logo
Sobota, 07 grudnia 2019 r.
imieniny:
Ambrożego, Marcina, Sobiesława – wyślij kartkę
Szukaj w


Facebook
 
Jacek Święcki
Francja - postchrześcijańskie społeczeństwo ateistyczne... cz.2
Apologetyka


Francja - postchrześcijańskie społeczeństwo ateistyczne:
 
 Jak do tego doszło?
ciąg dalszy
 
 
 
4. Faza trzecia: od rewolucji francuskiej do początków V Republiki
 
 W sytuacji, gdy w umysłach rządzących Francją elit dokonała się wspomniana wyżej „rewolucja metafizyczna”, a odziedziczona po średniowieczu wizja Francji jako wcielenia ideału „państwa Bożego” stawała się powoli niemiłosiernym ciężarem, gwałtowne przekształcenia społeczne stały się nieuchronne. Rewolucja francuska nie wybuchła przypadkowo: była logicznym owocem zarówno duchowych spustoszeń dokonywanych przez jansenizm, kartezjańskiego racjonalizmu, jak i naiwnej antropologii przeczącej rzeczywistości pierworodnego zranienia ludzkiej natury. Pretekstem stał się kryzys wywołany przez klęski żywiołowe z 1788 roku, w obliczu których załamały się finanse publiczne. Trzeba było przystąpić do pilnej reformy państwa, a do tego potrzebne było zwołanie Stanów Generalnych, średniowiecznego parlamentu, który od czasu nastania monarchii absolutnej był już tylko czystą fikcją.
 
Król Ludwik XVI nie podejrzewał nawet, że wybrani deputowani albo już są gorącymi zwolennikami transformacji społecznych według zasad masońskich, albo też gotowi są dać się łatwo nawrócić na nową racjonalistyczną religię „Bytu Najwyższego” wyznawaną przez tych pierwszych. W sytuacji żałoby spowodowanej śmiercią córki opuścił szacowne zgromadzenie i utracił nad nim odtąd całkowicie kontrolę. Dwudziestego trzeciego czerwca 1789 nastąpił bunt Stanów Generalnych: deputowani zamknęli się w sali gry w piłkę (Jeu de paume) w paryskim pałacu Tuileries. Następnego dnia zbuntowany Parlament uchwalił, że odtąd źródłem prawa nie jest monarcha sprawujący rządy z Bożego nadania, ale lud suwerenny.
 
Warto sobie przypomnieć, że równo sto lat wcześniej, 24 czerwca 1689 roku Pan Jezus poprosił siostrę Małgorzatę Marię Alacocque, aby król zawierzył całą Francję Jego Najświętszemu Sercu. Król Ludwik XIV dowiedział się o tym za pośrednictwem jezuitów, kierowników duchowych świętej z Paray-le-Monial, ale zupełnie nic nie zrobił w tej sprawie. Jego ojciec, Ludwik XIII, chcąc uprosić łaskę narodzin męskiego potomka w kontekście trudnej sytuacji międzynarodowej, proklamował Maryję królową Francji, nakazując swoim poddanym uczestnictwo w procesjach ku Jej czci w dniu 15 sierpnia. Niestety, uczynienie dalszego kroku, który mógłby ocalić monarchię i jej średniowieczne ideały, okazało się już niemożliwe.
 
Następne wypadki następowały już bardzo szybko: symboliczne zburzenie Bastylii, bronionej przez garstkę Szwajcarów, strzegącej w chwili szturmu 14 lipca raptem trzech więźniów; zniesienie wszystkich przywilejów stanowych 4 sierpnia i zaraz potem 26 sierpnia proklamacja Powszechnej deklaracji praw człowieka i obywatela. Deklaracja stwierdzała, że: „Ludzie rodzą się i pozostają wolnymi i równymi w prawach”, ignorując fakt konieczności Odkupienia. Podczas gdy Ewangelia głosi, że rodzimy się niewolnikami grzechu, choć jesteśmy równocześnie wezwani do wolności dzieci Bożych, Deklaracja zakłada zgodnie z doktryną Rousseau, że celem prawa jest obrona indywidualnej wolności nabytej w chwili urodzenia przed różnego rodzaju „tyranami”:
 
„Celem wszelkiego zrzeszenia politycznego jest utrzymanie przyrodzonych i niezbywalnych praw człowieka. Prawa te, to: wolność, własność, bezpieczeństwo i opór przeciw uciskowi.
 
Dalej Deklaracja stwierdza, że: „Źródło wszelkiej władzy zasadniczo tkwi w narodzie. Żadne ciało, żadna jednostka nie może sprawować władzy, która by wyraźnie od narodu nie pochodziła”. Podczas gdy Ewangelia wyraźnie potwierdza niepodważalność zasadniczych praw pochodzących od Stwórcy, takich jak Dekalog, Deklaracja uzależnia je od woli ludzkiego ustawodawcy, zaś jedynym kryterium godziwości tych praw ma być ich racjonalność weryfikowana w demokratycznej debacie publicznej.
 
