logo
Środa, 23 października 2019 r.
imieniny:
Edwarda, Marleny, Seweryna, Jana Kapistrana – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Krzysztof Osuch SJ
Naglące ostrzeżenie
Mateusz.pl
fot. Fleur | Unsplash (cc)


„Naglące ostrzeżenie” – taki tytuł rozważania wydaje mi się w pełni uprawniony, zważywszy na treść czytań z 26. Niedzieli zwykłej w roku C. Autorem ostrzeżenia jest sam Bóg! Bóg czuje się odpowiedzialny za każde pokolenie i każdego człowieka. Stwórca miłuje nas ludzi nieskończoną miłością. On także widzi nieskończenie więcej niż my, dlatego … ostrzega. Czy można pozostać obojętnym i zlekceważyć takie ostrzeżenie?

 

Biada beztroskim na Syjonie i dufnym na górze Samarii. Leżą na łożach z kości słoniowej i wylegują się na dywanach; jedzą oni jagnięta z trzody i cielęta ze środka obory. Fałszywie śpiewają przy dźwiękach harfy i jak Dawid obmyślają sobie instrumenty do grania. Piją czaszami wino i najlepszym olejkiem się namaszczają, a nic się nie martwią upadkiem domu Józefa. Dlatego teraz ich poprowadzę na czele wygnańców, i zniknie krzykliwe grono hulaków (Am 6,1a.4-7).

 

Kogo Bóg ostrzega?


Ustalmy najpierw, kogo Bóg ostrzega. Zapewne my wszyscy mamy powody, by wyostrzyć słuch na odbiór Bożych ostrzeżeń, jednak prorok Amos zwraca się w szczególny sposób do ludzi „beztroskich” i „dufnych”. To ludzie bogaci – opływający w pieniądze i dobra materialne – bardzo łatwo popadają w stan beztroski i zadufania czy wręcz (ogłupiającej) pychy. Tak działa bogactwo: wydobywa ono na powierzchnię i ujawnia to, co siedzi w każdym człowieku. A jest to radykalny egocentryzm, w imię którego człowiek bezczelnie oddala swego Stwórcę na dalszy plan, lekceważy Go, a nawet zwalcza i wręcz (to już pewna skrajność właściwa agresywnemu ateizmowi) neguje Go!

 

Bogactwo, zwłaszcza wielkie, ma to do siebie, że już i tak bardzo zawężony horyzont egocentrycznego grzesznika ulega dalszemu zacieśnieniu. Bogactwa – zwłaszcza gdy uruchamiają żywioł żądz – utwierdzają w fatalnym przekonaniu, że ich posiadacz może ze sobą robić cokolwiek mu się podoba; podobnie – z innymi, a także z podstawowymi zasadami moralności (z Dekalogiem). Te ostatnie może pomijać, kwestionować, lekceważyć, a w ich miejsce stanowić własne, dopasowane do swojej wygody, przyjemności i interesów.

 

Bogatym a bezbożnym tak łatwo przychodzi o sobie mniemać, że oto żyją intensywnie oraz że są szczęściarzami. Tymczasem Bóg pokazuje im dzisiaj przez Amosa, że jest dokładnie na odwrót. Wystarczy nazwać po imieniu – jak czyni to Amos – (dość skromną) skalę ich zainteresowań. Ich myśli, które mogłyby dosięgać Boga i wysokich „rewirów” życia duchowego, są zaprzęgnięte do paru pożądań i odpowiadających im zaspokojeń. Treść ich życia, jak arcytrafnie i boleśnie spostrzega Prorok, to „leżenie” na wyszukanych łożach, próżniacze „wylegiwanie się na dywanach”, no i do tego zajadanie najlepszych kąsków oraz popijanie wina z wyszukanych naczyń. Do tego dochodzi jeszcze parę innych (nie najwyższych lotów) wartości, a mianowicie troska o swój wygląd i przyjemne doznania. Piękna muzyka – najlepiej polifoniczna, „wygenerowana” za sprawą wymyślanych coraz to nowych instrumentów – to już szczyt wartości, które potrafią oni sobie wyobrazić i po nie sięgnąć.

