logo
Sobota, 07 grudnia 2019 r.
imieniny:
Ambrożego, Marcina, Sobiesława – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Jan Grzegorczyk
Ksiądz na cudzym polu
Wydawnictwo Rafael


 
Rozmowa z Janem Grzegorczykiem o książce „Cudze pole” i emocjach jakie budzi jego twórczość
 

 Za nim zaczniemy rozmawiać o książce „Cudze pole” proszę powiedzieć, czy czuje się Pan pisarzem katolickim i czy nie przeszkadza Panu to określenie?
 
Nie przeszkadza mi i nie wstydzę się przyznawać, że piszę książki opatrywane etykietą „katolickie”, ale uważam, że jest w tym jakieś nieporozumienie. Pisarzem katolickim mógłby być na przykład św. Franciszek z Asyżu, czyli ktoś, kto swoim życiem uwiarygadnia to, o czym pisze. Natomiast ja jestem jaki jestem i nie chciałbym, żeby moje kulawe życie było kojarzone z prawdami, które wypowiadam w książkach. Szybciej bym o sobie powiedział, że jestem po prostu pisarzem religijnym, choć de facto każdy, kto w sposób głęboki próbuje spojrzeć na naszą rzeczywistość, może tak siebie nazywać. To co nam się w życiu przytrafia zawsze dzieje się między ziemią a niebem, więc w tym wymiarze wszyscy jesteśmy pisarzami religijnymi. Natomiast jeżeli miałbym kiedyś nazwać siebie pisarzem katolickim, to tylko wtedy, gdy takiemu pisarzowi, będą przysługiwały te same prawa w opisywaniu świata i przedstawianiu dobra i zła, jak każdemu innemu. Pisarz katolicki nie może być tym, który pisze „pobożnie”, byłoby to zaprzeczeniem pisarstwa. Dla mnie wzorem jest Biblia, która od początku dziejów opisywała człowieka w jego nędzy i chwale, i nie była cenzurowana. Możemy przeczytać w niej o Kainie, o tym, że patriarcha Noe się upił... Ksiądz Twardowski powiadał, że wszystko co zostało po świątyni Salomona, to świątynia płaczu grzesznika Dawida. Grzesznika, którego psalmami Kościół modli się do dzisiaj. Jednak to co zrozumieli redaktorzy Biblii, nie zawsze przyświeca ludziom, którzy dzisiaj decydują jak literatura, czy kultura w ogóle, ma funkcjonować w Kościele.
 

Przypadki księdza Grosera to literatura wstrząsająca. Czy pisząc te powieści, zdawał Pan sobie sprawę, że przedstawione w nich historie będą wyzwalać różne emocje, również złe?
 
Mnie się wydaje, że powołaniem pisarza religijnego jest pomóc człowiekowi zrozumieć zło, które go otacza. Nie można uciec przed złem, ale trzeba w ludziach zaszczepić to, co powiedział Chesterton a co jest mottem książki „Cudze Pole”: „Jest tylko jedna rzecz większa od tajemnicy zła, fakt istnienia dobra”. Uważam, że nie należy uciekać od prawdy o złu, ale jednocześnie trzeba zafascynować się człowiekiem dobrym. Ja uprawiam taki płodozmian, piszę o ludziach grzesznych i słabych, a równocześnie o tych świętych. Często ludzie mnie pytają, dlaczego opisuję tylko człowieka słabego. Odpowiadam, że to nieprawda! Mnie nie fascynuje misterium zła, ale misterium dobra i zła. Fascynuje mnie to, że człowiek, wydawałoby się bez żadnej nadziei, może powstać i  przemienić się. I odwrotnie, nigdy nie będziemy mogli być pewni, że osiągnąwszy jakiś poziom życia duchowego, czy moralnego, jesteśmy bezpieczni na zawsze. Brandstaetter powiedział: „komu się wydaje, że Pana Boga odnalazł znaczy, że Go zgubił”. A w Liście do Koryntian jest napisane: „Niech ci, którym zdawało się, że stoją, baczą, aby nie upadli”. To jest ostrzeżenie dla mających się dobrze. Pana Boga trzeba codziennie na nowo odnajdywać. Ja głoszę nadzieję tym, którym już się wydawało, że nie ma jej w ogóle. W „Cudzym polu” jednym z głównych tematów są właśnie powroty ludzi wydziedziczonych, wyrzuconych poza obręb Kościoła: rodziny, którym zdawało się, że już nie mają żadnych szans. Bardzo mnie fascynuje temat powołania człowieka, ale w tej perspektywie głębszej, że każdy człowiek ma swoje powołanie. Zresztą tegoroczny temat w Kościele brzmi: „Przypatrzmy się powołaniu swojemu”. Poprzez „Cudze pole” właśnie pytam: co jest powołaniem zakonnicy – mojej książkowej bohaterki, która zaszła w ciążę – co się stało z jej wiernością, czy określa ją habit, czy też otwarcie się na nowe życie, które zostało jej ofiarowane przez Boga?... Żyjemy w czasach, w których coraz więcej ludzi powtarza, że nie ma powołania, rozumianego jako wierność jednemu zadaniu przez całe życie. Według nich powołanie to nie oświecenie, czy głos za którym podążam do mety, ale czasowe misje, które trzeba wypełnić. Dlatego w moich książkach jest eks-kapłan, eks-małżonek, eks-pisarz... Wszystko w tym świecie nadaje się do wymiany jeśli nam nie pasuje, tak jak samochód, czy inny sprzęt. To jest nasza obsesja. I nie będę temu zaprzeczał, bo z moich obserwacji wynika, że bardzo często nie da się postąpić inaczej, tylko wiele ważnych rzeczy dzieje się za szybko. Nieraz za szybko rezygnujemy z drogi wierności, która rzeczywiście jest trudna, ale możemy na niej zbierać fascynujące owoce.
 
 
 
1 2 3  następna
 



Pełna wersja katolik.pl