logo
Czwartek, 09 kwietnia 2020 r.
imieniny:
Marii, Dymitra, Wadima, Heliodora, Gaucheriusza – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Krzysztof Wons SDS
Jak czytać Biblię, aby spotkać Jezusa?
Magazyn Salwator


Z ks. Waldemarem Chrostowskim rozmawia Krzysztof Wons SDS

Księże Profesorze, chciałem zapytać o osobiste doświadczenie spotkania z pojedynczym człowiekiem, w którym Ksiądz Profesor rozpoznał jakiś zaczątek wiosny­ Kościoła. Z kimś, kto nie czytał Biblii, a chciał się z nią spotkać, kto przyszedł po taką pomoc do Księdza i Ksiądz był świadkiem tego, co się wydarzyło w jego życiu.
 
Dla mnie najbardziej budujące jest to, że spotykam po wielu latach kogoś, kto na przykład się przeprowadził i okazuje się, że ziarno zasiane 25 lat temu wydawało owoce w jego życiu. Wiele razy różne osoby dzieliły się ze mną doświadczeniem, że gdy ponad ćwierć wieku temu zaczęły czytać Pismo Święte, i nawet gdy przez jakiś czas tego zaniechały, to potem wróciły i że była to dla nich osobiście wielka pomoc w życiu, swoista drabina, która pomogła im przetrwać trudności. Były to różne świadectwa, różne trudności, ale widać, że owoce lektury, czytania i przeżywania Pisma Świętego są widoczne zwłaszcza z długiej perspektywy – perspektywy jednego pokolenia. Uważam to za szczególnie cenne i ważne, dlatego że nie szukam jakiejś doraźnej satysfakcji, zachłyśnięcia się pięknem Pis­ ma Świętego i świata, tylko bardziej radują owoce długotrwałe, które rzeczywiście odmieniają życie, pomagają ludziom spotykać Chrystusa na kartach Pisma Świętego.
 
To chyba szalenie ważna obserwacja, że religia chrześcijańska nie jest religią chwilowych entuzjastów. Życie duchowe rozwija się w jakiejś dynamice, powoli, a dzisiejsze pokolenie, które możemy nazwać – przynajmniej w jakiejś części – pokoleniem ludzi komputera (ja nazywam ich pokoleniem klawisza Enter), czeka na bardzo szybkie, natychmiastowe rezultaty. Ludzie, którzy nie mają cierpliwości, brakuje im konsekwencji, regularności, zbyt wcześnie zamykają księgę Pisma Świętego. W jaki sposób uczyć ich wierności, jak rozpalać w kierunku trwałości, cierpliwości? Ludzie nie chcą, by im mówić jedynie o Bogu, ale żeby dzielić się wiarą. Może to najbardziej przekonuje, sprawia, że inni również staną się pasjonatami?
 
