logo
Niedziela, 12 lipca 2020 r.
imieniny:
Brunona, Jana, Wery, Bonifacego – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Krzysztof Koehler
Nie jesteśmy sami (cz.1)
Fronda


Bardzo ciekawą sprawą jest tutaj kwestia Wschodu, który w tekście „Godzinek" (parafrazowanym przez Kochowskiego w pieśni o Studziannej) ma swoje biblijne uzasadnienie. Najprawdopodobniej Kochowski używa „Wschodu" w nieco innym sensie niż my dzisiaj i niż Romantycy. Wschód w okresie staropolskim implikował poniekąd intelektualno-polityczną strategię Polski na arenie międzynarodowej, i tylko tym sensie (sensie zagrożenia wschodniego grożącego Europie, które to ogólnoeuropejskie zagrożenie nadawało Polsce polityczno-militarną misję obrony Europy przed Wschodem) możemy mówić o przed-romantycznym mesjanizmie Polski.
 
Kiedy się owemu rzekomemu mesjanizmowi bliżej przyjrzymy, okaże się, wówczas, że był on po prostu summą polityczno-militarnej strategii międzynarodowej polityki polskiej, zręcznie wykorzystywaną już wówczas przez polskich polityków dla przeprowadzenia konkretnych interesów politycznch Rzeczpospolitej. Warto choćby wspomnieć o świetnie rozreklamowanej sprawie zwycięstwa Jana III Sobieskiego pod Wiedniem, czy też powołać się na wieloletnią politykę królów polskich odnośnie Watykanu, gdzie często dla osiągnięcia całkiem wymiernych korzyści powoływano się na europejską funkcję Rzeczpospolitej jako państwa-bufora, państwa-przedmurza chrześcijaństwa.
 
Ale, czy można kwestię polskiego pre-mesjanizmu potrakotwać tylko w kategoriach polityki, odrzucając metafizykę? Otóż nie, bo kłóciłoby się to z faktami, o których mówiłem wcześniej, l tak, jeśli politykę uznać (za najwyższymi autorytetami, a choćby i za Arystotelesem) za drogę dochodzenia do prawdy na poziomie narodów czy państw, to wtedy, w takim ujęciu, szlachecki trybun chwalący koncepcję Polski-przedmurza nie jest ani zadufanym w sobie megalomanem narodowym, ani też zręcznym pragmatykiem politycznym wykorzystującym koncepcję przedmurza do fiskalnych ustępstw ze strony władzy papieskiej. W takim bowiem ujęciu szlachecki trybun dąży do prawdy i jest jej wyrazicielem, bo swój wywód opiera najpierw na metafizyce, odczytując „zadanie" Polski. Mówi więc o faktach i nie musi tych faktów instrumentalnie wykorzystywać.
 
Jeżeli więc przemawia, nazywa z samej głębi doświadczenia. Wyraża owo doświadczenie najbardziej własne, indywidualne (był bowiem w tych różnych przez Kochowskiego przywoływanych miejscach) i zarazem najbardziej zbiorowe doświadczenie, zbiorowe na poziomie wspólnoty (bo wie, zna cel owej zbiorowej religijności, która wyraża - i musi wyrażać! - inne zadanie dla jednej wspólnoty a inne dla drugiej). Jego język wznosi się do języka Psalmów w „Psalmodii polskiej", nie popadając w niezgodę ani z literą Pisma, ani z poglądami filozofów kształtujących myśl europejską. Bo każdy naród jest wybrany, tylko każdy do czego innego!
 
5.
 
Czy więc tylko Wschód decyduje o "wybraństwie" Polski, Rzeczpospolitej? Trochę tak widzi Polskę i jej rolę na arenie europejskiego ducha Mickiewicz, kiedy z mozołem kreśli w Wykładach Paryskich swoisty plutarchowy żywot równoległy dwu narodów, cywilizacji i kultur: Polski i Rosji. Dla wiele wiedzącego wieszcza romantycznego takie przeciwstawienie fundowało linię napięć w obrębie rozwoju całej Słowiańszczyzny.
 
Oto znamienna konstatacja poety w tej materii: „Jak w Polsce wybór króla przez masę szlachty był uważany za skutek natchnienia Bożego, tak w Rosyi wierzono w pewien rodzaj przeznaczenia, konieczności fatalnej, kierującej umysły na tego kandydata, który miał być od wszystkich uznany"
 
Owa równoległość, by nie rzecz komparatystyczność sposobu widzenia powoduje „wschodnie" nakierowanie opcji poety. Polska staje się przeciwieństwem Rosji. Nie miejsce teraz mówić o tym dokładniej. Warto jednak dodać tyle, że niedostrzeganie rozwoju Rosji (i Prus) przez zbyt hipnotyczne wpartywanie się Starej Polski w zamierającą Turcję uznaje Mickiewicz za jeden z głównych błędów polskiej polityki (i jedną z przyczyn upadku Rzeczpospolitej).
 
Ale jednak nie tylko kwestia wschodnia decyduje o entelechii czyli istocie i zadaniu Polski. Pozostaje bowiem jeszcze kwestia katolicyzmu "bo w Polsce cios zadany religii katolickiej wywracał od razu Rzeczpospolitą..."
 
