logo
Sobota, 04 kwietnia 2020 r.
imieniny:
Benedykta, Izodora, Wacława – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Mariola Orzepowska
Mężczyzną i niewiastą stworzył ich
Zeszyty Odnowy
fot. Pablo Heimplatz | Unsplash (cc)


Z Jarosławem Kupczakiem OP o teologii ciała Jana Pawła II rozmawia Mariola Orzepowska
 
George Weigel mówi, że za pomocą katechez środowych Papież egzorcyzmował z Kościoła ducha manicheizmu. Czyli dokonał próby wygnania z Kościoła takich sposobów myślenia o ciele i ludzkiej seksualności, które gdzieś w tle mają brak szacunku i pogardę do ciała. 
 
Kiedy przyglądamy się dorobkowi myśli Ojca Świętego Jana Pawła II, nie tylko zachwyca, ale też zadziwia ogrom i rozległość jego myśli, wielość aspektów, które poruszał. Czy zajmowanie się tak różnymi aspektami, które jest widoczne w nauczaniu Jana Pawła II, należy do obowiązków każdego papieża?
 
Do obowiązków papieża należy wypowiadanie się na różne tematy w sprawach ważnych dla Kościoła, a ilość wydawanych dokumentów zależy też od długości pontyfikatu. Kolejni papieże wypowiadali się na bardzo różne tematy. Wydaje się, że osobą, która rozległością tematów bardzo przypominała Jana Pawła II, był Leon XIII, czyli papież, który otworzył XX. Wypowiadał się on na bardzo różne tematy i wydał wiele dokumentów. Niewątpliwie jednak to, czym Jan Paweł II różni się od innych papieży, jest fakt, że był z wykształcenia filozofem. Zanim został papieżem, nawet zanim został biskupem krakowskim, dał się poznać jako samodzielnie myślący i oryginalny filozof. Porównując Jana Pawła II i Leona XIII, to u obu mamy do czynienia z podobną szerokością myśli i rozmachem podejmowanych zagadnień, natomiast u Jana Pawła II niewątpliwie uderza samodzielna i oryginalna refleksja antropologiczna i etyczna.
 
Mówiąc o refleksji antropologicznej i etycznej Jana Pawła II, nie można pominąć jego teologii ciała. Co sprawiło, że właśnie teologię ciała wybrał Ojciec jako temat swojej pracy naukowej?
 
Zadziałały tu trzy elementy. Po pierwsze fakt, że przeprowadzałem swój program doktorski w Instytucie Jana Pawła II w Waszyngtonie, który – wydaje mi się – był i nadal jest jednym z najważniejszych i najciekawszych miejsc, gdzie bierze się na poważnie papieską teologię ciała i gdzie się ją w sposób bardzo twórczy rozwija. Do instytutu i do Waszyngtonu trafiłem tak naprawdę dosyć przypadkowo i przez pierwsze lata chłonąłem atmosferę tego, co się tam działo, nawet do końca nie rozumiejąc jej doniosłości. To był pierwszy, dosyć przypadkowy element mojego zainteresowania się teologią ciała.
 
Drugi związany był z powrotem do kraju, kiedy zorientowałem się, że w Polsce tak naprawdę nie ma książki, która podejmowałaby ten temat i tłumaczyła, na czym polega teologia ciała Jana Pawła II. Na podstawie rozmów z ludźmi i lektur uświadomiłem sobie, jak wiele problemów sprawiają katechezy środowe z teologii ciała i jak bardzo trudny dla innych jest to tekst. Pomyślałem więc, że w pewien sposób jestem przygotowany do tego, by spróbować wytłumaczyć, o co tam chodzi.
 
Trzecim elementem, który również w pewien sposób przygotował mnie do tego, był dosyć przypadkowy zbieg okoliczności, który sprawił, że swoją pracę doktorską pisałem o chrześcijańskiej antropologii Karola Wojtyły. Ponieważ przez mniej więcej trzy lata zajmowałem się czytaniem tekstów filozoficznych Karola Wojtyły, w związku z tym wydawało mi się, że z katechez środowych rozumiem więcej niż ktoś, kto nie przebrnął przez studia nad filozofią Wojtyły.
 
