logo
Wtorek, 21 września 2021 r.
imieniny:
Darii, Mateusza, Wawrzyńca, Hipolita – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
o. Robert Wawrzeniecki OMI
Jezus Chrystus nadaje życiu sens
eSPe


Jezus Chrystus nadaje życiu sens
 
Zachęcamy was do odprawienia indywidualnej medytacji.
 
Wprowadzenie
 
Dziś w wielu miejscach spotkamy ludzi, na których twarzach nie pojawia się uśmiech, bo problemy dnia codziennego – brak pracy, mieszkania, środków do życia – im na to nie pozwalają.
Spotkamy jednak także wielu młodych, mających możliwości i środki do życia „na maksa”, a jednak nieszczęśliwych, pełnych goryczy, nie widzących sensu życia i krzyczących w oczy przechodniów „no future”.
Spotkamy wreszcie ludzi, zwłaszcza młodych, którzy, nie widząc sensu dalszego życia, targnęli się na siebie, bo tylko to wydawało im się jedynym sensownym rozwiązaniem.
Wszystkich ich łączy brak poczucia sensu życia. Można zatem powiedzieć, że brak sensu życia daje się naszym czasom we znaki. Gdzie zatem ów sens odkryć? Co tak naprawdę ma być sensem mojego życia?
 

1. Jezus drogą, prawdą i życiem
 
„Znacie drogę, dokąd Ja idę”. Odezwał się do Niego Tomasz: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?” Odpowiedział mu Jezus: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,4–6).
Te słowa wypowiedział Jezus do Apostołów, gdy rozmawiał z Nimi o przyszłym świecie i opisywał rzeczywistość, w której każdy wierzący może uczestniczyć. Słowa Jezusa nadają naszemu życiu wyjątkowy sens, ale najpierw trzeba je zrozumieć.
 
Jezus jest drogą!
 
Droga prowadzi do celu i, jeśli nią kroczymy, możemy być pewni, że dotrzemy tam, gdzie chcemy dotrzeć. Droga pełna jest drogowskazów, które informują nas o celu podróży, ilości kilometrów, kierunku itp.
Jezus mówi nam, że sens życia kryje się w Nim. Bóg bowiem nawet wobec bezsensu naszego życia jest sensem. Można nawet powiedzieć, że jest jedynym sensem życia. Jeśli zatem wskazuje nam drogę, to jest ona sensowna, a zatem prowadząca do szczęścia.
Znany myśliciel francuski Blaise Pascal mówił o tzw. zakładzie: lepiej jeśli człowiek założy, że Bóg jest, i będzie postępował zgodnie z Jego wskazaniami, niż zakładając, że Boga nie ma, i pod koniec życia ulegając rozczarowaniu. Lekarstwem na brak sensu życia jest zatem cel, który wskazuje nam Jezus Chrystus. Mieć cel, to mieć sens.
 
Jezus jest prawdą!
 
Prawda to brak sprzeczności. Prawda otwiera nowe horyzonty, pokazuje nowe ścieżki, możliwości rozwiązania rozmaitych sytuacji.
Jezus, mówiąc, że jest prawdą, chce podkreślić, że daje nowe impulsy do wychodzenia z sytuacji życiowych obronną ręką. Przecież powiedział: poznacie prawdę, a prawda Was wyzwoli (J 8,32). Jezus jako Prawda niesie wyzwolenie od tego, co zniewala, co nie pozwala trzeźwo spojrzeć na wydarzenia codziennego życia.
Cóż to jest prawda? – pytał Piłat w czasie procesu Jezusa (por. J 18,38). Wielu wpółczesnych także pyta o prawdę. Dziś w wielu wypadkach lepiej nie powiedzieć prawdy, przemilczeć ją lub powiedzieć tylko część prawdy. Tymczasem właśnie w naszej epoce tak bardzo potrzebnym lekarstwem na znalezienie sensu życia jest prawda.
 
Jezus jest życiem!
 
Życie to radość, piękno. Życie to poczucie zmiany, ruchu, ciągły zachwyt otrzymanym darem. Życie to piękny bilet wygrany na loterii, który może przynieść wiele dobra.
Jezus wskazuje, że prawdziwe życie jest tylko w Nim. Poza tym Życiem nie ma innego, bo wszystko, co człowiek zdobywa, to jedynie namiastki prawdziwego życia, tego, którym obdarza Jezus. Ten dar nie kończy się jedynie na skończoności ludzkiego życia, ale trwa nadal, choć rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki (Mszał rzymski, 1 prefacja o zmarłych).
Można spotkać ludzi, którzy po radykalnym nawróceniu lub po ważnym wydarzeniu swojego życia mówią, że otrzymali nową szansę. Budzi się w nich nadzieja, której do tej pory w sobie nie mieli. Sensem życia człowieka jest nadzieja sprawiająca, że chce się żyć.
 

2. Jezus wchodzi w bezsens życia
 
Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: „Nie płacz!” Potem przystąpił, dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, stanęli – i rzekł: „Młodzieńcze, tobie mówię wstań!” Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce (Łk 7,12–15).
 
Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Rzekł do niej Jezus: „Brat twój zmartwychwstanie”. Rzekła Marta do Niego: „Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym”. Rzekł do niej Jezus: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?” Odpowiedziała Mu: „Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat” (J 11,20–27).
 
