logo
Środa, 23 października 2019 r.
imieniny:
Edwarda, Marleny, Seweryna, Jana Kapistrana – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Hanna i Xavier Bordasowie
Małżeństwo - szkoła przebaczenia i skruchy
Miłujcie się!
fot.Alex Iby | Unsplash (cc)


Pan Bóg zawsze kocha i zawsze przebacza. Tylko przyjęcie Jego bezwarunkowej miłości na modlitwie oraz w sakramentach pokuty i Eucharystii uzdalnia małżonków do wzajemnej miłości i przebaczenia.

 

Moc Bożej interwencji

 

W swoim małżeństwie nieraz doświadczaliśmy, jak przez swe własne grzechy, złe nawyki i egoizm nawzajem raniliśmy siebie, zadając cierpienie także swoim dzieciom. Kiedy jednak na modlitwie uznaliśmy własne winy i wyznaliśmy je Chrystusowi w sakramencie pokuty, doświadczyliśmy cudu Bożego miłosierdzia. Bóg obsypywał wtedy naszą rodzinę wielkimi łaskami, odbudował to, co zostało zniszczone przez naszą pychę i głupotę.

 

Moc Bożej interwencji przekonała nas nie tylko o Jego bezwarunkowej miłości, ale też o tym, że Bóg szanuje nasze wybory. Jeśli w sposób wolny i wielkoduszny wybieramy Jego wolę, wtedy mimo upadków budowanie łączności z Bogiem nie ustaje, a każda kolejna „wywrotka” skłania nas do większej roztropności oraz do niepolegania na sobie.

 

Coraz bardziej jesteśmy świadomi, iż ta przemiana dzieje się dzięki wstawiennictwu Matki Bożej, która swoją nieustanną obecnością i pomocą otwiera nam oczy i serca na Miłość. Maryja również troszczy się o wzrost w nas wiary, nadziei i miłości, która wszystko znosi, wszystko przebacza.

 

„Szczęśliwa wina”

 

Wiara rozwija się dzięki nieustannemu procesowi nawracania się. Chrystus zmartwychwstał, żyje i jest z nami, a to znaczy, że nie ma w naszym życiu sytuacji beznadziejnych. Jeżeli popełnimy śmiertelny grzech, to powinniśmy natychmiast pójść do spowiedzi i ze skruchą oraz z mocnym postanowieniem poprawy wyznać Jezusowi wszystkie swoje winy. Jeżeli z pokorą wyznamy swoje grzechy w sakramencie pokuty i znienawidzimy zło oraz wszystkie okoliczności, które do niego doprowadziły, wtedy doświadczymy ogromu Bożego miłosierdzia.

 

W sakramencie pokuty Pan Bóg z każdej naszej winy uczyni felix culpa – winę szczęśliwą, która będzie nam przypominała, jak bardzo kocha Ten, który za nas umarł i zmartwychwstał. Przebaczając nam grzechy, Jezus czyni nas bardziej pokornymi. Dzięki temu możemy duchowo wzrastać.

 

Wszystkie nasze niewierności powinny stawać się „szczęśliwą winą”, ale warunkiem jest tu skrucha serca. Jeżeli jednak po upadku decydujemy się na dalsze trwanie w grzechu, stajemy się wówczas nieprzejednani, zamknięci w sobie. Wtedy nasze serca kamienieją. Jest to prawdziwy dramat.

 

W niejednej historii małżeńskiej mamy do czynienia z jakimś złem, zranieniem, z własnym lub czyimś grzechem. Wtedy trzeba natychmiast iść do Jezusa, który w sakramencie pokuty dokona cudu przebaczenia i uzdrowienia. Nie odrzucajmy od siebie poczucia winy, nie wypierajmy niewygodnych faktów ze świadomości. Jeśli nie zdamy się na Boga i Jego bezgraniczną miłość, będziemy ciągle rozdrażnieni, pełni pretensji i smutku, który podcina same korzenie wiary.

 

Jezu, ty się tym zajmij!

 

Jak możemy zwalczyć pokusę smutku i zamykania się w sobie? Przede wszystkim małżonkowie powinni sobie uświadomić, że mają największy skarb, a jest nim sam Jezus Chrystus rzeczywiście obecny w sakramencie małżeństwa.

 

Łaska sakramentu małżeństwa uzdalnia do troski o współmałżonka, do kochania go miłością Chrystusa, do pomocy w podnoszeniu go ze wszystkich jego upadków. Wymaga to wielkiej modlitwy, starań i ofiar duchowych. Niekiedy wystarczy tylko krótkim aktem strzelistym zawierzyć swego współmałżonka lub jakąś sprawę Bogu, np. „Jezu, Ty się tym zajmij! Jezu, ufam Tobie!”.