Spróbujmy więc wyjaśnić, czym jest i czego dotyczy teologia ciała Jana Pawła II, którą Papież przedstawił nam w czasie katechez środowych?
 
Można powiedzieć, że teologia ciała jest teologiczną refleksją nad ludzkim ciałem. W odróżnieniu od filozofii ludzkiego ciała, która jest zawarta na przykład w książce Osoba i czyn, Jan Paweł II w katechezach środowych bierze jako podstawowe źródło swojej teologii Pismo Święte.
 
Czyli jest to próba zrozumienia, czym jest ludzkie ciało w świetle Pisma Świętego?
 
Tak. Ta refleksja rozpoczyna się od tego, że Papież odnajduje w Piśmie Świętym podstawowe fragmenty, które mówią o ludzkim ciele, i stara się zrozumieć, jak objawienie biblijne traktuje ciało. Można więc powiedzieć, że teologia ciała jest papieskim czytaniem Pisma Świętego. Ciekawa jest metoda, którą Papież nazywa antropologią adekwatną. Jest ona próbą czytania Pisma Świętego w taki sposób, by wyodrębnić z niego elementy nazywane przez Papieża „swoiście ludzkie”, to znaczy takie, które są typowe dla człowieka.
 
Papież wywodzi się z ruchu fenomenologicznego, który był szczególnie zainteresowany opisem doświadczenia człowieka. Dlatego stara się patrzeć na człowieka od strony jego doświadczenia. W Piśmie Świętym wyodrębnia więc te elementy, w których ujawnia się to typowo ludzkie doświadczenie.
 
Co Ojciec Święty zalicza do takich typowo ludzkich doświadczeń?
 
Doświadczeniem typowo ludzkim jest na przykład „pierwotna samotność Adama” – to także określenie Papieża. Ujawnia się ono w opisie stworzenia w drugim rozdziale Księgi Rodzaju, w tzw. opisie jahwistycznym, kiedy Adam nadaje nazwy wszystkim zwierzętom. Z jakąś niezwykłą precyzją autor biblijny mówi, że nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny. Hebrajskie słowo „pomoc”, które jest tam użyte, tak naprawdę jest znacznie mocniejsze od polskiego. W języku polskim „pomoc” to np. „pomoc kuchenna”; można komuś pomóc w niesieniu walizki albo w sprzątaniu. Natomiast słowo hebrajskie oznacza, że nie znalazł się nikt, na kim Adam mógłby się oprzeć, z kim Adam mógłby nawiązać kontakt. Opis ten wskazuje na to, że człowiek potrzebuje się oprzeć na kimś, a jeżeli nie ma kogoś takiego, to znaczy, że jest samotny. Papież mówi – zwierzęta również potrzebują się nawzajem: wilki polują w stadach, małe orlęta potrzebują matki, żeby przyniosła im pożywienie. Jednak ludzkie doświadczenie pierwotnej samotności jest zupełnie czymś innym niż wzajemne wspieranie się zwierząt. Jest to jedno z tych doświadczeń, które Papież nazywa doświadczeniami pierwotnymi. Dla nas istotne jest to, że Papież mówi, iż doświadczenia pierwotne opisane w Biblii tak naprawdę także dziś żyją w każdym z nas. Pismo Święte czytamy po to, by powiedziało nam coś więcej o nas.
 
Jakie są jeszcze inne doświadczenia pierwotne?
 
O innym doświadczeniu pierwotnym mówi ostatnie zdanie drugiego rozdziału Księgi Rodzaju: Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu (Rdz 2,25). W opisie stworzenia mamy do czynienia z brakiem wstydu Adama i Ewy, mimo że są nadzy. Papież zastanawia się nad tym, co ten brak wstydu oznaczał. Uważa, że był on czymś radykalnie różnym na przykład od obojętności, z jaką zwierzęta odnoszą się do swojego nagiego ciała, do odkrytych miejsc seksualnych. Papież mówi, że w tym braku wstydu nie chodzi o taką obojętność, ale o coś znacznie więcej. Jest to typowo ludzki brak wstydu. Dla Papieża ów brak oznacza tak naprawdę brak strachu przed sobą. Mężczyzna i kobieta przed grzechem pierworodnym nie są ze sobą skonfliktowani – różnica płci nie wiąże się z przeciwstawieniem się sobie. Przeciwnie, oznacza pozytywną siłę wzajemnego przyciągania, która wypełnia ich samotność.
 