Myślę, że przede wszystkim sami głosiciele Ewangelii, ci, którzy czytają Pismo Święte i udostępniają je innym, nie mogą się kierować doraźną satysfakcją i nie mogą szukać doraźnych owoców, bo to jest bardzo złudne. Gdybyśmy polegali wyłącznie na tym, że ktoś będzie nam prawił komplementy po jednej czy dwóch konferencjach, że ktoś będzie pozytywnie opiniował naszą wypowiedź, komentarz, analizę określonego tekstu, to prawdziwe rozeznanie o owocach tego, co robimy, mogłoby być dość złudne. Okazałoby się bowiem, że za tym komplementowaniem nie idzie nic więcej i nie idzie głębiej. To jest, niestety, bardzo częsta pokusa wielu z nas, żebyśmy mieli poczucie uznania albo przynajmniej poczucie przyznania, że jesteśmy­ potrzebni i że to przynosi owoce, takie właśnie doraźne owoce. Chcielibyśmy bardzo często, żeby jabłoń owocowała już na początku maja – czyli jak tylko kwiaty się zawiążą – i nie mamy cierpliwości, żeby zaczekać do końca lata, kiedy dopiero będzie to możliwe. Podobnie jest z ludzkim życiem. Oczywiście musimy być bardzo często świadomi, że tych owoców nie będziemy widzieć. One są, ale nie będziemy ich widzieć, nawet nie potrzebujemy widzieć, bo nie one są osobistą satysfakcją. Nie chodzi bowiem o nasze osobiste poczucie zadowolenia, tylko o to, by prawda Boża, prawda o Chrystusie zapadała w ludzkie serca i sumienia. Kiedy Paweł przemieszczał się z miejsca na miejsce, to nie mamy żadnego śladu, żeby odjeżdżając, pytał: podobało się wam? Jesteście zadowoleni? Przeciwnie, bardzo często, gdy wyjeżdżał, pozostawiał za sobą swoisty ferment, wątpliwości, bywało, że spory, jakiś rodzaj krytyki, ale z tego wszystkiego, z tego fermentu powstawało coś dobrego, dlatego że pozostawiał zdrowe nasienie. Najważniejszą rzeczą jest to, by – słowami Benedykta XVI – mówić prawdę Ewangelii z miłością. Połączyć te dwie warstwy, mówić Ewangelię nie taką, której ludzie chcieliby słuchać, ale taką, jaką jest. Trzeba to robić tak, żeby ludzie chcieli słuchać, a przynajmniej żeby wiedzieli, że jeżeli nie słuchali, to popełnili jakiś błąd. Głoszenie Ewangelii dzisiaj jest o tyle trudne, że od jakiegoś czasu mamy mentalność już nie tylko typu "Enter", ale mentalność "sms-ową". Zwłaszcza młody człowiek wszystko, co ma do powiedzenia, chce zawrzeć w 150 czy 160 znakach, bo tyle składa się na jeden sms. W związku z tym mówi skrótami, zwięźle, lakonicznie, powierzchownie, wszystko po to, by jak najkrócej wypowiedzieć to, co czuje i myśli. Istnieje silna, widoczna pokusa, żeby również na temat Pisma Świętego mówić takimi skrótami, sms-ami. Dość często słyszę zdania, że homilia nie powinna trwać dłużej niż 8-10 minut, że czytanie Pisma Świętego nie może trwać dłużej niż 15 minut, a dobra konferencja na ten temat nie może być dłuższa niż pół godziny, że ludzie przyzwyczajeni są do słuchania 45 minut i ani chwili dłużej, bo potem się rozpraszają itd. Tymczasem Ewangelii pod wieloma względami nie da się skrócić, streścić, nie z powodu treści tylko doktrynalnych, lecz dlatego, że z Pismem Świętym jest jak z osobą, którą się kocha. Jeżeli kogoś naprawdę kochamy, to chcemy być z nim jak najdłużej. Wtedy to, co normalnie moglibyśmy skrócić do długości sms-a, uważamy za swoistą krzywdę. Spotkanie z Pismem Świętym powinno wyzwalać takie duchowe energie, które sprawią, że człowiek przezwycięży tę pokusę lakoniczności, krótkości, zwięzłości i chce czytać, słyszeć, przyjmować więcej.
 
Kiedy myślę o nowej ewangelizacji, myślę najpierw o ewangelizatorach. Co jest dla Księdza najważniejsze w głoszeniu Ewangelii? Wierzymy, że moc w Ewangelii jest po wsze czasy, ale co musi się stać z ewangelizatorem, aby ten dzisiejszy świat naprawdę usłyszał Ewangelię?
 