 

Kiedy widzimy brak radości u współmałżonka, to powinniśmy wówczas zachęcić go do dziecięcej ufności i uświadomić mu, że dobry Bóg zawsze jest przy nim i że On daje mu to, co najlepsze. Źródłem największego cierpienia w relacjach małżeńskich jest brak przebaczenia oraz grzechy, które niszczą nas samych i nasze dzieci. Wiemy, jak trudno jest przebaczyć małżonkowi, który nie poczuwa się do winy. Czasami nawet trudno stwierdzić, które z małżonków zawiniło. Każdy trwa zamknięty w sobie, zrzucając winę na drugiego. Czasami jest to taki „ping-pong” pretensji czy tzw. ciche dni, kiedy to mąż i żona mijają się jak dwie bryły lodu.

 

„Mamy skłonność do szukania coraz więcej win, wyobrażania sobie coraz więcej niegodziwości, zakładania wszelkiego rodzaju złych intencji. W ten sposób urazy narastają i zakorzeniają się. Wówczas każdy błąd lub upadek współmałżonka może zniszczyć więź miłości i rodzinną stabilność” (papież Franciszek, adhortacja Amoris laetitia, 105).

 

Bywają także ucieczki „w bok”: w pracę, sport, internet, w relacje towarzyskie, alkohol itp. Tymczasem powinniśmy wypracować postawę współodpowiedzialności za drugą osobę, spieszyć jej z pomocą zgodnie z tym, co mówi św. Paweł: „Jeden drugiego brzemiona noście” (Ga 6,2). Warto zrobić pierwszy krok ku wzajemnemu pojednaniu, pamiętając o trwałej obecności Chrystusa w sakramencie małżeństwa. „Akt przebaczenia zawsze owocuje wzrostem osobowym, wyzwoleniem ku świętości i przybliża do osiągnięcia szczęścia już tu, na ziemi” (J. Pulikowski, O pojednaniu w małżeństwie i rodzinie, s. 17).

 

Relacje małżeńskie może uzdrowić tylko Boża miłość! Ale trzeba się codziennie na nią otwierać na modlitwie, przyjmując i adorując Jezusa w Eucharystii. Tylko ten, kto się modli, ma Bożą miłość w sercu. Jeżeli zgrzeszyliśmy i odeszliśmy od Boga, zawsze możemy do Niego wrócić. Jezus mówi: „Ja sam w konfesjonale czekam na ciebie, zasłaniam się tylko kapłanem, lecz sam działam w duszy” (Dz. 1602). Przed spowiedzią, podczas rachunku sumienia, trzeba przeanalizować sytuacje, które są powodem naszego smutku. Czy smucimy się dlatego, że swoimi grzechami zadaliśmy wielkie cierpienie Chrystusowi, czy raczej smuci nas fakt, że nie jesteśmy doskonali?

 

Trzeba podejmować dialog małżeński. Współmałżonek zna nas dobrze; często się domyśla, co spowodowało nasz smutek i zamknięcie się w sobie, i może nam pomóc wrócić do dziecięcego zaufania Bogu. Co robi dziecko, kiedy się przewróci i potłucze kolana? Z ufnością biegnie do mamusi i przytula się do niej. Wtedy wraca mu pokój i poczucie bezpieczeństwa.

 

Jeśli Matce Bożej zawierzamy swoje życie, gdy przynosimy Jej swe troski, zmartwienia i trudności, Ona prowadzi nas do Jezusa i pomaga nam spojrzeć na nie inaczej – oczami pokornej służebnicy Bożej. Maryja zawsze nam mówi: „Pozwól Jezusowi, aby cię kochał, uwierz w Jego miłość! On czeka na ciebie”.

 

Małżonkowie powinni ze sobą rozmawiać także o wzajemnym wybaczaniu, nawiązując do konkretnych wydarzeń. Na grzechy trzeba patrzeć oczami Jezusa. Niech nigdy dialog małżeński nie będzie zdominowany wytykaniem sobie zła. Otwarcie się na Boga i Jego miłosierdzie oznacza postawienie w centrum swojego życia nie siebie, ale Jezusa Chrystusa i Jego wolę. Wtedy człowiek patrzy nie tyle na własne grzechy, ile zachwyca się ogromem miłosierdzia Boga. Wówczas widzi przede wszystkim Jezusa zranionego przez grzechy.

 

Żałuje, że Go obraził, i przystępuje do sakramentu pojednania, pamiętając przede wszystkim o tym, że odwrócił się od Chrystusa i chce odnowić zranioną przez siebie przyjaźń. Przełamuje swój wstyd i względy ludzkie, chce być blisko Pana jak Zacheusz, który nie przejmując się opinią ludzi, wszedł na drzewo, żeby zobaczyć przechodzącego Jezusa (por. Łk 19,1-10).

 

Taki człowiek przez skruchę i żal chce pozwolić Jezusowi na przebaczenie grzechów i przywrócenie mu godności dziecka Bożego. Jak Dobry Łotr uznaje zło swoich grzechów i ufnie wierzy, że Jezus mu wszystko przebaczy i że go wprowadzi do swojego królestwa (por. ks. T. Dajczer, Rozważania o wierze, cz. 2, rozdz. 1: Szczęśliwa wina).


Hanna i Xavier Bordasowie
Miłujcie się! | 16 września 2019

 
 



Pełna wersja katolik.pl