Papież zwraca także uwagę, że to właśnie po grzechu mężczyzna i kobieta poznali, że są nadzy, okryli więc swoje ciało przepaskami z liści. Papież uważa, że określenie „poznali, że są nadzy” nie dotyczy fizycznego zmysłu wzroku, bo przecież przed grzechem również widzieli swoje nagie ciała. Określenie „poznali, że są nadzy” musi więc oznaczać, że ich nagość zmieniła dla nich znaczenie – po grzechu nagość stała się jakby inną jakością. Zastanawiając się nad tym problemem, Papież dochodzi do wniosku, czym był ten brak wstydu przed grzechem pierworodnym. Uważa, że był on brakiem strachu przed sobą, brakiem lęku, był umiejętnością dostrzeżenia w odrębności płciowej wartości i fascynacją drugą osobą.
 
Natomiast po grzechu nagość zmieniła swoje znaczenie. Nagle stała się tą nagością, którą trzeba było zakryć. Pozwala to więc przypuszczać, że pojawiło się jakieś nowe, niewygodne doświadczenie, związane z nagością, które zaczęło krępować wzajemną wolność pierwszych ludzi i ich wzajemne bycie ze sobą. Papież kontynuując tę analizę, zastanawia się, co zniszczyło pierwotną spontaniczność Adama i Ewy sprzed grzechu pierworodnego i czym było to, co pojawiło się potem. Ogólnie rzecz biorąc – za autorami Starego i Nowego Testamentu – można określić to jako pożądliwość serca.
 
W tym momencie wchodzimy w drugą część tryptyku antropologicznego, który Papież przedstawia w katechezach środowych. Jan Paweł II uważa, że w każdym człowieku tak naprawdę są równocześnie obecne trzy wymiary. Po pierwsze w każdym z nas jest obecne echo pierwotnego zamysłu, które zawarł w człowieku Stwórca, na przykład pierwotna samotność. Nie jest to zła samotność, która bierze się z egoizmu, z grzechu, kiedy człowiek odcina więzi i relacje z innymi, ale dobra samotność, która zostaje w człowieku nawet wtedy, kiedy żyje w przyjaźni z innymi. Ta dobra samotność jest śladem tego, że są takie przestrzenie w nas, które tylko Bóg może zapełnić. I to jest niejako pierwsza część tryptyku opisującego historię człowieka. 
 
Druga część to ślad grzechu, czyli to wszystko, co wydarzyło się po grzechu pierworodnym. Papież, odnosząc się do Pierwszego Listu św. Jana, mówi o człowieku trzech pożądliwości. To, co po grzechu pierworodnym jest w nas ze świata, to pożądliwość serca, pożądliwość oczu i pycha żywota – trzy pożądliwości, które opanowały nasze serce.
 
I wreszcie trzecia część tryptyku czy – inaczej mówiąc – trzecia część trójwymiarowej prawdy o każdym człowieku to fakt, że przed każdym z nas istnieje przyszłość eschatologiczna, czyli życie wieczne. Aby tak naprawdę zrozumieć siebie, zrozumieć, o co chodzi w naszym życiu, musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: Co będzie później? Co będzie po śmierci? Nie możemy od tych pytań uciec. Sposób, w jaki ów problem rozwiązujemy, decyduje o tym, jak rozumiemy siebie. 
 
Co będzie później? Co będzie po śmierci? Myślę, że wszystkich intrygują te pytania.
 