Ewangelizator musi być autentyczny, wiarygodny i żarliwy w tym, co głosi. Autentyczny, to znaczy, że Ewangelia musi być przepuszczona przez filtr jego własnego życia. Przy czym są dwie drogi życia: droga niewinności i droga nawrócenia. Często nam się wydaje, że Ewangelię mogą głosić wyłącznie niewinni, tymczasem najskuteczniejszymi głosicielami Ewangelii, oprócz Jezusa Chrystusa i Najświętszej Maryi Panny, byli jednak ci, którzy mieli cokolwiek na sumieniu. Wspomnijmy św. Pawła. Nie jest to bynajmniej zachęta do tego, by wypróbować rozmaitych pseudouroków życia, a następnie stać się ewangelizatorem. Jest to zachęta, aby stać się wrażliwym na życie takie, jakie ono jest i żeby przepuścić Ewangelię przez filtr własnego życia, nie będąc ekshibicjonistą odnośnie do tego, co się przeżyło, ale dobrze rozumiejąc tych, dla których życie niesie ze sobą rozmaite dylematy, trudności, wyzwania, napięcia i konflikty. Ci, którzy słuchają, muszą czuć, że głoszący Ewangelię mówi nie to, czego się nauczył, ale stara się karmić tym, czym sam żyje.
 
Drugi element to wiarygodność. Wiarygodność łączy się z tą autentycznością. Słuchacze Słowa Bożego, Ewangelii mogą, a nawet często chcą, szybko zweryfikować to, co słyszą. Chcą zobaczyć, czy i w jakim stopniu jest im to potrzebne w życiu. Nowa ewangelizacja powinna więc pokazać Ewangelię nie jako coś z odległej przeszłości, jakiś dokument, który rzutował na to, co było, tylko jako żywą Księgę, która jest zdolna nami pokierować, ukazać nam możliwości i kierunki życia, siłę do tego, by odnaleźć się w naszych czasach, tutaj i teraz. To musi być w jakiś sposób sprawdzalne. Ci, którzy żyją niewinnie, powinni się utwierdzić na drodze niewinności. Ci, którzy żyją na drodze nawrócenia, powinni zobaczyć, że na niej również spotykają Jezusa Chrystusa. Ujmując to może nieco humorystycznie, ale myślę, że mimo wszystko prawdziwie, można powiedzieć, że są dwa rodzaje ludzi: pod koniec życia jedni żałują, że grzeszyli, a drudzy żałują, że nie grzeszyli. Wiarygodność Ewangelii polega na tym, żeby powiedzieć, że na dobrej drodze są ci pierwsi. Im trzeba ukazać siłę i blask Ewangelii, aby mogli wejść na tę drogę jak najwcześniej. Natomiast tym drugim trzeba ukazać moc Ewangelii, żeby nie doszli do tych wątpliwości, które mogłyby się w nich pojawić na skutek obrachunku ze sobą; wątpliwości prowadzących do wniosku, że właściwie niewinność nie popłaca.
 
I wreszcie trzecia sprawa, która jest potrzebna: żarliwość głosiciela. Myślę, że trzeba się starać, choć jest to pokusa, która nieustannie się pojawia, usuwać w cień egoizm, egocentryzm, chciwość, poleganie na sobie, samowystarczalność, potrzebę uznania, wszystko to, co jest głęboko ludzkie. Te wszystkie elementy zawsze towarzyszą i trudno się ich pozbyć, ale jeżeli jest przerost tego wszystkiego, to bardzo szybko głosiciele się męczą albo zniechęcają, a tego robić nie można. Raz jeszcze weźmy przykład św. Pawła, który nie miał do dyspozycji ani radia, ani telewizora, prasy, środków komunikacji. Poruszał się w sposób bardzo prosty, a to, co miał do powiedzenia, było słyszane przez tych, którzy go słuchali, a później czytane przez tych, do których dotarł jego list. Wszędzie jednak zostawiał jakąś iskrę i z tej iskry powstawały ognie, poszczególne Kościoły, wspólnoty, które bardzo szybko złożyły się na ogień zdolny przetrawić cały starożytny świat. Czy to jest teraz możliwe? Można powiedzieć, że tak. Dzisiaj jest to jednak dużo trudniejsze niż w starożytności. Na tym polega paradoks. Współczesny człowiek ma bowiem do wyboru znacznie więcej możliwości. Płomyczek, który zostanie zapalony, jest jakby zapalony w buszu, trudno go zobaczyć, gdyż dookoła jest mnóstwo rozmaitych propozycji, które jawią się jako bardziej atrakcyjne. Ten ogień jest w stanie strawić to wszystko, ale tu nie możemy polegać wyłącznie na sobie. Myślę, że dobrym, skutecznym głosicielom Ewangelii powinno towarzyszyć głębokie zaufanie, że przemiana tego świata jest dziełem Boga, że jesteśmy sługami, oby użytecznymi, i powinniśmy robić zawsze to, co do nas należy, ale też ufać, że jesteśmy częścią Bożego planu zbawienia, który chcielibyśmy przyspieszyć, urzeczywistnić naszymi siłami, jednak Pan Bóg realizuje ten plan po swojemu. Ważne jest na pewno, żebyśmy Mu nie przeszkadzali.
 
