logo
Wtorek, 10 grudnia 2019 r.
imieniny:
Danieli, Bohdana, Julii, Romaryka – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Sylwia Gawrysiak
Kto krzyż odgadnie
Idziemy
fot. Allef Vinicius | Unsplash (cc)


Tajemnicę krzyża przez wieki próbowali zgłębić nie tylko wybitni teologowie, ale również wielcy artyści.
 
Gwoździe, cierniowa korona, przebity bok. Chrystus skłania głowę. Cierpi. Takie krucyfiksy znamy najlepiej. Z muzeów i albumów. Z ołtarzy kościołów i ścian naszych domów. Ikonografia krzyża jest jednak znacznie bogatsza i pomaga poznać wiele wymiarów jego tajemnicy.
 
Nieznana jest data pojawienia się pierwszych przedstawień ukrzyżowania Chrystusa. Nie znajdujemy ich w rzymskich katakumbach, skąd pochodzą najstarsze znane nam dzieła sztuki wczesnochrześcijańskiej. Za jedną z pierwszych artystycznych interpretacji sceny ukrzyżowania uznaje się datowany na ok. 430 r. drewniany relief na drzwiach bazyliki Santa Sabina w Rzymie.
 
Historycy sztuki uważają, że dopiero w IV w. krzyż dołączył do repertuaru symboli chrześcijańskich. Wcześniej używano go rzadko lub potajemnie, by nie narazić się na szyderstwo ze strony pogan. Wtedy stosowano przecież jeszcze okrutną karę ukrzyżowania, a krzyż dla Rzymian był znakiem hańby i upokorzenia.
 
W krzyżu zbawienie
 
Rozpowszechnienie wizerunku krzyża wiąże się z historią bitwy przy moście Mulwijskim w październiku 312 r. Konstantyn Wielki przed starciem z wojskami Maksencjusza miał widzenie krzyża, któremu towarzyszył napis (lub głos) „W tym znaku zwyciężysz” (In hoc signo vinces). Cesarz rozkazał wymalować na tarczach swych oddziałów symbol chi-rho – dwie splecione greckie litery: chi (X) oraz rho (P) – oznaczający Chrystusa, i rzeczywiście wyszedł zwycięsko z rywalizacji o tron.
 
Rok później Konstantyn wydał edykt tolerancyjny, dający chrześcijanom swobodę religijną, a w 337 r. zniósł w cesarstwie karę ukrzyżowania. Aby uczcić zwycięstwo, rozkazał wznieść w Konstantynopolu wspaniały złoty krzyż wysadzany drogimi kamieniami, który stał się później prototypem innych bogato zdobionych krzyży (Crux gemmata) pojawiających się na malowidłach, mozaikach i w wyposażeniu świątyń. Na rozwój kultu musiała też z pewnością wpłynąć akcja jego matki, św. Heleny, która odszukała w Jerozolimie autentyczne drzewa krzyża Jezusa.
 
W polskich zbiorach muzealnych nie mamy przykładów sztuki wczesnochrześcijańskiej. Aby jednak choć odrobinę poczuć klimat tamtych czasów, warto wybrać się do Muzeum Narodowego w Warszawie. W galerii Faras, zawierającej rekonstrukcję wnętrza nubijskiej katedry, wśród kilkudziesięciu malowideł ściennych, podziwiać można wspaniały fresk Maiestas Crucis. Choć malowidło pochodzi z XI w., to w związku z archaicznością sztuki nubijskiej mocno nawiązuje do przedstawień wcześniejszych, pojawiających się w sztuce bizantyjskiej już w VI w. Jest więc echem bardzo starej tradycji.
 
Fresk przedstawia złoty krzyż wysadzany kamieniami szlachetnymi, z ramionami rozszerzającymi się ku końcowi. Krzyż ustawiony jest na dwóch kulach i czterostopniowej podstawie, a jego ramiona połączone są sznurami z dzwonkami. Na przecięciu ramion znajduje się okrągła tarcza z wizerunkiem błogosławiącego Chrystusa, trzymającego księgę Ewangelii. Wspaniały, bogaty krzyż nie jest znakiem męki, lecz zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią. Symbolem jego chwały. Odblaskiem niebiańskiego światła.
 
– W sztuce wczesnochrześcijańskiej, a później wschodniochrześcijańskiej tradycja przedstawień krzyża tryumfalnego jest bardzo bogata. Wczesne chrześcijaństwo pielęgnowało wiarę, że wcielenie i ofiara Chrystusa na krzyżu mają prowadzić do wybawienia ludzkości z upadku i grzechu. Nie skupiano się więc na ukrzyżowaniu jako makabrycznym akcie męki. Widziano przede wszystkim jego cel. W sztuce chodziło o pokazanie, że poprzez ukrzyżowanie nastąpi zmartwychwstanie – wyjaśnia Aleksandra Sulikowska, kustosz Zbiorów Sztuki Starożytnej i Wschodniochrześcijańskiej MNW.
 
Przez wieki w ikonografii krzyża dominują więc przedstawienia symboliczne, nie historyczne. A nawet gdy pojawiają się już wizerunki Chrystusa na krzyżu, to pozbawione są wszelkich oznak męki. Podkreśla się boską naturę Chrystusa. Często Jezus ma otwarte oczy, co symbolizuje tryumf nad śmiercią, i ubrany jest w długą, purpurową tunikę, stanowiącą w tamtych czasach oznakę władzy. Krzyż staje się Jego tronem. Na wielu romańskich krucyfiksach Chrystus ma na głowie nie cierniową, lecz królewską koronę.
 
