logo
Czwartek, 04 czerwca 2020 r.
imieniny:
Christy, Helgi, Karola, Franciszka – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Krzysztof Koehler
Nie jesteśmy sami (cz.1)
Fronda


3.
 
Przed Mickiewiczem (pisałem o tym we "Frondzie" 4/5) na historię spoglądano metafizycznie. Przykładem takiego metafizycznego „podglądania" dziejów wspólnotowych będą do czasów „Dziadów" utwory typu „Psalmodia polska" Wespazjana Kochowskiego. „Psalmodia" to po prostu polskie psalmy. A czymże są psalmy biblijne, hebrajskie? Poezją. Językiem artystycznie uporządkowanym, ale teleologicznie podporządkowanym nie estetyce, ale Prawdzie. Psalmy są modlitwą. Piękną modlitwą, bo wyszukanie konstruowaną, mową odświętną, ale ani odświętność, ani konstrukcja nie są ich celem. Celem jest nazwanie stosunku człowieka do Boga; do człowieka i jego wspólnoty narodowej, a zarazem określenia stosunku Boga do człowieka w jego poszczególności i w ramach jego uczestnictwa w dziejach narodu wybranego.
 
Światoodczucie psalmów, jak wiadomo, nie odróżnia języka prywatnego (mowy na swój użytek) od narodowego (mowy na użytek ogółu). Nie przeciwstawia dziejów indywidualnego życia dziejom narodu. A życie wspólnoty narodu wybranego ukazywane jest na dwu planach: wydarzeń historycznych i całkiem konkretnych, z owymi wydarzeniami związanych, Boskich wyroków. Bóg nie porzuca historii narodu wybranego. Bóg wierzy w swój naród i poprzez historię prowadzi go do celu. Jaki to cel?
 
Oczywiście jest on znany Transcendencji, ale usiłowała opisać go myśl ludzka. Odpowiedzi udziela Arystoteles, podsuwając mistyczne i racjonalne zarazem odczytanie celu: cel to istota, osiągnięcie swego przeznaczenia, formy, ostatecznego kształtu. Zatem, według tego sposobu rozumowania, naród wybrany w dziejach rozpoznaje swój postępujący cel, wiedziony światłem Boskiego kierownictwa.
 
Naród Izraela, według Psalmów, wybrany był nie tylko „dzięki" nadmiernej przezorności w „czytaniu" dziejów okiem podrażnionym żądzą mirakularności, doszukiwaniem się cudu czy też znaku w każdym, nawet niekoniecznie chlubnym wydarzeniu historii. Naród wybrany ma świadectwa: słowa Boga Żywego, Jego zapewnienia i dowody owych zapewnień.
 
4.
 
Problem w tym, że Polacy, też kiedyś uznali, że są narodem wybranym. Zapatrzeni we wzory Izraela? Zasłuchani we własne dzieje, które zaczęli czytać metafizycznie? Rozczytani w Arystotelesie i Św. Tomaszu z Akwinu, którzy uczyli o entelechii wszystkich bytów? Czy może Bóg do Polaków mówił i dawał Swe Słowo?
 
Z pewnością historia dawała znaki, o czym już zresztą mówiłem. Jednakowoż, odczytywanie historii, poszukiwanie w formach ustrojowych czy też wypadkach historycznych znaczeń „naddanych" i wszystkie tego typu rodzaje rozumowania są wtórne, w stosunku do założenia kompletnie pierwotnego: do metafizycznej optyki rzeczywistości, od góry upatrującej swego Założyciela i w Nim widzącej sens, nie na odwrót. Tak jak jest w Psalmie, który kiedyś podał pod moje oczy Przypadek, gdy przez kraty broniące dostępu do wnętrza kaplicy na Groniu Jana Pawła II w Beskidzie, przeczytałem:
 
"Wznoszę swoje oczy ku górom:
Skądże nadejdzie mi pomoc?
Pomoc mi przyjdzie od Pana,
Co stworzył niebo i ziemię..."
PSALM 121 (120) „Bóg czuwa nad nami"
 
Tak, na tych podstawach, rodził się mesjanizm, ten pierwszy, staropolski, który jednak nie powinien być określany mesjanizmem, bo bardzo się od niego różni, przynajmniej od tego, który znamy z czasów Romantyzmu czy nieco wcześniejszego: mesjanizmu odkupiającego, dolorystycznego. Szlachta chodziła po ziemi, a swoje metafizyczne wzloty ograniczała do życia państwowego (elekcja króla) i do życia swojej parafii. Sądzę więc, że bardzo daleka była od mesjanizmu, tak jak my go dziś rozumiemy. Trudno też w takim świetle postawę szlachty określić tylko i wyłącznie mianem narodowej megalomanii.
 
Chodzi mi o to, że przekonanie, iż Polską opiekuje się Pan Bóg, a Matka Boska jest Polską Królową[3], były nie tyle płaszczykiem dla beznadziei i marazmu intelektualnego oraz politycznego (nie mówiąc już o duchowym), co - to wydaje się mi znacznie ważniejsze - były konkretnym zadaniem do wykonania, pracą i wysiłkiem, pewnym - nie przetrzeganym niestety zbyt gorliwie - wzorem normatywnym, streszczającym się w haśle: żyj lepiej.
 
Zatem więc, Rzeczpospolita to kraj nieustannego wysiłku Kościoła krzątającego się wokół pomocy Matki i Syna. „Wokół" znaczy tu instytucjonalne przyzywanie Matczynego Królowania nad Koroną i Wielkim Księstwem. Przede wszystkim więc stały kult obrazów świętych, figurek, miejsc objawień, cudów, płaczących obrazów itp.
 
 
 
 



Pełna wersja katolik.pl