Prowadzi Ksiądz często spotkania, sesje, szkołę biblijną w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, spotyka się z ludźmi, którzy tutaj się modlą, słuchają Słowa Bożego. Myślimy o naszym domu jako o domu pustyni, domu Słowa. Jakie jest Księdza doświadczenie tego domu? Czy tego typu domy są potrzebne? Co mogą dzisiaj dać Kościołowi w Polsce i nie tylko?
 
Taki dom jest bardzo potrzebny nie tylko tym, którzy z niego korzystają, słuchając, ale i tym, którzy z niego korzystają, przemawiając, ucząc. Tu stykają się ze sobą te wymiary spotkania z Biblią, które nawzajem się dopełniają. Jest czytanie, tekst, jest rozważanie tego tekstu, medytacja, cisza, która służy medytacji, głębokiemu przyswojeniu wewnętrznemu, jest modlitwa i wreszcie jest to, co jest szczytem życia chrześcijańskiego – Eucharystia. To wszystko jest złączone jak różaniec. Jedno potrzebuje drugiego, jedno ku drugiemu prowadzi. I nie chodzi o ciągłość chronologiczną, ale o pewną ciągłość logiczną. Wszystko się nawzajem dopełnia i widok 150-200 osób, które w ciszy, skupieniu, bez upominania, ale z własnej woli i z chęcią wsłuchują się w Słowo Boże, przeżywają je, medytują przed Najświętszym Sakramentem, karmią się Eucharystią, jest naprawdę porywający i daje wiele do myślenia. Pokazuje, że nowa ewangelizacja nie jest czymś, co dopiero mamy zacząć, ale czymś, co już przynosi owoce, bo to jest nowa ewangelizacja. Na czym ona polega? Czy Ewangelia się zmieniła? Nie, Ewangelia jest ta sama, ale ona trafia do współczesnego człowieka w nowy sposób. Do niedawna w Polsce nie mieliśmy takich możliwości. Był inny ustrój, układy finansowe, społeczne itd. Nie było takich domów, gdzie można przeżywać Słowo Boże, nie było takich form duszpasterstwa. Centrum Formacji Duchowej w Krakowie jest pionierskie, wyznacza pewien szlak. Już weszło na dobre w krajobraz polskiej pobożności, teologii, biblistyki, duchowości. Jest więc czymś znanym i przyciąga wciąż nowe osoby. Wyzwanie polega na tym, aby jeszcze bardziej zintensyfikować­ to, co jest, i żeby tę formę duszpasterstwa, takiej duchowości biblijnej upowszechniać. Pod tym względem jest to dzieło zupełnie nieocenione.
 
Rozmawiał Krzysztof Wons SDS
Tekst jest fragmentem wywiadu filmowego, który niedawno miał swoją premierę na DVD: "Jak czytać Biblię, aby spotkać Jezusa?".
Salwator 1/2015
 
fot. Graphicstock.com
 
 



Pełna wersja katolik.pl