W tym momencie najstarsza córa Kościoła zerwała z premedytacją przymierze swojego chrztu. Rewolucjonistom bynajmniej nie chodziło jedynie o zastąpienie monarchii nowym ustrojem republikańskim, ani też o wprowadzenie reform mających wprawić w ruch skostniałe zasady „dawnego reżimu” (fr. ancien regime), ale o zadekretowanie nowych zasad życia społecznego całkowicie sprzecznych z chrześcijańską wizją człowieka i społeczeństwa. Mówiono otwarcie o nowej religii Bytu Najwyższego (fr. Etre Supreme) i praw człowieka, wprowadzano stopniowo nowy kult, który można śmiało określić jako parodię kultu katolickiego. Katechizmy katolickie zastąpiono w szkołach katechizmami republikańskimi. Reforma kalendarza wprowadziła dekady likwidujące nie tylko katolickie święta, ale nawet niedziele. Kościół próbowano początkowo całkowicie uzależnić od państwa, ale wkrótce potem zakazano jakiejkolwiek formy katolickiego kultu pod pretekstem sprzeczności z ideałami wolności, równości i braterstwa. Ideały te, same w sobie jak najbardziej chrześcijańskiego pochodzenia, w ustach i praktykach nowej władzy dosłownie oszalały (wg słów Chestertona), wywołując terror i wojny, jakich Francja dotąd nigdy nie zaznała w całej swojej dotychczasowej historii. Wybrano opcję fizycznego zniszczenia wszystkiego, co mogłoby bodaj przypominać chrześcijańskie powołanie Francji. W tym celu trzeba było zamieniać wszystkie nazwy nawiązujące do Chrystusa i jego świętych na nowe, nawiązujące do nowej religii Bytu Najwyższego. Dogmaty, takie jak nieśmiertelność duszy, były odtąd ogłaszane w dekretach Zgromadzenia Narodowego. Potem niszczono pomniki królów Francji i bezczeszczono ich groby. W końcu zgilotynowano także króla, królową oraz większość arystokratów.
 
Ponieważ twierdzenia Powszechnej deklaracji praw człowieka i obywatela traktowano na podobieństwo nowo odkrywanych praw przyrody, niemożliwe było tolerowanie jakiegokolwiek oporu wobec nowego porządku społecznego. Opór ten miał miejsce właśnie na terenach, na których prawie wiek przedtem działał św. Ludwik Grignon de Monfort, w ubogich i zaniedbanych gospodarczo prowincjach południowo-zachodnich. Antyrewolucyjne wystąpienia rozpoczęły się w marcu 1793 roku w nowo utworzonym departamencie Wandei po proklamacji masowego poboru absolutnie wszystkich mężczyzn do armii, konfiskatach zboża i nakazie przetopienia kościelnych dzwonów na armaty. Prości chłopi porobili sobie sztandary z wyobrażeniem Najświętszego Serca i poszukali sobie ukrywających się po wsiach arystokratów jako przywódców powstania.
 
Na odpowiedź Paryża nie trzeba było długo czekać. Dwa dekrety Komitetu Ocalenia Publicznego nakazują eksterminację całej ludności Wandei, nie wyłączając starców, kobiet i dzieci, którzy nie poddaliby się natychmiastowej deportacji; ich mienie ma być skonfiskowane, a cały kraj obrócony w perzynę, na podobieństwo starożytnej Kartaginy. Na rewolucyjnych mównicach rozlegają się złowieszcze słowa: „Zniszczcie Wandeę, a uratujecie Ojczyznę. Trzeba wyniszczyć doszczętnie tę buntowniczą rasę, podpalić ich lasy, ściąć zbiory, zniszczyć ich stada!” (Barrere). Po dziewięciu miesiącach powstanie upada, a generał Westermann pisze taki oto raport do Paryża: „Nie ma już Wandei. Wraz ze swymi kobietami i dziećmi zginęła pod naszą wolną szablą. […] Zgodnie z rozkazami, któreście mi dali, miażdżyłem dzieci kopytami koni, masakrowałem kobiety, które nie będą już rodzić bandytów. My nie bierzemy jeńców, bo wtedy musielibyśmy ich żywić chlebem wolności; litość to nie jest rewolucyjna sprawa”.
 