W krzyżu cierpienie
 
Znane nam tak dobrze, przepełnione bólem przedstawienia pasyjne nie są więc w ikonografii ukrzyżowania obecne od zawsze. Przejście od obrazu Chrystusa triumfującego do cierpiącego dokonuje się stopniowo i wiąże z działalnością kaznodziejską franciszkanów i dominikanów, nawołujących do utożsamiania się z Chrystusem cierpiącym. Wstrząsające gotyckie krucyfiksy są emanacją pokutnej duchowości późnego średniowiecza.
 
Męka Boga-Człowieka i okrucieństwo śmierci krzyżowej prezentowane są w tym czasie z coraz większym realizmem. Ciało Chrystusa jest naprężone z bólu, czasem wygięte w kształcie litery S. Z pięciu chrystusowych ran wypływa krew, na skórze widać ślady biczowania. Schylona głowa i zamknięte oczy jeszcze bardziej podkreślają cierpienie.
 
W jasnogórskiej kaplicy Matki Bożej, w prawej nawie, jakby trochę zapomniany, wisi taki właśnie późnośredniowieczny krucyfiks. Jeśli tylko zatrzymamy się na chwilę w drodze do Czarnej Madonny, możemy kontemplować umęczone, a jednocześnie niezwykle piękne oblicze Chrystusa.
 
– Krzyż został ufundowany po śmierci króla Kazimierza Jagiellończyka przez jego żonę Elżbietę Rakuszankę. Nosi cechy warsztatu Wita Stwosza, więc prawdopodobnie został wykonany na początku XVI w. – mówi o. Stanisław Rudziński OSPPE. Krucyfiks umieszczony jest w późnobarokowym ołtarzu, na tle wygrawerowanego w srebrze widoku Jerozolimy. Wykonane ze srebra perizonium (przepaska) okrywające biodra Chrystusa i okazała korona cierniowa również pochodzą z okresu baroku. Do końca XVIII w. przed krzyżem odprawiane były Msze Święte wotywne za zmarłych królów polskich. Obecnie Eucharystia przy tym ołtarzu sprawowana jest tylko sześć razy do roku – w kolejnych pięć piątków Wielkiego Postu oraz w święto Podwyższenia Krzyża Świętego.
 
– Dzieło porusza wstrząsającą wprost ekspresją, skoncentrowaną na umęczonym obliczu Odkupiciela. Twarz Chrystusa, przepojona nieziemskim pięknem, jest równocześnie głęboko ludzka – podkreśla o. Rudziński. To piękno ukrzyżowanego Zbawiciela stanie się dominującym tematem późniejszych, np. renesansowych, przedstawień.
 
W krzyżu miłości nauka
 
Wśród średniowiecznych wersji ukrzyżowania niektóre mogą być dla nas zaskakujące lub niezrozumiałe. Wychodzą one bowiem poza próbę historycznej reprezentacji wydarzeń sprzed 2 tys. lat i wskazują na wiele dodatkowych sensów krzyża. Przykładem niech będzie motyw „tłoczni mistycznej”. Nawiązuje on do fragmentu Księgi Liczb, opisującego przyniesienie przez zwiadowców Mojżesza winnego grona z Ziemi Kananejskiej. Ojcowie Kościoła wskazywali, że jest ono typem Chrystusa. „Tłocznia mistyczna” to przedstawienie pasyjne, ale i eucharystyczne. Chrystus przedstawiany jest przy wyciskaniu soku z winogron, sam również jest winnym gronem, a belka krzyża tłoczy z Jego ciała wino-krew dla naszego zbawienia. Motyw „tłoczni mistycznej” ma przypominać, że każda Eucharystia jest uobecnieniem Męki Chrystusa.
 
Równie interesującym i wyjątkowo rzadkim typem przedstawienia jest „ukrzyżowanie przez cnoty”. W Polsce istnieją tylko dwa takie malowidła. W całej Europie jest ich około 25. Obraz Chrystusa, przy którego krzyżowaniu asystują postaci kobiece symbolizujące chrześcijańskie cnoty (Patientia, Humiltitas, Oboedientia, Misercordia, Iustitia, Pax, Caritas – Cierpliwość, Pokorę, Posłuszeństwo, Miłosierdzie, Sprawiedliwość, Pokój, Miłość) znajduje się w Chojnie w woj. zachodniopomorskim oraz w Małujowicach (woj. opolskie).
 
Fresk prezentujący Chrystusa ukrzyżowanego przez cnoty znajduje się w prezbiterium. Tego typu przedstawienia pojawiły się w XIII w. Wpływ na ich powstanie mogło mieć Kazanie na Wielkanoc (ok. 1145 r.) św. Bernarda z Clairvaux, który pokorę, cierpliwość, posłuszeństwo i miłość nazwał perłami zdobiącymi krzyż Chrystusa. Stąd wzięła się interpretacja, że to cnoty Zbawiciela doprowadziły do Jego śmierci na krzyżu. Pokorny, cierpliwy, posłuszny i kochający Jezus sam oddał za nas swoje życie. Na opisywanych obrazach bardzo często to postać symbolizująca Caritas przebija bok Chrystusa. Co przypomina, że niezależnie od typu przedstawienia każdy krzyż jest przecież znakiem Bożej miłości.
 
Sylwia Gawrysiak
Idziemy nr 12 (546), 20 marca 2016 r.

Korzystałam z publikacji: Stanisław Kobielus „Krzyż Chrystusa. Od znaku i figury do symbolu i metafory”, Wydawnictwo Benedyktynów, Tyniec 2011, oraz Alfredo Tradigo, „Człowiek Krzyża. Historia w obrazach”, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2014.
 
 



Pełna wersja katolik.pl