A oto przyszedł człowiek, imieniem Jair, który był przełożonym synagogi. Upadł Jezusowi do nóg i prosił Go, żeby zaszedł do jego domu. Miał bowiem córkę jedynaczkę, liczącą około dwunastu lat, która była bliska śmierci. Gdy Jezus tam szedł, tłumy napierały na Niego. Gdy On jeszcze mówił, przyszedł ktoś z domu przełożonego synagogi i oznajmił: „Twoja córka umarła, nie trudź już Nauczyciela!” Lecz Jezus, słysząc to, rzekł: „Nie bój się; wierz tylko, a będzie ocalona” (Łk 8,41–42.49–50).
 
Te trzy biblijne wydarzenia zostały wybrane spośród wielu, w których Jezus ukazuje się jako sens wśród bezsensu. Wszystkie trzy sytuacje: śmierć młodzieńca z Nain, śmierć Łazarza i śmierć córki Jaira, pokazują rozsypanie się dotychczasowego sensu życia osób, których te sprawy dotyczyły.
Osoby gromadzące się wokół zdają się to potwierdzać: kondukt żałobny z zawodzącymi kobietami (por. Łk 7,12–13), krewni i znajomi, chcący pocieszyć Marię i Martę (por. J 11,18) czy ludzie, wyśmiewający Jezusa, gdy Ten mówi, że dziewczynka tylko śpi (por. Łk 8,52–53).
 
Każdy z nas przeżywa podobne sytuacje w codziennym życiu. Nagle okazuje się, że budowane przez nas życie, nasze plany i nadzieje, legły w gruzy. Wtedy w serce wciska się poczucie beznadziejności, smutku i bólu. Jezus jednak pokazuje, że to wszystko oddane Jemu nie okazuje się wysiłkiem i czasem zmarnowanym. On bowiem, jako Sens, potrafi to wszystko przemienić. Jak mówi pewne przysłowie: „Bóg pisze prosto po krzywych liniach ludzkiego życia”. Potrafi także pisać prosto po krzywych liniach mojego życia.
 

3. Jezus niesie nadzieję
 
Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!” Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: „Wstańcie, nie lękajcie się!” (Mt 17,5–7).
 
O zmierzchu uczniowie Jego zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi przeprawili się przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wiatru. Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: „To Ja jestem, nie bójcie się!” (J 6,16–20).
 
Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. Ale nie tylko to, lecz chlubimy się także z ucisków, wiedząc, że ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość – wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś – nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany (Rz 5,1–5).
 
Jezus nieustannie zachęca w Ewangelii do ufności w pomoc Boga, zwłaszcza w trudnych sytuacjach naszego życia. Wyraża to w podanych wyżej fragmentach biblijnych, jak również w licznych przypowieściach, w których ukazuje opiekę Boga nad człowiekiem (por. Mt 10,26; 10,31).
 
Sens odnaleziony w Jezusie Chrystusie i wydarzenia codziennego życia, nawet bardzo trudne, ale przeżywane w duchu ewangelicznym, pozwalają wyrabiać wytrwałość, cnotę i żyć nadzieją, którą każdy z nas otrzymał na chrzcie świętym. Najpierw nadzieją zwycięstwa dobra nad złem w życiu doczesny, a następnie nadzieją życia wiecznego po zakończeniu ziemskiej pielgrzymki.
 
Paul Sartre, ateista, powiedział kiedyś, że chrześcijaninowi łatwiej jest znosić trudności codziennego życia, bo zawsze ma punkt odniesienia w postaci Boga, do którego może zwrócić się o pomoc. Jako ludzie wierzący mamy pewność, że Jezus Chrystus chce stać się sensem naszego życia. To wielki dar i zadanie.
 
Szczególnym świadkiem tego, że Jezus Chrystus jest Tym, który niesie nadzieję, jest bł. Pier Giorgio Frassati (1901–1925). Ten młody włoski student, który zmarł w wieku 24 lat, powiedział kiedyś: Wiara dana mi przez chrzest przemawia do mnie mocnym głosem: sam jeden nie dokonasz niczego, ale jeśli Bóg będzie ośrodkiem każdego twego działania, dojdziesz do mety. Do swojej siostry Luciany pisał: …pytasz mnie, czy jestem wesoły; a jakże mógłbym nie być? Póki mi wiara daje siłę, zawsze wesoły! Katolik przecież nie może nie być wesoły. Smutek zasługuje na wygnanie z serc katolickich. Smutek to co innego niż ból, smutek jest najgorszą ze wszystkich chorób. Choroba ta niemal zawsze wyłania się z ateizmu. Niebo zaś, do którego zostaliśmy stworzeni, odsłania przed nami drogę może najeżoną wieloma cierpieniami, ale bynajmniej nie drogę smutną. Jest ona radością także poprzez cierpienia.
 

Zakończenie
 
Sens życia, który niesie orędzie Jezusa zawarte w Biblii to: prawda o celu ludzkiego życia, którym jest niebo; szczęście, które wypływa z postępowania zgodnego ze wskazaniami Jezusa; wyzwolenie, które niesie prawda; nadzieja, która wypływa z wiary w życie wieczne. Czy widzę ten dar Jezusa w moim życiu?
Doświadczenie sensu życia jest możliwe nawet w trudnych sytuacjach, jeśli tylko pozwolę działać Jezusowi. Jeśli pozwolę Mu działać, to nawet w największym bezsensie mojego życia On da mi doświadczyć prawdziwego i jedynego sensu. Czy pozwalam Jezusowi działać w bezsensownych sytuacjach?
 
o. Robert Wawrzeniecki OMI
 
 



Pełna wersja katolik.pl