Ale na tym sprawa się nie kończy. Po podbitej prowincji, wydanej na pastwę nowo powstałej Republiki, posyłane są „piekielne kolumny” generała Turreau, których zadaniem jest dokonanie pierwszego chyba w dziejach ludzkości świadomie zaplanowanego z zimną krwią ludobójstwa w imię racji czysto ideologicznych. Związanych ludzi topi się na Loarze, eksperymentuje się z trującymi gazami, buduje się piece krematoryjne, do których wrzuca się żywe kobiety i dzieci, z trupów wyrabia się mydło, a ze skór pomordowanych robi się spodnie. To tylko niektóre zbrodnie dowódców, których imiona po dziś dzień widnieją na Łuku Triumfalnym w Paryżu i którymi nazywa się ulice wielu francuskich miast. Według Chateaubrianda w powstaniu i towarzyszących im represjach zginęło łącznie aż 600 tysięcy ludzi, choć dzisiejsi historycy zgadzają się powszechnie na „tylko” 350 tys. ofiar. Do dzisiaj Francja nie chce uznać zbrodni wandejskiej za ludobójstwo i upiera się, że były to „nadużycia” dokonane w ekstremalnych warunkach okrutnej wojny. Tak samo właśnie Turcja uzasadnia po dziś dzień konieczność rzezi Ormian w czasie I wojny światowej.… Komentarze są chyba zbyteczne.
 
Rewolucyjny szał zniszczenia nie trwa jednak długo i wkrótce ustępuje bardziej wyważonym rządom Napoleona. Ambitny i żądny nieśmiertelnej chwały Korsykanin rozstrzyga wszystkie rewolucyjne wojny na korzyść Francji i zajmuje połowę Europy, Równocześnie porywa papieża i zmusza go do cesarskiej koronacji, obiecując mu równocześnie uregulowanie statusu prawnego Kościoła we Francji. W chwili gdy papież ma już nałożyć koronę na głowę pysznego władcy, Napoleon wyjmuje ją z rąk papieża i sam siebie koronuje. Upokorzenie następcy św. Piotra jest bezgraniczne; w powszechnym mniemaniu pakt zawarty przez trzynastoma wiekami w Reims został właśnie zmieniony w taki oto sposób, że to papież ma być odtąd sługą nowej religii racjonalistycznej, ustanowionej przez francuski geniusz narodowy. A w okupowanym przez wojska napoleońskie Rzymie na piazza dei Popolo wznosi się złowieszcza gilotyna, którą Rzymianie przezwą wkrótce il monumento nuovo.
 
Upadek Napoleona ożywia we Francji nadzieje na restaurację chrześcijańskiej monarchii. Katolicy, tak bardzo upokorzeni w ostatnim ćwierćwieczu, z powrotem podnoszą głowę. Ale tylko na krótko. Rewolucja głęboko zmieniła francuskie społeczeństwo, tak jakby coś w nim pękło, a Kościół nie wykorzystuje wielkiej szansy nowej ewangelizacji, pojmując swoją rolę jako konserwatora ideałów zamierzchłej przeszłości i wciąż brnąc w swej miałkiej duchowości jansenistycznej. Okres ten rozświetlają jedynie trzy wielkie objawienia maryjne (rue du Bac w Paryżu, la Salette i Lourdes), ostrzegające Francję przed dalszym odchodzeniem od Boga i obiecujące jej duchowe uzdrowienie za przyczyną Matki Bożej. A także trzech wielkich świętych, którzy wywarli z czasem ogromny wpływ na cofnięcie się jansenizmu z dusz wiernych: św. Jan Vianney (zwany świętym proboszczem z Ars), św. Teresa z Lisieux i bł. Karol de Foucauld.
 
Tymczasem racjonalizm przekształca się w pozytywizm i scjentyzm, loże masońskie rozwijają się w najlepsze, a radykałowie skłaniają się coraz bardziej ku materialistycznemu ateizmowi. Odrestaurowaną monarchię zmiata z dziejów Francji kolejna rewolucja z 1848 roku i zastępuje ją odrestaurowane cesarstwo. Z kolei upada cesarstwo i zastępuje go kolejna Republika, której instytucje zostaną wkrótce zupełnie opanowane przez gorliwych masonów. Podczas gdy większość katolików skłania się ku walce o przywrócenie monarchii, mądry papież Leon XIII nakazuje im pogodzić się z ustrojem republikańskim i realizować odtąd chrześcijańskie ideały w ramach procedur demokratycznych. Było to z pewnością wniosek z obserwacji demokracji funkcjonującej w krajach anglosaskich, która powstawała w zupełnie innych warunkach i nie była, w przeciwieństwie do demokracji francuskiej, przeciwna katolickiej doktrynie społecznej.
 
