko przychodzą zgagi i pierwsze wymioty. Częste wizyty w toalecie oraz niespodziewana przebudowa skromnej manufaktury w potężną industrialną fabrykę hormonów, przy której każdy mężczyzna traci orientację w terenie. Wówczas jak tlenu potrzebuje on instrukcji obsługi, której nikt jeszcze nie napisał. Do tej pory cały trud polegał na zestrojeniu dwóch bliskich sobie egzystencji. Od tego momentu pojawia się żywot trzeci, który zaprasza do jeszcze bardziej wysublimowanej polifonii.
W kolejnych liczonych tygodniach dochodzi nie tylko ciężar przybywających kilogramów, lecz również świadomość nowych ról, zadań i wyłaniającej się tożsamości rodzicielskiej. Planowanie wyprawki i poszukiwanie najodpowiedniejszego imienia, a w tzw. międzyczasie oglądanie po raz setny ulubionej komedii i zagryzanie naprzemiennie ogórków kiszonych z czipsami i słonymi orzeszkami.
Po drodze pierwsze kopnięcia oraz zwariowane monologi nadawane do matczynego pępka. Nasłuchiwanie życiodajnych ruchów oraz snucie biograficznych marzeń. Pierwsze wizyty u lekarza oraz pierwsze odcinki kultowego serialu emitowanego na ultrasonografie. W końcu długo wyczekiwane zdjęcie USG, które trafi do albumu otwierającego nowy rozdział kronik rodzinnych. Zgadywanie płci i wybieranie koloru do dziecięcego pokoju.
Wraz z pierwszą ekscytacją przychodzą również pierwsze lęki i troski: o zdrowie, o bezpieczny poród, o odnalezienie się w nowej sytuacji, jak i wiele innych natrętnych myśli, które przesuwają się niczym niemy film braci Lumiere. Z czasem pojawia się ból kręgosłupa i nieporadność przy zakładaniu skarpetek, aż w końcu ból porodu, którego nikt nie zakontraktował, no chyba że pod dwoma kreskami pojawiła się niezauważalna gwiazdka, aneks do umowy, który informuje, że będzie cholernie bolało. Dalej nie jest wcale łatwiej. Nieprzespane noce, obrzmiałe i bolące piersi, wieczne zgagi, płacz, kolki, czkawki i ulewanie nadmiaru pokarmu na świeżą, dziesiątą już koszulkę.
Można tę opowieść tkać w nieskończoność z najróżniejszych perspektyw. Oto realizm życia, do którego brakuje mapy, przewodnika lub instrukcji obsługi. Bożonarodzeniowa proza życia, o której zapominamy, którą próbujemy wyretuszować, której na świątecznych kartkach nie uraczymy. Realizm życia, który tak często nie pasuje do chrześcijańskiej wybujałej wizji mistyki i tajemnicy wiary. Lecz właśnie w taki realizm wszedł Bóg. Stał się wręcz przyczyną tego wszystkiego, co było udziałem Maryi, która jak każda kobieta musiała w pełni przejść przez okres ciąży i trudnych początków macierzyństwa. Bóg stał się częścią ludzkiej układanki, która była samą codziennością. Codziennością do szpiku kości realną i namacalną w życiu Maryi i Józefa. Bóg stał się częścią zwyczajności, której tak często się wyrzekamy.
Pochwała zwyczajności
Im dłużej żyję, tym bardziej zachwycam się tajemnicą Wcielenia. Jednak nie z poziomu nadzwyczajnego cudu, który sprawił, że Bóg wielkodusznie zechciał się stać człowiekiem, lecz dlatego, że Bóg stał się Emmanuelem, Bogiem z nami, pośród nas, w naszej absolutnej zwyczajności. Tajemnica Bożego Narodzenia przypomina nam, że Bóg przyjął w całej pełni prozę naszego życia. Przyjął ją, zamieszkał w niej i naturalnie się w niej rozgościł. Nie na zasadzie chęci przemeblowania i jakiegoś wyrafinowanego, lecz w pełnej akceptacji, oraz ukazania, że wszystko, co jest udziałem naszego życia, jest wystarczające, dobre i potrzebne do tego, aby życie przeżyć w pełni. Pogoń zaś za nadzwyczajnością i cudownością jest sprzeczna z misterium Wcielenia, albowiem w wydarzeniu narodzin Jezusa Bóg nam jasno pokazał, że zwyczajność, codzienna prostota, szara rzeczywistość oraz to wszystko, co ludzkie, jest drogą do Niego oraz zasadą naszej egzystencji. Zatem nic nam nie brakuje, niczego poprawiać nie musimy, nic nie jest w naszym życiu przeszkodą, która miałaby nas oddzielić od Boga.
Uroczystość Bożego Narodzenia to pochwała zwyczajności i prozy życia. Jeśli wydaję ci się, że twoje żyje jest szare i niczym się nie wyróżnia, że brakuje mu tego czegoś, co sprawiłoby, że może sobie zasłużyć na miano mistycznego, to chciałbym cię zapewnić, że właśnie takie życie, prawdopodobnie do granic możliwości zwyczajne, szare i pospolite jest życiem w pełni duchowym, chrześcijańskim i wystarczającym z perspektywy Bożej rewolucji, jaką jest Wcielenie. Akceptacja własnego życia w całej jego prozie jest początkiem duchowej przygody, do której Bóg pragnie nas wciągnąć, jako że sam stał się częścią rzeczywistości, która nie pragnie żadnych upiększeń. Uroczystość Bożego Narodzenia przypomina nam, że Bóg zainicjował duchowość codzienności oraz że codzienność jest pełna duchowości. Tajemnica Wcielenia odkrywa przed nami prawdę, że Bóg rzeczywiście przyjął naszą ludzką egzystencję, nie wyrzekając się z niej absolutnie niczego. Bóg, stając się człowiekiem, ukazał nam, że jest niejako uniwersum całej otaczającej nas rzeczywistości, że najbardziej objawia się w tym, co codzienne, szare, monotonne, okraszone tą zwyczajnością, przed którą tak często uciekamy.
