logo
Piątek, 15 listopada 2019 r.
imieniny:
Amielii, Idalii, Leopolda, Alberta – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Dariusz Piórkowski SJ
Nieświęci ludzie Biblii
Mateusz.pl
fot. Rod Long | Unsplash (cc)


Bóg liczy na nas, nie dlatego, że jesteśmy doskonali, ale dlatego, że dzięki Niemu żyjemy i jesteśmy zdolni do wielkich czynów.

 

„Panie, świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię. Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia! Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie. Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli”. (Mdr 11,22-12,2)

 

Nie wolno się zniechęcać

 

Czasami możemy czuć się przed Bogiem jak bezwartościowi grzesznicy. Sądzimy, że nic się w nas nie zmienia, że poza dobrymi chęciami nie przynosimy zbyt wielkich owoców. Z drugiej strony pragniemy czymś się w życiu odznaczyć, chcemy zrobić coś dobrego i wspaniałego, chociaż nie zawsze nam to wychodzi.

 

Najważniejsze jest jedno: nigdy nie wolno zniechęcić się tym, że między naszymi pragnieniami i ideałami a ich wcielaniem w życie wciąż jest spora odległość. Bo to Bóg jest w nas głównym sprawcą dobra. I wcale nie musimy być bez skazy, żeby On mógł się nami posłużyć. Bo to On, jak mówi pierwsze czytanie, miłuje wszystkich ludzi i całe stworzenie, bo w tym stworzeniu jest Jego tchnienie. Boga nie zniechęca nasze błąkanie się i ciągłe eksperymentowanie, nasze kombinacje, uniki, bezdroża. Spójrzmy na wielkie postaci z Biblii, z którymi Bóg działał, zawierał przymierze, wybierał ich do różnych misji.

 

Noe, z którym zawarł pierwsze przymierze, nadużywał alkoholu. Abraham był za stary i chciał sprzedać swoją żonę, żeby ochronić siebie. Izaak był nieokrzesanym marzycielem. Jakub kłamał. Lea była brzydka jak noc. Józef egipski był odrzucony i sprzedany przez braci jak towar. Mojżesz jąkał się i był porywczy. Gedeon był tchórzem, Samson miał długie włosy i był kobieciarzem, Tamar spała z własnym ojcem. Rachab była prostytutką. Jeremiasz był młody i niedoświadczony. Dawid miał romans i zabił męża kochanki. Eliasz miał myśli samobójcze. Izajasz głosił Słowo Boże nago. Jonasz uciekał od Boga i miał mu za złe, że jest miłosierny. Jan Chrzciciel jadł szarańczę. Marta martwiła się o wszystko. Samarytanka, z którą Jezus rozmawiał, była 5 razy rozwiedziona. Piotr wyparł się Chrystusa. Apostołowie spali smacznie w Ogrójcu. Paweł był chwilami nadgorliwy i wybuchowy. Zacheusz z dzisiejszej Ewangelii za niski i pogardzany przez innych.

 

Nad wszystkim masz litość

 

To są ludzie, przez których w historii zbawienia działał Bóg. Każdy z nich miał jakiś defekt. To nie byli świętoszkowie w aureolach. A jednak to o nich mówi Pismo Święte. To tacy ludzie spotykali Boga i działali w Jego imieniu. To takich ludzi powoli zmieniał Bóg.

 

W tym kontekście posłuchajmy jeszcze raz słów z pierwszego czytania: „Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili“.

 

Autor księgi Mądrości odpowiada sobie na pytanie, dlaczego Bóg oszczędził Egipcjan i nie zniszczył ich doszczętnie? Dlaczego toleruje niesprawiedliwych i złych? Bóg nie unicestwia i nie karze z zemsty, aby udowodnić człowiekowi, kto tu jest silniejszy. „Przez co kto grzeszy, przez to ponosi karę”. Nie ma w nas takiego czynu, dobrego czy złego, który by nie miał żadnych konsekwencji. Chociaż nie od razu są one widoczne. Dla nikogo z nas kara nie jest przyjemna. Ale ponad przyjemnością i dobrym samopoczuciem istnieje jest nasze dobro duchowe, które niekoniecznie łączy się z komfortem psychicznym.

 

Kogo Pan miłuje, tego karze

 

Pan, „karząc powoli, daje miejsce na nawrócenie, karze, aby upomnieć, strofować”. W tym sensie ma rację św. Paweł: „Kogo Pan miłuje, tego karze, i chłoszcze każdego, którego za syna przyjmuje”. To paradoks, ale nasze różne bolesne doświadczenia nie służą temu, żeby nas upokorzyć, chociaż tak to przeżywamy, ale podnieść, uwolnić. Z pewnością Bóg nie jest dystrybutorem kar, który nie ma co robić i bawi się z człowiekiem. Temu przyłożymy, tamtemu dołożymy. Niech ma.

 

Bardzo często kary, które cierpimy, są skutkiem naszych błędnych wyborów. Bóg zsyła karę na ludzi, bo w swoim postępowaniu – jak mówi księga Mądrości- podobni bywają do „nierozsądnych dzieci”. Mówisz im, że nóż jest ostry, a oni i tak muszą się pokaleczyć i spróbować, jak to smakuje. Bóg próbuje człowieka najpierw „ośmieszyć”, żeby się nad sobą zastanowili. Ale cały czas ma na względzie ich dobro. Czyni tak, bo jest potężny i miłuje to, co stworzył. Miłuje nas i próbuje jakoś dotrzeć do świadomości. Jeśli nie da się normalnie, to przez różne doświadczenia.

 

Co dla Zacheusza było taką karą? Pogarda ze strony innych za to, że ściągał z nich haracz, że inni lubili go tylko dlatego, żeby mu nie podpaść, żeby nie doniósł Rzymianom, że czuł się na tyle zmarginalizowany, że aż musiał wejść na drzewo, aby zobaczyć Jezusa. Tylko Jezus dostrzegł w nim człowieka, jego pragnienia. I to spotkanie przemieniło celnika.

 

Spotkanie z Chrystusem

 

W każdym z nas, obojętnie czy jesteśmy bardziej podobni do Zacheusza, czy do Dawida, Gedeona lub Marty, Bóg dostrzega to, czego my często nie widzimy. Przymyka oko na grzech nie oznacza: „Grzechu nie ma”. Ale przymyka oko, przebaczając wyznany grzech, bo widzi w nas duży potencjał, osłabiony błąkaniem się, złem, samowolą. Zacheusz nagle stał się zdolny do czegoś niesamowitego. Publicznie przyznał się do krzywd wyrządzonych innym i postanowił je wynagrodzić. Tak dzieje się z każdym, kto spotyka Chrystusa i nie zniechęca się obrazem samego siebie i tym, co inni o nim sądzą. Ale idzie za pragnieniami serca, nawet jeśli one walczą w nim z nikczemnością, duchową biedą i bezradnością.

 

Bóg miłośnik życia zaprasza nas, abyśmy mieli odwagę przyjąć, że Bóg się nami nie zniechęca, że ciągle liczy na nas.

 

Dariusz Piórkowski SJ
mateusz.pl

 
 



Pełna wersja katolik.pl