Rozeznanie papieża nie zapobiega jednak wylęgnięciu się kolejnego sporego kryzysu. We Francji wybucha afera Dreyfussa, bezwyznaniowego oficera pochodzenia żydowskiego, skazanego na surowe kary za domniemane szpiegostwo przez sąd wojenny, w którym zasiadają zwolennicy monarchii, kryjący do końca prawdziwego winowajcę. Partia katolicka zostaje skompromitowana, a radykalny rząd postanawia skorzystać z okazji i przystępuje do ostatecznej rozprawy z Kościołem. Dekrety z 1905 roku konfiskują wszelkie mienie kościelne, łącznie ze szkołami i obiektami sakralnymi, zakazują Kościołowi wszelkiej publicznej działalności, łącznie z organizowaniem procesji, likwidują większość świąt kościelnych i zakazują posługiwania się jakimikolwiek emblematami religijnymi w miejscach publicznych. Są one utrzymane we Francji do tej pory, choć w nieco łagodniejszej formie.
 
Wbrew temu wszystkiemu na początku XX wieku klimat wokół katolicyzmu powoli się zmienia. Jest to wywołane pojawieniem się na scenie intelektualnej zupełnie nowego aktora, Henryka Bergsona, syna żydowskiego emigranta z Polski. Bergson w niezwykle trafny sposób krytykuje racjonalizm i pod koniec życia odkrywa katolicką mistykę. Choć oficjalnie nie przyjął katolickiego chrztu (czując się solidarny z prześladowanymi Żydami), poprosił jednak w testamencie o katolicki pogrzeb. Ateistyczni uczniowie Bergsona odkrywają jednak katolicyzm znacznie wcześniej i stają się trzonem nowej katolickiej elity naukowo-literackiej. Część z nich odkrywa zapomniane dziedzictwo św. Tomasza z Akwinu, ale są też i tacy, którzy przecierają nowe szlaki, tak jak jezuita Teilhard de Chardin, uczony paleontolog, który interpretuje teorię ewolucji w duchu chrześcijańskiego kreacjonizmu. Natomiast tomista Jakub Maritain w swoim dziele Humanizm integralny tworzy zasady budowania chrześcijańskiego społeczeństwa w nowych strukturach demokratycznych.
 
To wszystko pozwala francuskim katolikom okresu międzywojennego odzyskać wiarygodność społeczną, a nawet pewien prestiż. Ale to znów nie trwa długo. Przychodzi II wojna światowa, która stawia na czele poddanego Niemcom państwa francuskiego marszałka Pétain, bohaterskiego wodza z okresu I wojny światowej i gorliwego katolika. Nowy przywódca państwa, którego stolicą staje się kurort Vichy, zastępuje dewizę „Wolność, równość, braterstwo” przez hasło „Praca, rodzina, ojczyzna” i ostentacyjnie manifestuje swoje przekonania religijne. Równocześnie z własnej i nieprzymuszonej woli posuwa swoją kolaborację z Niemcami tak daleko, że pozbawia wszystkich Żydów francuskiego obywatelstwa, spisuje ich, a następnie wydaje ich Niemcom w wyniku starannie zorganizowanych obław. Równocześnie wzdraga się przed jakąkolwiek współpracą z francuskim ruchem oporu zarówno w kraju, jak i na emigracji. Okres Vichy raz jeszcze głęboko kompromituje katolicyzm w oczach francuskiej opinii publicznej i o mały włos nie doprowadza do komunistycznego zamachu stanu w grudniu 1948 roku. Katolicy znów znajdują się w defensywie i są wskazywani palcami jako „kryptofaszyści”.
 
Kolejna szansa pojawia się wraz generałem de Gaulle’em, który w 1958 roku, w obliczu ustrojowego kryzysu Francji, skonfrontowanej dodatkowo z rozpadem swojego imperium kolonialnego, proponuje nową konstytucję, która stanowi próbę syntezy całego chrześcijańskiego i porewolucyjnego dziedzictwa Francji. W szczególności wybór prezydenta Republiki w głosowaniu powszechnym jest echem ceremonii królewskiej sakry z Reims. Natomiast głosowanie większościowe, faworyzujące wybór najbardziej kompetentnych osób, osłabia wpływy partii politycznych, nośników ideologii. Sam de Gaulle jest katolikiem i tego nie kryje. Publicznie przystępuje do sakramentów i nie jest to wcale źle przyjmowane. Wydaje się, że wraz nową formą republiki Francja odnalazła wreszcie swoją wewnętrzną stabilność po latach zamętu, a jej chrześcijańskie powołanie może się odtąd realizować w nowych warunkach i w nowej epoce jej dziejów. W tym samym czasie Francja jedna się z Niemcami i kładzie podwaliny pod nowy międzynarodowy układ polityczny, który po wielu latach przekształci się w Unię Europejską. Stojący na czele tej inicjatywy francuski mąż stanu Maurice Schumann jest obecnie kandydatem na ołtarze.
 