A zatem nie tylko Wschód. Także forma religii katolickiej. Tyle Polski, ile katolicyzmu. Gdy zamorduje się polski katolicyzm, zniknie i Polska. Tu nie ma nic więcej. Inną formę trudno sobie nawet wyobrazić.
 
6.
 
Dziady to obrządek pogański, który ociera się o znaną nam z lekcji Kościoła koncepcję Czyśćca. Dziady świętuje się (obchodzi się) w dzień Zaduszny. Mickiewicz czyni z nich obrządek moralny, w którym dusze cierpiące udzielają zebranym pouczeń i nauk, przy nie bardzo skutecznie działającej pomocy ze strony ludzi.
 
Dziady więc niejako zbliżają się do Czyśćca, chociaż omijają chrześcijaństwo, odbywając się na wiejskich cmentarzykach, z dala od kościołów i cerkwi. Ale podstawowa idea Dziadów: przekonanie o łączliwości różnych rzeczywistości, jest bardzo blisko koncepcji Czyśćca.
 
Niewiele osób widziało to miejsce. Jedną z tych, którzy zwiedzali za życia Czyściec, była siostra Faustyna od Modlitwy Ocalającej Dusze: "Ujrzałam Anioła Stróża - pisze - który mi kazał pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały się mnie. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę, l zapytałam się tych dusz, jakie jest ich największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednogłośnie, że największe dla nich cierpienie to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza". Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi rozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więienia cierpiącego."
 
Czyściec można przekroczyć, zniweczyć, skrócić modlitwą wspólnotową. Pogańskie "Dziady" Mickiewicza, choć wynikają z tego samego przekonania, dowodzą zarazem, że pomoc się nie udaje, magia jest bezsilna wobec mocy pokornej modlitwy. Dusze, które nawiedzają wspólnotę w "Dziadach" mogą jedynie przestrzec spoza granicy, ale nikt z ziemian nie może się do nich zbliżyć. Dziady najwyżej mogą zmniejszyć chwilowo ich cierpienia, ale nie mogą nic zmienić.
 
W to głębokie jądro, w to przeświadczenie wnika "Dziadów" część III, czyli opowieść o Polsce.
 
Krzysztof Koehler
 

Przypisy:
 
1) Dzienniczek Sługi Bożej S.M. Faustyny Kowalskiej, Kraków 1983
 
2) "Można stąd wnieść jaki mógł być wpływ protestantyzmu na Polskę. W Anglii dawał się on kojarzyć z formami feudalnemi - we Francyi, gdyby nawet katolicyzm zniszczono zupełnie, jeszczeby pozostały pod warstwą zwierzchnią społeczeństwa kryjące się zabytki municypalności rzymskiej - w Niemczech odwieczne porządki jak przetrwały dotąd, tak też mogły w braku inne spójni służyć za węzeł powszechny - ale w Polsce cios zadany religii katolickiej wywracał od razu Rzeczpospolitą, bo tu wszystkie zwyczaje wojenne i cywilne opierały się na mocnej wierze w zależność bezpośrednią świata ziemskiego od świata wyższego, w to objawienie się tego związku, które nazywamy cudami, (podkreślenie moje - K.K.) Z tej wiary wypływa cała moralna i polityczna siła organiczna Polski - do niej też trzeba było odwoływać się zawsze, ilekroć chodziło o wydobycie z narodu potęgi bądź czynnej, bądź odpornej." Lekcja IV, wtorek 4 stycznia 1842, A. Mickiewicz, Dzieła wszystkie, tom 6: Literatura słowiańska 2, wydał i objaśnił Tadeusz Pini, Nakład księgarni H. Altenberga we Lwowie, s. 40
 
3) Siostra Faustyna:
W początku Mszy św. widziałam Jezusa, tak jak zwykle, Który błogosławił nam i wszedł do tabernakulum. Wtem ujrzałam Matkę Bożą w szacie białej, w niebieskim płaszczu, z odkrytą głową, Która się zbliżyła od ołtarza do mnie i dotknęła mnie swymi dłońmi i okryła swym płaszczem i rzekła mi: - Ofiaruj te śluby za Polskę. Módl się za nią".
W pewnej chwili, ujrzałam stolicę Baranka Bożego i przed tronem trzech świętcyh: Stanisława Kostkę, Andrzeja Bobolę i Kazimierza królewicza, którzy się wstawiali za Polskę.
Wrzesień. - Pierwszy Piątek. Wieczorem ujrzałam Matkę Bożą z obnażoną piersią i zatkniętym mieczem, rzewnymi łzami płaczącą i zasłaniała nas przed straszną karą Bożą. Bóg chce nas dotknąć straszną karą, ale nie może, bo nas zasłania Matka Boża.
Lęk straszny przeszedł przez moją duszę, modlę się nieustanie za Polskę, która jest tak mało wdzięczna Matce Bożej. Gdyby nie Matka Boża, na mało by się przydały nasze zabiegi.
     
 
poprzednia  1 2 3 4
 



Pełna wersja katolik.pl