 

Wiem, i ci tam wtedy, i my dzisiaj, moglibyśmy się oburzyć, a przynajmniej lekko żachnąć, zadając retoryczne pytanie: «Czego właściwie Bóg chce od „ostrzeganych” bogaczy?» No bo czyż każda z wymienionych rzeczy nie jest dobra i nie od Stwórcy pochodzi?

 

– To prawda, a jednak Bóg czyni im poważny wyrzut i zarzut! Jest bowiem w postawie i postępowaniu bogaczy „coś”, co czyni ich życie z gruntu fałszywym i wysoce nagannym. A co?

 

Nie chciałbym wykładać „kawy na ławę”, dlatego zachęcam do osobistej refleksji i nazwania własnymi słowami, co w postawie beztroskich i dufnych konsumentów jest zasadniczo błędne i absolutnie nie do przyjęcia, gdy patrzeć na człowieka z perspektywy Stwórcy.

 

A pozytywnie rzecz ujmując: co musiałoby się wydarzyć i zmienić w mentalności „krzykliwego grona hulaków”, by ich myśli i serca wstąpiły na całkiem nową orbitę? I dzięki temu wisząca nad nimi groźba mogłaby zostać cofnięta.

Jak zawsze przy osobistym i religijnym słuchaniu słowa Bożego, tak i tym razem zechciejmy wyciągnąć „jakiś pożytek”? Może to być trudne, bo … tak łatwo – i nie bez pewnej racji – stwierdzić: «gdzież mi tam do takich bogactw? Gdzie nam (prawie) wszystkim do tak wystawnego i beztroskiego stylu życia?». To prawda. Jest jednak prawdą i to, że właściwa naszej ludzkiej naturze potrójna pożądliwość potrafi znakomicie rozkwitać także na skromniejszej bazie (pieniędzy, rzeczy danych do używania) i niekoniecznie z aż takim zapamiętaniem i zatratą ducha, jak ci z proroctwa Amosa. – Choć nasze bogactwa i używanie bywa w skromniejszym wydaniu, to i tak, jak sądzę, wszyscy przy uważniejszym wglądzie w swoje serce stwierdzamy ze smutkiem, że (znów) się zapędziliśmy. Że mniej lub bardziej daliśmy się porwać którejś pożądliwości czy namiętności… Że nasze myśli stają się pochodną chciwości, zazdrości… Że dostajemy niepotrzebnej zadyszki, zapracowując się na śmierć, bo (niby to koniecznie) trzeba mieć różne rzeczy; bo inni (dawno już) je mają itd.

 

Czyż nie często – jeśli tylko byliśmy dość uważni – znajdowaliśmy w życiu powody do skruchy, zawstydzenia i prośby o Chrystusowe przebaczenie? Kolejny powrót i (jeszcze mocniejsze) przylgnięcie do Najwyższego Dobra – do Tego, Który jako pierwszy i najcudniej nas umiłował – są nam w życiu najbardziej potrzebny.

 

Upadek naszego Domu


Chcę powiedzieć jeszcze jedno. Uważny słuchacz pewno już spostrzegł, jaki jest główny zarzut Pana wobec beztroskich bogaczy: „a nic się nie martwią upadkiem domu Józefa”!

 

– Pójdę na skróty. Upływa w Polsce parę dekad – a w Zachodniej Europie upłynęło ich jeszcze więcej – kiedy to specjaliści od „przyszłości” (oczywiście, zawsze lepszej i świetlanej, a jakże) obiecywali nam nieustanny postęp, poprawę sytuacji, dobrobyt, nowoczesność itp. itd. Wielu z nas (długo, nazbyt długo) w to wierzyło. Niektórzy jeszcze wierzą i jeszcze pokładają nadzieję w obietnicach (już coraz cichszych i skromniejszych, ale jednak). Trzeba też uczciwie uznać, że niektórzy od dawna, a inni dopiero od niedawna i to z pewnym ociąganiem odkrywają, że „upada dom Józefa”. Upada Europa, upada Polska. Brzmi to może nazbyt prowokacyjnie i może dla niektórych niewiarygodnie, „pesymistycznie” (a przecież wypada zawsze być optymistą i myśleć „pozytywnie”). Dobrze. To proszę pomyśleć o jednym „wskaźniku”: o dzietności! A dokładniej o powolnym (i zarazem ostatnio raczej przyśpieszonym) wymieraniu narodów Europy. Niestety, Polska wiedzie w tym względzie niechlubny prym.