5. Faza czwarta: od rewolucji obyczajowej 1968 roku do czasów obecnych
 
Tymczasem w latach sześćdziesiątych XX wieku historia ponownie nabiera gwałtownego przyspieszenia. W maju 1968 roku na Sorbonie wybucha spontaniczna młodzieńcza rewolta, a władza popełnia błąd, pozwalając policji na bezprawne wkroczenie do szacownego budynku. Wtedy bunt rozlewa się po całej Francji na niemal wszystkie uniwersytety. Studenci, czując się zagrożeni interwencją władzy, proszą o wsparcie związki zawodowe, a to po paru dniach doprowadza do strajku generalnego i grozi wręcz obaleniem rządu. Wśród strajkujących studentów szerzy się propaganda anarchistyczna pod słynnym hasłem „Zabrania się zabraniać”, a jej znakiem rozpoznawczym jest… kopulowanie każdego z każdym. Sytuacja zostaje opanowana niemal w ostaniem chwili, kosztem przeprowadzenia reform w całym francuskim systemie edukacyjnym, które doprowadzą w najbliższym czasie do zupełnego rozprzężenia dyscypliny i upadku poziomu nauczania nie tylko na francuskich uniwersytetach, ale także w liceach i gimnazjach, pod pretekstem równych szans dla wszystkich.
 
Nowa filozofia egzystencjalistyczna połączona z marksizmem zaatakowała system moralny przeszłych epok, promując zupełnie nowe wartości. Co ciekawe, loże masońskie stopniowo zaaprobowały zmianę podejścia w tych sprawach. To z ich właśnie inicjatywy Francja dorobiła się ustawy o aborcji już w 1974 roku i odtąd nie przestaje w dalszym deptaniu tradycyjnych zakazów i nakazów w dziedzinie poszanowania życia. Dotąd w dziedzinie etyki katolicy i radykalni republikanie szli ręka w rękę, choć zasadniczo nie zgadzali się co do źródeł pochodzenia nakazów moralnych. Nikomu nie przychodziło nawet do głowy, aby atakować publiczną moralność, zaś w państwowych szkołach laickich lekcje etyki były do końca lat sześćdziesiątych obowiązkowe.
 
To nowe nastawienie wzięło się nie tylko z obaw młodych Francuzów uciekających w szczytowym okresie zimnej wojny w postawy pacyfistyczno-anarchistyczne. Zasadnicza przyczyna tkwi bowiem w coraz większej etatyzacji czy też wręcz mechanizacji życia społecznego we Francji. Pod wpływem lewicowych ideologii administracyjny nowotwór rozrasta się do zupełnie monstrualnych rozmiarów, a państwo dobrobytu zwane po francusku Etat-Providence – czyli Państwo Opatrzność! – kontroluje coraz bardziej szczegółowo wszystkich obywateli, gdyż musi im zapewnić emerytury, opiekę zdrowotną, ochronę przed bezrobociem, bezpłatne wykształcenie, zasiłki rodzinne i coraz to więcej nowych zabezpieczeń. Stłumienie wolności w dziedzinie przedsiębiorczości jest paradoksalnie kompensowane przez anarchię obyczajową i zupełny brak norm wszędzie tam, gdzie nie wkracza prawo i administracja. Francuzi, zabezpieczeni parasolem państwowej opieki społecznej, za którą państwo każe im jednak słono płacić, korzystają z egzystencjalnej wolności próbowania w życiu wszystkiego, co tylko może im ono dać, i to bez żadnych ograniczeń. Dlatego też prezydent Chirac, skądinąd oficjalnie katolik, nie waha się mówić o prawie do aborcji, jakby to chodziło o jakieś powszechne prawo przysługujące każdemu człowiekowi!
 
Na te przemiany ostatniego półwiecza nałożyły się reformy II Soboru Watykańskiego, które w sytuacji Francji doprowadziły do iście rewolucyjnego zamętu w parafiach i diecezjach. Były one powszechnie odczytane jako rodzaj zerwania z przeszłością, co wielu kapłanów i wiernych potraktowało z wyraźna ulgą, utożsamiając to, z czym się zrywa, z jansenistyczną hipokryzją. Z dnia na dzień znikają z parafii figury i obrazy, a do liturgii wkrada się coraz więcej fantazji. Komunię św. zaczyna dawać się wyłącznie do ręki, zakazuje się klękania, a opór protestujących wiernych nie natrafia niemal nigdzie na zrozumienie biskupów. Rygorystyczne jarzmo jansenizmu zastępuje z dnia na dzień rodzaj spontanicznego modernizmu, który przedstawia się wiernym jako rzekomy owoc soborowego „otwarcia się na świat”. Modlitwę usiłuje się zastąpić zaangażowaniem w dzieła społeczne lub charytatywne. Ogromnie wielu księży i zakonników opuszcza swój stan, albo też świadomie wchodzi w związki małżeńskie, oczekując, że Rzym „już za moment” pozwoli im na kontynuowanie obowiązków kapłańskich w nowym stanie cywilnym.
 