Przypomnijmy, że mamy do czynienia z antropologią teologiczną, czyli z antropologią uprawianą w świetle teologii, ale z perspektywy ludzkiego ciała. Papież podkreśla, że będziemy zbawieni w ciele, że po śmierci nadal będziemy osobami cielesnymi – jest to podstawowa prawda chrześcijańskiej eschatologii. W związku z tym Papież dalej pyta, jaki będzie sens ludzkiego ciała po zmartwychwstaniu? Ten sens ludzkiego ciała po zmartwychwstaniu nazywa dziewiczym, w odróżnieniu od sensu rozrodczego czy prokreacyjnego. Oznacza to, że prokreacyjny sens ciała jest ograniczony do wymiarów historii. Św. Łukasz wyjaśnia to prościej, mówiąc: ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić (Łk 20,35). To znaczy, że ilościowo liczba ludzi będzie zamknięta, dlatego też sens ciała będzie dziewiczy. 
 
Czy Ojciec może wyjaśnić, czym będzie ten dziewiczy sens ciała?
 
Będzie on polegał na całkowitej, miłosnej koncentracji ludzi na samym Bogu. Inaczej mówiąc, człowiek będzie odnajdywał swoje spełnienie, odpowiadając na niewiarygodną miłość, którą Bóg nas obdarowuje i w której razem będziemy uczestniczyć. To jest ta prastara prawda o obcowaniu świętych, która mówi, że niebo nie jest miejscem dla samotników. Niebo będzie miejscem doskonałego zrealizowania się ludzkiej wspólnoty, którą dosyć nieporadnie budujemy tu na ziemi – tam ona będzie doskonała.
 
Czy można zatem stwierdzić, że to, co dobre i piękne tu, na ziemi, przetrwa w niebie?
 
Myślę, że tak właśnie tradycja chrześcijańska rozumiała zawsze niebo i tak, choć w innym języku, interpretuje to Papież.
 
Jakie zastosowanie współcześnie ma teologia ciała? Czy w ogóle ma zastosowanie?
 
Myślę, że praktyczne zastosowanie papieskiej teologii ciała może być realizowane w kilku różnych wymiarach. Papież bardzo świadomie rozwijał tę teologię, mając na względzie wszystkie sytuacje, w których ludzkie ciało jest poniżane, w których ludzkie ciało jest traktowane wyłącznie jako narzędzie, za pomocą którego realizuje się człowieczeństwo; narzędzie, które jest użyteczne, niemniej jest czymś innym od człowieka – jest traktowane w oderwaniu od osoby. Moglibyśmy również powiedzieć o różnych sytuacjach, w których ciało staje się towarem. Ciało jest sprzedawane bądź rzeczy są sprzedawane za pomocą ciała.
 
Co współcześnie obserwujemy na dużą skalę w reklamach…
 
Oczywiście. Zasadniczo współczesna reklama jest miejscem poniżania i deprecjonowania ludzkiego ciała. Pokazywania go w zupełnym oderwaniu od osoby. Inny aspekt dotyczy tych wszystkich miejsc, gdzie ludzie sami nie traktują ciała jako części siebie. Tak naprawdę jesteśmy u początku rozwoju chirurgii plastycznej, u początku inżynierii genetycznej czy też całego procesu biotechnologii, gdzie tak naprawdę możemy „zaprojektować” sobie dziecko. Jeśli ktoś ma wystarczająco dużo pieniędzy, może „zaprogramować”, by jego dziecko miało niebieskie oczy, blond włosy, określoną płeć, określony wzrost itp. Mamy do czynienia z jakąś ingerencją w ludzkie ciało. Ludzie sądzą, że nie jest to nic groźnego, bo chodzi tylko o ciało. Tymczasem papieska teologia ciała pokazuje, że ciało jest człowiekiem, że ludzkie ciało zawsze jest człowiekiem, nie może więc być tworzywem. Nie możemy stworzyć człowieka wyłącznie jako fabryki organów, nawet – co tak często jest podkreślane – jeżeli miałoby to ratować życie innym ludziom. Czasami ratowanie to może odbywać się bowiem w sposób nieetyczny.
 
