logo
Piątek, 15 listopada 2019 r.
imieniny:
Amielii, Idalii, Leopolda, Alberta – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Przemysław Radzyński
Miłość - jedyny i najważniejszy motywator
Profeto
fot. Kelly Sikkema | Unsplash (cc)


„Miłość pozwala dzielić radość, ale też pozbierać się po porażkach i wybaczać błędy. Ponieważ nigdy nie ustaje, jest spoiwem, które ogarnia ten żywioł” – o tym, co jest najważniejsze w jego rodzinie mówi Joszko Broda, muzyk multiinstrumentalista, producent muzyczny i kompozytor, mąż Debory i ojciec Jana (19), Macieja (17), Tomasza (15), Mikołaja (13), Jeremiego (11), Iwa (10), Marii (9), Rocha (7), Józefa (5), Piotra (2) oraz Antoniny, w rozmowie z Przemysławem Radzyńskim

 

Jak w Państwa rodzinie przekazywana jest informacja o pojawieniu się nowego członka rodziny? Najpierw żona przekazuje tę informację Panu, później siadacie wspólnie przy stole i oznajmiacie to dzieciom? Może odczekujecie z tą informacją?


Różnie. Czasem to ja wiem pierwszy, bo to widać po oczach. Dzieciom przekazujemy tę informację spontanicznie. Nie organizujemy konferencji prasowej (śmiech).

 

Może są jakieś rodzinne rytuały, które podkreślają wyjątkowość tego momentu w Pana rodzinie (np. gdy dowiaduje się Pan o ciąży, to zawsze kupuje żonie te same kwiaty albo cała rodzina wychodzi na lody)?


Jesteśmy spontaniczni. Tak jak nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki, tak nie da się dwa razy powtórzyć identycznej akcji w naszej rodzinie. Ale na pewno wyrażamy swoją radość.

 

W jaki sposób przyjmowane są kolejne dzieci w Państwa domu? To jest zawsze radość czy może niepewność, albo wręcz lęk, obawa?


Wszyscy się cieszymy. Pewnie dlatego, że nasze dzieci są przez nas oczekiwane. Oczywiście towarzyszy nam też troska o to nowe życie. Chcemy przecież, żeby wszystko było dobrze.

 

Co czuje mężczyzna, gdy dowiaduje się, że po raz jedenasty zostanie ojcem?


Po pierwsze ogromny szacunek dla żony. Po drugie przypływ energii potrzebny do podjęcia tej odpowiedzialności.

 

Jak wyglądają relacje między Państwem jako małżonkami? W dużej rodzinie pewnie jest niewiele czasu na chwile tylko we dwoje, a z drugiej strony na pewno potrzeba dużo wzajemnego wsparcia i miłości.


Jesteśmy razem. Fizycznie i psychicznie. Razem pracujemy, razem odpoczywamy, razem wychowujemy dzieci. Jak musimy się rozstać na jakiś czas z powodu wyjazdów, to od razu zaczynamy na siebie czekać. Nie lubimy być osobno.

 

Do wielodzietności potrzeba jakichś specjalnych predyspozycji, wyjątkowej dojrzałości czy odwagi? Czy każdy może być rodzicem dużej rodziny?


Trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo tu chodzi o być albo nie być konkretnych ludzi. Tym się nie handluje.

 

Myślą Państwo o tym, co by było, gdyby któremuś z Państwa – Panu albo żonie – coś się stało (wypadek, choroba, śmierć) i tylko na jednym spoczęła odpowiedzialność za całą rodzinę?

 

Nie myślimy. Każdy dzień ma dość swojej biedy. Wiadomo, że wszystko może się zdarzyć.

 

Dlaczego w tak licznej rodzinie, gdzie obowiązków zdaje się być proporcjonalnie więcej niż przy dwójce czy trójce dzieci, Państwo zdecydowali się na edukację domową – czyli de facto kolejne obciążenie siebie jako rodziców? Najstarsi Państwa synowie są już dorośli – mogą Państwo powiedzieć o atutach edukacji domowej?

 

Edukacja domowa ma swoje zobowiązania i edukacja systemowa ma swoje. Ogólnie bilans jest podobny. Nam nie chodzi o pozbycie się obciążeń, tylko o wybór najlepszego rozwiązania dla naszych dzieci. Największe zalety homeschoolingu to możliwość budowania rodzinnych relacji i możliwość rozwijania własnych pomysłów. To jest temat rzeka. Moja żona dużo pisze o tym na naszym rodzinnym Instagramie: @rodzinabrodow.

 

Kiedy rozmawiałem z Panem 6 lat temu, to mówił Pan m.in. o tym, że wyrzucił z domu telewizor, bo nie jest do niczego potrzebny, ale ma za to dużą bibliotekę, z której korzysta cała rodzina. Przypuszczam, że od tamtego czasu biblioteka się powiększyła. A telewizora nadal nie ma?


Nie ma telewizora, ale to już powoli zaczyna być standard, przynajmniej wśród naszych znajomych. Mamy Internet, ale mimo to biblioteka nadal się powiększa.

 

Państwo są rodziną muzyczną. Wspólne granie i śpiewanie, pisanie tekstów, nagrywanie teledysków, koncertowanie to też sposób na edukację i wychowanie? Budowanie więzi rodzinnych?


Tak. Na szczęście udało nam się wypracować model, w którym możemy połączyć pracę i edukację z budowaniem rodziny. Niedawno nagraliśmy jako zespół Rodzina Brodów dwie piosenki: „Wielkie odliczanie” i „Nareszcie”. Są to utwory stworzone z okazji przyjścia na świat naszej Tosi. Teraz zabieramy się za nagranie całej płyty. Z tej okazji założyliśmy zrzutkę na stronie www.plytabrodow.pl, gdzie można wesprzeć ten projekt i załapać się na nagrody – przede wszystkim na nową płytę, ale też trochę gadżetów i kawał naszej dyskografii. Mamy nadzieję, że uda się poszerzyć przestrzeń dla treści family friendly.

 

Duża rodzina to z pewnością wyzwanie pod wieloma względami – finansowym, organizacyjnym, emocjonalnym, wychowawczym itd. Co jest najważniejsze w Państwa domu, co pomaga zorganizować codzienne życie w tak licznej rodzinie?

 

Miłość. To jest jedyny i najważniejszy motywator. Miłość pozwala dzielić radość, ale też pozbierać się po porażkach i wybaczać błędy. Ponieważ nigdy nie ustaje, jest spoiwem, które ogarnia ten żywioł.

 

Jakie miejsce w Państwa domu zajmuje Pan Bóg i wiara?

 

Bóg jest miłością, więc w tym kontekście trzeba odczytać poprzednią odpowiedź.

 

Każde dziecko jest inne, ale czy mają Państwo jakieś uniwersalne metody wychowania religijnego, które mogłyby sprawdzić się też w innych domach?

 

Dużo rozmów. Dzieci mają pytania i chcą poznać odpowiedzi. Szukają uzasadnienia. „Bo tak i już” działa na krótką metę.

 

Fakt, że jest Pan ojcem jedenaściorga dzieci zbliża Pana jakoś do Boga?

 

Tak.

 

Może Pan – ojciec tak dużej rodziny – więcej powiedzieć o relacji z Bogiem Ojcem?

 

To jest moja osobista relacja sięgająca przestrzeni, które chcę, żeby pozostały w obrębie tej relacji.

Rozmawiał Przemysław Radzyński
profeto.pl | 1 października 2019

 
 



Pełna wersja katolik.pl