Ta nagła, podwójna fala rewolucyjno-anarchistyczna powoduje nieopisany zamęt zarówno wśród wiernych, jak i w samych strukturach eklezjalnych. Tradycyjne programy kształcenia kandydatów do kapłaństwa zmieniają się z dnia na dzień, a sami księża rozumieją wiarę bardziej jako niezobowiązująca propozycję opartą na specyficznym „systemie wartości” niż jako prawdę, na której trzeba bezwzględnie oprzeć swoje życie, aby go nie wykoleić. Na lekcjach religii przestaje się mówić dzieciom o Dziesięciu przykazaniach, aby ich nie zrażać do Kościoła, odkąd to nakazywanie i zakazywanie czegokolwiek staje się powoli politycznie niepoprawne. Ogranicza się jedynie do niezobowiązujących opowiadań mniej lub bardziej nawiązujących do treści biblijnych. Toteż wielu wiernych zaczyna szukać wyjścia w powrocie do tradycyjnego Kościoła przedsoborowego, nierzadko decydując się na przystąpienie do schizmatyckiego kościoła lefebrystów, który nie uznaje uchwał II Soboru Watykańskiego.
 
W takim to właśnie najmniej spodziewanym momencie pojawia się we francuskim Kościele Odnowa charyzmatyczna, sprawiając wręcz wrażenie cudu. Odnowa w wydaniu francuskim nie jest produktem importowanym „zza wielkiej wody” ani kolejnym „krzykiem mody” lansowanym przez środowiska generujące regularnie co parę lat kolejne „akcje ewangelizacyjne”, mające na celu ponowne zapełnienie przeraźliwie opustoszonych świątyń. Została ona zapowiedziana jeszcze w okresie międzywojennym przez sługę Bożą Martę Robin, sparaliżowaną wieśniaczkę, która ponad 50 lat swojego życia przeżyła, żywiąc się jedynie Chlebem eucharystycznym, z wykluczeniem jakiegokolwiek innego pokarmu. Z pomocą swego kierownika duchowego, ks. Fineta, założyła ona Ogniska Miłości (fr. Foyers de Charité) jako pierwsze w historii Kościoła stowarzyszenie osób duchownych i świeckich z wyraźnym celem wspólnej ewangelizacji poprzez głoszenie rekolekcji, katechezę i bezinteresowną pomoc bliźnim. Przepowiadała ona bezustannie trudne czasy masowych odstępstw od wiary i następujący po nich wielki powrót do Boga w późniejszym okresie, który nazywała „Pięćdziesiątnicą Miłości”. Mówiła, że wtedy właśnie święci będą już nie tylko pojedynczy ludzie, ale całe wspólnoty, które będą żyły na podobieństwo chrześcijańskich gmin z pierwszych wieków. Gromadziła wokół siebie mnóstwo zaangażowanych chrześcijan, którzy właśnie pod jej wpływem aktywnie włączą się w ruchy i wspólnoty, które zaczęły spontanicznie wyrastać w całym kraju pod wpływem wielkiego wylania Ducha Świętego, które właśnie wtedy nastąpiło.
 
To właśnie z inspiracji Marty Robin grupa Żydów uprzednio nawróconych na protestantyzm założyła wspólnotę Lwa Judy, która obecnie nosi nazwę Wspólnoty Błogosławieństw. Wspólnota Emmanuela powstała natomiast z dawnej grupy modlitewnej o. Caffarela. Gdy pewnego wieczoru jej członkowie zdecydowali, aby modlić się bardziej spontanicznie, bez żadnego planu czy też schematu, wtedy też natychmiast charyzmaty wybuchły z wielką siłą, a wszyscy obecni zaczęli odczuwać wielki pokój, którego wcześniej nigdy nie doznawali. Te doświadczenia były potem potwierdzane i systematyzowane przez rozliczne kontakty z katolickimi grupami modlitewnymi z innych krajów, niemniej nie można w żadnym wypadku powiedzieć, że odbyło się to na zasadzie „transferu” z amerykańskiej duchowości neoprotestanckiej.
 
Kryzysowa sytuacja francuskiego Kościoła, który to w tak wielu miejscach dosłownie zanika, ułatwia przyjmowanie charyzmatów. Są one powszechnie przyjmowane jako nadzwyczajne umocnienie w pozwalające na przetrwanie w radości i pokoju najcięższych lat próby, a także jako broń ofensywna w dziele reewangelizacji Francji. Nie chodzi tu wcale o pomysł skłaniający ekschrześcijan do powrotu do przekonań i praktyk religijnych, bo to może już obecnie nie wystarczyć, ale chodzi o ukazanie, że możliwe jest szczęśliwe życie oparte na Chrystusie obecnym w braterskiej wspólnocie ożywianej przez Jego Ducha Miłości. Nawrócenia ma obecnie we Francji wymiar cywilizacyjny, tak jak niegdyś w chrześcijaństwie starożytnym. Gdy „państwo Boże” zostało brutalnie usunięte z życia publicznego, trwa ono nadal w nowych wspólnotach i przyciąga do Chrystusa coraz to nowych ludzi, przekonujących się, że życie polegające na szukaniu wciąż nowych wrażeń i przyjemności nieuchronnie prowadzi do egzystencjalnej rozpaczy.
 
