Autor: Leon (21 l.) (195.136.194.---)
Data: 2026-09-07 15:22
Hej, mam parę pytań dotyczących potencjalnego powrotu do kościoła, wiary i życia. Mam 21 lat i czuje się dosłownie martwy. Nie wiem, czy to kwestia depresji, czy unikania ludzi, czy braku planów ale prawda dotycząca moich ostatnich paru lat życia jest taka, że przeszedłem obok niego, nadal nie potrafię wyjść z wiecznego myślenia oraz narzekania na wszystko. Nie mam żadnych umiejętności, odciąłem się od potencjalnych kontaktów. Nie wiem czy Bóg mnie pokarał, czy to kwestia mózgu czy trybu życia ale robiąc cokolwiek, starając się uczyć nowych rzeczy nie potrafię realnie skupić uwagi,słuchać abstrahując od faktu że przy nauce akademickiej zapominam rzeczy z liceum, tak samo było na paru ostatnich mszach. Wszystko mnie boli i praktycznie jedyne co robię to leżenie w łóżku. Nie pamiętam nic ze swojego życia, wszystko skracam do paru zdań. Wiem że brzmi to asekuracyjnie ale nie umiem ułożyć sensownego planu. Szczerze żałuję za przeszłość ale nie wiem jak zmieniać teraźniejszość, zawsze po prostu gardziłem swoim życiem. Czuję się na tyle skapciały nieróbstwem że nie wiem nawet co mógłbym zmieniać. Nie chce się rozwodzić nad przyczynami, może była to depresja, nie wiem.
Jak zacząć?
Czy jest jeszcze dla mnie szansa?
Jak przestać myśleć?
Jak pogodzić się z faktem bycia ekstremalnie z tyłu, porównywania się do innych?
Jak radzić sobie z brakiem wiedzy i obycia na każdy temat?
|
|