logo
Sobota, 04 lipca 2020 r.
imieniny:
Elżbiety, Teodora, Aureli, Malwiny, Zygfryda – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Piotr Kraśko
Opowieść o ludziach serdecznych
Wydawnictwo Rafael


Opowieść o ludziach serdecznych
 
z Piotrem Kraśko o 63 dniach spędzonych w Watykanie rozmawia Judyta Syrek
 
Książka „Kiedy świat się zatrzymał...” to przede wszystkim opowieść. Zaskakujące jest, że korespondent TVP1 nie przekazuje relacji, lecz snuje opowieść.
 
W ciągu 63 dni mojego pobytu w Watykanie wydarzyło się tyle ważnych rzeczy, spotkałem tylu wspaniałych, fascynujących ludzi, że nie miałem wątpliwości, że z tego układa się niezwykła opowieść. Ale można ją było spisać dopiero po powrocie do Polski. Tam w Rzymie wydarzenia następowały tak szybko po sobie, że nie mieliśmy czasu, by opowiedzieć więcej o tym co stało się 2 godziny temu, bo w czasie ostatnich 15 minut tyle już się zmieniło. 10 minut przed wejściem na antenę mogło zdarzyć się coś przełomowego i ważnego. Często było też tak, że dowiadywaliśmy się czegoś od osób z najbliższego otoczenia Papieża, ale nie mieliśmy zgody na ujawnienie źródeł informacji. Teraz ją dostaliśmy i możemy opowiedzieć o wiele więcej.
 
Która z przeprowadzonych tam rozmów była dla Pana najważniejsza?
 
Pewnie ta z abp. Stanisławem Dziwiszem, przeprowadzona następnego dnia po śmierci Jana Pawła II. Mówił mi wtedy o tym, jak przebiegały ostatnie godziny życia papieża. To była niesamowita opowieść. Kiedy stwierdzono śmierć, najbliższe osoby zgromadzone wokół niego odśpiewały Te Deum. Każdy z nas, kiedy traci kogoś najbliższego, wpada w rozpacz. Oni dziękowali Bogu za to, że dał im takiego przyjaciela, a światu takiego papieża. Dziękowali za to, że mogli być wokół niego, za jego piękne i długie życie. W czasie relacji telewizyjnej przytoczyłem tylko część tej rozmowy. Teraz mogłem przedstawić ją całą.
 
Spędził Pan 63 dni w Watykanie. Czy ostatniego dnia czuł się Pan innym człowiekiem niż pierwszego?
 
Tak, ale to jest właśnie jedyna rzecz, o której nie chciałem mówić w tej książce. Opowieść o mnie samym nie jest tu ważna. Bo pewnie każdy bardzo przeżywał te wydarzenia, bez względu na to czy był w Watykanie, czy w Polsce. Wielu zadawało sobie pytanie, co w nas zostanie z tych dni – w nas Polakach i w każdym z osobna.
Myślę, że dla mnie jako dziennikarza na pewno te 63 dni były najbardziej intensywne, choć relacjonowałem już w życiu różne ważne wydarzenia. Jednak to nie jest z niczym porównywalne.
 
Ale wielu przeżyło w tych dniach właśnie coś wyjątkowego. Pan z pewnością też.
 
Tak, ale nie ma najmniejszego sensu mówienie: „Teraz jestem lepszy. Uważniej przyglądam się ludziom, nabrałem pokory do życia”. Zazwyczaj w swojej sprawie jesteśmy najgorszymi sędziami, lepiej, żeby inni oceniali, czy zmieniamy się na lepsze.
 
A inni dziennikarze? Jak oni przeżywali tamte dni?
 
Bardzo różnie. W pierwszych dniach obserwowałem relacje dziennikarzy CNN. Widziałem, że mówili z dużym dystansem o Janie Pawle II, jako konserwatyście i ortodoksie. Ale kiedy zobaczyli 1,5 mln ludzi stojących po 17 godzin w kolejce do bazyliki zrozumieli, że chyba czegoś nie ogarniali w tej historii i zaczęli całkiem inaczej o wszystkim opowiadać. W dniu pogrzebu nie kryli już swoich emocji, byli wzruszeni. Ich komentarze były już zupełnie inne.
 
A jak działało miasteczko telewizyjne przez tyle dni?
 
