logo
Niedziela, 05 kwietnia 2020 r.
imieniny:
Ireny, Katarzyny, Kleofasa, Wincentego – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Krzysztof Koehler
Nie jesteśmy sami - cz.2
Fronda


 
 
7.
 
 „Dziady" cz. III dzieją się wszędzie. We wszystkich wymiarach rzeczywistości: wizje, prorockie natchnienia, żarty salonowe, tańce, podchmielope piosenki więźniów: są tam namolne umizgi starzejących się skurwieli i martyrologia Polaków. Wszystko w jednym języku, w jednym tekście.
 
Sytuacja ta skłania do pytania o to, jaką mocą, na jakiej zasadzie może być uprawomocniona taka wielowymiarowość świata „Dziadów", powtórzę: od widzeń, i proroctw, Aniołów Stróży (narodów i pojedynczych ludzi, chórów Anielskich i psychomachii przedstawionej zresztą w świetle grubej sarmackiej metafizyki) po nowinkarstwo polityczne, salon warszawski i dialogi sprzedawczyków z katem. Pytanie brzmi: jak to się dzieje, jak skleja, jak łączy w organiczną całość? Pytanie to ma dalsze konsekwencje i zadaję je w tym celu, aby nieśmiało zbliżyć się do pytania o to, z jakiego języka wyrastają proroctwa polskie, objawienia, te z Lichenia, ale i te, które usłyszała siostra Faustyna, te, które dotyczą Polski, jej dziejów i roli, jaką ma do odegrania jako wspólnota jednego języka, jednego krajobrazu?
 
Pozorna i prosta jest odpowiedź płynąca z romantycznego dramatu: Dziady wynikają z języka polskiego, który nie cofał się przed pełnią i sławił życie we wszystkich jego przejawach. Jest to więc język, który otwiera się na głos Psalmów i głos "Psalmodii polskiej", jednakowoż znacznie się od nich różniąc.
 
Wszystko można powiedzieć o Mickiewiczu, ale nie to, że był symbolistą, sztukatorem, dodawaczem. Zatem to nie symboliczne myślenie kazało mu powrzucacie wszystkie nadnaturalne rekwizyty do „Dziadów". Mickiewicz nie używa „wielkiej pojemności" także i w tym celu, by nie wierząc w nią, sprzedać jakieś konkretne idee. Przekonuje mnie o tym artystyczna moc jego języka. Rekwizytor nie napisałby takich fragmentów jak opowieść Jana Sobolewskiego. Sądzę też, że sztukator przejechałby się na Wielkim Wymiarze: Anioły pełniłyby u niego rolę rekwizytów, kukieł wypychanych zza kulis dla spotęgowania nastroju. W „Dziadach" natomiast pełnią rolę aktorów, pierwszoplanowych Mocy, których racje ścierają się na scenie, l właśnie opowieść, taka jak historia relacjonowana przez Jana Sobolewskiego, tylko obecności Aniołów zawdzięcza swą moc.
 
Polega ona na tym, że potwierdza ową opowieść historia, nasze dzieje wspólne. Reakcja rodaków na słowa Sobolewskiego jest wciąż taka sama mimo upływu stulecia. Prawie wszyscy bowiem spośród nas mogliby podstawić w miejsce cierpiących bohaterów tej opowieści jakichś swoich bliskich, l to od 1830 roku, przez wszystkie wydarzenia historii aż po Katyń, ubeckie mordy na patriotach, aż po stan wojenny.
 
Ale nie tylko Sobolewski i jego historia otwierają dzieje Polski. Podobnie jest ze sprawą Rollisona - i to zarówno jeżeli chodzi o cierpienie Matki, jak i postępowanie Senatora Nowosilcowa oraz jego bandy zdrajców. Sprawdzianem słowa Mickiewicza jest tu powtarzalność, nawrót, psychologiczne ale i historyczne prawdopodobieństwo, czy też mówiąc wprost: prawda.
 
O uzasadnieniu (i usensownieniu) owej powtarzalności w „Dziadach" decyduje tkanka metafizyczna, niejako podwieszenie akcji dramatu do Sfery Niewidzialnej, która wyraża się albo osobiście, albo w snach, albo też poprzez działanie postaci. Szaleństwo Konrada nie pogrąża go do końca, bo tu dopuszczam się skrótu - nie pozwoliły na to: modlitwa (przyznaje to Anioł) i Matka Boska, ta, którą siostra Faustyna widziała w Czyśćcu, „Gwiazda Morska" (za którą wcześniej ujął się Konrad, broniąc jej imienia przed profanacją). Matki Bożej nie ma w „Dziadach", ale obecność jej zdradza widzenie Ewy. Ewa, podczas modlitwy za Konrada (tej modlitwy, która go ocala!), widzi mistyczną Różę:
 
"Jeszcze pójdę, przed Matką Najświętszą uklęknę,
Pomodlę się za niego; kto wie, czy w tej chwili
Ma rodziców, żeby się za nim pomodlili."

Są to stówa Ewy przed jej mistycznym snem.
 
Nieświadomy Konrad, opętany Konrad ocala młodego Rollisona; ks. Piotr, Ewa, a przez nich Maryja ocalają Konrada. Litość i wzajemna pomoc rządzi światem, widzialna w dramacie pod postaciami Aniołów Stróży, którzy zmagają się z siłami ciemności. Nikt nie jest sam. Są ludzie przy nim, a nad nimi duchy niebieskie lub duchy potępienia. Wszyscy są ze sobą związani siecią bezpośredniej zależności. Wspólnota żywych i umarłych, wzajemność niekończącej się nigdy pomocy, czyli Dziady, sięgają wszędzie: przez grób w historię. Byłoby to więc podobne widzenie świata jak w „Psalmodii polskiej": metafizyka połączona z historią przy czym na pierwszym miejscu byłaby tu metafizyka. Samotność i indywidualność spleciona z życiem narodu, wspólnoty.
 
Ważne też, by pamiętać, że siły światła i ciemności ścierają się zarówno na planie historii (rosyjscy władcy i polscy renegaci contra „nawóz historii" - szlachetna młodzież), jak i w sferze prywatności największej (anioły i diabły nad Konradem). Nie ma ucieczki od metafizyki w żadną rzeczywistość, nie ma możliwości, by uwolnić się od ciśnienia jednej sfery bytu i ją zmienić. Wszędzie trwa to samo prawo. Wszędzie istnieją takie same reguły. Rzeczywistością rządzi jedność, przed którą nigdzie się nie można schronić. Najgłębszy zakątek duszy (Improwizacja) i najzawilsze kluczenie polityczne (Doktor i jego „złe" rady) osądzane są tym samym sądem, tą samą skalą ocen. Wszędzie jest to samo światło i ta sama ciemność. Rzeczywistość zespolona jest, zharmonizowana jedną metafizyką oraz jedną skalą wartości i ocen: dobra i zła.
 

 
 
1 2 3 4 5  następna
 



Pełna wersja katolik.pl