Jeżeli to sobie uświadomimy i konsekwentnie przyjmiemy jako fundament naszej duchowości, to zapewne przestaniemy pragnąć nadzwyczajnych rzeczy we własnym życiu. Nadzwyczajnych nie w sensie jakichś egzaltowanych darów, ponieważ te i tak nie należą do istoty chrześcijańskiej mistyki, ale tych wszystkich rzeczywistości, o których tak usilnie marzę, a jednak ich nie mam i być może nigdy nie będą moim udziałem.
Duchowość spod znaku Wcielenia
Wielu z nas ucieka od codzienności, ponieważ często jawi się nam ona jako szara, monotonna, nużąca, płaska, nudna i beznadziejna. Ego zaś nieustannie domaga się zajmować czymś wielkim, znaczącym, ciekawym i interesującym. Ego bowiem nie znosi zwyczajnej codzienności. Jednak uciekanie od niej jest ostatecznie uciekaniem od człowieczeństwa, od samego siebie, jak również od Boga, który przychodzi do nas przybrany w szaty naszej codzienności.
Zatem, duchowość spod znaku misterium Wcielenia to stan akceptacji dnia powszedniego oraz ukochanie realizmu życia, które prowadzą ku temu, aby nasza codzienność stała się inna – ale nie dlatego, że zaczniemy wykonywać inne czynności, lecz poprzez to, że zaczniemy je przeżywać zupełnie z nowej i innej perspektywy, niejako od wewnątrz, od podszewki otaczającej nas rzeczywistości. Nie chodzi jednak o tworzenie iluzji, że ciążowa zgaga, nieprzespane noce i niekończące się sterty dziecięcych śpioszków przeznaczonych do prania otwierają nas na boskość i są czystą przyjemnością. Nie! Nie chodzi o mydlenie oczu, że codzienność przestanie być szara i nagle stanie się kolorowa. Ona ma pozostać szara, jednak zarazem może być postrzegana jako piękna i wystarczająca, będąca obfitym ogrodem, w którym przechadza się Bóg – przyjaciel naszej codzienności.
Jestem przekonany, że duchowy wymiar naszej egzystencji nie zawiera się w czynnościach jako takich, lecz jest ukryty w samym człowieku, który podejmuje własne życie. Codzienność jest przepełniona łaską oraz obecnością samego Boga. Jednak nie chodzi o jakieś panteistyczne udawanie, że oto Bóg jest w bólach porodowych, w zużytych pieluchach czy trudnym okresie ząbkowania. Chodzi o takie spojrzenie na duchowość w codzienności, że uważnie przeżywane akty naszego życia niosą same w sobie życiodajną łaskę. Kiedy to się odkryje, zwyczajne życie oraz jego prozaiczne czynności zaczyna się przeżywać w innej, nowej jakości.
Sacrum zeszło się z profanum
Pytanie jednak, czy to nas przekonuje? Czy moja szara codzienność jest dla mnie przekonująca? I czy przekonuje mnie to, że właśnie w niej przechadza się Bóg, że w niej ukryty jest cały mistyczny potencjał przeznaczony dla mojej duchowej egzystencji? Przez wieki duchowość promowana była jako ta, która miała się realizować pomimo codzienności. Z tego powodu wielu ludzi przestało dostrzegać wspaniałość swojej codzienności. A przecież to właśnie moje życie, w tym wszystkim, co jest w nim dostępne w ramach człowieczeństwa, jest miejscem spotykania Boga, szansą na doświadczenie Bożego Ducha oraz Jego łaski. Misterium Wcielenia zaprasza mnie więc do ukochania własnej codzienności i przyjęcia jej taką, jaka ona jest. Uroczystość Bożego Narodzenia przypomina nam bowiem, że teologiczny podział na sacrum i profanum przestał obowiązywać. Świat przestał już być podzielony między tym, co święte, a tym, co świeckie. Wszystko bowiem może być w nim święte. Nie ma bowiem, na mocy Wcielenia Chrystusa, porządku świeckiego i świętego, życia codziennego i niedzielnego obrządku. Całe życie od tego momentu staje się otwarte na sacrum, to znaczy ukierunkowane na ożywiające i przebóstwiające działanie Boga w życiu codziennym.
Życie chrześcijanina pozostaje zatem w wielu wymiarach bardzo zwyczajne, zaś świętość jest największą i najbardziej naturalną normalnością, jaką można spotkać na ziemi. Być świętym to być normalnym, zwyczajnym, zanurzonym we własnym życiu. To przyjmować z prostą akceptacją całe doświadczenie swojego życia. Paul Evdokimov w jednym ze swych tekstów przytacza słowa pewnego świętego: „Widzisz, gdybyś umiał bawić się z Bogiem, byłoby to największe osiągnięcie ludzkości. Wszyscy traktują Boga tak bardzo poważnie, że czynią Go śmiertelnie nudnym. (…) Baw się z Bogiem, synu. Bóg jest najlepszym towarzyszem zabaw”. Tajemnica Wcielenia, którą celebrujemy podczas uroczystości Bożego Narodzenia, przypominam nam, że konsekwencją dwóch kresek jest zaproszenie do wielkiej zabawy z Bogiem, która zwie się: szare i codzienne życie.
Mateusz Filipowski OCD
Przewodnik Katolicki 51-52/2025