Czegoś takiego w życiu nie widziałem, a byłem w rożnych miejscach: na wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, na pogrzebie Jasera Arafata w Ramallah, w czasie Pomarańczowej Rewolucji w Kijowie. Takiego zainteresowania mediów jednym wydarzeniem jeszcze nie widziałem. Miasteczko telewizyjne wyrosło najpierw pod kliniką Gemelli. Działało 24 godziny na dobę. Potem już Watykan był otoczony przez kamery z całego świata. Stanowisk do przekazów na żywo było kilkadziesiąt i kilka tysięcy dziennikarzy pracowało tam bez przerwy. Bez wątpienia było to dla mediów największe wydarzenie w historii telewizji. Nigdy, żadne wydarzenie nie było tak szeroko relacjonowane jak ostatnie dni Jana Pawła II oraz jego pogrzeb. W stacjach telewizyjnych jest takie pomieszczenie, które nazywa się newsroom, gdzie jest podgląd na relacje z największych agencji światowych i po raz pierwszy zdarzyło się tak, że na wszystkich monitorach był jeden i ten sam obraz – pogrzeb Jana Pawła II. Nawet 11 września, kiedy runęły wieże WTC nie na wszystkich ekranach był ten sam przekaz. A tym razem cały świat oglądał tylko to jedno.  Dla całego świata to było największe wydarzenie. Nawet Indie, kraj przecież niechrześcijański, ogłosiły 3 dniową żałobę. To dowodzi jak bardzo szanowano Jana Pawła II nawet tam, gdzie niemal w ogóle nie ma katolików.
 
Zastanawiano się często, kiedy naprawdę skończył się wiek XX. Jedni mówili, że wraz z datą w kalendarzu, inni, że 11 września, ale może stało się to wraz ze śmiercią Jana Pawła II. W jego biografii był niemal cały wiek XX. Była II wojna światowa, komunizm, rok 1989. Żadna spośród postaci XX wieku nie znała tylu przywódców świata, nikt nie brał bezpośrednio i nie inicjował tylu wydarzeń historycznych, co Jan Paweł II. To było prawie 27 lat, trzeci co do długości pontyfikat w historii Kościoła. Jan Paweł II to jedna z największych postaci w historii tamtego stulecia. I nic dziwnego, że tymi wydarzeniami przejęli się nawet mieszkańcy Indii czy osoby niewierzące.
 
Rok przed wyborem kardynała Josepha Ratzingera na papieża przeprowadził Pan z nim wywiad telewizyjny. Czy teraz po wyborze, już jako Benedykt XVI, jest innym człowiekiem?
 
Myślę, że na ludziach, którzy znali go z telewizji jeszcze jako Prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, robił wrażenie osoby powściągliwej w okazywaniu emocji i dość chłodnej. W kontakcie bezpośrednim był jednak bardzo bezpośredni, starał się słuchać tych, którzy do niego przychodzili, odpowiadał nawet na najbardziej wydawałoby się naiwne pytania. W niczym nie przypominał kogoś, kogo możnaby nazwać „pancernym kardynałem”, a przecież tak mówiono o nim już od dawna. To, że teraz jako papież jest postrzegany jako ciepły, dla mnie nie było może tak bardzo zaskakujące. Choć jest ciekawe jak bardzo stara się otworzyć. Dla niego to przecież zupełnie inna rola. Karol Wojtyła przyjechał do Rzymu z Krakowa, gdzie był duszpasterzem i kontakt z ludźmi był dla niego czymś bardzo naturalnym. Dla kardynała J. Ratzingera to teraz niemal nowe doświadczenie po ponad 20 latach pracy w Kurii Rzymskiej. Nagle wyszedł na balkon i zobaczył 50 tys. ludzi. To musiało być dla niego trudne i myślę, że wciąż jest. Jednak bardzo stara się odnaleźć w tej sytuacji i być takim ciepłym ojcem, bo przecież on już teraz musi zagarniać „owieczki” jak dobry pasterz, a nie surowo karcić jeśli nie przestrzegają doktryny Kościoła.
 
Czy jest w tej książce coś, na co chciałby Pan zwrócić uwagę czytelnika?
 
Dla mnie najważniejsi w tej książce są ludzie, zarówno ci bardzo znani, jak i nieznani w Kościele. To opowieść o znanym wszystkim abp Dziwiszu, ale też np. o siostrze Tarsycji z watykańskiej centrali telefonicznej – cudownej, wyjątkowej osobie, która bardzo pomogła dziennikarzom i świetnie była zorientowana w sprawach Watykanu, o ks. Konradzie Krajewskim, człowieku, który położył Ewangelię na trumnie Jana Pawła II i niósł krzyż przed Benedyktem XVI, gdy ten wyszedł po raz pierwszy na balkon Bazyliki św. Piotra. No i wreszcie także o kard. Josephie Ratzingerze.
 
Dziękuję za rozmowę.
 
rozmawiała Judyta Syrek
 
 
Porozmawiaj o tym artykule na forum:
http://www.dyskusje.katolik.pl/viewtopic.php?t=5919 
 
 
 



Pełna wersja katolik.pl