Tak więc francuska Odnowa charyzmatyczna wpisuje bardzo głęboko w odwieczne powołanie Francji . To właśnie z inicjatywy różnych wspólnot powstają nowatorskie pomysły zmierzające do wypracowania konkretnych idei, jak być chrześcijaninem w nowym tysiącleciu; to tam właśnie wykuwają się działania, których nie zawahałbym się nazwać „pracą u podstaw” nad nowego rodzaju chrześcijańskim społeczeństwem, dostosowanym do kontekstu współczesnej cywilizacji. To samo da się także powiedzieć o innych nowych ruchach i instytutach kościelnych, niekoniecznie o zabarwieniu charyzmatycznym, np. takich jak nowa zakonna wspólnota braci i sióstr jerozolimskich. Ogromną inspiracją w tym dziele jest odnowiony obraz Boga, człowieka i zbawienia, jaki wyłania się z adhortacji, encyklik i innych wypowiedzi dwóch ostatnich papieży: Jana Pawła II i Benedykta XVI. Podczas gdy we francuskiej prasie katolickiej rzadko kiedy można odnaleźć jakiekolwiek przychylne papieżowi akcenty, w Odnowie dokumenty Magisterium bierze się bardzo na serio i nie waha się znajdować w nich natchnień do wszelkich działań ewangelizacyjnych. Powoli kruszy się mur antyrzymskich uprzedzeń, tak mocno jeszcze obecny we francuskim Kościele w stosunkowo niedalekiej przeszłości.
 
Odnowa charyzmatyczna nie jest we Francji jednolita. Ton nadają jej wielkie wspólnoty o charakterze międzynarodowym, takie jak Emmanuel, Błogosławieństwa, Chemin Neuf czy też Fondacio. Ponadto jest także kilkadziesiąt znacznie mniejszych wspólnot o charakterze diecezjalnym, choć są one niekiedy sporadycznie obecne także i poza Francją. Tak np. Studnia Jakuba ze Strasbourga jest obecna także w Sokode w środkowym Togo, ponieważ zaprosił ją tam tamtejszy biskup. Obraz ten dopełniają tysiące grup modlitewnych zbierających się w parafiach, opactwach lub nawet prywatnych domach (zwłaszcza na zdechrystianizowanych obszarach wiejskich). Cechą charakterystyczną wspólnot Odnowy jest przemieszanie wszystkich możliwych stanów życia i różnorodność w możliwości zaangażowania się w realizację wspólnej misji. Tak na przykład we wspólnocie Studni Jakuba członkowie wspólnoty (engagés) przygotowują się do uczestnictwa w niej przez 5 lat, potem angażują się dwa razy po 3 lata (małżeństwa trzy razy do 3 lata), wreszcie angażują się na stałe. Sprzymierzeni ze wspólnotą (alliés) angażują się na rok i co roku odnawiają swoje zobowiązania. Natomiast przyjaciele wspólnoty (amis) wyrażają co rok chęć kontynuowania wspólnej drogi ze wspólnotą, ale nie podejmują żadnych konkretnych zobowiązań. W innej wspólnocie może to jednak wyglądać zupełnie inaczej.
 
O roli nowych wspólnot i grup charyzmatycznych niech świadczy fakt, że około dwie trzecie obecnych francuskich powołań kapłańskich i zakonnych pochodzi obecnie z tego środowiska.
 
Równocześnie Odnowa budzi także niekłamany szacunek coraz liczniej obecnych we Francji muzułmanów. Ciekawe, jak często to właśnie oni zatrzymują się w trakcie ulicznych ewangelizacji i chcą koniecznie porozmawiać o Jezusie, którego podobno chrześcijanie uważają za Boga. To co ich zastanawia i przyciąga, to spontaniczna radość wynikająca z więzi z Jezusem, której nigdy przedtem nie widzieli w żadnym chrześcijańskim kościele ani u żadnych wierzących katolików. Podczas gdy społeczeństwo ateistyczne jest bezradne wobec tylu emigrantów, którym nie potrafi wszczepić laickich wartości republikańskich i którzy nie kryją głębokiej pogardy dla wszelkiego rodzaju wynaturzeń, jakie obecnie widzą wszędzie dookoła, Odnowa potrafi niekiedy w zaskakujący sposób dotrzeć do wielu z nich.
 