Chciałoby się zadać pytanie (zawierając w nim pewne szczere życzenie): Kto dzisiaj (w 26 Niedzielę zwykłą) powinien usłyszeć słowa Boga, który pożyczył sobie ust od Amosa, by mówić i ostrzegać?! By napominać i żądać opamiętania, spoważnienia.

 

– Czy usłyszą te słowa różnego szczebla decydenci? Czy wszyscy z całą ostrością dojrzymy straszny „kanał”, w jaki usiłują wepchnąć chrześcijańskie narody – ludzie przewrotni, a jednocześnie możni mocą bogactw, banków, kont, skrywanych zamierzeń i poczynań, a także stanowionych praw, które uderzają w coraz liczniejszych Łazarzy, leżących u wrót wielkich tego świata? Czy na pewno „wielkich”? Na pewno biednych, bardzo biednych – duchem. A do tego jeszcze ta okropna perspektywa (oby jedynie, jeśli już, w doczesnym wymiarze): „nic się nie martwią upadkiem domu Józefa. Dlatego teraz ich poprowadzę na czele wygnańców, i zniknie krzykliwe grono hulaków”.

 

Dzisiaj tak chętnie nagłaśnia się byle co… Na okrągło, na tylu kanałach. A trzeba by codziennie oddawać głos Temu, który ostrzega – uczciwie, rzetelnie, z troski o nas, z miłości i z miłością! Trzeba by oddawać głos także Tej, która ostrzega: Maryi. Matce Kościoła i wszystkich narodów. W ostatnich wiekach i dekadach nasza Matka czyni to w tylu miejscach, z taką intensywnością i naleganiem.

 

– Ale cóż, są tacy, którzy sądzą, że ich głównym zadaniem (i niemal posłannictwem oraz kwalifikowaną usługą) jest zręcznie „zarządzać” masami, kryzysami, nastrojami, zapatrywaniami, opiniami. Ot „polityka” (bo przecież nie polityka po prostu, rozumiana jako roztropna troska o dobro naprawdę wspólne i powszechne); polityka w makiawelistycznym wydaniu, której koniecznym elementem jest dostarczanie w odpowiedniej proporcji chleba i igrzysk (różnych – telewizyjnych, a także na stadionach, budowanych na kredyt i póki co raczej nierentownych).

 

„Święta Reszta”


My wszyscy – w takim czy innym sensie bogaci – musimy bardzo uważać, by nie iść drogą owych „beztroskich i dufnych” (nazwanych też „gronem krzykliwych hulaków”).

 

A w ogóle, to wielka szkoda, że patrzenie z perspektywy Boga na ludzkie sprawy jest dla wielu takie odległe. Dla wielu? – Bóg to wie. A poza tym, niezależnie od wszystkiego, warto się mocno starać o to, by przynależeć do biblijnej „Świętej Reszty”. Bóg ceni ją bardzo i posługuje się nią w realizacji swoich zbawczych planów – zawsze przyjaznych wobec wszystkich.

 

Stajemy się tą „Resztą”, o ile uważnie i z wielkim szacunkiem słuchamy, co mówi do nas Bóg. I, oczywiście, o ile słowa Pana traktujemy serio, poważnie. A to znaczy, że od słów, przemyśleń i postanowień trzeba nam przechodzić do czynów.

 

To wszystko, co dotąd powiedziałem, można pogłębić i w pewnym sensie skonkretyzować, wsłuchując się w te słowa Jezusa:

 

„Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu. Lecz Abraham odrzekł: Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać. Tamten rzekł: Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki. Lecz Abraham odparł: Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają. Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą. Odpowiedział mu: Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą” (Łk 16,19-31).

 

Krzysztof Osuch SJ
mateusz.pl

 
 



Pełna wersja katolik.pl