Możemy więc wskazać na wiele przykładów, kiedy ludzkie ciało jest szkalowane czy poniżane. Oczywiście, najprostszym przykładem takiego poniżania jest przemysł związany z wzorcami piękności. Przemysł, który również ma na sumieniu śmierć wielu ludzi, bo Bóg jeden wie, ile kobiet zagłodziło się na śmierć na skutek anoreksji czy straciło równowagę psychiczną, żeby wyglądać jak znane modelki. Znowu jest to pewna manipulacja ciałem. Ostatecznie – używając języka Papieża – moglibyśmy powiedzieć, że w dzisiejszym świecie, w którym ciało wydaje się tak ważne – można je odmładzać, pielęgnować, kształtować przez gimnastykę, zdrowe żywienie itp. – to ciało paradoksalnie staje się mało ważne. Zwłaszcza kiedy zapomina się o tym, że jest to ciało osoby i powinno być akceptowane ze względu na to, że przez nie wyraża się osoba. Zapominamy o tym, że przez manipulacje na cielesności tak naprawdę dokonuje się manipulacji na psychice.
 
W pewnym sensie zostaje odwrócony porządek zaplanowany przez Boga?
 
Właśnie. Można więc powiedzieć, że jest to olbrzymi teren, gdzie teologia ciała powinna być przemyślana i gdzie powinna się dokonać refleksja nad ludzkim ciałem. Drugi teren dotyczy miłości małżeńskiej. Nie ulega wątpliwości, że papieska teologia ciała jest antropologią teologiczną, czyli refleksją o człowieku, tworzoną w świetle objawienia po to również, by zmienić w Kościele współczesne myślenie dotyczące małżeństwa.
 
George Weigel mówi, że za pomocą katechez środowych Papież egzorcyzmował z Kościoła ducha manicheizmu. Czyli dokonał próby wygnania z Kościoła takich sposobów myślenia o ciele i ludzkiej seksualności, które gdzieś w tle mają brak szacunku i pogardę do ciała. Wiemy, że w historii teologii małżeństwa takie myślenie o małżeństwie nierzadko dochodziło do głosu. Traktowano miłość fizyczną, miłość małżeńską jako zło konieczne, które jest środkiem – wyłącznie środkiem – do zaspokojenia pożądliwości po to, by nie wylewała się ona gdzieś poza małżeństwem. Papież chce walczyć
z takim myśleniem właśnie poprzez teologię ciała.
 
Myślę, że przez długi czas takie myślenie o małżeństwie stanowiło w Kościele dosyć silny nurt. Czy można zatem powiedzieć, że to Jan Paweł II zmienił to, czy też zaczęło się to wcześniej?
 
Tak naprawdę pewna zmiana patrzenia na małżeństwo była związana z Soborem Watykańskim II. W teologii soborowej myślenie o małżeństwie w kategoriach kontraktu prawnego zostało zastąpione przez myślenie personalistyczne, w którym małżeństwo jest rozumiane jako spotkanie dwóch kochających się osób. Myślę, że to był ten moment kluczowy. Natomiast warto zauważyć, że nowa teologia ciała Jana Pawła II jest niewątpliwie teologią mogącą powstać wyłącznie w świecie, w którym respektowane są prawa każdego człowieka, również prawa kobiet. Niewątpliwie w świecie po Freudzie, gdzie erupcja myślenia o ludzkiej seksualności z jednej strony była odkryciem pewnego tabu, o którym dawniej nie mówiono, a z drugiej stała się początkiem pewnego nieumiarkowania, nadużycia, w którym niemalże wszystkie zjawiska życia psychicznego w człowieku są interpretowane przez jego seksualność.
 