Tak na przykład podczas jednej ze wspólnotowych Mszy św. celebrowanych w strasburskiej parafii, do Komunii św. podszedł ktoś wyglądający na Algierczyka z muzułmańskiego przedmieścia. „Czy jesteś, mój bracie, chrześcijaninem?” – zapytał ksiądz. „Nie jestem” – odparł. „Wobec tego nie mogę ci tego dać. To jest Chleb, który nasz Ojciec z nieba daje tylko swoim dzieciom. Ale mogę cię pobłogosławić!”. Następnego dnia ów Algierczyk zjawił się w parafii, chcąc się dowiedzieć więcej szczegółów na ten temat.
 
Ośmielam się zauważyć, że od takich właśnie małych i niepozornych zdarzeń może obecnie zależeć przyszłość świata, który obecnie wije się w konwulsjach pomiędzy dwoma fałszywymi modelami cywilizacyjnymi zwanymi w skrócie „McDonald” i „dżihad”.
 
6. Obecne perspektywy chrześcijańskiej Francji
 
Tak więc Kościół katolicki dalej we Francji żyje i działa, choć na powierzchni życia społecznego niewiele go widać. Częściej rzucają się w oczy puste kościoły niż wypełnione ludźmi miasteczko, w którym odbywa się jakaś letnia sesja Odnowy, animowana przez taką czy inną wspólnotę. Łatwiej jest zauważyć, że normalnych w parafiach spowiedź zanikła, niż to, że w niektórych sanktuariach czy też wyspecjalizowanych duszpasterstwach odbywa się ona o każdej porze dnia i nocy. Łatwiej jest zauważyć, że ludzie na co dzień są oszalałymi konsumentami niż to, że coraz więcej osób spędza wakacje w zaciszu benedyktyńskich opactw lub też na pieszym szlaku pielgrzymkowym do Santiago de Compostela.
 
To co było, nie powróci, ale być może jest właśnie tak, że we Francji (i gdzie indziej w Europie Zachodniej) dojrzałe chrześcijaństwo dopiero się zaczyna. Miłość człowieka do Boga i więź z Kościołem wydaje się podlegać takim samym prawom jak miłość dzieci do rodziców. Na początku jest ona spontaniczna i bezrefleksyjna, ponieważ dziecko czuje się jakby zlane w jedno ze swoimi rodzicami. Potem, w okresie dorastania dziecko staje się coraz bardziej autonomiczne i przestaje identyfikować się z rodzicami; wtedy też coraz niechętniej ich słucha. W krytycznym okresie buntu nastolatka niekiedy dochodzi niekiedy nawet do brutalnego zerwania więzi. Dopiero po jakimś czasie młody człowiek uświadamia sobie, że dzieli z rodzicami wspólne wartości, chociaż niekoniecznie chce je realizować w ten sam sposób jak oni. Wtedy ponownie nawiązuje się nić porozumienia, które nie jest już oparte na dziecięcym posłuszeństwie, ale na twórczej adaptacji rodzicielskiej mądrości.
 
Chrześcijańskie społeczeństwa zdają się przeżywać podobne etapy rozwoju relacji z Bogiem. Na początku jest dziecięca ufność i bezwzględne posłuszeństwo, które jednak nie trwa wiecznie. W miarę rozwoju pojawia się postawa autonomii i kwestionowanie wartości Objawienia. W przypadku Francji moment „młodzieńczego buntu” miał ogromnie gwałtowny charakter i dramatyczne konsekwencje. Dopiero obecnie z wolna rozpoczyna się mozolna droga powrotu do rodzicielskiego domu i próba ułożenia stosunków z Bogiem na zasadach dojrzałego i pełnego szacunku przymierza z Odwieczną Mądrością. Nie wiemy, kiedy się to stanie. Ale wiemy też, że „dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (Rz 11,29). Jeśli Francja została powołana na nauczycielkę narodów pokazującą w swojej społecznej substancji wspaniałości Chrystusowego Odkupienia, to żaden grzech i żadne odstępstwo tego jej nie cofną. To samo dotyczy także powołania Polski i wszystkich innych narodów. „Wierny jest Ten, który was wzywa: On też tego dokona” (1 Tes 5,24). Amen!
 
Jacek Święcki
 
W dniach 12-14 stycznia 2007r. odbyła się VI Sesja Apologetyczna. Głównym tematem tego spotkania było „Chrześcijanin wobec ateizmu i niewiary”.
Powyżej przedstawiliśmy wystąpienie Jacka Święckiego, członka redakcji serwisu apologetycznego, na temat duchowej historii Francji. Mamy nadzieję, że doprowadzi on do dyskusji na temat stanu duchowego naszej ojczyzny!
Zapraszamy do dyskusji pod adresem:
apologetyka.katolik.net.pl 
 
 



Pełna wersja katolik.pl