Papież uważa, że istnieje pewne podobieństwo pomiędzy wspólnotą Osób Trójcy Przenajświętszej a wspólnotą ludzką, zwłaszcza wspólnotą małżeńską i rodziną. Teologia zawsze nam mówiła, że Trójca Święta to trzy różne Osoby, które żyją w takim wzajemnym oddaniu się siebie – Papież powie: w darze z siebie – że tworzą jedność. Miłość jest tym, co buduje pomiędzy nimi wspólną naturę. Są trzy Osoby, ale zjednoczone miłością i prawdą. Według Papieża tak naprawdę o to właśnie chodzi we wszystkich wspólnotach ludzkich, zwłaszcza w małżeństwie i rodzinie: żeby zachować odrębność osób, ale równocześnie w miłości budować jedność jak w Trójcy Świętej. Dla dwojga ludzi żyjących w małżeństwie jest to zatem sposób upodobnienia się do Boga. Małżonkowie mają specjalną drogę tego upodobnienia i jest to droga poprzez wzajemne oddanie się sobie. Miłość małżeńska jest więc czymś istotnym, by małżonkowie upodabniali się do Chrystusa, do Syna Bożego. Papież mówi, że aby być w pełni małżeństwem, w pełni ikoną Trójcy Przenajświętszej, trzeba wpatrywać się w to, co ta ikona ma odzwierciedlać. Moglibyśmy powiedzieć w związku z tym, że małżonkowie, którzy starają się budować swoje małżeństwo i żyć miłością małżeńską, powinni czerpać miłość z Trójcy Świętej, z Boga, ponieważ te dwie rzeczywistości są ze sobą bardzo związane. Jest to więc zachęta, by pięknie przeżywać swoje małżeństwo.
 
Czy jest ktoś, kto kontynuuje tę myśl Papieża, kto podjął ją, zafascynował się nią?
 
W tym momencie jest na świecie wiele ośrodków, gdzie teologia ciała Jana Pawła II jest podjęta i kontynuowana. Ciekawe, że myśl ta na początku odnalazła akceptację zwłaszcza w świecie anglojęzycznym, głównie w Stanach Zjednoczonych. Wydaje mi się, że wynika to z faktu, że społeczeństwa amerykańskie przeżyły już taki stopień rozpadu rodziny, iż zmusiło ich to do szukania innych rozwiązań.
 
I doświadczenie braku szacunku dla ciała?
 
Brak szacunku dla ciała, u dużej części myślicieli zarówno chrześcijańskich, jak i niechrześcijańskich, spowodował, że zaczęto poważnie zastanawiać się nad tym, jak zatrzymać ten katastroficzny dla życia społecznego proces. Teologia ciała dla środowisk chrześcijańskich, katolickich stała się jakby gotowym narzędziem, które zostało z dużym entuzjazmem podjęte.
 
Najogólniej możemy powiedzieć o dwóch centrach, gdzie teologia ciała się rozwija. Pierwsze to sieć Instytutów Jana Pawła II zajmujących się studiami nad małżeństwem i rodziną. W tym momencie są one rozsiane po całym świecie. Mamy już kilkanaście takich instytutów, które zajmują się badaniami nad teologią ciała i które przygotowały setki absolwentów często pracujących w tej dziedzinie. Drugi rodzaj centrów, w których te badania się dokonują, to środowiska związane z czasopismem „Communio”. Zostało ono założone przez Hansa von Balthasara i w dużej mierze grupuje jego uczniów. Starają się oni uprawiać teologię ciała Jana Pawła II w duchu Hansa von Balthasara, który w swej teologii podjął bardzo wiele elementów podobnych do papieskiej teologii ciała.
 
Jak wygląda to w Polsce?
 
Jeżeli chodzi o Polskę, niewątpliwie trzeba powiedzieć o zasługach Instytutu Jana Pawła II na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, który od samego początku publikował katechezy środowe. Teologowie i filozofowie tam zebrani pisali do nich komentarze i nadal to robią. W przypadku innych ośrodków, jak na przykład Papieskiej Akademii Teologicznej, mamy również do czynienia z dużą liczbą różnego rodzaju publikacji na ten temat. Wydaje mi się, że jest w tym momencie czas na to, aby włączyć się w ogólnoświatowy nurt fascynacji papieską teologią ciała i pozwolić, aby zaczęto o niej mówić na kazaniach, konferencjach rekolekcyjnych, aby zaczęto o tym pisać artykuły w popularnej prasie i by rzeczywiście kształtowała ona nasze myślenie o małżeństwie, rodzinie, ciele. Myślę, że dla nas wszystkich to jest duże wyzwanie.
 
Rozmawiała Mariola Orzepowska
Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym, 2/2006 
 
 



Pełna wersja katolik.pl